sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 10-drugi sezon.

Perspektywa Janice.
Nie mam pojęcia jak,ale dotarłam do domu. Zamknęłam lekko za sobą drzwi o od razu pobiegłam na górę,żeby Perrie nie zauważyła,że płakałam. Przejrzałam się w lustrze na szafie i zaczęłam jeszcze mocniej płakać. Cały mój makijaż był teraz na policzkach. Wyglądałam tak okropnie,że zdziwiłam się czemu lustro nie pękło.
Usiadłam na łóżku i owinęłam się wokół nim kocem nadal płacząc. Chyba z imprezowania dzisiaj nici Janice.
-Ej Jani mogłabyś nam pom.....-urwał głos Jesy. Tak Jesy  z Little mix. -O mój boże co się stało? -spytała z troską w głosie, po czym podeszła i mocno mnie przytuliła.
Ta dziewczyna znała mnie może dwie godziny,gdy byłam na próbie nowej płyty Little mix z Zaynem, w ogóle nie miała o mnie pojęcia,co lubie,jaka jestem,a i tak podeszła i mnie przytuliła. Znacie kogoś lepszego?
Dziewczyna usiadła koło mnie na łóżku.
-Okej,mów kto ci to zrobił? -spytała.
-Ale co zrobił?
-Skrzywdził cię. -odparła dziewczyna.
-Nie ważne,Jesy. -uśmiechnęłam się smutno. -Już nieważne. Dziękuję.
-Za co? -spytała jakby naprawdę nie wiedziała o co może chodzić.
-Za to,że tu jesteś.
-Pomagam wszystkim,którzy na tą pomoc zasługują,a ty jesteś śliczną,utalentowaną i bardzo miłą osobą. -uśmiechnęła się,jeszcze raz mnie przytulając.
-Dziękuję. -szepnęłam.
-Chcesz spędzić z nami trochę czasu? Troche czasu z Little mix? -wyszczerzyła się.
Przytaknęłam i razem wyszłyśmy z pokoju.
Przez resztę dnia świetnie się z nimi bawiłam. One są po prostu świetne! Przyszedł czas na makijaż i stroje.
Każda z nas siedziała na skórzanym krześle, a Lou (stylistka chłopaków) biegała dookoła nas. Układała nam włosy,robiła świetny makijaż.
-Dzięki Lou,jesteś kochana. -odparła Pezz całując ją w policzek.
-Oh,wiem. Dobra dziewczyny będę lecieć. -przytuliła każdą z nas,po czym wybiegła z domu.
-Śpieszyła się. -sprostowała Leigh, na co wszystkie parknęłyśmy śmiechem.
-Czas na stroje. -pisnęła melodyjnie Jade.
Jeśli chodzi o Jade,jest po prostu boginią mody. Dla każdej z nas dobrała coś pięknego.

Tak wyglądała Jade:

Jesy:

Leigh-anne. 
Perrie: 


No i ja: 
 


Po dołożeniu ostatnich detali zaczęłyśmy wszystko rozkładać na stoły. Ta impreza zapowiadała się na najlepszą w historii imprez!

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 9-drugi sezon.

-Już jestem!- wrzasnęłam na przywitanie i zamknęłam za sobą drzwi.-Jest ktoś? -spytałam z nadzieją w głosie.
-Tu jestem -usłyszałam znajomy mi delikatny głos Perrie.
Weszłam zdziwiona do salonu. Wszystko było wystrojone, serpentyny,balony,alkohol.
-Wow.-wydusiłam z siebie. -Tu jest.......wow.
Blondynka cicho się zaśmiała.
-Josh możesz mi pomóc to zawiesić? -spytała bruneta.
-Jasne-przytaknął i podszedł do dziewczyny.
-Pezz,kto to.........-nie zdążyłam dokończyć.
-Gitarzysta chłopaków. -pomachała ręką. -Josh to jest Janice,dziewczyna Harry'ego. Janice,to Josh.
-Miło poznać-pomachałam do niego przyjaźnie. -Pomóc wam? -spytałam.
-Nie masz prawa. -syknęła z uśmiechem dziewczyna. -Ja się tym zajmuje,was miało nie być w domu.
-Was?
-Ciebie i chłopaków,to niespodzianka,już zmiataj stąd.
-Aw. -jęknęłam. -O której to się zaczyna?
-O siódmej.
-No to idę coś kupić na tą uroczystość. -odparłam kierując się w stronę mojej torby. Wyjęłam z niej portfel, po czym włożyłam go do mniejszej torebki. -Wracam o szóstej, narazka. -pomachałam dziewczynie i wyszłam z domu.
Tego było mi zdecydowanie potrzeba,odpoczynku od tego wszystkiego. Świeże powietrze uderzało mi w twarz, relaksowałam się chwilą od szkoły,chwilą od wszystkich zmartwień. Nawet się nie obejrzałam jak stałam naprzeciwko wielkiego centrum handlowego. Weszłam do środka i udałam się do pierwszego lepszego sklepu. Chodziłam pomiędzy wieszakami w poszukiwaniu czegoś co byłoby odpowiednie,czegoś seksownego,ale i ładnego i nie skąpego. Rany...
Coś zawibrowało w kieszeni moich spodenek. Wyjęłam telefon,przejechałam palcem po wyświetlaczu i przyłożyłam go do ucha.
-Tak?
-Kotkuuuuuuu-przeciągnął Styles. Cicho się zaśmiałam.
-Hej? -powiedziałam rozbawiona. -Po co dzwonisz?
-Chciałem się zapytać gdzie jesteś.
-W sklepie,próbuje kupić coś na dzisiejszą imprezę.
-Pomóc?
-Nie,dam radę,ale jeśli chcesz mi pomóc to możesz po mnie przyjechać.
-Zawsze i wszędzie,baby. Centrum?
-Ma się rozumieć. -uśmiechnęłam się i skończyłam połączenie.
Kontynuowałam poszukiwania czegoś na wieczór ale to było coś nie do przeskoczenia. Moją uwagę natomiast przykuło coś innego. Grupka piszczących dziewczyn,które raczej nie piszczały na mój widok. Spojrzałam w stronę ich wzroku,a moja ręka mimowolnie zamknęła rozszerzone z zaskoczenia usta.
O MÓJ BOŻE. JUSTIN BIEBER RAZEM ZE MNĄ W JEDNYM SKLEPIE. Chwila....czy on nie mieszka w Stanach,momencik....to dziwne.
Odwróciłam się kurczowo,gdy chłopak na mnie tylko popatrzył udając że czegoś zawzięcie szukam.
-Przepraszam? -odezwał się głos za mną.
-Tak? -odwróciłam się.
O nie nie wierze....Justin Bieber stoi dokładnie kilka centymetrów ode mnie.
-Czy ty jesteś Janice? Siostra Zayna Malika z One Direction? -spytał przyglądając się mi. Przygryzłam lekko wargę, poczułam mięte,ahhhhhhh Janice przestań,masz chłopaka.
-Tak,to ja. -odparłam zaciągając się jeszcze raz zapachem,co musiało wyglądać dziwnie.
-Justin Bieber. -wyciągnął do mnie ręke jakby był normalnym chłopakiem na zakupach. Lekko chwyciłam jego ręke oddając uścisk. -Będę dziś na tej imprezie u twojego brata.
No ładnie Zayn...nie powiedziałeś mi że TACY LUDZIE tam będą.
-O, no to super. -uśmiechnęłam się pociarając nerwowo kark.
-Kupujesz coś? -spytał po chwili milczenia.
-T-tak,właściwie sama nie wiem co. -zaśmiałam się nerwowo. -Coś na imprezę.
-Przeszkadzam ci? -spytał.-Wydajesz się spięta.
-Nie tylko wiesz...nie zawsze jestem przyzwyczajona do widoku Justina Biebera rozmawiającego ze mną. -ugryzłam się w język,jezu jaka ze mnie idiotka.
-Spoko,każdy tak reaguje.-uśmiechnął się przyjaźnie. -Może ci pomogę?
-Jeśli widzisz tutaj coś co nadałoby się na taką okazję to...
-Zobaczymy. -uśmiechną się jeszcze raz ukazując wszystkie, białe zęby. O MÓJ BOŻE, CZY JA UMARŁAM?
~*~
-Nie wierze,że to już piąty sklep,a tobie się nic nie podoba. -chłopak jęknął,ale ciągle był uśmiechnięty.
-To dlatego,że wszystko jest takie same,a ja nie chce wyglądać jak wszyscy. -wywróciłam oczami.
Teraz zachowywaliśmy się jakbyśmy znali się od lat. Ja i Justin,Justin i ja.
-Wiesz, może pójdziemy t...-chłopak przerwał  widząc przed nami mojego chłopaka. Ouuu teraz to będzie się działo.
-Janice,wszędzie cie szukałem. -loczek zignorował Biebera, podchodząc bliżej do mnie. -Justin.
-Harry.
Wymienili wrogie spojrzenia i od razu było widać,że coś się między nimi wcześniej stało,okej.
-Tak,wiesz....nadal niczego nie kupiłam. -uśmiechnęłam się lekko w stronę Stylesa,jednak ten chwycił mnie mocno za ręke i wywlókł aż na sam parking.
Usiadłam w samochodzie,czułam jak moje wszystkie mięśnie mi się napinają, gdy chłopak usiadł na siedzeniu obok.
-Możesz mi powiedzieć, co znaczy to,że jesteś na zakupach akurat z tym....tym...chujem?!-wydarł się na mnie że aż podskoczyłam.
-O co ci chodzi? -spytałam spokojnie. -Nie mogę z nikim więcej się spotykać?
-Skąd go znasz? -mówił już trochę spokojniej.
-Ze sklepu,dosłownie....wydaje się być naprawdę miły.
-Miły? Miły?! Ten sukinsyn zrujnował mój cały świat!-wrzasnął tym razem jeszcze głośniej.
-Nie obchodzi mnie co między wami zaszło...ja nic do niego nie mam,a tak poza tym on jest bardzo uprzejmy i fajny. Chyba mogę mieć swoje zdanie? -spytałam z pretensją ale zaraz tego pożałowałam,bo Harry okropnie się wkurzył.
-Nie wierzę że zachowujesz się jak dziwka,skończona suka! I nie,nie możesz mieć swojego zdania, do kurwy nędzy,bo jesteś moją własnością!!!- wydarł się na mnie.
Łzy wezbrały mi się w oczach.
-Czyli jestem dla ciebie dziwką? Zwykłą szmatą? -spytałam cienkim głosikiem,byłam bliska płaczu.
Nie odezwał się.
-Uznam to za tak. -otarłam policzek, po czym wyszłam z samochodu zatrzaskując je najmocniej jak mogłam.
____________________________________________________________________________
I co teraz?
Jak myślicie...Harry miał powód do wkurzenia się,czy nie? :oooo

czwartek, 31 października 2013

Rozdział 8-drugi sezon.

Perspektywa Jani.
Przetarłam zaspane oczy i spojrzałam na zegarek. O kurwa. Boże, mało czasu!
Wygrzebałam się z łóżka i pobiegłam pod prysznic.
Ja i moje szczęście sprawiło, że zaraz po kąpieli poślizgnęłam się i mocno uderzyłam w ręke.
-Auuu!- wrzasnęłam. -Będzie siniak. -mruknęłam pocierając chwilę stłuczone miejsce.
Narzuciłam na siebie szybko ubrania i uważając przesadnie na ręke  jeszcze się lekko pomalowałam. Chwyciłam torbę z książkami i pobiegłam na dół.
-Wow, a co ty taka kolorowa siostra? - Zayn robił śniadanie.
-Huh?
Nie za bardzo go zrozumiałam, ale po prostu chwyciłam jedną z kanapek i pochłonęłam ją z prędkością światła.
Do kuchni wparował Lou poprawiając włosy.
-Zayn, wracam dzisiaj o 14.
-Trzymam cię za słowo, Tommo. -pomachał palcem "grożąc" szatynowi.
Reszta dołączyła do śniadania.
-Dobra, pamiętajcie wszyscy wracamy o 14 do domu, bo szykujemy tą imprezę. Janice ma weekend, a my wolne, najlepsza okazja. -zaczął Liam.
-Jaką imprezę? -spytała zaciekawiona.
-3 rocznica One Direction. -objął mnie w talii loczek,tuląc od tyłu.
-Uuuuu, mam wam pomóc? -spytałam jeszcze raz niepewnie.
-Nie. Masz tylko przyjść, organizacją zajmie się Perrie, bo ma wolne, a Jade jej pomoże. -odpowiedział Malik. -14,pamiętaj.
-Rozumiem. -rozłożyłam ręce w oznace, że się poddaję.
-Horanek, zawieziesz mnie co? -spytałam blondyna bliżej do niego podchodząc.
-Ja to zrobię. -szepnął mi do ucha Styles. -Chodź, bo się spóźnisz. -uśmiechnął się, po czym podał mi moją torbę i pokierowaliśmy się do wyjścia.

~*~
-Harry, serio nie musiałeś mnie odprowadzać pod samą sale, nie jestem dzieckiem. -szepnęłam mu.
Wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie wrogim wzrokiem prosząc o autograf loczka. To było straszne, a co było gorsze? Że nie wiedziałam co mam z tym zrobić.
-Owszem musiałem. -przypchnął mnie delikatnie do ściany i namiętnie pocałował, budząc przy tym głośny pisk wśród dziewcząt, jak i wiwatów u chłopaków.
Otrząsnęłam się w końcu.
-Wiesz, że cię kocham? -spytał po chwili ciszy jaka panowała między nami.
-Nie. -droczyłam się uśmiechając. -Nie mam pojęcia.
-Kocham cię. -szepnął mi do ucha przygryzając je.
-Ja mocniej. -odszepnęłam.
-Hejka. -przywitał się już znajomy mi głos...Justin.
-Hej. -uśmiechnęłam się, lekko odpychając od siebie Stylesa. -Harry, to mój przyjaciel, Justin, Justin to jest mój chłopak, Harry. -pomachałam ręką.
-Miło cię poznać. -uśmiechnął się do niego Jus, ale Harry pożegnał się ze mną i po prostu odszedł. Coś mi się widzi, że nie za bardzo go polubił, a szkoda, bo obydwaj mają loki.

~*~
-Ekhm, to moje miejsce - odezwał się nade mną piskliwy głos. Spojrzałam w górę i ujrzałam Lole. O kurwa.
-Doprawdy? Myślałam, że jest wolne. -zakpiłam, na co Justin krótko się zaśmiał.
-A ty tu czego ofiaro? -zwróciła się do chłopaka. -Zadajesz się teraz z nowymi, którzy nie wiedzą, że to miejsce jest moje? -zaśmiała się.
-Wydaję mi się, że zwracałaś się do mnie. -skrzyżowałam ręce na piersi.
-A właśnie, wypad, już. -pstryknęła swoim palcem tuż przed moją twarzą.
-Em, zastanowię się chwilkę.....nie? -zaśmiałam się i spojrzałam na nią kpiąco.
Za blondynką stały jej towarzyszki, klony czy może "przyjaciółki" patrząc na mnie wyczekująco, jakbym rzeczywiście miała się przesiąść i to jak najszybciej.
-Jestem Janice. -wyciągnęłam ręke do nich.
-Lola. -przedstawiła się. -A to jest....
-Blace. -przerwała jej, na co blondynka popatrzyła na nią z nienawiścią.
-Hello? Czy ktoś tu o mnie zapomniał? -spytała z sarkazmem (tak myślę) trzecia z nich.- Meg. -uśmiechnęła się ciepło, ale zaraz znów wróciła do swojego odbicia w iphonie.
-Pójdziemy do stolika obok, smacznego. -uśmiechnęła się do mnie Lola i razem odeszły.
-Czy ty właśnie....-Justin zatknął ręką buzie.
-Co?
-Czy Lola Devigne cie polubiła? -spytał z niedowierzaniem.
-Na to wygląda, ale jakoś nie kręci mnie bycie jej przyjaciółką. -wyznałam zgodnie z prawdą.
-Jesteś wyróżniona, to musi znaczyć, że jesteś kimś. -brunet znacząco się uśmiechnął i zaczął konsumować swoje drugie śniadanie.
_______________________________________________________________________________
No tak jak było mówione trochę więcej o TRÓJCY.
Kochamy was// Shake i Mix.

poniedziałek, 21 października 2013

WAŻNE!

Ponieważ wiecie, że niedługo to opowiadanie dobiegnie końca, w co aż nie możemy uwierzyć, to mamy dla was drugiego bloga, którego prowadzimy również we 2.
Tyle, że jest on o Justinie, ponieważ Mix jest również Belieber! Treść jest urocza, i pełna grozy!!!
Mamy nadzieję, że chociaż tam zajrzycie:))

Link :  http://take-a-control.blogspot.com/
 ZAPRASZAMY!
A co do tego bloga, to następny rozdział pojawi się już niedługo<3
Kochamy <3// Shake i Mix.

czwartek, 17 października 2013

Rozdział 7-drugi sezon

Perspektywa Janice.
-Teraz lunch. - szepnęła lekko brunetka.
Spojrzałam odruchowo na zegarek na prawej ręce.
-Faktycznie. -mruknęłam.
W końcu zadzwonił dzwonek. Wyszłam posłusznie z klasy tuż za moją nową koleżanką, po czym pomaszerowałam na stołówkę. Zaczęłam wątpić, że jest jeszcze na świecie miejsce większe od tego.
Na środku stał wielki blat z wyżerką dookoła. Kucharki już krzątały się w swoich firmowych fartuszkach.
Nałożyłam na tacę budyń czekoladowy, jabłko i wode mineralną, po czym zajęłam jeden z fajniej umiejscowionych stolików.
-Tutaj nie wolno siadać. -usłyszałam już znany mi głos.
-Justin. -mruknęłam, i pokazałam mu gestem głowy, żeby zajął miejsce obok.
Brunet usadowił się wygodnie i lekko na mnie spojrzał.
-Jesteś sławna...po co się uczysz? Mogłabyś zrobić karierę, słyszałem cie w telewizji. -mówił.
-Chce mieć wykształcenie, gdyby to było możliwe mój brat jak i mój chłopak już by się tu uczyli. -odpowiedziałam, po czym włożyłam do ust pierwszą łyżkę brązowej słodyczy.
-Twój chłopak musi być szczęściarzem. -zaśmiał się cicho.
Spojrzałam na niego wymownie.
-To raczej ja jestem niezłą szczęściarą.- sprostowałam.
-Mów co chcesz, ja wiem swoje...widziałem że zaprzyjaźniłaś się z Jessy? -spytał ponętnie poruszając brwiami.
-Ta znasz ją?
-Kochana, znam tutaj wszystkich. -uśmiechnął się łobuzersko.
-Doprawdy?
-Tak. -przytaknął.
Jessy szła ku nam. Chyba zobaczyła Justina, bo wycofała się i usiadła stolik obok, zupełnie ignorując moje wołanie.
Nie zamierzałam odpuszczać, więc podeszłam bliżej dziewczyny ciągnąc przy tym za sobą bruneta.
Oboje usiedliśmy naprzeciwko brunetki i chwile się jej przyglądaliśmy.
-Jessy, czemu nie chciałaś z nami usiąść? - spytałam ciekawa.
-On...on.- wymamrotała. -On jest na drugim roku..jak...jak Lol...Lola. -wyjąkała.
-Gorzej mała, jestem z nią w klasie. - zaśmiał się głośno.
Ton chłopaka strasznie mnie rozbawił, więc i ja zaczęłam się śmiać.
-Wy się znacie?- zmieniła temat.
-Ta...jakieś 20 minut. - uśmiechnęłam się rozbawiona.

~*~

Po skończonych lekcjach razem z Jessicą poszłam do domu. Byłam naprawdę nieźle rozbawiona faktem, że obok mnie idzie Directionerka, która oddałaby życie za autograf któregoś z chłopaków których ja mam na co dzień. Dopiero teraz do mnie dotarło jak dużo mam szczęścia.
Przekroczyłam próg domu popychając ku wnętrzu wielkie, dębowe drzwi, ukazując przy tym ogromny salon. Wciągnęłam dziewczyne do środka, po czym znów przy pomocy całej siły zamknęłam drzwi trzaskając nimi.
Z góry jako pierwszy zbiegł Niall.
Brunetka pisnęła i zdębiała. Myślałam że poryczę się ze śmiechu.
-A to kto?- spytał uśmiechnięty.
-Moja przyjaciółka, Jessica. Jest Directionerką. -sprostowałam.
-To wszystko wyjaśnia. - zaśmiał się, po czym przywitał się ze mną całusem w policzek. -Jak w szkole? -kontynuował wchodząc do kuchni.
-Dobrze...
-Co to za 'dobrze'? -spytał Horan wyglądając z pomieszczenia.
-Było super. - uśmiechnęłam się sarkastycznie.
Spojrzałam jeszcze raz na dziewczynę. Nadal stała w tej samej pozycji patrząc na miejsce, w którym stał blondyn.
Do domu wpadł Zayn razem z Perrie, a zaraz za nimi Harry.
-Janice, słonko ile ja cie już nie widziałam? - spytała blondynka po czym mocno mnie uściskała. - Tęskniłam. -wyznała.
-Chodź, muszę ci coś pokazać. - szepnął jej mulat, a potem razem udali się na górę.
Miałam szczerą nadzieję, że nie będą robić TEGO akurat teraz.
-Janice, kto to? - spytał loczek zdejmując kurtkę i buty.
-Moja przyjaciółka, Jessica. Jest Directionerką i to dla niej spory szok,że właśnie stoi przez tobą.  -znów wyjaśniłam.
Chłopak lekko się uśmiechnął pokazując rząd ślicznych, bialutkich zębów.
-Mam nadzieje, że już się na mnie nie gniewasz. - mruknął Styles łapiąc mnie w talii.
-Nadal się gniewam. -uśmiechnęłam się zadziornie.
-Czy to załatwi sprawę? - spytał, po czym wpił się namiętnie w moje usta. No pięknie Jessy wszystko widzi.
-Może...-zaśmiałam się, po czym mocno go przytuliłam.
-Jestem Harry. - wyciągnął ręke do dziewczyny.
-Jess..Jess..Jessica. - podała ręke. -To wy..wy naprawdę jesteście razem? -spytała nieśmiało.
-Naprawdę. -powiedzieliśmy chórem.
~*~
Reszta dnia minęła bardzo dobrze, wręcz cudownie. Miałam wrażenie, że chłopcy bardzo polubili Jess.
Usiadłam delikatnie na kolana loczka i przyglądałam się domownikom.
-Czy tylko ja mam wrażenie, że Nialler wreszcie się zakochał? -mruknął do mnie Styles lekko całując mnie w ucho.
Spojrzałam na blondyna. Był taki szczęśliwy, pierwszy raz od kiedy go poznałam aż TAK szczęśliwy!
-I kogo to zasługa? - spytałam lekko się uśmiechając i patrząc w głęboką zieleń oczu Stylesa.
Chłopak cicho się zaśmiał, po czym lekko mnie przekręcił, w taki sposób, że to ja byłam pod nim. Zaczął mnie lekko całować, napierając na mnie całym ciałem. Czułam się tak dobrze? Tak, byłam szczęśliwa i to bardzo, jednak nie na długo.
Oboje usłyszeliśmy głośno odchrząknięcie Horana i szybko się od siebie oderwaliśmy.
-Z takimi rzeczami to do sypialni, błagam. -mówił zirytowany blondasek.
Harry położył się obok mnie na kanapie, jednocześnie się za mnie chowając.
-Jessica musi już iść do domu, więc odprowadzę ją. - oznajmił nam.
-To do jutra. - posłałam jej uroczy uśmiech.
-Pa. - mruknęła i razem z Niallem wyszli z domu.
Ahh jutro następny dzień szkoły, super. -powiedziałam sobie w myślach.

_______________________________________________________________________________
Ogólnie to jest zmiana jednego z bohaterów, a w szczególe Justina. Inne zdjęcie po prostu. :)
Mamy nadzieje, że się podoba.
A no i z całego serca przepraszamy, że to aż tak długo!
// Shake i Mix.

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 6-drugi sezon

Perspektywa Jani.
Dobra Janice, przestań.
Wstałam szybko z posłania i pobiegłam prosto pod drzwi, nadal wsłuchując się w odgłosy. Teraz byłam już pewna, że dochodzą z ogródka. Otworzyłam lekko drzwi i zobaczyłam Stylesa, który próbował się podnieść z doniczek z kwiatami, które pod jego ciężarem po prostu pękły.
-Harry, co ty robisz? - spytałam wręcz oburzona faktem, że nawet na mnie nie spojrzał.
-Pomożesz, czy będziesz tak stała i się gapiła? -wysapał i usiadł na trawę.
Podniosłam lekko chłopaka, jednak ten znów się przewrócił.
-Styles! Ty idioto, jesteś pijany! -syknęłam.
-Wypiłem tylko jeden kieliszek, przysięgam.
-Wiesz...po jednym kieliszku na pewno nie tarzałbyś się po trawie!-krzyknęłam tak głośno, że Niall wyszedł na balkon.
-Jani? Co się dzie...Harry? Co ty robisz na trawie? - spytał blondyn z przymrużonymi oczami.
-Upił się. Upił się jak świnia! -wrzasnęłam.
-Poczekaj, pomogę ci, albo zawołam jeszcze Louisa. - mówił pocierając oczy.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo chłopak zniknął za firanką. Odetchnęłam głęboko i znów spojrzałam na loczka.
-Janice, czy to źle jak cię widze potrójnie?-uśmiechnął się z zezem w oczach.
-Tak, to źle.
-Kurwa. -wysapał.
Yhh, jak ja nienawidziłam jak ktoś przeklina. Podeszłam do chłopaka i mocno kopnęłam go w plecy.
-Dobra, luz zajmiemy się nim. - szatyn odciągnął mnie od bruneta, po czym obydwoje z Niallem wnieśli go do środka, a potem schodami w górę.
Weszłam posłusznie za nimi, po czym zostawiając ich z kłopotem poszłam spać. Jutro szkoła.

Następny dzień.
Perspektywa Janice.
Wstałam jakaś taka wypoczęta, a w końcu było po 7. Narzuciłam na siebie czarne rurki, sweter w serca i jedne z moich ulubionych butów. Włosy przeczesałam i wyprostowałam, nałożyłam drobny makijaż i byłam gotowa.
Chwyciłam swoją torbę z książkami i zbiegłam na dół. Jedyne co mi teraz chodziło po głowie, to tylko mało czasu, bardzo mało.
W kuchni siedział loczek wgapiony w gazetę. Nie zamierzałam się za bardzo do niego odzywać, więc upiłam łyk starej i zimnej herbaty, po czym wyszłam z domu.
Tuż za furtką stał samochód Nialla. A to dziwne, ten śpioch już gdzieś jedzie?
Podeszłam powoli do auta, zamykając za sobą furtkę.
-A ty co robisz? - spytałam posyłając chłopakowi uśmiech.
-Zawożę moją kochaną Janice do szkoły, a ty co robisz? - spytał takim samym tonem co ja.
Bez zastanowienia wskoczyłam do czarnego pojazdu blondyna no i pojechaliśmy.
~*~
-No to trzymaj się. -chłopak poklepał mnie po plecach.
-Spróbuje. -szepnęłam. -Niall?
-Hm?
-A co jak nikt mnie nie polubi?
-Ciebie? Żartujesz sobie?- spytał z takim oburzeniem jakby było oczywiste, że ludzie zawsze mnie lubią. -Nie przejmuj się, dasz radę. -blondyn uśmiechnął się do mnie z zachętą.
-Dzięki,Niall. Jesteś kochany. - pocałowałam go delikatnie w policzek i wysiadłam z samochodu, po czym pomaszerowałam do szarego budynku. Zaraz przy wejściu, na tablicy ogłoszeń wisiały kartki z dokładnym zarysem szkoły.
Zerwałam jedną, po czym udałam się na pierwszą lekcję-biologię.
To miejsce z zewnątrz wyglądało bardzo staro, ale w środku wszystko było nowe, ładniejsze. Zaraz przy wejściu wisiał ogromny zegar, który było widać z każdego piętra. Gdy mijałam po kolei każdą z sal zauważyłam, że każda z nich jest inaczej wystrojona. Sala od plastyki miała całe ściany w jakiś szkicach, sala od matematyki była za to obwieszona działaniami, a sala od chemii była przepełniona różnymi substancjami w małych butelkach.
Każde z pomieszczeń było uchylone pod tym samym kątem. Widocznie nauczyciele czekali już na uczniów.
W końcu trafiłam, sala od biologii.
Weszłam powoli do środka. Wszystkie ławki były już zajęte przez uczniów, więc domyśliłam się, że jestem za późno.
-Dzień dobry. -zaczęłam.
-Dzień dobry, ty na pewno jesteś Janice. Słuchajcie to jest nowa uczennica, gdzie by cię tu posadzić? O, może obok Jessici? -kobieta mówiła jak zakręcona. - To ona. - pokazała palcem na ławkę w ostatnim rzędzie.
Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie, po czym zajęłam wskazane przez nauczycielkę miejsce.
-No dobrze, więc zacznijmy lekcję. -kobieta uśmiechnęłam się zachęcająco i zaczęła swój wykład.
-Jestem Jessica, ale wszyscy mówią mi Jesy, a ty Janice tak? - szepnęła do mnie delikatnie.
-Tak, miło mi cię poznać. - podałam jej ręke.
-Jesteś siostrą Zayna Malika? - spytała po chwili ciszy.
-Tak, a co?
-Jestem ich wielką fanką.- uśmiechnęła się.
-To może po szkole wpadniesz do nas? Poznałabyś ich...
-Naprawdę? -dziewczyna aż pisnęła z podekscytowania.
Pokiwałam twierdząco głową i wsłuchałam się w wykład pani profesor.
~*~
-Kto to jest? - spytałam przypatrując się z uwagą trzem blondynkom.
-To Lola i jej klony. Jak masz okazję, lepiej wiej! -szepnął do mnie dobrze zbudowany brunet.
Zaśmiałam się cicho.
-Mówiłam to do Jes...gdzie ona jest?
-Uciekła, tak jak każdy. -wyrechotał. - Widzę, że jesteś nowa.
Pokiwałam głową.
-Jestem Justin,drugi rok. -uśmiechnął się.
-Janice.
Nadal patrzyłam się na te trzy dziewczyny. Wyglądały przerażająco.
-Nie patrz tak na nie bo....-urwał na chwile. -za późno.
Dziewczyna stanęła tuż przede mną, oblatując mnie wzrokiem z góry na sam dół.
-Ty jesteś Janice Malik. No no twojej twarzyczki ciągle pełno w gazetach, widze że trafiła się wreszcie równa mnie. - zaśmiała się sztucznie.
-Czy my się znamy?-spytałam i nerwowo przeczesałam dłonią włosy.
-Lola, ale wszyscy tutaj mówią na mnie po prostu lol, a to moje kumpele, Meg i Blace. -pokazała na sporej postury dziewczyny.
-Fajnie, śpieszę się. To cześć. -wyminęłam je kurczowo i szybkim krokiem udałam się na następną lekcję-matematykę.
Już z daleka wypatrzyłam Jesy. Znowu siedziała sama,więc bez zastanowienia podeszłam do niej i zajęłam miejsce.
-Czemu tak nagle uciekłaś? -spytałam uśmiechając się promiennie.
-Wszyscy to robią! Jesteśmy na pierwszym roku, a ona na drugim...
-No ale co to zmienia? Posłuchaj, takich jak ona nie należy się bać.
-Ja wiem swoje, a teraz ciii. - uciszyła mnie, a potem już  w ogóle się do mnie nie odezwała.
Ta szkoła jest jeszcze dziwniejsza niż moja poprzednia!



Nowe postaci:

 

Justin - przyszły najlepszy przyjaciel Janice. Drugi rok studiów, kocha tańczyć, pasjonuje go również elektrotechnika.



Lola Devigne - bogata i zapatrzona w siebie gwiazda szkoły, której opinii boi się prawie każdy. Przyszły wróg Janice, to właśnie ona.



Meg (z tyłu) i Blace - kumpele Loli. Puste i przepełnione nienawiścią, one również nie polubią Janice.
~*~
 
______________________________________________________________________________
 
Witajcie znowu!
Dosyć długo tutaj nie pisałyśmy, to przez ten kryzys.
Chcemy wam powiedzieć, że już jest wszystko w porządku, a ponieważ dzisiaj są urodziny Mix to chcę jej też złożyć najpiękniejsze życzenia! Więcej przypływów weny kochana!:*:*
Jeśli natomiast chodzi o opowiadanie to zamierzamy je tak za pare rozdziałów zakończyć. Wiemy, że to cholernie trudne, tak po prostu się z tym pożegnać, ale jak na razie to mamy pomysł może  na jeszcze 15 rozdziałów, na pewno to maximum.
Ten rozdział jest inny, miejmy nadzieje lepszy...szkoła to nie za dobry temat do opisu,ale co innego SZKOŁA a co innego STUDIA, prawda?
Dzięki, że mimo to że tak długo nie dodawałyśmy nadal są tutaj wyświetlenia i nadal ktoś to czyta, milutko sisters!<3
No a więc tyle, dzięki bardzo i do zobaczenia, oraz miłej reszty weekenduuu!:))))))

niedziela, 29 września 2013

Rozdział 5-drugi sezon.

Perspektywa Janice.
-Nigdy więcej, błagam! -wrzasnęłam zatrzaskując drzwi przed loczkiem.
Wszyscy popatrzyli na nas pytająco, ale chyba wyczaili, że nie jestem w humorze bo o nic nie pytali. Harry rzucił obydwie torby z książkami i znów wyszedł z domu.
-Nie pytam. - rzucił Louis sprzątając stertę podręczników spod moich nóg.
-Ale ja się chętnie...co jest? - spytał z uśmieszkiem mulat.
-Harry jest o mnie MEGA zazdrosny, no dosłownie.....jak facet za kasą uśmiechnął się do mnie przelotnie, to ten od razu oburzony wyciągnął mnie stamtąd siłą! - wywrzeszczałam i usiadłam na fotel. -Szczęście, że zdążyłam spakować książki. -westchnęłam już spokojniej.
Zayn wybuchnął niepochamowanym śmiechem.
-I co? -przełknął ślinę. - Przywalił mu? -śmiał się czarnowłosy.
-Nie, ale bałam się żeby mi przypadkiem nie przywalił. -odetchnęłam spokojnie.
-Nie przejmuj się, na pewno mu przejdzie. Uwierz...znamy go dłużej od ciebie. - uśmiechnął się promiennie Liam.
-Oby. - podniosłam się z kanapy i wzięłam obydwie siatki w ręce. -Idę się spakować. - zaśmiałam się i poszłam na górę.

Perspektywa Harry'ego.
-To co zawsze, stary.
-Już się robi. -mrugnął do mnie James.
Już nie pamiętam kiedy tu ostatni raz byłem. Chyba  z rok temu. Wszystko wydawało się być takie samo. Nawet barman, mój stary kumpel się nie zmienił.
-No to co cie drażni Styles? O ile pamiętam dawno tu nie przychodziłeś, a w gazetach pełno twojej mordy, co jest stary? -blondyn podał mi kieliszek.
-Dziewczyna.
-Ta dupa Janice?
Gdybym mógł kogoś zamordować wzrokiem, to James leżałby już martwy.
-Moja Janice. -sprostowałem.
-Tutaj ciągle się o niej mówi. Gazety nie kłamią, ładna to ona jest.
-Czemu akurat tutaj?
-A skąd mnie wiedzieć? Stary...albo dziewczyny przychodzą ją doszczętnie obgadywać i mówić jaka to ona jest brzydka, albo napaleni faceci, którzy mówią że gdyby ją tu zobaczyli to by ją wyruchali bez zastanowienia. Taki świat, nie zmienisz go.
Nic już nie odpowiedziałem. Sama myśl, że ktoś miałby ją skrzywdzić jest nie do pomyślenia.
-Kocham ją. - szepnąłem.
-Wiem...inaczej byś tu nie przyszedł.

Perspektywa Jani.
Dochodziła już 10, a Stylesa jak nie było tak nie ma. Postanowiłam wziąć prysznic, ogólnie trochę się ogarnąć. W końcu jutro pierwszy dzień szkoły...musze jakoś wyglądać.
Po kąpieli poszłam jeszcze na dół zjeść jakąś kolacje.
Zeskoczyłam z ostatniego schodka i pomaszerowałam w stronę salonu, niestety nie zastałam tam nikogo. To dziwne. Poszłam do kuchni, ale w niej też pustka. Czyżby wszyscy położyli się już spać?
No nic.
Zrobiłam sobie dwie kanapki i ciepłą herbatę, po czym znów udałam się do salonu. Włączyłam telewizor i zaczęłam przewijać programy.
Nic, program muzyczny, nic, melodramat, horror, komedia, romansidło...stanęło na komedii.
Nagle usłyszałam straszny huk tak jakby w ogrodzie. Troche się przestraszyłam, co ja gadam byłam taka przerażona, że zakryłam się po nos kocem i skuliłam na kanapie.
Przez moją głowe przepływały najczarniejsze myśli...boje się.
-Harry gdzie jesteś, jak cię potrzebuje? - pisnęłam.

~*~
 
"Czasem żałuję tego co powiedziałam, bo wiem że już tego nie cofnę."
 
_______________________________________________________________________________
 
Tak. Oto rozdział piąty.
Ostatnio mamy kryzys w pisaniu i nawet na lekcjach zastanawiałyśmy się czy przypadkiem nie usunąć bloga, ale stanęło na tym że nie.
Za bardzo byśmy tęskniły za tym wszystkim. ZA BARDZO.
No to od nas tyle...mamy nadzieje, że się podoba. :)
Pozdrawiamy i życzymy miłej reszty niedzieli i miłego tygodnia. <3 // Shake i Mix.

środa, 25 września 2013

Rozdział 4-drugi sezon

Perspektywa Janice.
-Wcale nie mam doła, Zayn. Po prostu doszłam do wniosku, że jestem brzydka.
-Coś ci powiemy. - przerwał mi blondyn. - Nigdy w życiu nie widzieliśmy kogoś piękniejszego od ciebie, naprawdę.
-Niall ma racje...jesteś piękna. -wyszeptał delikatnie Lou.
-W końcu to moja siostra, jaki brat taka....
-Dobra Zayn, skończ. - skarcił go Liam. -Ja również tak sądze. Byle komu tego nie mówimy. -uśmiechnął się.
-Mówcie co chcecie ja wiem swoje. - westchnęłam i wstałam z kanapy. -Pojutrze zaczyna się szkoła, a ja nie mam książek. Zayn...
-Oczywiście. Harry i Niall jutro pójdą z tobą na zakupy, zgoda?
-Okej. - uśmiechnęłam się przyjaźnie. -Ja idę spać, dobranoc. - pomachałam im i wbiegłam po schodkach na górę.

Perspektywa Harry'ego. 
-Trochę sie obawiam tej jej szkoły.- zacząłem niepewnie.
-A to czemu? -blondyn dziwnie na mnie spojrzał.
-Będzie miała mniej czasu dla nas...dla mnie. - westchnąłem.
Obawiałem się, że ten dzień nastąpi, że Janice pójdzie do szkoły, pozna tam jakiegoś przystojniaka i zapomni o mnie...
-Harry, daj spokój. Ona nie może tu siedzieć całymi dniami...jak chcesz to z nią o tym pogadaj. -odparł mulat pochłonięty treścią gazety, którą trzymał na kolanach.
-Może masz rację...pójdę z nią porozmawiać.
Wstałem posłusznie z sofy i poleciałem po schodkach ku jej pokojowi. Stanąłem przed drzwiami i jeszcze raz zastanowiłem się jak zacząć ten temat, tak żebym nie wyszedł na ostatniego głupka. Przeżegnałem się i wszedłem do środka.
Dziewczyna leżała tyłem do wejścia i wpatrywała się w telefon. Zdjąłem po cichu buty i usadowiłem się tuż obok brunetki. Ta odwróciła się i lekko uśmiechnęła. Odłożyła telefon na szafkę nocną i przykryła mnie również swoją zwiewną, bialutką kołdrą.
-Janice...-szepnąłem.
-Tak?- również odszepnęła, a z jej ust wyleciał najbardziej przyjazny mi zapach mięty i malin. Nawdychałem się jego trochę i zacząłem powoli.
-Idziesz pojutrze do szkoły...no i wiesz. Boje się o ciebie. -przygryzłem dolną wargę.
-A to czemu? - zaśmiała się.
-No bo wiesz....poznasz tam napewno wielu przystojnych facetów, umięśnionych i dobrze zbudowanych.
-Co ty wygadujesz? Przecież wiesz, że dla mnie to ty jesteś najprzystojniejszym i najlepiej zbudowanym facetem pod słońcem. Nie ma lepszego od ciebie. -uśmiechnęła się.
Byłem wtedy taki szczęśliwy. Ufałem jej bezgranicznie właśnie w tym momencie, gdy to powiedziała.
Nic już jej nie odpowiedziałem, tylko przysunąłem się bliżej i zatopiłem w jej pięknych, malinowych ustach. Chcę, żeby ta chwila trwała wiecznie.

Ranek. 
Perspektywa Janice.
Obudziłam się nadzwyczaj wyspana i pełna energii. Pomacałam delikatnie miejsce obok siebie, by sprawdzić czy mój chłopak jest obok, ale nie. Nie było go. Otworzyłam szeroko oczy, ale potem od razu je zmrużyłam, bo światło jakie padało z okna było niemiłosiernie jasne.
No ale co Janice...spodziewasz się, że słońce nagle przestanie dla ciebie być jasne? Co za głupota. Wyplątałam się z kołdry i poszłam na dół.
-Cholera Zayn! AŁA!
-To nie moja wina, że nie uważałeś blondi. -prychnął czarnowłosy.
-Miałeś tak do mnie nie mówić! Ty....ty...ty...szlamo.
-Chłopaki co jest? -spytałam przechodząc przez próg.
-Stłukłem kubek, no i nie zdążyłem posprzątać, a ten lamus na to stanął i jeszcze mnie wyzywa! -machał rękoma mulat.
-Sprzątaj to, a ty Horan do salonu, biegusiem. -powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Jakbyś nie zauważyła to mam szkło w nodze! Nie mogę chodzić. -wydarł się.
-Niall spuść z tonu, okej? Nie do mojej dziewczyny. -loczek zaszczycił nas swoją obecnością, po czym lekko objął mnie w pasie całując po szyi. -Ona wcale nie musi ci pomagać, tylko chce więc odpuść już, dobra?- syknął wrogo.
-Harry nie denerwuj się tak. - Louis klepnął lekko w ramię loczka wchodząc do kuchni. -Nie warto. - uśmiechnął się przyjaźnie.
-Dobra, ja szybko coś zjem i usuwam się z drogi, bo atmosfera nie za dobra. - wyszczerzył się Liam, który również wszedł i usiadł na blacie.
Byłam nieźle wkurzona, a to dopiero początek tego cholernego dnia. Jak ja to wytrzymam?!

_________________________________________________________________________
A więc...dosyć długi i jakiś nie za bardzo. Wyszedł taki sobie, ale ok. Następny o niebo lepszy, kochani!!!! :)
Miłej szkoły i do następnego rozdziału <345563467632567 // Mix i Shake.


sobota, 21 września 2013

Rozdział 3- drugi sezon.

Perspektywa Janice.
-Nie mam pojęcia. - westchnęłam.
-Dobra, musimy się rozdzielić. - odrzekł z powagą mulat. -Ja pójdę gdzieś, gdziekolwiek i spytam się jak można dotrzeć do stacji paliw, a wy popilnujcie auta. -zaproponował.
Oboje z Louisem przytaknęliśmy. Brunet wysiadł z samochodu i ścieżką pokierował się w stronę jakiś domków w oddali.
~*~
Wyobraźcie to sobie. Robi się ciemno, w sumie już jest ciemno. Na dodatek jest zimno. Siedzisz w samochodzie, a twój brat jest gdzieś daleko.
To okropne.
-No i gdzie on jest tyle czasu? - spytałam obgryzając po kolei wszystkie paznokcie.
Szatyn zaśmiał się cicho pod nosem.
-Boisz się?
-Nie, a czemu....co tak wyglądam? Nie, nie ja się nie boję. - znowu ten słowotok.
Chłopak zmienił swoje miejsce na tuż obok, po czym mocno wtulił się we mnie.
-Lepiej?
-Lepiej. - odetchnęłam głęboko, jednak nadal strasznie się bałam o Zayna. A co jeśli coś mu się stało? Coś go zjadło, zgwałciło, albo zabiło?
-No już jestem miśki. - Malik wpadł zmarznięty do samochodu. - Matko jaki mróz na dworze, kurde szkoda że nie ubrałem innej kurtki, ale nie. Nie pasowałaby do tych spodni.
-Emm Zayn? Może już wlejesz to paliwo i pojedziemy do domu, co? - przerwałam wywody chłopaka.
-Już lecę. - uśmiechnął się, po czym wyskoczył jak z procy z auta.
Szatyn podniósł się niechętnie z wcześniejszej pozycji i zmienił swoje miejsce na poprzednie. Był zaspany i zmęczony. Ja w sumie też byłam. Dosłownie...padałam na twarz.
Telefony nam padły, siedzimy na jakimś zadupiu, Zayn tankuje, a ja? Ja się nawet nie wyspałam. Tak, teraz wiem że wszystko jest możliwe.
-Jedziemy. - brunet znów wskoczył do środka i odpalił wóz.
Tak, nareszcie.
~*~
Przekroczyłam próg mojego "starego" domu owinięta po szyję kocem. Znacie to uczucie jak po śnie jest bardzo zimno? Właśnie takie uczucie mi towarzyszyło.
-Gdzie wy do cholery byliście?! - z salonu wypadł wkurzony loczek.
-Zayn nie zatankował i utknęliśmy na jakiejś wsi. - sprostowałam i posłałam chłopakowi ciepły uśmiech.
-Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłem. - brunet podszedł bliżej i objął mnie delikatnie rękoma w pasie, po czym lekko do siebie przyciągnął i namiętnie pocałował.
-Chyba muszę cie częściej straszyć jeśli takim kosztem masz mnie nagradzać. - zaśmiałam się.
-Nigdy więcej, proszę. -uśmiechnął się delikatnie.
-Ja lecę wziąć prysznic. Zayn? Zrobisz mi herbatkę? Moją herbatkę?
-Okej, ale ty mi jutro zrobisz tosty na śniadanie.
-Tosty za herbatę? Mało to kuszące. Ja będę musiała wcześniej wstać...-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Ja ci zrobię, kotku. - mruknął mi do ucha Styles i pomaszerował do kuchni.
Szybko pobiegłam do pokoju. Wszystko było na swoim miejscu. Pachniało tu...eee....perfumami. Tylko że nie męskimi, damskimi i one na pewno nie były moje bo ja takich nie używam. Aż się lekko zadławiłam tym zapachem.
Otworzyłam na oścież drzwi balkonowe i rozpakowałam do połowy walizkę. Chwyciłam ręcznik, i swoją piżamę po czym pobiegłam do łazienki. Wszystko pozostawiłam na umywalce a sama już bez niczego weszłam do kabiny prysznicowej i zaczęłam lać wodę.
Ciągle się zastanawiałam co to za zapach. Wcześniej go nie czułam...nigdy. Był taki ostry, i słodki. Nie znalazłam nawet żadnego racjonalnego wytłumaczenia, czemu w moim pokoju pachniało nie moimi perfumami.
Dobra Jani. Nie przejmuj się.
Wyszłam spokojnie i obwiązałam się ręcznikiem. Wyglądam jak trup. W ogóle nie wypoczęta, włosy jakieś bez blasku, i jeszcze do tego jestem gruba. Rany boskie, Harry jak ty możesz ze mną być?!
Nałożyłam na siebie piżamy i poszłam bez energii na dół.
-Co jest? - blondyn obrzucił mnie troskliwym spojrzeniem.
-Jestem gruba. - oznajmiłam patrząc chłopakowi prosto w oczy, po czym wyminęłam go zwinnie i pomaszerowałam do salonu.
Cała czwórka oglądała już jakiś film i wnioskując z ich min mogę powiedzieć, a nawet jestem pewna, że oglądali horror.
-Co to za mina? - Tommo spojrzał na mnie i zatrzymał film.
-Jestem brzydka i gruba....nie nadaję się tu. -podeszłam do loczka i mocno przytuliłam do jego ciepłego torsu. Chłopak objął mnie delikatnie swoimi ramionami i pocałował w głowę.
-Kto ci tak powiedział? - drążył temat szatyn.
-Sama to wiem.
-Oho, chłopaki moja siostra ma doła...czas na rozmowę. -wypowiedział pół krzykiem mulat.
 
"Czy tylko ja czasem czuję się inna? Gorsza?"
 
~*~
______________________________________________________________________________
Rozdział dosyć długi i dosyć dziwny. Tak...część pisałyśmy razem, a część nie.
Już wyjaśniam czemu.
Główna redaktorka -Kasia, jest aktualnie we Włoszech na kolonii. Ja nie pojechałam, a ponieważ już dość długo nie dodawałyśmy kolejnego rozdziału no to napisałam resztę sama. Na szczęście shake wraca już pojutrze, więc następny rozdział na pewno napiszemy razem.
Przepraszam, jeśli się nie podoba...zrozumiem. :( // Mix. 


poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 2- drugi sezon.

Perspektywa Janice.
Ostatnie stęknięcie i walizki były do końca dopięte. Nie wiem jak Harry to robi. Może w pięć minut spakować się i bez żadnych przeszkód zamknąć swój bagaż. Podziwiam go za to.
-Janice! Chodź na herbatę! - do moich uszu doleciał melodyjny głos Nialla.
-Już idę. - powiedziałam pod nosem i ruszyłam w stronę kuchni.
Zayn siedział spokojnie na blacie siorbiąc gorący napój. Pacnęłam go delikatnie, ale dosadnie w ramię. Dobrze wiedział jak nie znosiłam tego dźwięku.
-Ej! No i patrz co zrobiłaś...wylałem herbatę. - stęknął.
-Wybacz. - uśmiechnęłam się i chwyciłam swój czerwony kubek z białą wstążką. -Gdzie reszta?
-W salonie.
Powolnym krokiem udałam się do pokoju obok. Mama razem z Louisem siedzieli na kanapie gawędząc. Co chwile kobieta wybuchała niepochamowanym śmiechem. Ta, Lou chyba umie rozśmieszyć wszystkich. Harry w skupieniu czytał gazetę, a Niall oglądał telewizję. Hm, czyli rutyna?
Przysiadłam się na fotel Liama i przyglądałam się im wszystkim z wielkim zainteresowaniem.
-O Jani. Dobrze,że jesteś...muszę z wami wszystkimi porozmawiać. - zaczęła mama.
Zayn w mgnieniu oka znalazł się obok nas.
-Więc...wiem, że to na pewno duży problem, że Janice z wami mieszka. W końcu wy jesteście zespołem. Jesteście sławni i to wszystko jakoś ze sobą nie współgra. - mówiła.
Harry aż upuścił gazetę na kolana ze zdziwienia. Wszyscy patrzyli na kobietę w osłupieniu, lecz ta ciągnęła dalej. - Zayn, bardzo cię przepraszam, że do tego co wy tam macie dołożyłam wam jeszcze Jani. Naprawdę. Nie chciałam robić problemu. Na pewno było wam ciężko mieszkać z dziewczyną pod jednym dachem. -popatrzyła na mnie wymownie.
Czy ja nie wspominałam, że to Zayn był ulubieńcem w rodzinie? Tak, był.
-Ale o czym pani mówi? - oburzył się Lou. -To właśnie dzięki Janice nadal jesteśmy zespołem, nie kłócimy się.
-Szczerze? To nie wyobrażam sobie już bez niej nie mieszkać. - wtrącił Horan. 
-To dzięki niej ten dom jakoś wygląda. -zaśmiał się Malik.
-Gdyby nie to, że z nami mieszkała nigdy nie poznałbym miłości mojego życia. - dodał Styles wpatrując się we mnie jak w obrazek. W jego oczach widziałam, że teraz najchętniej by się na mnie rzucił i zaczął namiętnie całować, ale była tu moja rodzicielka, więc powstrzymywał się. Zaśmiałam się głośno.
-Gdyby jej nie było to....zespół, tak samo jak nasza przyjaźń w piątkę skończyłaby się. To właśnie ona to wszystko podtrzymuje. - spojrzał na mnie Liam.
Posłałam im wszystkim najlepszy uśmiech jakim tylko mogłam się uśmiechnąć. To było takie słodkie. Oni naprawdę mnie polubili.
-Więc naprawdę chcecie z nią mieszkać? - spytała jakby z nutką niedowierzania kobieta.
-Tak. - powiedzieli chórem.
Łzy mimowolnie napłynęły do moich oczu.
-No a co ze szkołą, studia, koszty? -zaczęła niepewnie.
-Jeśli trzeba będzie ja za nią zapłacę. - odrzekł loczek z powagą.
-Jeśli trzeba będzie to sama zarobię. - zgromiłam bruneta spojrzeniem. On dobrze wiedział, że nie dam mu za mnie płacić. Przykro mi, ale nie jestem taka.
-Nie mam więcej pytań. - zawstydziła się i spuściła wzrok na stopy.
Cudem jeszcze powstrzymywałam śmiech.
-Mamo, od kiedy się o mnie tak bardzo martwisz? - odłożyłam kubek na ławę i na chwile spojrzałam jej w oczy. Nadal, pomimo tego ile czasu się nie widziałyśmy nienawidziła mnie, to było widać.
-Ja wcale się nie....-zatrzymała się odruchowo i zaraz się poprawiła, żeby nie było widać wtopy - Bardzo się o ciebie troszczę, to dlatego.
-Jasne. -odburknęłam i spuściłam wzrok.
-Chyba będziemy się zbierać. Spora droga przed nami. -mulat lekko pacnął Liama w ramię, po czym i ten podniósł się z fotela.
-Zayn, to tylko 3 godziny. -zaśmiałam się również wstając co pozycji stojącej.
-Tak czy inaczej powinniśmy się już zbierać. -poprawił Louis wymownie na mnie patrząc. Chyba już nikt nie chciał przebywać z moją antypatyczną matką.
-Racja. -przyznał Harry, obejmując mnie lekko w talii.
Wszyscy udaliśmy się do pokoi i znieśliśmy wszystkie bagaże na dół. Nadszedł czas pożegnań, których po prostu nie znoszę!
-Będę tęsknić, mamo. - wyszeptałam do kobiety i bez oczekiwania na jakąś reakcje z jej strony przytuliłam ją.
-Zayn, uważajcie na siebie. Dbaj o nią. - mówiła i lekko oddała czułość.
-Mamo...nie obrażaj mnie. Ja zawsze o nią dbam. -prychnął.
W końcu wyszliśmy z domu. Niall i Liam wpakowali wszystkie bagaże do bagażnika samochodu Harry'ego no i pojechaliśmy. Przez to, że Harry przyjechał sam, to teraz nie wracaliśmy razem, tylko osobno.
Zayn, Louie i ja pojechaliśmy samochodem Malika, a Niall, Liam i Harry pojechali samochodem Harry'ego. Nie było to do końca ani po mojej, ani po myśli loczka, ale no coż. Te 3 godziny przeżyję.
~*~
-Boże Malik, miałeś zatanktować! - wrzasnął szatyn wybudzając mnie z głębokiego snu.
-Co się stało? - spytałam zaspanym głosem.
-Twój genialny brat zapomniał zatankować, i no gdzie my w ogóle jesteśmy?! - chłopak był wyraźnie zdenerwowany.
-Wygląda na jakieś zadupie. - rozejrzałam się i głośno ziewnęłam.
-Jesteś zadowolony Zayn?!  - krzyknął na niego. Mulat aż uniósł się lekko pod wpływem mocnego głosu Tomlinsona.
-Louis, opanuj się. Każdemu może się zdarzyć. -szepnęłam i lekko dotknęłam ramienia chłopaka.
-Tylko co teraz? -ton głosu Tomma uciszył się.
-Nie mam pojęcia.
 
~*~
"Czemu coś dzieje się, gdy się tego nie spodziewasz,
a gdy chcesz czegoś nowego to jak na złość
się nie dzieje?" 
_____________________________________________________________________________
Bardzo dziękujemy za te miłe komentarze. <3
To dla nas wielka motywacja. Wydaje się, że to tylko napisane "pięknie" , ale to coś o wiele większego.
Wena do nas powróciła! Na szczęście! :)
Rozdział wyszedł nawet niezły, musimy przyznać ale żeby był genialny to na pewno nie.
Jeszcze raz dzięki na komentarz i do zobaczenia ♥ // Shake i Mix.

sobota, 14 września 2013

Rozdział 1- drugi sezon

Perspektywa Janice.
-Co on tutaj robi? - Zayn był poddenerwowany.
-Przyszedł ze mną porozmawiać. Spokojnie Zayn. - puściłam mu oczko.  Chłopak widocznie się uspokoił i zabrał na górę chłopaków. Pokazałam gestem ręki, żeby szatyn usiadł na jakiś wolny fotel, a sama usadowiłam się na kanapie. Chciałam mieć widoczny odstęp, żeby nie było jakiś podejrzliwych skojarzeń.
-A więc? Mówisz? - zaczęłam widząc, że chłopak ma natłok myśli w głowie. Też tak często mam.
-Tak. -przełknął ślinę i spojrzał nerwowo na sufit. - Ja...ja tak bardzo cię przepraszam za tamto. Wiesz, nie powinienem był w ogóle przychodzić, co ja sobie wyobrażam. Przecież ty masz chłopaka, a ja się jak zwykle wpier...- spojrzałam na niego gniewnie. Tak strasznie nie lubiłam jak przeklinał. - wpieprzam. - poprawił się.
-Posłuchaj. Chciałeś coś powiedzieć, więc mów. Przeszedłeś te parę metrów, pewnie jesteś tak bardzo wykończony, oh jak ja ci współczuję. - drażniłam się.
-Bardzo śmieszne. Czy ty to traktujesz jak zabawę? Ja tutaj przychodzę z ważnymi sprawami, a nie z kawałami.
-Nie no co ty. Skup się i mów to co miałeś mówić.
Tak strasznie chciało mi się śmiać jak na niego patrzyłam.
-Chciałem cię przeprosić. Tylko tyle. Wiem, że nie ma i nigdy nie będzie nas.
-Wystarczy, że byliśmy parą. - podkreśliłam słowo 'byliśmy' tak, żeby dosadnie zrozumiał.
-Ja chyba już pójdę. - chłopak zaczął się kierować do wyjścia.
W myślach tak bardzo się cieszyłam, że już wychodzi.
Otworzyłam powoli drzwi, ale była rzecz której nie przewidziałam. Harry i moja mama właśnie wysiadali z auta i zobaczyli jak Josh wychodzi z domu.
Skinner podbiegł od razu do kobiety i pomógł jej nieść siatki do środka.
-Pani Malik. Czy jest taka potrzeba, żeby taka piękna kobieta nosiła te zakupy sama, jeśli ja tutaj jestem? - zażartował.
-Oh, Josh. Jak ja cię już dawno nie widziałam. -mama była wręcz zachwycona, że go widzi.
-Jakoś z rok. - uśmiechnął się otwierając przed nią drzwi.
No teraz to się narobiło.  Harry wszedł posłusznie za nimi, nawet mnie nie dotykając. Chyba się na mnie wkurzył.  Od razu pobiegłam za nim. Rozebrał się z czarnej bluzy i butów, po czym wniósł wszystko do kuchni.
-Harry, chyba jeszcze nie poznałeś Josha. -kobieta uśmiechnęła się zachęcająco.
Ehhh mamo, a gdybym ci powiedziała, że wszystko niszczysz?
 Ręka loczka zgięła się w pięść, ale sekundę potem wyprostował ją i grzecznie podał ją szatynowi.
-Josh, miło mi poznać chłopaka Janice. - uśmiechnął się chłopak.
-Harry, miło mi poznać byłego chłopaka Janice. - Lokers odwazjemnił sztuczny uśmiech i ukradkiem spojrzał na mnie.
Dobra koniec znajomości jak na dziś. Janice, leć i ratuj swoją mamę zanim rozpęta się wojna.
-Eem, Harry. Skarbie...pamiętasz, że mamy jeszcze masę rzeczy do zrobienia dzisiaj. Wiesz...zanim wrócimy do Londynu. - lekko musnęłam usta loczka, po czym znów odwróciłam się w stronę Josha.
-Jeśli już skończyłeś pomagać mojej mamie, to łaskawie wyjdź z mojego domu i najlepiej nie wracaj. - syknęłam dosyć głośno.
Chłopak się speszył i szybkim krokiem opuścił pomieszczenie. Ze schodów dobiegły się ciche oklaski i wiwaty.
-Nigdy go nie lubiłem. - prychnął mulat machając charakterystycznie ręką.
-Zayn...jeszcze niedawno byliście przyjaciółmi. - spojrzałam sarkastycznie na brata.
-Dobrze, że dodałaś słowo "byliśmy"...ale już nie jesteśmy. Nie zadaję się z chamami, którzy tak traktują dziewczyny.
-Niech ci będzie. - poczochrałam go po głowie.
Obróciłam się do tyłu. Harry'ego już tam nie było. Mama stała oparta o blat z wymowną miną.
-Kochanie, dobrze wiesz jak to mogło wyglądać...- westchnęła.
-Mamo ale co? On tutaj przyszedł i chciał porozmawiać, nic więcej. - wzięłam głęboki wdech.
-Mnie nie musisz się tłumaczyć.
Wypuściłam powietrze z płuc i poszłam na górę.
-Harry? Jesteś tutaj? - krzyknęłam lekko otwierając drzwi od mojego pokoju. Chłopak stał na balkonie, tyłem do wejścia. Zamknęłam je cicho i weszłam wgłąb pomieszczenia. Zakradłam się na palcach i przytuliłam go od tyłu.
-Harry...-wymruczałam słodko i pocałowałam go w łopatkę.
Brunet ciągle patrzył się w jeden punkt na niebie, oddychał spokojnie. Nie był na mnie zły, już nie. Nagle odwrócił się na pięcie i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Robię się zazdrosny, kochanie. - uśmiechnął się delikatnie.
-Nie masz o co. - zaśmiałam się.
-A jednak jestem. -przybliżył usta.
-To ciebie kocham, to z tobą chce być, to ty jesteś moim chłopakiem, to ty jesteś moim Harrym, nie on. -nasze usta dzieliły może ze dwa lub trzy milimetry. Czułam się jakby zaraz miał nastąpić mój pierwszy pocałunek.
-Kocham cię. - wyszeptał i delikatnie, lecz długo zatopił się w moich wargach.
Czego chcieć więcej, niż tego co mam? Czemu nadal czuje takie coś? Nie powinnam tego czuć, ale czuje. Czegoś mi widocznie brakuje, ale czego? Ja jestem szczęśliwa.
~*~


"Oszukując siebie, nie oszukamy swojego serca. 
Ono wie najlepiej. "

___________________________________________________________________________

No i jak? :) 
Pierwszy rozdział jak to nasze rozdziały- dosyć denny. Ale obiecujemy, że następny będzie trochę lepszy. W prologu złapała nas WIELKA WENA, a teraz? Jakby wyparowała...:(
Mamy nadzieje, że to tylko chwilowe...
Dziękujemy bardzo za miły komentarz pod poprzednim postem, jednak dręczy nas, że nazwa to: anonimowy. Nie wiemy nawet komu podziękować za tak piękne słowa, które są tam napisane. Ja osobiście się popłakałam, a shake łzy w oczach i "Ja nie będe płakać, nie nie będe!" Hahah :D 
Jeszcze raz dzięki bardzo :). 
Pozdrawiamy i życzymy miłej niedzieli. ♥ // Shake i Mix. 

piątek, 13 września 2013

Prolog - sezon 2.

Miłość. To takie trudne słowo, które tak łatwo się wypowiada.
Mówią "miłość nie zawsze wystarczy". O tak...zgadzam się z tym w zupełności. Nie wystarczy, że kogoś kochasz i mu to  mówisz. Nie, to nie takie proste.
Bowiem miłość to już od dawna nie jest powiedzenie sobie "kocham". To tysiące, miliony, tryliony spędzonych ze sobą godzin, to obrażanie się na niby, to cała masa śmiechu. Tak to takie przyjemne, gdy kochasz. Gorzej jest gdy ktoś kogo kochasz zawodzi cię, zostawia bez wyjaśnienia...tak po prostu.
Mówią "prawdziwa miłość nigdy nie umiera". O tak...z tym też się zgadzam. Coś co cię połączyło już nie rozłączy...co w tym wszystkim jest najgorsze?
Że od tego uczucia się nie odwrócisz, nie zostawisz za sobą. Ono wraca, najczęściej z podwojoną, albo potrojoną siłą, jak bumerang wyrzucony w powietrze.
Bowiem życie jest nic nie warte bez miłości, zakochania się.
Ja jestem inna. Inna niż wszyscy, więc i ja mam swoją definicję miłości.
A więc co to jest miłość?
Miłość to dla mnie strach, cierpienie, łzy, ale i niepowtarzalne szczęście, którego nie da się zastąpić. To są niedoskonałości w uczuciach, to jest całowanie się, zasypianie blisko siebie. To coś czego nie da się ująć w słowa, bowiem ujmując to w słowa niszczysz piękno tego uczucia. A więc nie będę opisywać tego czego nie da się opisać.
Mówią "każdy ma swoją ścieżkę, spotykamy się tylko na zakrętach". O tak...to również popieram. A więc czym jest miłość na tle ścieżki? Na pewno czymś ogromnym. Może murem? Nie, zdecydowanie nie. Może drzewem? Nie, to też odpada. Może rondem drogowym? Tak. Porównując miłość na tle ścieżki lub drogi można z łatwością powiedzieć, że to rondo. Kręcimy się w kółko, aż w końcu wyjeżdżamy razem na odpowiednią drogę.
Moja historia nie zna końca, ciągle się toczy...ale co słowa mogą oddać? Tak naprawdę nic. Faktycznie, nic.
Pozwólcie, że przedstawię wam część dalszą mojego życia, jeśli tylko chcecie pokażę wam ją.
Mam ją tutaj. I oto ona, kochani...
********************************************************************************
Leciutki jak piórko prolog. :) Mamy nadzieję, że się podoba, bo pisałyśmy go na MEGA WENIE, która nas tak nagle naszła :D.
Pozdrawiamy was serdecznie i życzymy miłej soboty ♥ //shake i mi

czwartek, 12 września 2013

Informacje. :) BARDZO WAŻNEE!

A więc...1 sezon dobiegł końca.
Tak jak już wcześniej mówiłyśmy 2 sezon będzie jeszcze bardziej dziki, szalony, pokręcony, smutny i śmieszny, ale przede wszystkim ROMANTYCZNY. <3
Tak jest.
Jeśli chodzi o postacie do następnego sezonu, to tak....nowych postaci będzie przybywać.
Nie tak dużo oczywiście, żeby to jakoś wszystko ogarnąć wiecie, ale na pewno troszkę ich tam będzie.
Cieszymy się, że komentarzy, tak jak stałych czytelników tu przybywa...czyli jednak polecacie tego bloga komuś. Dzięki wielkie. ♥♥♥
Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, to w sumie wszystkie już są omówione.
Macie jakieś pytania odnośnie akcji? A może macie jakieś propozycje? Na nowe pomysły i miłe komentarze jesteśmy gotowe ALL DAY ALL NIGHT!!!
To chyba tyle.  // shake i mix <3

Nowi bohaterzy :



Josh Skinner - 19- letni student. Były chłopak Janice. Nadal po uszy w niej zakochany. Chłopak na wszystkie możliwe sposoby próbuje przekonać znów do siebie dziewczynę.
Uda mu się to?




Jessica Olson -18 letnia studentka. Od razu na studiach polubią się z Janice. Potem odkryją, że są jak dwie krople wody,jak prawdziwe przyjaciółki. Dla odydwu będzie to na początku wielki szok, jednak z czasem zauważą, że nie mogą czegoś takiego stracić. Jednak nawet ich przyjaźń będzie narażona na pewne przeszkody.


Czekajcie wytrwale na prolog. :*

Rozdział 32

Obudziłam się mocno wypoczęta. Otworzyłam lekko oczy, po czym przetarłam je lekko rękawem bluzy Harry'ego, którą miałam na sobie. Nadal nie mogłam pojąć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Że Harry tu jest...a właśnie...gdzie on się podział?
Wyrwałam się jak oparzona z łóżka i całą swoją siłą pociągnęłam za drzwi, robiąc przy tym głośny huk. Odkąd pamiętam zawsze jak wstawałam do szkoły tak robiłam. To był znak dla domowników, że trzeba mi zrobić śniadanie, bo ja sobie nie lubię robić. Haha. To wydaję się być cholernie głupie, ale tak...tak właśnie było.
Szybkim krokiem udałam się do salonu, ale widok nie za bardzo mnie zaskoczył. Zayn znudzony i przewijający programy w TV. Niall wcinający moje ukochane płatki i Liam, który bez przerwy pisze sms-y z Dan. Nic się nie zmieniło od ostatniego razu.
-Dzień dobry. - uśmiechnęłam się promiennie.
-Hej, a ty co taka w skowronkach? - spytał Horan bacznie mi się przyglądając.
-A czemuby nie? - uniosłam lekko jedną z brwi ku górze.
-Styles przyjechał,tu o to chodzi blondi. - zaśmiał się Zayn.
-Malik ile razy mam ci mówić, żebyś tak na mnie nie mówił?!?! - chłopak rzucił się na Zayna i zaczęli się okładać. ( w pozytywnym sensie. ). 
Usiadłam koło Payne'a i przyglądałam się jak jego palce szybko stukają w ekran nowiutkiego Blackberry. Mimowolnie kąciki moich ust znów uniosły się ku górze.
-Co cię tak cieszy? - spojrzał na mnie z rozbawieniem.
-To jak szybko piszesz do Dan, a na moje sms-y nawet nie odpowiadasz. -zaśmiałam się.
-Wybacz. - pogłaskał lekko moje ramię.
-A właśnie...gdzie jest mama? -skierowałam swój wzrok znów na mulata.
-Na zakupach z Harrym.
-Że z kim?!
-Dobrze słyszałaś. - blondyn zaczął się rechotać. Szybko walnęłam go poduszką.
-Ahhh, pamiętam jak mama zabrała Pezz na te słynne zakupy...musiałem przez pół roku jej powtarzać, że ona nie miała nic złego na myśli. Od tamtego czasu Perrie nie pojawiła się  Bradford. Haha. - zaśmiał się brunet na te wspomnienie.
Do drzwi zadzwonil dzwonek.
-Nigdy go nie lubiłem. - skrzywił się Zayn zatykając uszy.
-Pójdę otworzyć. - oznajmiłam i pobiegłam do drzwi. -O boże.
Spodziewałam się no cóż, Harry'ego, mamy, ale na pewno nie jego. O nie. Próbowałam zamknąć drzwi, ale zastawił je lekko nogą.
-Janice, chcę tylko i wyłącznie pogadać. Nic więcej. - mówił błagalnym tonem.
-Josh...ja...ja już z tobą skończyłam. Nie chcę rozmawiać.
-Proszę.
Nie chciałam tego, ale spojrzałam mu w końcu w oczy. Brązowe tęczówki odbiły się w świetle porannego słońca. Tak jakby w tym momencie mnie oślepiły.
-Dobrze.
***************************************************************************
I o to koniec 1 sezonuuuu!!!!!
Tak, wiemy. Macie pewnie masę pytań.
I co teraz?
Jak na to zareaguje Harry?
Co będzie z Janice?
Czy Janice wróci do Londynu czy też może zostanie w Bradford?
Tak jest....odpowiedzi na te pytania będziecie mogły znaleźć w 2 sezonie. :D
Pozdrawiamy i do zobaczenia niedługo. :) ♥♥♥// shake i mix

wtorek, 10 września 2013

Rozdział 31

*Perspektywa Janice*
Było już dobrze po 22, ale jakoś nikomu to nie za bardzo przeszkadzało. Mama poszła się położyć za to ja z chłopakami postanowiliśmy zamówić pizze i po prostu porozmawiać.
Po całym domu rozbrzmiał głośny jak cholera dzwonek do drzwi. Czy ja już nie wspominałam że go nie lubię?
-Janice, otworzysz? Pewnie to pizza. - z kuchni wydobył się głos Zayna.
Drogę zaszedł mi Lou.
-Nie! Poczekaj! Jeszcze 2 minuty i będzie darmowa. -uśmiechnął się.
-Czy ty masz mózg, chłopcze? To, że nie otworze nie będzie znaczyło, że nie był tu na czas. -pogłaskałam delikatnie chłopaka po czuprynie i poszłam otworzyć.
Przytrzymałam lekko zamek, aby drzwi się otworzyły, ale zaraz pożałowałam że je otworzyłam. Stałam jak wryta.
-Czy to pani zamawiała pizze?
-H-h-harry? -wykrztusiłam.
-Jak widać. -uśmiechnął się promiennie ukazując rząd białych ząbków. Był jeszcze przystojniejszy niż wcześniej. Jego błyszczące loki powiewały na wietrze. Już z daleka poczułam jego perfumy. Nie wytrzymałam i rzuciłam się na niego. Oplotłam go nogami w pasie i mocno wpiłam się w jego usta. O boże...jak mi tego brakowało. W tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Chłopak oddał zachłannie pocałunek przytrzymując mnie, żebym czasami nie zleciała. Bardzo utrudniał to gorący posiłek, który teraz znajdował się pod moim tyłkiem.
To wszystko wyglądało jak scena z tandetnego filmu romantycznego i nawet się tak poczułam.
Niestety ktoś musiał nam przerwać. A tym kimś był nikt inny jak Zayn.
-Ekhem. Ja ten...no nie przeszkadzam, ale gdzie jest pizza?
-Tutaj. - brunet lekko zrzucił mnie z siebie i podał pudełko z ciepłą pizzą.
-Dzięks, stary. - mrugnął do nas i już go nie było.
Popatrzyłam na loczka nieśmiało. No i co teraz? Okej, było romantycznie, ale co dalej?
-Tak strasznie cię przepraszam Janice...odszedłem, wtedy w parku. - zamyślił się.
-To raczej ja ciebie powinnam w nieskończoność przepraszać. Ja....zachowałam się jak zwykła....
-Sz...sz nie kończ. - przyłożył swój palec do moich warg. - Nawet przez sekundę tak o tobie nie pomyślałem. - dodał, po czym lekko się do mnie przybliżył.
Dopiero teraz zobaczyłam jak bardzo on jest cudowny. Nawet te ideały z filmów nie dorastają mu pięt.
-Kocham cię, Harry. Próbowałam ci to powiedzieć odkąd tylko cię poznałam, ale no wiesz.....
-Nie jesteś w tym dobra. - zaśmiał się znów mi przerywając. -A więc ja ci coś powiem...kocham cię najbardziej na świecie i nigdy w życiu nie mógłbym cię zranić, a jednak to zrobiłem z debilnej zazdrości o ciebie. Po prostu bałem się, że ktoś będzie się ważył mi ciebie odebrać...
-Ja myślę dokładnie to samo. - uśmiechnęłam się po czym znów złączyliśmy się w czułym pocałunku.
*****************************************************************
 Na razie to jeszcze nie koniec opowiadania.
Wiecie, każde kończy się jakąś sentencją i takim czymś, co postaramy się zrobić. XD
Jeśli chodzi o 2 sezon, to tak będzie, bo mamy już mase pomysłów....po skończonym 1 sezonie nastąpi prolog do drugiego sezonu i zaczniemy od początku.
Wszystko teraz działa w spowolnionym tempie, bo jest szkoła -.- Ale spokojnie, nie będziemy nic przedłużać i postaramy się pisać tutaj jak tylko da radę.
Jeśli chodzi o wasze komentarze, to jesteśmy pod wielkim wrażeniem, że TYLE osób to czyta, no bo ludzie jest już ponad 1000 wyświetleń, za co bardzo wam dziękujemy. Mamy nadzieję, że 2 sezon też wam przypadnie do gustu, albo nawet bardziej się spodoba. :)
Jeszcze raz dziękujemy i ponieważ jest już po 22, to życzymy dobrej nocki siostrzyczki :***
Kochamy was i pozdrawiamy serdecznie //mix i shake.

sobota, 7 września 2013

Rozdział 30

*Perspektywa Janice*
-Janice...wstawaj.
 Podniosłam się jak na komendę. Odruchowo zmrużyłam oczy.
-Nie dasz mi nawet pospać, mamo? - spytałam.
-Uwierz, że już się naspałaś.
-O czym ty mówisz?
-Śpisz już 3 dni! Całe 3 dni! - zaśmiała się i odkryła kołdrę z moich ud.
-Ile?! - spytałam pół krzykiem. -Spałam 3 dni?!
-Też nie mogę w to uwierzyć. - kobieta usiadła obok mnie i odgarnęła moje włosy za ucho.
-Chyba pójdę wziąć prysznic i....się w coś ubiorę.
-A ja zrobię ci coś na śniadanie. - dokończyła, po czym wyszła z pokoju.
Sama się do siebie niemrawo uśmiechnęłam. Chyba rzeczywiście potrzebny był mi odpoczynek. 3-dniowy. Czyli....co dziś za dzień? O boże...zupełnie odpłynęłam. Na dodatek poszłam spać w ciuchach. Rany, co ze mnie wyrosło?
Spojrzałam na mój telefon. Znów pulsował tym niebieskim światełkiem. Zerknęłam na wyświetlacz.

Nowa wiadomość od: Zayn <3
"Siostra, chcę cie znowu zobaczyć, dlatego przyjeżdżam na trochę do Bratford. Jutro o 15 powinnyście się z mamą mnie spodziewać. Do zobaczenia.xx

Wiadomość była wysłana wczoraj, czyli? Czyli Zayn przyjedzie tu za.....godzinę. A niech by cię, bracie!
Szybko wyciągnęłam różową bluzkę w czarne paski, czarne rurki i pobiegłam się umyć.
Woda tak kojąco spływała po moim ciele.
Dobra Janice, ogarnij się.
Sprawnie narzuciłam na siebie ubrania, pomalowałam się i założyłam drobną biżuterie. Okej, mała. Jesteś gotowa. Jeszcze raz spojrzałam do lustra. Tak, to jest Jani taką jaką pamiętam bardzo dobrze.
Otworzyłam delikatnie drzwi i wyszłam wgłąb korytarza prowadzącego do salonu.
-W sam raz trafiłaś na śniadanko. - uśmiechnęła się w moją stronę przyjaźnie.
-Tak. Wiesz mamo....Zayn do nas dzisiaj przyjeżdża.
-Zayn? Ale o której?
Głuchą ciszę w domu przerwał donośny dźwięk dzwonka do drzwi. Nigdy go nie lubiłam.
-Teraz. -posłałam kobiecie uśmiech i pomaszerowałam otworzyć drzwi.
Moim oczom ukazał się widok uśmiechniętego od ucha do ucha mulata. Brunet chwycił mnie mocno w talii i podniósł ku górze pare razy obkręcając. Zaśmiałam się głośno.
-Ale my za tobą tęskniliśmy! - powiedział szeptem i opuścił mnie na podłogę.
-My? - skrzyżowałam ręce na piersi.
-Tsaaaa...-wyszczerzył się.
Moim oczom ukazał mi się Niallerek. Mój kochany blondynek. Rzuciłam mu się na ramiona.
-Też za tobą tęskniłem, Jani. Ale chyba nie tylko ja. - chłopak cofnął się tak jak to uczynił Zayn. Teraz moim oczom ukazał się Liam. Jemu też rzuciłam się na szyję.
-Ja też tęskniłem. - zaśmiał się, całując mnie w czubek głowy. Jednak to nie był koniec niespodzianek.
Zza bruneta wyszedł Lou. Cofnęłam się lekko.
-Nie przywitasz się? - uśmiechnął się zachęcająco.
Nie miałam zielonego pojęcia co robić. Tak bardzo chciałam go przytulić, ale gdybym to zrobiła wspomnienia by wróciły. Nie wiem dlaczego, ale się popłakałam.
Szatyn podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Janice, proszę. - wyszeptał.
-O co mnie prosisz?! - wyrwałam się z jego uścisku i wlepiłam w niego najbardziej przenikliwy wzrok jaki umiałam.
-Żebyś nie płakała...bo i ja się popłaczę.
Spojrzałam na niego nerwowo. Przez prawie dwa tygodnie zdążyłam zapomnieć o nim, o tym wszystkim. A wystarczy, że widzę jego a wszystko wraca.
Otarłam lekko oczy, tak aby makijaż pozostał na swoim miejscu.
-Gdzie jest.......-przełknęłam ślinę. Czy ja zdołam wypowiedzieć to imię? - H-h-Harry?
-Nie przyjedzie. - rzucił Niall wchodząc za Zaynem do środka.
-Przejdziemy się? - chłopak spojrzał na mnie pytająco.
Przytaknęłam ruchem głowy i poszliśmy.
Droga nie była za bardzo rozmowna. Wręcz składała się tylko i wyłącznie z ciszy. Krępowała mnie...nawet bardzo. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, jak się zachować, co zrobić. Każdy gest z mojej strony może odebrać inaczej niż bym tego chciała.
-Janice. Tak mi trudno z tobą rozmawiać, po tym wszystkim...- westchnął ciężko.
Dopiero teraz zauważyłam jakie ma wory pod oczami. Wyglądał inaczej. Nie takiego Louisa pamiętałam.
-Wiem...mi nie jest łatwiej. - wyznałam.
-Może po prostu o tym zapomnimy, co? - spojrzał na mnie nerwowo.
-Też mi to przyszło do głowy. A wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze?
-Co? - zatrzymał się i spojrzał mi w oczy.
-Że kocham Stylesa.
Łzy tak mi się cisnęły do oczu, że ledwo wytrzymywałam te spięcie.
-Wiem o tym.
Spojrzałam na chłopaka pytająco. Płakał. Teraz byłam jeszcze bardziej przerażona. Co ja mam zrobić?!
-Lou...- szepnęłam i lekko dotknęłam jego ramienia.
-Nie mam ci za złe. To nieważne. - wytarł rękawem mokre policzki i mówił dalej. - Ty wiesz co do ciebie czuje, ale właśnie dlatego chcę żebyś była z Harrym. On też cię kocha, najmocniej na świecie. Przepraszam, że przeze mnie się wahałaś, i że musiałaś przeze mnie wyjechać.
-To ja cię raczej powinnam przeprosić. Wiesz, że nie jestem za dobra w tych rzeczach. - posłałam chłopakowi czuły uśmiech, który odwzajemnił krótkim śmiechem.
-Wiem. - zakpił i dał kuksańca w żebra. - Wszystko między nami w porządku?
-Tak. - wyszczerzyłam się i mocno go przytuliłam.
Chłopak był bardzo zdziwiony tym co zrobiłam, ale odwzajemnił uścisk całując mnie lekko w głowę.
~*~
-A więc między wami jest już wszystko okej? - spytał mulat dosiadając się do mnie i Nialla w salonie.
-Nami? - pokazałam na blondyna.
-Chodzi mi o Louisa. - zaśmiał się.
Przełknęłam ostatni widelec jajecznicy i popiłam go sokiem.
-Tak, wszystko jest jak dawniej.
-Prawie wszystko. - Zayn spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem. Odłożyłam talerz do zmywarki i znów wróciłam na kanapę.
-Prawie. - posmutniałam lekko.
To chyba nieporównalne uczucie.   Harry jest tak daleko, sam. Powinnam być teraz przy nim. Leżeć obok niego przytulając się do jego torsu, wdychając te piękne perfumy. Powinnam go całować i mówić, że jest ideałem mężczyzny, bo jest. Powinnam być jego dziewczyną, a wszystko powinno być tak jak być powinno.

*Perspektywa Harry'ego*
Przez calutki dzień siedziałem w swoim pokoju. Mamy teraz mase czasu wolnego, bo Paul jest na 2-tygodniowym wyjeździe ze swoją żoną i dzieckiem.
Powoli zszedłem na dół, ale zamiast chłopaków zastałem pustkę. Trochę się zdziwiłem, bo oni zawsze siedzą w domu, no ale....nic nie wiadomo.  Poszedłem do kuchni czegoś się napić. Na blacie znalazłem kartkę z wyjaśnieniem ich niebycia tutaj, ale nawet nie chciało mi się tego czytać. Zgniotłem kartkę w sporawą kulkę i wcelowałem do kosza na śmieci.
Nalałem sobie zimnej cieczy do szklanki i udałem się do salonu, gdzie spokojnie ułożyłem się na sofie i włączyłem telewizor.
Boże...same plotki, albo denne seriale brazylijskie. Serio ludzie? Stanąłem na jakimś kanale muzycznym, bo akurat wspominali coś o mnie.
" Harry Styles i jego złamane serce. " -zaczęła powoli prowadząca jakiegoś TALKSHOW. - "Od jakiegoś czasu nie wiemy dokładnie co dzieje się z niejakim Harrym Stylesem z zespołu One Direction. Nie mamy też informacji o jego dziewczynie, lub może byłej dziewczynie, Janice Malik. Nasza młoda gwiazda chyba trochę przesadziła ze swoim gwiazdorstwem. Jego dziewczyna, Janice ma wielkie potencjał i równie wielki głos. Czyżby Harry zranił tak wspaniałą dziewczynę?" - mówiła ciągle blondynka. Wgapiałem się ciągle w ekran jak jakiś zahipnotyzowany.
"A teraz Janice Malik i jej piosenka, którą niegdyś śpiewała w wywiadzie. Może właśnie taką dziewczynę zapamiętamy." - kobieta skończyła, a na ekranie pojawiła się JEJ twarz. Wsłuchałem się w jej melodyjny głos. Tak bardzo mi jej brakowało. Jej całej w okazałości.
Wstałem sprawnie z kanapy i ruszyłem do przedpokoju. Jakoś niedawno dostałem ten list, ale bałem się go przeczytać. Tak wiem...to idiotyczne, ale on jest od NIEJ. Przewróciłem go parę razy w rękach i rozkleiłem kopertę. Nic oprócz różowej kartki tam nie znalazłem, więc kopertę wyrzuciłem do śmieci, a list zacząłem powoli czytać.
"Drogi Harry.
Wiesz, że cię kocham prawda? Tak, na pewno wiesz...

Zaczynam list nietypowo, ale sam wiesz że nie jestem taka jak inni. Myślę, że to właśnie dlatego nie jest ze mną tak łatwo.
To co przeżyłam z tobą, jak i z wami wszystkimi to przygoda nie do zapomnienia. Każde wspomnienie pamiętam najdokładniej z każdym, nawet najmniejszym szczegółem.
Pamiętasz jak poznaliśmy się rano? W kuchni.
Pamiętasz dziwny przypadek pod prysznicem?
Pamiętasz jak musieliśmy udawać parę?
Pamiętasz może też tą niezapomnianą fontannę i kąpiel w niej?
Pamiętasz naszą pierwszą randkę na poważnie? Nie powiem, że była do końca udana, ale atrakcje były.
Pamiętasz na pewno moją chorobę i to jak bardzo cierpiałeś pod maską uśmiechu?
Na pewno też pamiętasz jak ożyłam...tak to było dziwne.
A potem, gdy wszystko  miało być wspaniale, jak w bajce dla dzieci znów nie było. Byłeś zazdrosny i tak bardzo mnie wtedy zraniłeś. Nie na ciele, w środku. Mimo to próbowałam jakoś się pogodzić z faktem, że ktoś kogo kocham najmocniej na świecie nie ufa mi.  I wtedy cię zdradziłam.
Jestem taka żałosna myśląc, że listem coś zdziałam, ale próbuje wszystkiego. Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakuję. Każdego dnia myślę sobie "to był ten jedyny, a ty go straciłaś".
Jest mi bardzo przykro, że ludzie tak cię krytykują i to też przeze mnie. Znowu. Ale to ustanie, obiecuję ci.
Na pewno teraz zawracam ci głowę swoimi durnymi sprawami. Pewnie już o mnie zapomniałeś, a moje miejsce zajmuje blondynka z dużym biustem. I dobrze, Harry. Nie mam nic przeciwko.
Chcę tylko, żebyś wiedział że na zawsze pozostaniesz w moim sercu. Jako wspaniały i czarujący brunet, który zaintrygował i wywrócił do góry nogami moje życie. Dziękuję ci za to.
Kocham cię i zawsze będę.
Janice."
Na moje usta mimowolnie wkradł się uśmiech. Dawno tego nie robiłem, więc twarz odmawiała dostępu takich działań, ale udało się. Uśmiech w okazałości. Przeczytałem jeszcze parę razy słowa jakie tam umieściła.
Na co ty czekasz Harry? Jedź i walcz, póki masz o co, a raczej o kogo.
Podświadomość w tym momencie ześwirowała, tak samo jak ja. Nie miałem pojęcia co robić. Zaraz, chwila...to trochę dziwne, że w domu nie ma ich wszystkich i, że zostawili mi kartkę. Przecież nigdy tego nie robią.
Szybko pobiegłem do śmietnika i wyciągnąłem kartkę.
"Harry.
Dom na twojej głowie. My jedziemy do Janice na parę dni. Trzymaj się i niczego nie rozwal chłopie.
Nialler. x"
Ah tak. Pojechali beze mnie...świnie. Przyszło mi spędzić z tymi debilami trzy lata, a ci jadą do mojej dziewczyny nie mówiąc mi o tym.
Dobra Harry, nie nakręcaj się.
Przebrałem się w czarne rurki i granatową koszulkę. Na nogi szybko nasunąłem skarpety i moje ulubione buty. Do jednej ręki chwyciłem telefon, a do drugiej kluczyki od samochodu i wybiegłem z domu.
Momencik Harry. Może zamkniesz dom geniuszu?
Wróciłem się i porządnie zamknąłem drzwi, po czym wsiadłem do samochodu, zapiąłem pas i ruszyłem do Bradford.
*******************************************************************
Tak, a o to rozdział 30. Myślimy, że chociaż trochę się wam spodoba.
Tak czy inaczej prosimy o szczerość. To podstawa, co nie? XD
Jeśli natomiast chodzi o 2 sezon, to tak...będzie. :)
Podrawiamy♥ // shake i mix

środa, 4 września 2013

Rozdział 29

Już tydzień odkąd jestem w rodzinnym mieście. Cięszę się, bo wreszcie mogłam na spokojnie porozmawiać z mamą.
Mimo tego co się wydarzyło tydzień temu nadal o tym myślę. Na nic mi zapomnienie, bo i tak nie zapomnę. Jego pięknych, zielonych oczu, jego błyszczących włosów, jego samego.
Od paru dni zastanawiam się nad napisaniem do niego listu z wyjaśnieniem. Najbardziej teraz boję się o Louisa. Został z tym zupełnie sam, samiutki. Chciałabym mu pomóc, ale już wystarczająco im wszystkim pomogłam. Musiałam odejść. To było jedyne rozsądne wyjście z tej sytuacji.
-Janice. -  szept mamy wybudził mnie z transu zamyśleń.
-Tak? - spojrzałam na kobietę.
-Zobacz. - pokazała palcem na monitor laptopa.
Mnóstwo wyzwisk. A wiecie co jest najdziwniejsze? Że te wyzwiska nie są na mnie, tylko na Harry'ego.
"Jak mogłeś ją tak potraktować?"
"Jesteś idiotą, Styles."
"Dziewczyn się tak nie traktuje, chuju"
Jedna łza spłynęła po moim policzku. Ludzie nienawidzą go bo....bo odeszłam?
Ciepła ręka kobiety pomasowała mnie lekko po plecach.
-Wszystko będzie dobrze. - powiedziała chyba najdelikatniej jak umiała.
-Wiem. - wyszeptałam.
Nie umiałam sobie z tym wszystkim jakoś poradzić. Czułam się winna, no bo byłam...
~*~
"Drogi Harry.
Wiesz, że cię kocham prawda? Tak, na pewno wiesz...
Zaczynam list nietypowo, ale sam wiesz że nie jestem taka jak inni. Myślę, że to właśnie dlatego nie jest ze mną tak łatwo.
To co przeżyłam z tobą, jak i z wami wszystkimi to przygoda nie do zapomnienia. Każde wspomnienie pamiętam najdokładniej z każdym, nawet najmniejszym szczegółem.
Pamiętasz jak poznaliśmy się rano? W kuchni.
Pamiętasz dziwny przypadek pod prysznicem?
Pamiętasz jak musieliśmy udawać parę?
Pamiętasz może też tą niezapomnianą fontannę i kąpiel w niej?
Pamiętasz naszą pierwszą randkę na poważnie? Nie powiem, że była do końca udana, ale atrakcje były.
Pamiętasz na pewno moją chorobę i to jak bardzo cierpiałeś pod maską uśmiechu?
Na pewno też pamiętasz jak ożyłam...tak to było dziwne.
A potem, gdy wszystko  miało być wspaniale, jak w bajce dla dzieci znów nie było. Byłeś zazdrosny i tak bardzo mnie wtedy zraniłeś. Nie na ciele, w środku. Mimo to próbowałam jakoś się pogodzić z faktem, że ktoś kogo kocham najmocniej na świecie nie ufa mi.  I wtedy cię zdradziłam.
Jestem taka żałosna myśląc, że listem coś zdziałam, ale próbuje wszystkiego. Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakuję. Każdego dnia myślę sobie "to był ten jedyny, a ty go straciłaś".
Jest mi bardzo przykro, że ludzie tak cię krytykują i to też przeze mnie. Znowu. Ale to ustanie, obiecuję ci.
Na pewno teraz zawracam ci głowę swoimi durnymi sprawami. Pewnie już o mnie zapomniałeś, a moje miejsce zajmuje blondynka z dużym biustem. I dobrze, Harry. Nie mam nic przeciwko.
Chcę tylko, żebyś wiedział że na zawsze pozostaniesz w moim sercu. Jako wspaniały i czarujący brunet, który zaintrygował i wywrócił do góry nogami moje życie. Dziękuję ci za to.
Kocham cię i zawsze będę.
Janice."
Zakleiłam dokładnie różową kartkę w białej kopercie i zaadresowałam na dom Zayna, ale z nazwiskiem Styles.
Kopertę, jak i inne drobiazgi wrzuciłam do mojej małej, szarej torebki. Postanowiłam się przejść i jakoś wszystko przemyśleć.
Narzuciłam na siebie szybko szare rurki, białą koszulę w niebieskie paski i zrobiłam lekko make-up. Okej, jestem gotowa.
Wyszłam z pokoju i od razu pokierowałam się ku wyjściu.
-Idę się przejść. - rzuciłam w stronę rodzicielki i wyszłam z domu.
Podążałam drobnymi uliczkami małego Bradford. Tak bardzo kochałam to miasto. Każdy się w nim znał, przez to było też dużo nieprzyjemności, ale nie tylko. Pamiętam jak od zawsze mama musiała się tłumaczyć innym paniom, że Zayn naprawdę nie chciał tego czy tamtego zniszczyć. On po prostu był jak dziecko szatana. Ale miał też swoje słabości, które oczywiście jako jego najbliższa osoba znałam. Tylko ze mną mógł porozmawiać na różne dziwne tematy, tylko ze mną mógł się powygłupiać.
Pamiętam też dokładnie jego pierwszy występ w X-faktorze. Byłyśmy tam z mamą i go dopingowałyśmy.
Dzień przed programem tak się stresował, że prawie płakał. Jeszcze w drodze oboje śpiewaliśmy jego piosenkę, żeby tylko jej nie zapomniał. Był bardzo zestresowany.
Potem podległam fali buntu. Nie miałam zamiaru już tam jeździć. Jakiś czas potem Zayn Malik, chłopak z Bratford, mój brat, stał się sławny. Dobijało mnie to, że już o nas zapomniał. W domu nie pojawiał się od jakichś dobrych dwóch lat, aż w końcu znowu go zobaczyłam. Pamiętacie?
A dalszej historii chyba nie muszę wam opowiadać.
W końcu dotarłam do skrzynki z napisem poczta. Obróciłam parę razy listem i wrzuciłam go wgłąb przedmiotu. Odetchnęłam głęboko, po czym wróciłam z powrotem do domu. 
Rzuciłam sobą o łóżko i zasnęłam. Tak, tego mi było trzeba. Odpoczynku...
*************************************************************************
Trochę smutny i .................dziwny. Nie miałam jakiejś koncepcji co napisać, bo jedna z nas trafiła przypadkowo do szpitala. Tsaaaaa, my i nasze szczęście.
Wszystko jest już w porządku. No może poza tym, że ten rozdział napisałam sama :(
Myślę, że chociaż trochę wam się spodoba...naprawdę.
Dołuje mnie powrót do szkoły, pewnie was też. Pozdrawiam :* //mix

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 28

*Perspektywa Janice*
-Lou? - zdążyłam wydobyć z siebie szept, ale odpowiedział mi huk trzaskających drzwi.
No tak, Janice. Przecież ty nie możesz nacieszyć się nawet minutą swojego życia.
Przeczesałam ręką moje puszyste włosy i ruszyłam w stronę moich ubrań. Szybko niedbale narzuciłam je na siebie i powoli otworzyłam drzwi.
Cisza. To jedyne co tam napotkałam.
W łazience paliło się światło. Domyśliłam się, że tam mógł być Tomlinson, więc od razu się tam udałam. No i faktycznie.
Chłopak stał przed lustrem zaciekle się w nie wpatrując. Sama nie wiedziałam co mam zrobić. Może do niego podejść i przytulić, czy może wyjść i udać, że tego nie widziałam?
Wybrałam pierwszą opcję, raz kozia śmierć, co nie?
Podeszłam bliżej chłopaka nucąc sobie piosenkę, którą ostatnio Lou śpiewał w hotelu. Byłam coraz bliżej. Czułam ciepło bijące od jego opalonego ciała.
Wydawał mi się być największym skarbem jaki mam i za wszelką cenę nie chciałam go stracić. Nadal całym sercem kochałam Harry'ego i to od tak nie mogło się zmienić nawet gdybym bardzo chciała, ale czułam też coś do Louisa. Kochałam go, ale inaczej. Jak brata, opiekuna, najlepszego przyjaciela.
-Znowu mu to zrobiłem. - szepnął gwałtownie wyrywając mnie z rozmyśleń.
Pogłaskałam go delikatnie po ramieniu, ale się odsunął.
-My to zrobiliśmy...Louis. My.
-Jestem jego najlepszym przyjacielem.
-A ja jego dziewczyną. -szepnęłam.
Do oczu cisnęły mi się łzy, ale musiałam je powstrzymać. Spojrzałam w lustro. Widziałam tam mnie. Inną mnie, zupełnie inną, fałszywą. No bo co ja zrobiłam? Przespałam się z najlepszym przyjacielem mojego chłopaka i to dwa razy, przeze mnie Lou ma wyrzuty sumienia. Jestem potworem.
-Lou, ja cię tak strasznie przepraszam. -szepnęłam.
Czułam jak wszystkie emocje wypływają ze mnie w postaci łez.
-Ej, nie płacz...jakoś mu to wytłumaczę. - szatyn otarł lekko mój policzek.
-Nie ma mowy...ja mu to powiem. - odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z pomieszczenia.
Wpadłam do swojego pokoju. Otworzyłam szeroko szafę i rzeczy, które jeszcze niedawno tu z powrotem włożyłam wrzuciłam znów do walizki. Zamknęłam z trudem przedmiot i postawiłam go na dwa, małe czarne kółka. Na ramiona nałożyłam szarą, luźną bluzę i powoli pokierowałam się do wyjścia.
Ale chwila...nie mogę nie zostawić żadnej wiadomości, że stąd odchodzę.
Chwyciłam biały notes i zaczęłam bazgrać powód mojego wyjazdu.
" Ten list przede wszystkim kierowany jest do mojego brata. 
Zayn, posłuchaj. Ja nie mogę z tobą, z wami mieszkać. To za duża pokusa mieszkać z piątką chłopaków w moim wieku. Braciszku, żeby było jasne...jadę do mamy, do Bradford. 
Jeśli chodzi o twoją misję zmienienia mnie, to powiodła się. Jestem teraz szczęśliwsza, milsza no i lepiej się ubieram. 
Odchodzę z różnych powodów. Wiesz, jeden z was już z wami nie mieszka i to przeze mnie, drugi ma wyrzuty sumienia. Ja nie chcę, żebyście przeze mnie cierpieli. Nie chcę waszego smutku, chcę radości. Takiej jaka panowała tu przed moim przyjazdem. Nie miej ani mnie, ani sobie tego za złe. Robię to dla was, nie dla siebie. 
Wyjazd wydaję się byś ucieczką od problemu, ale ja wolę uciec. Taka już jestem. 
Przepraszam ciebie, was. 
Dobrze wiecie, że wszystkich was kocham całym sercem i zawsze będę. 
Janice."
Położyłam notes na blacie w kuchni i udałam się do wyjścia.
Teraz zostało mi tylko wyjaśnić wszystko z Harrym. Wybrałam numer loczka.
-Halo?
-H-hej. -zająkałam się.
-Janice?! - jego głos był zdziwiony i taki rozpaczliwy.
-T-tak. Moglibyśmy...no wiesz porozmawiać?
Z tego wszystkiego zaczęłam obgryzać paznokcie.
-J-jasne. Bardzo się cieszę, że dzwonisz. To mam gdzieś wyjść, czy coś?
-Byłabym wdzięczna gdybyś za dziesięć minut był w parku, naszym parku. -rozłączyłam się.
Na pewno zrozumie o co mi chodzi. Nie jest przecież głupkiem.
Dokładnie po siedmiu minutach byłam w parku. Nadchodził ranek, a brzask zawitał na niebie. Pogoda zapowiada się nieźle na podróż.
Jeszcze trzy minuty.

*Perspektywa Harry'ego*
No nie powiem, telefon o czwartej nad ranem trochę mnie zdziwił, a jak się okazało że to Janice to byłem już po prostu w szoku.
Narzuciłem znów na siebie swoją czarną, nieśmiertelną kurtkę i ruszyłem w stronę parku. Gdy znów mijałem te same sklepy, domki jednorodzinne czułem to uczucie Dejawu (nie mam pojęcia jak to się pisze). Moją twarz głaskał lekki, poranny wietrzyk.
Z tego wszystkiego nawet zapomniałem, że to się dzieje naprawdę. Że po tym wszystkim znów ją zobaczę. Tylko na to czekałem.
Byłem już bardzo blisko wyznaczonego miejsca. Park. Wow, byłem tu parę godzin temu. I znów ujrzałem całą altankę przepięknych, w kolorach poranka rudych i potężnych drzew. Teraz nie wydawały się tak niesamowite.
Miałem taką mase wątpliwości co pod hasłem "porozmawiać" może się tak naprawdę kryć. Po prostu się bałem, jak małe dziecko.
Stanąłem na końcu altanki i wypatrywałem jej. No i wreszcie ją ujrzałem. Jej brązowe, grube włosy zakrywały jej piękną twarz. Siedziała wpatrzona w ziemię. Pewnie myślała, tak jak ja myślę teraz. Zaschło mi w gardle. Jeszcze nigdy nie stresowałem się czegoś tak mocno, jak teraz. Podszedłem nieco bliżej i bliżej, aż w końcu usiadłem obok.
-Kocham cię Harry. -wyszeptała.
Zamurowało mnie. Po tym wszystkim co jej zrobiłem ona nadal mnie kocha?! Wow.
-Ja ciebie też, zawsze kochałem, kocham i będę kochać, ale czy właśnie o tym chciałaś mówić? - spytałem i zerknąłem na jej postać.
-Nie, nie o tym.  - znów szepnęła.
Przy jej boku stały czarne, dosyć spore dwa bagaże.
-Janice, po co ci te walizki? - wstałem do pozycji stojącej. Dziewczyna podniosła głowę, a ja ujrzałem ją całą, taką jaką kochałem. Brązowe oczy, napuchnięte od płaczu, malinowe pełne usta, białe zęby i ta cera. O mało co nie zaliczyłem gleby na trawnik z przejęcia.
-Wyprowadzam się. - spojrzała mi prosto w oczy. Jak to się wyprowadza?! Co się stało?!?!
-Ale czemu? - spytałem z niedowierzaniem.
-Bo....przeze mnie Louis cierpi i ty też. Wszyscy przeze mnie tylko cierpicie.
Okej. A co ma do tego wszystkiego Lou? Nie no ja chyba jestem poza tematem.

*Perspektywa Janice*
Jak mam powiedzieć chłopakowi, że go zdradziłam?! Przecież to okropne.
Janice, dasz radę. Spojrzyj mu prosto w oczy i powiedz, a potem spieprzaj gdzie popadnie.
-Harry...ja..-przełknęłam ślinę. - ja cię zdradziłam. - z moich oczu wypłynęły pierwsze łzy. Chłopak patrzył się na mnie niezrozumiale. Pewnie próbował to jakoś poukładać w głowie.
-Z kim? - jego głos się załamał. Oczy bruneta były jak szklanki.
-Z Louisem. - schowałam twarz w ręce.
-Kochasz go? - spytał oddalając się ode mnie.
-Nie. Kocham tylko i wyłącznie ciebie, ale po tym wszystkim co wtedy zrobiłeś...ja potrzebowałam bliskości jakiejś osoby. Bardzo mi przykro Harry. Nigdy nie chciałam do tego dopuścić.
Loczek oddalił się ode mnie i uciekł z parku. Zaczęłam jeszcze mocniej płakać.
Jak ja mogłam go...ich zranić?! To już nieważne, Jani.
Wstałam z fontanny i pokierowałam się w stronę lotniska. Wracam do domu.
********************************************************************
Przepraszamy, że jakiś taki bez uczuć, ale no...same nie wiedziałyśmy jak to napisać.
Tak czy inaczej myślimy, że wam się spodoba...jeśli chodzi o rozdziały, to będzie ich jeszcze trochę.
Nie mamy pojęcia czy zrobić drugi sezon, czy może pożegnać to opowiadanie i napisać inne, dlatego prosimy was w komentarzach napiszcie nam co byście bardziej chciały.
Drugi sezon vs inne opowiadanie.
Pozdrawiamy :* // shake i mix