wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 27

UWAGA!
W tej części mogą występować momenty +18. Jeśli ktoś nie jest pełnoletni i ma słabe nerwy...to radzę mu nie czytać końca rozdziału. Ostrzegam tak na wszelki wypadek. Miłego czytania ♥
****************************************************************************

*Perspektywa Janice*
I co on sobie myśli? Że przez sms-a będzie mnie przepraszał? Że mu od razu wybaczę? O nie, nie. Mimo tego wszystkiego i tego jak bardzo go znienawidziłam, tęskniłam za nim. Za tymi zielonymi oczami, za tym uśmieszkiem dosłownie ściągniętym z reklamy Colgate, za tymi loczkami, które codziennie perfekcyjnie układał, tylko po to, żebym potem ja je mogła potrzepać, za jego porannym, zachrypniętym głosem, za zapachem jego pięknych perfum, za ciepłem jego uścisku, za jego malinowymi ustami, które ciągle wyginały się w uśmieszku, za dołeczkami w jego policzkach, które pojawiały się tylko wtedy, gdy był naprawdę szczęśliwy, a nie sztucznie, i przede wszystkim za tym czymś czego nie mieli inni chłopcy.
-Żyjesz? - ciepła ręka blondynki poszturchała mnie lekko w ramię. Ocknęłam się gwałtownie.
-Sorki, zamyśliłam się. - podrapałam się zakłopotana po głowie.
-No właśnie zauważyłyśmy. - zaśmiała się Danielle. - Perrie, chyba musimy ją na trochę zabrać od tych wariatów. - prychnęła brunetka.
-No,no. Mi też by się przydał odpoczynek od obowiązków. Dziewczyny, co powiecie na spa? -zaproponowała dziewczyna z nutką nadziei w głosie.
Pomyślałam sobie, że to nawet nie zły pomysł. Odpoczęłabym od tego wszystkiego.
-Ja jestem za. - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Ja też. - wyznała druga.
-Okej. No to kiedy byśmy pojechały? - znów wróciła do tematu Perrie.
-Może w sobotę? - zaproponowałam.
-Janice ma rację. Ja jeszcze mam występ pojutrze, a jutro to będziemy miały niezłego kaca. Okej, to w sobotę. - przytaknęła Dan.
-No to umówione! - podskoczyła w górę blondynka i pomaszerowała z tacą kanapek do salonu pokazując ręką, żebyśmy poszły za nią. Weszłyśmy we trzy do salonu. Chłopcy już na nas czekali. Perrie położyła tackę na stolikz innymi przekąskami i pozostałymi drinkami i szepnęła mi na ucho, żebym poruszyła temat spa. Znów się ocknęłam.
-Słuchajcie. Z dziewczynami postanowiłyśmy zrobić sobie babski weekend.
-Oho, szykują się kłopoty. - zaśmiał się Niall przerywając mi. Spiorunowałam chłopaka wzrokiem i wróciłam do przemowy. -Postanowiłyśmy pojechać do spa. - uśmiechnęłam się. Wszyscy wgapiali się w nas niezrozumiale.
W końcu Danielle odchrząknęła.
-Przydałby się sponsor. - brunetka spojrzała po chłopakach, ale każdy spuścił wzrok. Zaśmiałam się głośno.
-Chyba nic z tego. - spojrzałam po dziewczynach uśmiechając się do nich.
Nagle z kanapy wstał Lou i podszedł do nas. Objął mnie ramieniem.
-Ja płacę za nią. - wskazał gestem głowy na mnie i pocałował mnie w głowę.
Zrobiłam wielkie oczy. Jak to, Louis?
Uśmiechnęłam się do niego z wyrazem podziwu na twarzy. Chłopak odwrócił się do mnie i odwzajemnił uśmiech. 
-Dziękuję. - wyszeptałam mu do ucha i mocno przytuliłam. Szatyn od razu oddał uścisk.
-Ja zapłacę za moją kochaną. - z podłogi poderwał się Payne i czule pocałował brunetkę.
Blondynka miała łzy w oczach. Zayn nawet nie wstał. Mi też byłoby smutno, gdyby mój chłopak nie wstał i nie zasponsorował mi wyjazdu, a szczególnie było mi wstyd, bo to mój brat. Spojrzałam wymownie na mulata.
Brunet wstał z podłogi i podszedł do dziewczyny oplatając ją swoimi umięśnionymi ramionami.
-Ja też oczywiście za ciebie zapłacę, kochanie. - chłopak musnął lekko usta blondynki. To takie słodkie.
*Perspektywa Harry'ego*
Nie mogłem wytrzymać w tym hotelu. Bez niej. Bez wyjaśnienia.
Wysłanie sms-a wydawało się być bardzo dziecinne,więc ubrałem na siebie czarną kurtkę i wyszedłem z pokoju i z hotelu.
 Podążałem zakamarkami londyńskich ulic. Nie miałem pojęcia co ze sobą zrobić. Znając Janice jest na mnie strasznie wściekła, więc nie mogę tam po prostu wrócić i powiedzieć, że chce z nią rozmawiać. Nie zgodziłaby się.
Miałem dwa wyjścia. Albo iść pochodzić po parku,albo wrócić do hotelu.
Wybrałem park.
Mijałem znaną mi alejkę pięknych drzew, które jeszcze teraz w jesień wyglądają najpiękniej. Liście opadały z nich wielkimi ilościami. To było piękne zjawisko.
Nagle zobaczyłem, że w parku nie jestem sam. Na fontannie niedaleko ode mnie siedziała dziewczyna. Jej proste,blond włosy bezwładnie opadały na twarz. Myślałem, że to tylko ja jestem tak genialny, żeby o trzeciej rano chodzić po parku, jednak myliłem się. Z ciszy wydobył się płacz. Byłem coraz bliżej osóbki. W końcu usiadłem tuż obok niej i schowałem ręce do kieszeni.
-Strasznie zimno dzisiaj, prawda? - chciałem jakoś zacząć temat, żebym nie wyszedł na psychopatę.
-Wyjątkowo. - odezwała się.
-Co taka śliczna dziewczyna robi tu sama? - spytałem.
-Myślę. -spojrzała wreszcie na mnie, chociaż nadal niepewnie. - O mój boże...-szepnęła.
Oho, chyba się zorientowała kim jestem. Ciekawe czy zacznie piszczeć?
-Ja również myślę, wiesz....o dziewczynie. - zignorowałem to "o mój boże". Chciałem tylko porozmawiać.
-O Janice? - dociekała. Czyli chyba jest moją fanką, skoro wie aż tyle.
-Tak, o Janice. - uśmiechnąłem się, gdy wypowiedziałem to imię.
-Wiele osób twierdzi, że jesteście ustawioną parą. - powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.
-Gdybyśmy byli, to czy myślałbym o niej?
-No raczej nie. - wymamrotała. - Kochasz ją, prawda?
-Najbardziej na świecie. - spuściłem wzrok na swoje brązowe buty.
-Więc w czym problem, Harry? - spytała.
-Schrzaniłem tą sprawę. Ona jest już przegrana...- łzy napłynęły mi do oczu.
-Żadna sprawa nie jest przegrana, jeśli chociaż jeden głupiec o nią walczy. - szepnęła głaszcząc mnie po ramieniu.
Wtedy coś do mnie dotarło. Ja nie mogę się poddać. Wierzę, że jeśli ona kiedykolwiek mnie kochała to to uczucie nie wygasło tak szybko.
 Potem przypomniałem sobie jak ostatnio z nią tu byłem. Jeny jak dawno to było. Wtedy oboje się kąpaliśmy w tej fontannie. Uśmiechnąłem się na myśl o tym wspomnieniu.
-Dziękuję ci. - wstałem i pokierowałem się w stronę domu Zayna. Jeszcze raz odwróciłem się w stronę nieznajomej. - Wracaj do domu, zimno. - uśmiechnąłem się promiennie.
Próbowałem ułożyć sobie w głowie co powinienem powiedzieć, ale spacer był za krótki. Nic nie zdążyłem wymyślić. Stanąłem przed furtką.
Janice ja chciałem ci powiedzieć, że cię kocham i nigdy nie przestanę. Nie to żałosne Harry. Postaraj się.
Jani, ja chciałem ci powiedzieć, że....no już Styles, rusz tą głową!
To bez sensu. Nic nie wymyślę. Wycofałem się spod bramy i pokierowałem się z powrotem do hotelu. Rany, Styles ale z ciebie tchórz.
*Perspektywa Janice*
Film właśnie dobiegał końca, a ja wreszcie dowiedziałam się jak kończą się horrory. Okropnie.
-No to co...idziemy spać? - głos Liama przerwał niezręczną nam ciszę.
-Idziemy. - zaśmiała się Danielle wstając z podłogi.
Powoli wszyscy dowlekliśmy się do swoich pokoi. Alkohol robił swoje, bo pare razy potykałam się o kolejne stopnie schodów.
Zamknęłam drzwi z trzaskiem i rzuciłam sobą o łóżko. Byłam wykończona, ale zarazem pełna energii. To dosyć dziwne uczucie. Niby nic mi się nie chce, ale mogłabym spokojnie przetańczyć jeszcze parę godzin.
Mój telefon niespokojnie pulsował niebieskim światełkiem. To oznaczało, że ktoś do mnie dzwonił. Podniosłam go do góry i zerknęłam na wyświetlacz. Wszystko było rozmazane. Przetarłam oczy, ale to nic nie pomagało. Pełna złości uderzyłam nim o podłogę. Usłyszałam cichy skrzek otwierających się drzwi, a zza nich ujrzałam głowę Louisa. Chłopak wszedł po cichutku do środka i lekko zamknął za sobą drzwi. Zaśmiałam się pod nosem.
-Jesteś bez koszulki. Gdzie ona jest? - potarłam ręką o czoło.
-Zgubiłem ją. - uśmiechnął się i odrobinę się zbliżył.
-A to ciekawe...miałeś ją na sobie zaledwie pięć minut temu. - droczyłam się.
-Widzisz...- poruszył zabawnie ramionami i dosiadł się.
-Panie Tomlinson, chyba chce się pan pochwalić nienagannym torsem, czyż nie? - zbliżyłam się kurczowo do szatyna.
-Możliwe..-szepnął i lekko musnął moje usta. Czułam jakbym właśnie na to czekała tyle czasu. [Położyłam się lekko na materac nie przerywając pocałunku. Chłopak wiedział chyba co ma robić, bo począł delikatnie ściągać moje ubrania. Oplotłam go nogami w pasie delikatnie przyciągając go bliżej mojego rozpalonego ciała. Chłopak tylko zadziornie się uśmiechnął i dalej mnie rozbierał. Po chwili już nie miałam na sobie stanika. Szatyn zjeżdżał stopniowo w dół zostawiając po sobie znaki, którymi były malinki. Ostrożnie penetrował wszystkie moje wgłębienia. W końcu dotarł do moich majtek. Przygryzłam wargę i cicho się zaśmiałam. Im bliżej był mojej kobiecości tym bardziej mnie to łaskotało. Chłopak już zębami ściągnął ostatnią część garderoby jaką miałam na sobie. Powoli całował moje uda kierując się do jednego punktu. W końcu tam doszedł. Językiem penetrował wnętrze mojej kobiecości. Jęczałam jak jakaś opętana.
-Lou, proszę...-wyszeptałam z trudem łapiąc oddech.
-Jeśli tak ładnie prosisz...- zaśmiał się.
Szatyn wstał, zdjął spodnie i bokserki. Zaśmiałam się cicho i zamknęłam oczy. I stało się...wszedł we mnie. Poruszał się delikatnie i płynnie. Jęczałam, dając mu tylko większą satysfakcję.
-Lou, ja...ja zaraz dojdę. - szepnęłam. Chłopak jak na zawołanie przyspieszył. Wygięłam się w łuku. Doszliśmy razem.
Myślałam, że zaraz eksploduję. To takie cudowne uczucie, i żadne przysięgam żadne uczucie nie równa się temu.
Oboje upadliśmy zmęczeni na łóżko. Odwróciłam się w stronę chłopaka i miło się uśmiechnęłam, jednak ten wstał i zaczął się ubierać. Zaczął zbliżać się do drzwi.
*************************************************************************
No i jest nasza +18. Wiemy, że jest po prostu beznadziejna, ale nie umiemy  ich pisać. Może nie jesteśmy po prostu takie zboczone. Same nie wiemy.
Fakt, faktem rozdział jest o wiele dłuższy, jest to wynikiem tego, że w nocy miałyśmy niezłą wenę, więc od razu przelałyśmy ją na tego bloga.
A więc...piszcie w komentarzach co sądzicie.
Pozdrawiamy♥♥♥ //shake i mix

2 komentarze:

  1. Wcale nie jest beznadziejna, a 18- stka super....<3 Nie wiem o co wam chodzi. :*
    Czekam z niecierpliwością na następny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sądze że jest zajekurwabisty rozdział. Pisz rozdział szybciutkooo i weny żcyzę :D <3333
    Pozdrowionkaaa <33 :**

    OdpowiedzUsuń