piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 11

Powtarzając sobie słowa do otuchy wyszłam z samochodu i schowałam się za nim. Harry nieźle dostał w brzuch, a z doświadczenia wiem,że jak się tak dostanie to długo nie można się pozbierać. Ruszyłam w stronę łysola. Chcieli dziwki? To będą ją mieli. Zbliżyłam się do łysego na taką odległość,że spokojnie mogłabym go pocałować.
-Widziałem,że zmądrzejesz dziuniu. - boże jak on śmierdział.
-Nawet nie wiesz jak zmądrzałam. - powiedziałam czułym głosem i odchyliłam głowę,żeby facet pocałował mnie w szyję. Czułam jego oddech na skórze.
-Całkiem cię pojebało?!- krzyknął Styles z chodnika.
-Stul pysk! - powiedziałam i kontynuowałam. Znów poczułam jego oddech na szyi. Już czas, nie bój się Janice....
Facet dotknął wargami mojej skóry. Teraz!
Uderzyłam go kolanem w sam czuły punkt. Facet zwinął się z bólu. Dobiłam go jeszcze moim obcasem.
-Całkowicie zmądrzałam. - kopnęłam go jeszcze raz i podeszłam do Loczka.
-Żyjesz jeszcze? - podniosłam go delikatnie.
-Myślałem,że ty na serio...
-Jesteś śmieszny,hahaha- zaśmiałam się głośno. Nagle ktoś mocno chwycił mnie za nadgarstek i obkręcił do tyłu.
-To, że tak powaliłaś naszego kolegę nie znaczy,że nas możesz samych zostawić. - facet z brodą wydawał się jeszcze bardziej ohydniejszy niż łysy. Chwycił mnie za obydwie ręce i przystawił tuż do swojego spoconego ciała.
-Harry,spokojnie,nic nie rób. I tak jesteś cały w krwi - wyszeptałam. - Patrz na mistrzyni. - syknęłam i obróciłam się przodem do typa. Odchyliłam się lekko i przywaliłam mu głową tak że zemdlał. Harry zaczął klaskać.
-Mistrzyni,nie ma co. - uśmiechał się tym swoim cudnym uśmieszkiem. Uśmiechnęłam się zwycięsko.
-Chodź. - pociągnęłam go do samochodu,a sama usiadłam na miejscu kierowcy. Styles oczywiście zaczął truć,że mam uważać, bo ten samochód to jego oczko w głowie. Ja tylko przytakiwałam i  jechałam dalej.
Przed domem byliśmy koło dziesiątej wieczorem. Wyskoczyłam zadowolona z pojazdu,a potem pomogłam wysiąść Loczkowi. Ten tylko się do mnie miło uśmiechnął.
-Emmm,Jani? - czy on właśnie zdrobnił moje imię? Tak mi się zrobiło ciepło.
-Tak? - odwróciłam się.
-Umiesz się bić. Ale czemu? - wystawiłam szereg moich zębów.
- Chodziłam 3 lata na zachodnią sztukę walki. - otworzyłam drzwi Stylesowi. - Damy mają pierwszeństwo. - zaśmiałam się po czym weszłam do środka. Jak zwykle. Cała czwórka biła się o jednego pilota.
-Hej. - przeszłam przez salon i poszłam do kuchni. Tuż za mną podążał Harry.
-Łoł,Styles. Co ci się stało? - dopytywał się Louis.
-Moja siostra ci przywaliła? -zaśmiał się Zayn. Wszyscy wstali i podążyli za nami do kuchni. Ja spokojna jak gdyby nigdy nic nalałam sobie soku do szklanki i się nim delektowałam.
-Siostra, co się stało? Ty też masz obitą twarzyczkę. - wziął moją twarz w ręce i się przyglądał. Szybko się zerwałam.
-Napadły na mnie dresy na parkingu. Gdyby nie Harry, to by mnie zgwałcili. - powiedziałam spokojnie, patrząc na Loczka. Musiałam ich okłamać, bo inaczej Lokers byłby wyśmiewany,że musiałam go bronić. Uśmiechnął się, podszedł i wyszeptał mi do ucha "dziękuję".  Oczami pokazałam że nie ma za co i poszłam do siebie na górę. Przebrałam się w moje kochane piżamy i zasnęłam.
W podsumowaniu: Dziwny dzień.
*************************************
<3 // mix

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz