*Perspektywa Janice*
-Lou? - zdążyłam wydobyć z siebie szept, ale odpowiedział mi huk trzaskających drzwi.
No tak, Janice. Przecież ty nie możesz nacieszyć się nawet minutą swojego życia.
Przeczesałam ręką moje puszyste włosy i ruszyłam w stronę moich ubrań. Szybko niedbale narzuciłam je na siebie i powoli otworzyłam drzwi.
Cisza. To jedyne co tam napotkałam.
W łazience paliło się światło. Domyśliłam się, że tam mógł być Tomlinson, więc od razu się tam udałam. No i faktycznie.
Chłopak stał przed lustrem zaciekle się w nie wpatrując. Sama nie wiedziałam co mam zrobić. Może do niego podejść i przytulić, czy może wyjść i udać, że tego nie widziałam?
Wybrałam pierwszą opcję, raz kozia śmierć, co nie?
Podeszłam bliżej chłopaka nucąc sobie piosenkę, którą ostatnio Lou śpiewał w hotelu. Byłam coraz bliżej. Czułam ciepło bijące od jego opalonego ciała.
Wydawał mi się być największym skarbem jaki mam i za wszelką cenę nie chciałam go stracić. Nadal całym sercem kochałam Harry'ego i to od tak nie mogło się zmienić nawet gdybym bardzo chciała, ale czułam też coś do Louisa. Kochałam go, ale inaczej. Jak brata, opiekuna, najlepszego przyjaciela.
-Znowu mu to zrobiłem. - szepnął gwałtownie wyrywając mnie z rozmyśleń.
Pogłaskałam go delikatnie po ramieniu, ale się odsunął.
-My to zrobiliśmy...Louis. My.
-Jestem jego najlepszym przyjacielem.
-A ja jego dziewczyną. -szepnęłam.
Do oczu cisnęły mi się łzy, ale musiałam je powstrzymać. Spojrzałam w lustro. Widziałam tam mnie. Inną mnie, zupełnie inną, fałszywą. No bo co ja zrobiłam? Przespałam się z najlepszym przyjacielem mojego chłopaka i to dwa razy, przeze mnie Lou ma wyrzuty sumienia. Jestem potworem.
-Lou, ja cię tak strasznie przepraszam. -szepnęłam.
Czułam jak wszystkie emocje wypływają ze mnie w postaci łez.
-Ej, nie płacz...jakoś mu to wytłumaczę. - szatyn otarł lekko mój policzek.
-Nie ma mowy...ja mu to powiem. - odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z pomieszczenia.
Wpadłam do swojego pokoju. Otworzyłam szeroko szafę i rzeczy, które jeszcze niedawno tu z powrotem włożyłam wrzuciłam znów do walizki. Zamknęłam z trudem przedmiot i postawiłam go na dwa, małe czarne kółka. Na ramiona nałożyłam szarą, luźną bluzę i powoli pokierowałam się do wyjścia.
Ale chwila...nie mogę nie zostawić żadnej wiadomości, że stąd odchodzę.
Chwyciłam biały notes i zaczęłam bazgrać powód mojego wyjazdu.
" Ten list przede wszystkim kierowany jest do mojego brata.
Zayn, posłuchaj. Ja nie mogę z tobą, z wami mieszkać. To za duża pokusa mieszkać z piątką chłopaków w moim wieku. Braciszku, żeby było jasne...jadę do mamy, do Bradford.
Jeśli chodzi o twoją misję zmienienia mnie, to powiodła się. Jestem teraz szczęśliwsza, milsza no i lepiej się ubieram.
Odchodzę z różnych powodów. Wiesz, jeden z was już z wami nie mieszka i to przeze mnie, drugi ma wyrzuty sumienia. Ja nie chcę, żebyście przeze mnie cierpieli. Nie chcę waszego smutku, chcę radości. Takiej jaka panowała tu przed moim przyjazdem. Nie miej ani mnie, ani sobie tego za złe. Robię to dla was, nie dla siebie.
Wyjazd wydaję się byś ucieczką od problemu, ale ja wolę uciec. Taka już jestem.
Przepraszam ciebie, was.
Dobrze wiecie, że wszystkich was kocham całym sercem i zawsze będę.
Janice."
Położyłam notes na blacie w kuchni i udałam się do wyjścia.
Teraz zostało mi tylko wyjaśnić wszystko z Harrym. Wybrałam numer loczka.
-Halo?
-H-hej. -zająkałam się.
-Janice?! - jego głos był zdziwiony i taki rozpaczliwy.
-T-tak. Moglibyśmy...no wiesz porozmawiać?
Z tego wszystkiego zaczęłam obgryzać paznokcie.
-J-jasne. Bardzo się cieszę, że dzwonisz. To mam gdzieś wyjść, czy coś?
-Byłabym wdzięczna gdybyś za dziesięć minut był w parku, naszym parku. -rozłączyłam się.
Na pewno zrozumie o co mi chodzi. Nie jest przecież głupkiem.
Dokładnie po siedmiu minutach byłam w parku. Nadchodził ranek, a brzask zawitał na niebie. Pogoda zapowiada się nieźle na podróż.
Jeszcze trzy minuty.
*Perspektywa Harry'ego*
No nie powiem, telefon o czwartej nad ranem trochę mnie zdziwił, a jak się okazało że to Janice to byłem już po prostu w szoku.
Narzuciłem znów na siebie swoją czarną, nieśmiertelną kurtkę i ruszyłem w stronę parku. Gdy znów mijałem te same sklepy, domki jednorodzinne czułem to uczucie Dejawu (nie mam pojęcia jak to się pisze). Moją twarz głaskał lekki, poranny wietrzyk.
Z tego wszystkiego nawet zapomniałem, że to się dzieje naprawdę. Że po tym wszystkim znów ją zobaczę. Tylko na to czekałem.
Byłem już bardzo blisko wyznaczonego miejsca. Park. Wow, byłem tu parę godzin temu. I znów ujrzałem całą altankę przepięknych, w kolorach poranka rudych i potężnych drzew. Teraz nie wydawały się tak niesamowite.
Miałem taką mase wątpliwości co pod hasłem "porozmawiać" może się tak naprawdę kryć. Po prostu się bałem, jak małe dziecko.
Stanąłem na końcu altanki i wypatrywałem jej. No i wreszcie ją ujrzałem. Jej brązowe, grube włosy zakrywały jej piękną twarz. Siedziała wpatrzona w ziemię. Pewnie myślała, tak jak ja myślę teraz. Zaschło mi w gardle. Jeszcze nigdy nie stresowałem się czegoś tak mocno, jak teraz. Podszedłem nieco bliżej i bliżej, aż w końcu usiadłem obok.
-Kocham cię Harry. -wyszeptała.
Zamurowało mnie. Po tym wszystkim co jej zrobiłem ona nadal mnie kocha?! Wow.
-Ja ciebie też, zawsze kochałem, kocham i będę kochać, ale czy właśnie o tym chciałaś mówić? - spytałem i zerknąłem na jej postać.
-Nie, nie o tym. - znów szepnęła.
Przy jej boku stały czarne, dosyć spore dwa bagaże.
-Janice, po co ci te walizki? - wstałem do pozycji stojącej. Dziewczyna podniosła głowę, a ja ujrzałem ją całą, taką jaką kochałem. Brązowe oczy, napuchnięte od płaczu, malinowe pełne usta, białe zęby i ta cera. O mało co nie zaliczyłem gleby na trawnik z przejęcia.
-Wyprowadzam się. - spojrzała mi prosto w oczy. Jak to się wyprowadza?! Co się stało?!?!
-Ale czemu? - spytałem z niedowierzaniem.
-Bo....przeze mnie Louis cierpi i ty też. Wszyscy przeze mnie tylko cierpicie.
Okej. A co ma do tego wszystkiego Lou? Nie no ja chyba jestem poza tematem.
*Perspektywa Janice*
Jak mam powiedzieć chłopakowi, że go zdradziłam?! Przecież to okropne.
Janice, dasz radę. Spojrzyj mu prosto w oczy i powiedz, a potem spieprzaj gdzie popadnie.
-Harry...ja..-przełknęłam ślinę. - ja cię zdradziłam. - z moich oczu wypłynęły pierwsze łzy. Chłopak patrzył się na mnie niezrozumiale. Pewnie próbował to jakoś poukładać w głowie.
-Z kim? - jego głos się załamał. Oczy bruneta były jak szklanki.
-Z Louisem. - schowałam twarz w ręce.
-Kochasz go? - spytał oddalając się ode mnie.
-Nie. Kocham tylko i wyłącznie ciebie, ale po tym wszystkim co wtedy zrobiłeś...ja potrzebowałam bliskości jakiejś osoby. Bardzo mi przykro Harry. Nigdy nie chciałam do tego dopuścić.
Loczek oddalił się ode mnie i uciekł z parku. Zaczęłam jeszcze mocniej płakać.
Jak ja mogłam go...ich zranić?! To już nieważne, Jani.
Wstałam z fontanny i pokierowałam się w stronę lotniska. Wracam do domu.
********************************************************************
Przepraszamy, że jakiś taki bez uczuć, ale no...same nie wiedziałyśmy jak to napisać.
Tak czy inaczej myślimy, że wam się spodoba...jeśli chodzi o rozdziały, to będzie ich jeszcze trochę.
Nie mamy pojęcia czy zrobić drugi sezon, czy może pożegnać to opowiadanie i napisać inne, dlatego prosimy was w komentarzach napiszcie nam co byście bardziej chciały.
Drugi sezon vs inne opowiadanie.
Pozdrawiamy :* // shake i mix
myślę że fajnie byłoby z drugim sezonem. bardzo się zżyłam z tym opowiadaniem. <3
OdpowiedzUsuńa co do rozdziału to zajebisty jak to zwykle.