Znów wróciła mi widoczność. Widziałam Harry'ego,który krzyczał na całe pomieszczenie, widziałam i słyszałam. Widziałam też zapłakanego Zayna. Louisa,który stał przy oknie powstrzymując płacz. Liam wybiegł z sali,jednak nadal widziałam go przez tą małą szybkę w ścianie. A Niall? Wtulił się w mój brzuch i płakał. Zdecydowanie płakał,bo czułam jak kołdra staje się mokra. Chyba jej nie obślinił?
Jedynym słowem : Strach. Czuli go. Wszyscy,wszyscy prócz mnie.
"Nie boję się niczego" - moje wcześniejsze motto życiowe.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Ale czemu?
Chyba jeszcze do mnie nie doszło,że umrę. A może w ogóle nie powinno do mnie to docierać?
-Chłopcy. - wyszeptałam. Wszyscy odwrócili się w moją stronę,a Payne wszedł do sali. - To jeszcze nie oznacza,że wy umieracie. Po co płaczecie? Przecież to nie wam zostało pare miesięcy życia.
-Czy ty nie rozumiesz,że to ty jesteś wszystkim co mam?!?! Moim całym życiem!!! Zrozum to wreszcie!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyknął Harry na całe gardło. - Nie chce stracić kogoś kto jest dla mnie wszystkim! - dodał już delikatniej.
-Ale przecież nie stracisz.
-Jak to nie? - loczek wytarł łzy,które leciały w takich ilościach,że możnaby pomyśleć,że ktoś wylał na niego wiadro wody.
-No nie. Nawet jeśli umrę,to będę ciągle tu. - pokazałam na miejsce,gdzie znajduje się serce. - Zawsze tu będę. Zawsze. - chłopak wybuchł płaczem i wybiegł z sali. - Niall, mam prośbę.
-Co tylko chcesz. - blondyn otarł policzki i spojrzał się na mnie.
-Pilnuj Stylesa. Nie chce żeby sobie coś zrobił,dobrze? Skoro mam raka to oczywiste,że umrę, a nie wiem jaka będzie jego reakcja na to,że mnie nie ma. - Horan wstał i pobiegł za Lokersem. - A więc,Zayn? Ile czasu mi zostało?
-Tydzień.
-A więc, ten tydzień będzie Tygodniem Janice. - stwierdziłam i mocno przytuliłam brata. -Ale wiecie co? - uśmiechnęłam się chytrze. - Chce umrzeć w domu, nie w szpitalu. Tu jest tak biało.
-No to zabieramy cie stąd. - uśmiechnął się do mnie Louis. On jeden pogodził się z tym,że mam raka. I za to go kocham. Odwzajemniłam uśmiech i przyciągnęłam Tomlinsona do siebie,po czym mocno go przytuliłam. Tak jak mówiłam, tak zrobiłam,bo jakoś popołudniu wszyscy siedzieliśmy już przed telewizorem. Chłopakom smutna mina nie schodziła z twarzy,ale ja byłam zadowolona,że chociaż ten tydzień nacieszę się życiem. Wstałam z kanapy i stanęłam przed nimi.
-Słuchajcie. Jestem chora,mam raka, to fakt. Został mi tydzień, to też fakt. Proszę was, bądźcie tacy jak kiedyś. Nie chcę was tam u góry pamiętać takich smutnych. Nazwijmy ten tydzień Tygodniem Janice. Zróbmy wszystko co szalone i przyjemne. Nie chce żadnych pożegnań, bo wcale nie będę się z wami rozstawać. Kiedyś każdy umrze. Mój termin kończy się za tydzień, więc wykorzystajmy ten czas jak najlepiej można. Wiem,że to smutne tracić kogoś bliskiego. Sama straciłam tatę. Ale tak jak to on powiedział: Śmierć to tylko kolejny etap,więc błagam was zapomnijmy o tym chociaż na moment i cieszmy się chwilą! Zgoda? - chwyciłam się rękoma na biodrach.
-Zgoda. -odparli wszyscy razem.
-Noi super! - wyszczerzyłam się i włączyłam film.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz