środa, 31 lipca 2013

Rozdział 16

Miałam nadzieje że to tylko głupi sen,jednak obudziłam się w innym pokoju. Przetarłam oczy. Byłam w szpitalu. Maszyna tuż obok łóżka pikała niemiłosiernie. Usiadłam na łóżku. Chciałam wstać,ale byłam podłączona jakimiś kabelkami do sprzętu i nie mogłam się ruszyć. Czułam się tak jakoś dziwnie, jak uwięziona. Nagle do sali weszła jakaś kobieta. Domyślam się że to była lekarka. Kobieta podeszła do sprzętu i obadała go wzrokiem. Już miała odejść od łóżka,ale ja jej nie pozwoliłam. Chwyciłam lekko za jej nadgarstek i przyciągnęłam na poprzednie miejsce.
-Proszę pani, co ja tu robie? -wyszeptałam. Głos nie mógł wydobyć się z mojej krtani. Lekarka usiadłam na łóżku i pogłaskała po głowie.
-Kochanie,naprawdę nic nie pamiętasz?
-Nie,nie za bardzo.
-A co pamiętasz z tamatego wydarzenia? - spytała.
-Mojego chłopaka, i ymmmm.- namyśliłam się. - krew na chodniku i na rękach.
-To dosyć dużo pamiętasz. - kobieta uśmiechnęła się lekko. - Trafiłaś tu,bo twój chłopak wezwał pogotowie. Zawdzięczasz mu dużo, bo dzięki niemu jeszcze żyjesz.
-Ale, proszę pani. Co mi jest? Czemu...ta krew...
-Jeszcze nic nie jest pewne,ale takie objawy jak wymiotowanie krwią mogą być przyczyną bardzo groźnej choroby. - od razu uśmiech na jej twarzy znikł.
-Jak groźnej? Śmiertelnej?
-Możliwe. Ale tymczasem ktoś chce cię widzieć, wpuścić?
-Ymm,dobrze. - pomachałam twierdząco głową i usiadłam na łóżku. Do pomieszczenia wpadło czterech chłopców. Wszyscy dopadli do mnie.
-Boże, Jani. Nic ci nie jest? - mówił zapłakany Zayn. Zaczął mnie całować po całej twarzy.
-Na razie nie. -westchnęłam głośno. - Co wy płakaliście? - zaśmiałam się.
-I to jak. Jak Harry nam powiedział to......- Louis nie dokończył,bo sam zaczął ryczeć. Harry,właśnie. Nie było go.
-Gdzie on jest?
-Poszedł czegoś się dowiedzieć od lekarza. -powiedział z powagą Niall.
-Aha. - uśmiechnęłam się do nich. Ci za to byli strasznie roztrzęsieni. -Eej,co się tak przejęliście? Na razie żyję,spokojnie. - pogłaskałam Horana po jego blond włoskach.
-Na razie?! - wykrzyczał Liam.
-No, lekarka powiedziała,że taka objawa jak wymiotowanie krwią to przyczyna jakiejś poważnej choroby. Możliwe że śmiertelnej. - Chłopcy zrobili wielkie oczy. Louis podszedł do okna. Słyszałam jak płacze. Zayn przytulał moją ręke wycierając nia swoje łzy. -Proszę was,bo i ja się porycze. - Czułam się co najmniej głupio,że czwórka chłopaków płacze przeze mnie. Próbowałam być silna. Tak jak kiedyś.  - Jeszcze nic nie wiadomo,spokojnie. - uśmiechnęłam się do nich pogodnie,po czym przytuliłam się do Zayna. Do pokoju wszedł Harry. Wyglądał makabrycznie. Całe oczy napuchnięte od płaczu. Od razu podbiegł do mnie i mocno przytulił.
-Wszystko wporządku? -spytał się i pociągnął nosem.
-Tak,na razie tak. Dziękuję,że zadzwoniłeś na pogotowie.
-A jak miałbym nie zadzwonić? -uśmiechnął się. Wydaję mi się że sztucznie.
-Eeej,no czy ja tak źle wyglądam,że żaden z was nawet się do mnie nie uśmiechnie? - oburzyłam się i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie poprostu dobija nas fakt,że jesteś w szpitalu. 
-Szpital to nic złego. Ej,możemy udawać że nic się nie stało chociaż przez chwile? Harry?
-Tak?
-Co powiedział lekarz?
-Powiedział,że ktoś z rodziny ma do niego iść. Zapomniałem,że mam wysłać Zayna. - loczek palnął się w czoło,a  mulat wstał,otrzepał się i wyszedł z pomieszczenia.
-Jak on  to zniósł? No wiesz...że jestem w szpitalu? - szepnęłam do Liama.
-Okropnie. -jadna łza spłynęła mi po policzku. Nie chce żeby ktoś przeze mnie płakał,a tym bardziej mój brat.
Chłopcy siedzieli ze mną dosyć długo. Oglądaliśmy mecz, śmialiśmy się ze wszystkiego. Nie było ważne,że jesteśmy w szpitalu,ważne że byliśmy razem.
Nagle do pokoju wszedł Zayn. Wszyscy zamilkliśmy. Jego mina i łzy które lały się ciurkiem, oraz oczy przepełnione bólem oznaczały coś poważnego. Niall ustąpił miejsca Malikowi. Usiadł, przełknął nerwowo ślinę i zaczął mówić.
-Jesteś chora. I to poważnie. - zaczął płakać jak małe dziecko. Otarł łzy i mówił dalej. - Masz raka.
**********************************************************
Taki trochę smutny. Co ja gadam,bardzo smutny! // mix

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz