niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 10

Obudziłam się w swoim pokoju,ale jedyne co pamiętam to że leżałam pod drzewem...
Usiadłam na łóżku. Byłam w ciuchach. Dziwne.
Poszłam pod prysznic, a potem wrzuciłam na siebie pierwsze lepsze ubranie z szafy i pobiegłam na dół w celu wyjaśnienia wszystkiego. Na dole siedziała jakaś brunetka. Falowane włosy,dosyć ładna. Przechyliłam głowę na bok. Dziewczyna chyba mnie nie zauważyła. Ufff to dobrze. Stanęłam za rogiem kuchni,która o dziwo była pusta i spoglądałam na obcą osobe. Do pokoju wszedł Louis. Też mnie nie zauważył. Spuściłam powietrze z płuc i przysłuchiwałam się rozmowie.
-Co ty tu jeszcze robisz?! - mówił pół krzykiem.
-Louis,nie możesz ze mną tak normalnie zerwać,zostawić,samą!
-Słuchaj,ja cię nie kocham. To uczucie wygasło,po tym jak zobaczyłem  jaka jesteś.
-Niby jaka? Normalna przecież. - normalnie to weszłabym i przerwała im rozmowę siadając na kanapie i zaczęła oglądać telewizje,bo taka właśnie jestem, chamska,ale coś się we mnie przełamało i już nie jestem taka jaka byłam. A naprawdę się taką lubiłam. No cóż.
-Nie jesteś! Zachowujesz się jak dziwka! Zdradzasz mnie z kim tylko popadnie,a ludzie patrzą się na mnie z politowaniem i z ironią gratulują takiej dziewczyny! - znów się wydarł. - Mam cię dosyć! A zresztą ja już kogoś mam. I tą osobę kocham! - Nigdy nie słyszałam żeby Loui coś mówił o nowej miłości. Dziwne.
-Ah tak? Ciekawe kogo? Może mi ją przedstawisz,hmm? - dziewczyna wstała i złapała się za biodra. Chłopak zaczął się jąkać. Widać było na oko,że tylko przed nią udawał żeby się odwaliła. No cóż...czas pomóc przyjacielowi. Weszłam sprawnie do salonu i z wdziękiem pocałowałam Tomlinsona w policzek.
-Co się dzieje kotku? Co to za krzyki? - przytuliłam go od boku i mrugnęłam tak żeby ogarnął o co chodzi.
-A wiesz...mamy gościa. -uśmiechnął się do mnie. WOW szybko zajarzył. -A więc skarbie poznaj Eleanor, Eleanor poznaj miłość mojego życia,Janice. Coś jeszcze? - wyciągnęłam do nowo poznanej dziewczyny ręke,ale ona na nią napluła i wyszła trzaskając drzwiami.
-Fuuu? - spojrzałam na ręke, po czym oboje wybuchnęliśmy niepochamowanym śmiechem. Jeszcze raz spojrzałam na ręke i pobiegłam do kuchni to zmyć. Nagle poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu. Szybko się odwróciłam. Louis. No tak,kogo ja się spodziewałam? Chłopak położył obydwie ręce na blacie zagradzając mnie i popatrzył mi głęboko w oczy.
-Dziękuję,że mnie uratowałaś. Domyślam się,że słyszałaś?
-Słyszałam, i nie ma za co. Wisisz mi jeszcze małą przysługę.
-Okej. Jaką?
-Musze pomyśleć...-uśmiechnęłam się słodko. - Wiesz gdzie jest reszta?
-Emm,no Zayn,Harry i Niall pojechali do Topmana na zakupy,a Liam jest na górze.
-Aha. - czyli teraz mam okazje żeby się spytać co mu się wczoraj stało. - Louis?
-Tak? - obrócił się do mnie,bo już miał iść.
-Czemu wczoraj byłeś smutny? No wiesz....
-Nieważne...takie tam...
-Louis. Powiedz mi.
-Kiedyś na pewno powiem.
-No dobra....- Tommo odwrócił się i poszedł z powrotem do salonu. Włączył jakiś film i zaczął oglądać. Dosiadłam się. Od razu poznałam ten film.
-Nie no jak ja już dawno nie oglądałam Grease! Jakiś rok. Ulubiony film. - uśmiechnęłam się do ekranu.
-Serio? Mój też! - uśmiechnął się do mnie. Oglądanie filmu z Louisem to jakaś kara boska. Ciągle komentuje każdą kwestię!
Usłyszałam skrobanie klucza w drzwiach i dostałam jakiejś głupawki. Zatrzymałam film i pociągnęłam Tomma za sobą po schodach.
-Co ty robisz? -zaśmiał się chłopak.
-Chowam się. I ciebie też.
-Ale po co?
-Tak sobie. - zaczęliśmy biec po korytarzu u góry. Podstawiłam Tomlinsonowi haka i zaliczył prawie tak epicką glebe jak ja na schodach.
-O nie! Dorwe cię!!!! - wykrzyczał a ja zaczęłam uciekać na dół. Przebiegliśmy przez kuchnię. Zayn i Niall spojrzeli się na nas jakbyśmy byli chorzy psychicznie i obserwowali co dalej będziemy robić. W końcu Tommo mnie złapał i położył na podłogę sam kładąc się na mnie. Wynikiem tego było to że obydwoje się tarzaliśmy po podłodze i śmialiśmy.
Zadzwonił stacjonarny. Lou jak dżentelmen wstał i podniósł mnie po czym poleciał do telefonu krzycząc "nie odbierać! Moja mama dzwoni!". Ja za to weszłam do kuchni i przywitałam się z kochanym braciszkiem i Niallerkiem.
-No,no siostra. Żeby Harry cie musiał przenosić z parku do domu,bo zasnęłaś pod drzewem to już chyba szczyt. Co ty tam robiłaś?!?!
-Ej,ej nie denerwuj się,ok? -dopiero do mnie doszło to co powiedział mulat. -CO?! Harry przenosił mnie z parku do domu?!?!?!
-No. Jaki z niego dżentelmen,co nie?
-Nie ma co. - przewróciłam oczami. Moment. Nie ma tu Hazzy. -Gdzie on jest?
-Zaszedł gdzieś jeszcze. Mówił,że to ważne. Nie spowiada mi się. - puścił mi oczko i dał kuksańca w żebra. Usiadłam na blacie tuż obok Horana i wyrwałam mu miskę płatków z rąk sama je jedząc.
-Eeeej! Ja to jadłem!
-To są moje płatki,a ty je bezczelnie jesz...to znaczy jadłeś,bo już ich nie masz - zaśmiałam się.
-Od kiedy one są twoje? - uśmiechnął się.
-Od kiedy tu mieszkam.
-Zróbmy tak. - powiedział chłopak, po czym wyrwał mi miskę z rąk i postawił pomiędzy nami.
-Hmmm,mądrze Horan, bardzo mądrze...- poklepałam go po głowie.
Znów usłyszałam trzask drzwi a potem ujrzałam Lokersa wgapiającego się w ekran swojego telefonu.  Czyli norma. Usiadł na blat,który jest na przeciwko tego na którym siedziałam z Niallem i odłożył sprzęt.
-Co tam? - spytał i odgarnął ręką włosy. Przewróciłam oczami. -No, Janice. Musisz mi chyba podziękować.
-A niby za co? - skrzywiłam się.
-Gdyby nie ja, leżałabyś nadal pod tym drzewem,albo ktoś by się zgwałcił...
-Obeszłoby się bez twojej pomocy. -uśmiechnęłam się ironicznie. Do kuchni wszedł rozbawiony czymś Louis. Usiadł obok Stylesa,czyli teraz naprzeciwko mnie.
-Zayn, twoja siostra jest super aktorką. - mrugnął do mnie Lou co wywołało u mnie uśmiech. Zap odwrócił się do nas.
-Aktorką? -był wyraźnie zdziwiony.
-Dzisiaj mieliśmy gościa. Eleanor.  -wszyscy wybuchli śmiechem. Chyba ta dziewczyna nie jest za bardzo tu lubiana. Do pomieszczenia wszedł Liam.
-Z czego się śmiejemy?
-U Louisa była dzisiaj Ell. - powiedział Styles rozbawiony sytuacją. Payne uśmiechnął się pod nosem i stanął obok Malika. -Noi? Kontynuuj.-pomachał ręką Loczek.
-A więc, mówiła że nie mogę z nią tak po prostu zerwać, a ja że jej nie kocham i inne,aż w końcu żeby się odwaliła powiedziałem że mam kogoś. Nie wiedziałem kogo i zacząłem się jąkać.A tu nagle z odsieczą przyszła Jani. - uśmichnął się do mnie. Wszyscy, oprócz Stylesa zrobili takie 'OOOOOOOOOOOOOOOOO'. -Noi trochę poudawaliśmy,co nie? - ja odpowiedziałam tylko takie 'ta' i poszłam na górę zostawiając świetne bawiące się towarzystwo. Weszłam do pokoju. Troche ogarnęłam łóżko i biurko. O matko! Papiery na studia! Miałam je oddać dawno temu! Chwyciłam świstki i przyjrzałam się im bardziej. Wszystko było uzupełnione i gotowe do oddania. No cóż, nie mam wyjścia. Musze je dzisiaj dostarczyć. Przebrałam się szybko w coś bardziej odpowiedniego. Koszulka w krate i szare rurki oraz czarna narzutka świetnie się komponowały. Włosy lekko zakręciłam i nałożyłam trochę kredki na oczy i byłam gotowa. Chwyciłam moją czarną torebkę i włożyłam do niej telefon i teczkę z papierami i popędziłam na dół.
-Zayn?!
-No?
-Mogłbyś mnie zawieść na uczelnie? Musze jak najszybciej zawieść papiery. Proszeeeee.
-Siostra,bardzo bym chciał ale właśnie otworzyłem piwo. Sory. Ale mam dzisiaj wolne.
-Żarujesz? I jak ja teraz to zawiozę?
-Czekaj. - mulat poszedł do kuchni. -Ej, kto jeszcze nie pił?
-Ja.- odezwał się głos Liama. Odetchnęłam. - A co?
-Janice trzeba zawieść, to pilne.
-Mam samochód w naprawie. - noi ekstra! Super po prostu! Jestem w czarnej dupie!
Do salonu wszedł Loczek.
-Chcesz gdzieś jechać?
-Nooo, musze zawieść papiery jak najszybciej,a wszyscy już piliście.
-Ja nie. Dzisiaj nie. - uśmiechnął się do mnie. Jezu jaki on jest śmieszny,poprostu aż sram. Nie mam wyjścia.
-Mógłbyś mnie zawieść? Byłabym bardzo wdzięczna.
-No pewnie! Jeszcze pytasz? - chłopak ubrał swoje buty,wyjął z komody kluczyki, poprawił włosy w lustrze w przedpokoju, otworzył mi drzwi i wyszliśmy.
Jazda nie zajęła nam długo,bo nawet jedna piosenka z płyty Stylesa nie zdążyła dolecieć do końca. Fakt, Harry jeździ strasznie szybko.
-Będę czekał na parkingu,a ty leć. - puścił oczko i się uśmiechnął.
-Okej. - uśmiechnęłam się i wyszłam z samochodu. Pobiegłam na uczelnie. I znów zapukałam do pokoju dyrektorki i weszłam do środka.
-Dzień dobry. Nie wiem czy mnie pani pamięta....ja wypełniłam dokumenty na studia. Proszę...emm oto one. - podałam jej teczke. Kobieta wyjęła sprawnie pięć kartek i starannie je obejrzała.
-Dobrze, pani.....-spojrzała na kartkę. - Malik. W ciągu tygodnia wyślemy do pani odpowiedź czy dostała się pani do naszej szkoły. Wszystko jasne?
-Tak,oczywiście. - uśmiechnęłam się i zabrałam teczkę. -W takim razie do widzenia.
-Do widzenia. - zamknęłam drzwi i spuściłam powietrze z płuc. Wyszłam sprawnie ze szkoły pchając na zewnętrzną stronę wielkie drzwi prowadzące na parking. Nigdzie go nie widziałam. Rozglądałam się na wszystkie strony. Było już ciemno,a ja jak to mam w zwyczaju obawiałam się najgorszych rzeczy. Nagle ktoś mocno mnie popchnął i to tak,że wywaliłam się na chodnik.
-Ała! Może byś uważał?!
-Uuuuu,ostra się trafiła. - spojrzałam do góry. Nade mną stały jakieś dresy. No pięknie.
-No to co mała? Zabawimy się,nie? - powiedział łysy gościu i podniósł mnie już do pozycji stojącej.
-Yhhhh,nie? -wyminęłam ich,ale oni nie dawali za wygraną.
-Nam się nie odmawia,nie wiesz? - podbiegł do mnie łysy.
-Doprawdy? No zobacz. A ja odmawiam. - próbowałam byś dzielna i silna,ale strasznie się bałam. Gdybym miała moje glany,to na pewno bym im przywaliła. Rzesz!
-Raczej na to nie przystanę. -łysy biegł tuż obok mnie.
-Tak? Uważaj bo dresy ci spadną. - widocznie jego ekipa usłyszała moją ripostę, bo od razu posypały się komentarze "ooo ostra i to jak" , "no mała ma gadane" , "hahaha ale ci dowaliła". Ja pierdole. Szłam przez parking szukając tego pieprzonego idioty z tym pieprzonym samochodem,ale jakby się rozpłynął,a wiem że dresy to nie za najlepsze towarzystwo.
-Dobra mała,koniec. - chwycił mnie za ręke. -Już sobie pożartowaliśmy,ale ja jestem facetem,więc ja decyduje. - zaczął mnie ciągnąć. Nie miałam jak się bronić. I na nic mi się zdały te całe 3 lata chodzenia na zachodnią walkę, jak chwycił mnie taki żul,a ja nawet nie miałam jak się obronić.
-Dobrze chłopcy,dzięki,że się zajęliście moją dziewczyną,ale już jestem,więc nara. - Harry. Uffff. Chłopak uderzył lekko łysola i mocno mnie przytulił. - Cała się trzęsiesz. -dał mi swoją bluzę. I poszliśmy prosto do jego BMW. Myślałam,że to koniec,ale łysol i jego ekipa nieźle się wkurwiła. Zdążyłam wejść do auta,ale Styles nie. Zaczęłam się wydzierać,ale to przecież nic nie dało,bo siedziałam w samochodzie. Musiałam wyjść.
-Zdaj się na odwagę,tak jak kiedyś. Tak jak jeszcze tydzień temu. - powtarzałam sobie pod nosem.
*********************************************************
Ależ tu emocje!!! :DDDDD hahahaha,no tak.
Dziesiątka trochę inna,ale i tak okropna. Więcej tu adrenaliny. Dzięki za miłe komentarze pod 9-tką.
Jeśli macie jakieś pomysły na 11-stkę to piszcie pod spodem :))) Dzięki że czytacie //shake

2 komentarze:

  1. Przeczytałam właśnie wszystkie części i teraz będe stałą czytelniczką <3
    Śliczny blog :* Podoba mi się,że ona jest taka twarda.
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.
    Twoja nowa fanka
    Milena :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa ♥
      Ale ekstra, mam fanke! :D

      Usuń