*Perspektywa Janice*
-Lou? - zdążyłam wydobyć z siebie szept, ale odpowiedział mi huk trzaskających drzwi.
No tak, Janice. Przecież ty nie możesz nacieszyć się nawet minutą swojego życia.
Przeczesałam ręką moje puszyste włosy i ruszyłam w stronę moich ubrań. Szybko niedbale narzuciłam je na siebie i powoli otworzyłam drzwi.
Cisza. To jedyne co tam napotkałam.
W łazience paliło się światło. Domyśliłam się, że tam mógł być Tomlinson, więc od razu się tam udałam. No i faktycznie.
Chłopak stał przed lustrem zaciekle się w nie wpatrując. Sama nie wiedziałam co mam zrobić. Może do niego podejść i przytulić, czy może wyjść i udać, że tego nie widziałam?
Wybrałam pierwszą opcję, raz kozia śmierć, co nie?
Podeszłam bliżej chłopaka nucąc sobie piosenkę, którą ostatnio Lou śpiewał w hotelu. Byłam coraz bliżej. Czułam ciepło bijące od jego opalonego ciała.
Wydawał mi się być największym skarbem jaki mam i za wszelką cenę nie chciałam go stracić. Nadal całym sercem kochałam Harry'ego i to od tak nie mogło się zmienić nawet gdybym bardzo chciała, ale czułam też coś do Louisa. Kochałam go, ale inaczej. Jak brata, opiekuna, najlepszego przyjaciela.
-Znowu mu to zrobiłem. - szepnął gwałtownie wyrywając mnie z rozmyśleń.
Pogłaskałam go delikatnie po ramieniu, ale się odsunął.
-My to zrobiliśmy...Louis. My.
-Jestem jego najlepszym przyjacielem.
-A ja jego dziewczyną. -szepnęłam.
Do oczu cisnęły mi się łzy, ale musiałam je powstrzymać. Spojrzałam w lustro. Widziałam tam mnie. Inną mnie, zupełnie inną, fałszywą. No bo co ja zrobiłam? Przespałam się z najlepszym przyjacielem mojego chłopaka i to dwa razy, przeze mnie Lou ma wyrzuty sumienia. Jestem potworem.
-Lou, ja cię tak strasznie przepraszam. -szepnęłam.
Czułam jak wszystkie emocje wypływają ze mnie w postaci łez.
-Ej, nie płacz...jakoś mu to wytłumaczę. - szatyn otarł lekko mój policzek.
-Nie ma mowy...ja mu to powiem. - odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z pomieszczenia.
Wpadłam do swojego pokoju. Otworzyłam szeroko szafę i rzeczy, które jeszcze niedawno tu z powrotem włożyłam wrzuciłam znów do walizki. Zamknęłam z trudem przedmiot i postawiłam go na dwa, małe czarne kółka. Na ramiona nałożyłam szarą, luźną bluzę i powoli pokierowałam się do wyjścia.
Ale chwila...nie mogę nie zostawić żadnej wiadomości, że stąd odchodzę.
Chwyciłam biały notes i zaczęłam bazgrać powód mojego wyjazdu.
" Ten list przede wszystkim kierowany jest do mojego brata.
Zayn, posłuchaj. Ja nie mogę z tobą, z wami mieszkać. To za duża pokusa mieszkać z piątką chłopaków w moim wieku. Braciszku, żeby było jasne...jadę do mamy, do Bradford.
Jeśli chodzi o twoją misję zmienienia mnie, to powiodła się. Jestem teraz szczęśliwsza, milsza no i lepiej się ubieram.
Odchodzę z różnych powodów. Wiesz, jeden z was już z wami nie mieszka i to przeze mnie, drugi ma wyrzuty sumienia. Ja nie chcę, żebyście przeze mnie cierpieli. Nie chcę waszego smutku, chcę radości. Takiej jaka panowała tu przed moim przyjazdem. Nie miej ani mnie, ani sobie tego za złe. Robię to dla was, nie dla siebie.
Wyjazd wydaję się byś ucieczką od problemu, ale ja wolę uciec. Taka już jestem.
Przepraszam ciebie, was.
Dobrze wiecie, że wszystkich was kocham całym sercem i zawsze będę.
Janice."
Położyłam notes na blacie w kuchni i udałam się do wyjścia.
Teraz zostało mi tylko wyjaśnić wszystko z Harrym. Wybrałam numer loczka.
-Halo?
-H-hej. -zająkałam się.
-Janice?! - jego głos był zdziwiony i taki rozpaczliwy.
-T-tak. Moglibyśmy...no wiesz porozmawiać?
Z tego wszystkiego zaczęłam obgryzać paznokcie.
-J-jasne. Bardzo się cieszę, że dzwonisz. To mam gdzieś wyjść, czy coś?
-Byłabym wdzięczna gdybyś za dziesięć minut był w parku, naszym parku. -rozłączyłam się.
Na pewno zrozumie o co mi chodzi. Nie jest przecież głupkiem.
Dokładnie po siedmiu minutach byłam w parku. Nadchodził ranek, a brzask zawitał na niebie. Pogoda zapowiada się nieźle na podróż.
Jeszcze trzy minuty.
*Perspektywa Harry'ego*
No nie powiem, telefon o czwartej nad ranem trochę mnie zdziwił, a jak się okazało że to Janice to byłem już po prostu w szoku.
Narzuciłem znów na siebie swoją czarną, nieśmiertelną kurtkę i ruszyłem w stronę parku. Gdy znów mijałem te same sklepy, domki jednorodzinne czułem to uczucie Dejawu (nie mam pojęcia jak to się pisze). Moją twarz głaskał lekki, poranny wietrzyk.
Z tego wszystkiego nawet zapomniałem, że to się dzieje naprawdę. Że po tym wszystkim znów ją zobaczę. Tylko na to czekałem.
Byłem już bardzo blisko wyznaczonego miejsca. Park. Wow, byłem tu parę godzin temu. I znów ujrzałem całą altankę przepięknych, w kolorach poranka rudych i potężnych drzew. Teraz nie wydawały się tak niesamowite.
Miałem taką mase wątpliwości co pod hasłem "porozmawiać" może się tak naprawdę kryć. Po prostu się bałem, jak małe dziecko.
Stanąłem na końcu altanki i wypatrywałem jej. No i wreszcie ją ujrzałem. Jej brązowe, grube włosy zakrywały jej piękną twarz. Siedziała wpatrzona w ziemię. Pewnie myślała, tak jak ja myślę teraz. Zaschło mi w gardle. Jeszcze nigdy nie stresowałem się czegoś tak mocno, jak teraz. Podszedłem nieco bliżej i bliżej, aż w końcu usiadłem obok.
-Kocham cię Harry. -wyszeptała.
Zamurowało mnie. Po tym wszystkim co jej zrobiłem ona nadal mnie kocha?! Wow.
-Ja ciebie też, zawsze kochałem, kocham i będę kochać, ale czy właśnie o tym chciałaś mówić? - spytałem i zerknąłem na jej postać.
-Nie, nie o tym. - znów szepnęła.
Przy jej boku stały czarne, dosyć spore dwa bagaże.
-Janice, po co ci te walizki? - wstałem do pozycji stojącej. Dziewczyna podniosła głowę, a ja ujrzałem ją całą, taką jaką kochałem. Brązowe oczy, napuchnięte od płaczu, malinowe pełne usta, białe zęby i ta cera. O mało co nie zaliczyłem gleby na trawnik z przejęcia.
-Wyprowadzam się. - spojrzała mi prosto w oczy. Jak to się wyprowadza?! Co się stało?!?!
-Ale czemu? - spytałem z niedowierzaniem.
-Bo....przeze mnie Louis cierpi i ty też. Wszyscy przeze mnie tylko cierpicie.
Okej. A co ma do tego wszystkiego Lou? Nie no ja chyba jestem poza tematem.
*Perspektywa Janice*
Jak mam powiedzieć chłopakowi, że go zdradziłam?! Przecież to okropne.
Janice, dasz radę. Spojrzyj mu prosto w oczy i powiedz, a potem spieprzaj gdzie popadnie.
-Harry...ja..-przełknęłam ślinę. - ja cię zdradziłam. - z moich oczu wypłynęły pierwsze łzy. Chłopak patrzył się na mnie niezrozumiale. Pewnie próbował to jakoś poukładać w głowie.
-Z kim? - jego głos się załamał. Oczy bruneta były jak szklanki.
-Z Louisem. - schowałam twarz w ręce.
-Kochasz go? - spytał oddalając się ode mnie.
-Nie. Kocham tylko i wyłącznie ciebie, ale po tym wszystkim co wtedy zrobiłeś...ja potrzebowałam bliskości jakiejś osoby. Bardzo mi przykro Harry. Nigdy nie chciałam do tego dopuścić.
Loczek oddalił się ode mnie i uciekł z parku. Zaczęłam jeszcze mocniej płakać.
Jak ja mogłam go...ich zranić?! To już nieważne, Jani.
Wstałam z fontanny i pokierowałam się w stronę lotniska. Wracam do domu.
********************************************************************
Przepraszamy, że jakiś taki bez uczuć, ale no...same nie wiedziałyśmy jak to napisać.
Tak czy inaczej myślimy, że wam się spodoba...jeśli chodzi o rozdziały, to będzie ich jeszcze trochę.
Nie mamy pojęcia czy zrobić drugi sezon, czy może pożegnać to opowiadanie i napisać inne, dlatego prosimy was w komentarzach napiszcie nam co byście bardziej chciały.
Drugi sezon vs inne opowiadanie.
Pozdrawiamy :* // shake i mix
piątek, 30 sierpnia 2013
wtorek, 27 sierpnia 2013
Rozdział 27
UWAGA!
W tej części mogą występować momenty +18. Jeśli ktoś nie jest pełnoletni i ma słabe nerwy...to radzę mu nie czytać końca rozdziału. Ostrzegam tak na wszelki wypadek. Miłego czytania ♥
****************************************************************************
*Perspektywa Janice*
I co on sobie myśli? Że przez sms-a będzie mnie przepraszał? Że mu od razu wybaczę? O nie, nie. Mimo tego wszystkiego i tego jak bardzo go znienawidziłam, tęskniłam za nim. Za tymi zielonymi oczami, za tym uśmieszkiem dosłownie ściągniętym z reklamy Colgate, za tymi loczkami, które codziennie perfekcyjnie układał, tylko po to, żebym potem ja je mogła potrzepać, za jego porannym, zachrypniętym głosem, za zapachem jego pięknych perfum, za ciepłem jego uścisku, za jego malinowymi ustami, które ciągle wyginały się w uśmieszku, za dołeczkami w jego policzkach, które pojawiały się tylko wtedy, gdy był naprawdę szczęśliwy, a nie sztucznie, i przede wszystkim za tym czymś czego nie mieli inni chłopcy.
-Żyjesz? - ciepła ręka blondynki poszturchała mnie lekko w ramię. Ocknęłam się gwałtownie.
-Sorki, zamyśliłam się. - podrapałam się zakłopotana po głowie.
-No właśnie zauważyłyśmy. - zaśmiała się Danielle. - Perrie, chyba musimy ją na trochę zabrać od tych wariatów. - prychnęła brunetka.
-No,no. Mi też by się przydał odpoczynek od obowiązków. Dziewczyny, co powiecie na spa? -zaproponowała dziewczyna z nutką nadziei w głosie.
Pomyślałam sobie, że to nawet nie zły pomysł. Odpoczęłabym od tego wszystkiego.
-Ja jestem za. - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Ja też. - wyznała druga.
-Okej. No to kiedy byśmy pojechały? - znów wróciła do tematu Perrie.
-Może w sobotę? - zaproponowałam.
-Janice ma rację. Ja jeszcze mam występ pojutrze, a jutro to będziemy miały niezłego kaca. Okej, to w sobotę. - przytaknęła Dan.
-No to umówione! - podskoczyła w górę blondynka i pomaszerowała z tacą kanapek do salonu pokazując ręką, żebyśmy poszły za nią. Weszłyśmy we trzy do salonu. Chłopcy już na nas czekali. Perrie położyła tackę na stolikz innymi przekąskami i pozostałymi drinkami i szepnęła mi na ucho, żebym poruszyła temat spa. Znów się ocknęłam.
-Słuchajcie. Z dziewczynami postanowiłyśmy zrobić sobie babski weekend.
-Oho, szykują się kłopoty. - zaśmiał się Niall przerywając mi. Spiorunowałam chłopaka wzrokiem i wróciłam do przemowy. -Postanowiłyśmy pojechać do spa. - uśmiechnęłam się. Wszyscy wgapiali się w nas niezrozumiale.
W końcu Danielle odchrząknęła.
-Przydałby się sponsor. - brunetka spojrzała po chłopakach, ale każdy spuścił wzrok. Zaśmiałam się głośno.
-Chyba nic z tego. - spojrzałam po dziewczynach uśmiechając się do nich.
Nagle z kanapy wstał Lou i podszedł do nas. Objął mnie ramieniem.
-Ja płacę za nią. - wskazał gestem głowy na mnie i pocałował mnie w głowę.
Zrobiłam wielkie oczy. Jak to, Louis?
Uśmiechnęłam się do niego z wyrazem podziwu na twarzy. Chłopak odwrócił się do mnie i odwzajemnił uśmiech.
-Dziękuję. - wyszeptałam mu do ucha i mocno przytuliłam. Szatyn od razu oddał uścisk.
-Ja zapłacę za moją kochaną. - z podłogi poderwał się Payne i czule pocałował brunetkę.
Blondynka miała łzy w oczach. Zayn nawet nie wstał. Mi też byłoby smutno, gdyby mój chłopak nie wstał i nie zasponsorował mi wyjazdu, a szczególnie było mi wstyd, bo to mój brat. Spojrzałam wymownie na mulata.
Brunet wstał z podłogi i podszedł do dziewczyny oplatając ją swoimi umięśnionymi ramionami.
-Ja też oczywiście za ciebie zapłacę, kochanie. - chłopak musnął lekko usta blondynki. To takie słodkie.
*Perspektywa Harry'ego*
Nie mogłem wytrzymać w tym hotelu. Bez niej. Bez wyjaśnienia.
Wysłanie sms-a wydawało się być bardzo dziecinne,więc ubrałem na siebie czarną kurtkę i wyszedłem z pokoju i z hotelu.
Podążałem zakamarkami londyńskich ulic. Nie miałem pojęcia co ze sobą zrobić. Znając Janice jest na mnie strasznie wściekła, więc nie mogę tam po prostu wrócić i powiedzieć, że chce z nią rozmawiać. Nie zgodziłaby się.
Miałem dwa wyjścia. Albo iść pochodzić po parku,albo wrócić do hotelu.
Wybrałem park.
Mijałem znaną mi alejkę pięknych drzew, które jeszcze teraz w jesień wyglądają najpiękniej. Liście opadały z nich wielkimi ilościami. To było piękne zjawisko.
Nagle zobaczyłem, że w parku nie jestem sam. Na fontannie niedaleko ode mnie siedziała dziewczyna. Jej proste,blond włosy bezwładnie opadały na twarz. Myślałem, że to tylko ja jestem tak genialny, żeby o trzeciej rano chodzić po parku, jednak myliłem się. Z ciszy wydobył się płacz. Byłem coraz bliżej osóbki. W końcu usiadłem tuż obok niej i schowałem ręce do kieszeni.
-Strasznie zimno dzisiaj, prawda? - chciałem jakoś zacząć temat, żebym nie wyszedł na psychopatę.
-Wyjątkowo. - odezwała się.
-Co taka śliczna dziewczyna robi tu sama? - spytałem.
-Myślę. -spojrzała wreszcie na mnie, chociaż nadal niepewnie. - O mój boże...-szepnęła.
Oho, chyba się zorientowała kim jestem. Ciekawe czy zacznie piszczeć?
-Ja również myślę, wiesz....o dziewczynie. - zignorowałem to "o mój boże". Chciałem tylko porozmawiać.
-O Janice? - dociekała. Czyli chyba jest moją fanką, skoro wie aż tyle.
-Tak, o Janice. - uśmiechnąłem się, gdy wypowiedziałem to imię.
-Wiele osób twierdzi, że jesteście ustawioną parą. - powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.
-Gdybyśmy byli, to czy myślałbym o niej?
-No raczej nie. - wymamrotała. - Kochasz ją, prawda?
-Najbardziej na świecie. - spuściłem wzrok na swoje brązowe buty.
-Więc w czym problem, Harry? - spytała.
-Schrzaniłem tą sprawę. Ona jest już przegrana...- łzy napłynęły mi do oczu.
-Żadna sprawa nie jest przegrana, jeśli chociaż jeden głupiec o nią walczy. - szepnęła głaszcząc mnie po ramieniu.
Wtedy coś do mnie dotarło. Ja nie mogę się poddać. Wierzę, że jeśli ona kiedykolwiek mnie kochała to to uczucie nie wygasło tak szybko.
Potem przypomniałem sobie jak ostatnio z nią tu byłem. Jeny jak dawno to było. Wtedy oboje się kąpaliśmy w tej fontannie. Uśmiechnąłem się na myśl o tym wspomnieniu.
-Dziękuję ci. - wstałem i pokierowałem się w stronę domu Zayna. Jeszcze raz odwróciłem się w stronę nieznajomej. - Wracaj do domu, zimno. - uśmiechnąłem się promiennie.
Próbowałem ułożyć sobie w głowie co powinienem powiedzieć, ale spacer był za krótki. Nic nie zdążyłem wymyślić. Stanąłem przed furtką.
Janice ja chciałem ci powiedzieć, że cię kocham i nigdy nie przestanę. Nie to żałosne Harry. Postaraj się.
Jani, ja chciałem ci powiedzieć, że....no już Styles, rusz tą głową!
To bez sensu. Nic nie wymyślę. Wycofałem się spod bramy i pokierowałem się z powrotem do hotelu. Rany, Styles ale z ciebie tchórz.
*Perspektywa Janice*
Film właśnie dobiegał końca, a ja wreszcie dowiedziałam się jak kończą się horrory. Okropnie.
-No to co...idziemy spać? - głos Liama przerwał niezręczną nam ciszę.
-Idziemy. - zaśmiała się Danielle wstając z podłogi.
Powoli wszyscy dowlekliśmy się do swoich pokoi. Alkohol robił swoje, bo pare razy potykałam się o kolejne stopnie schodów.
Zamknęłam drzwi z trzaskiem i rzuciłam sobą o łóżko. Byłam wykończona, ale zarazem pełna energii. To dosyć dziwne uczucie. Niby nic mi się nie chce, ale mogłabym spokojnie przetańczyć jeszcze parę godzin.
Mój telefon niespokojnie pulsował niebieskim światełkiem. To oznaczało, że ktoś do mnie dzwonił. Podniosłam go do góry i zerknęłam na wyświetlacz. Wszystko było rozmazane. Przetarłam oczy, ale to nic nie pomagało. Pełna złości uderzyłam nim o podłogę. Usłyszałam cichy skrzek otwierających się drzwi, a zza nich ujrzałam głowę Louisa. Chłopak wszedł po cichutku do środka i lekko zamknął za sobą drzwi. Zaśmiałam się pod nosem.
-Jesteś bez koszulki. Gdzie ona jest? - potarłam ręką o czoło.
-Zgubiłem ją. - uśmiechnął się i odrobinę się zbliżył.
-A to ciekawe...miałeś ją na sobie zaledwie pięć minut temu. - droczyłam się.
-Widzisz...- poruszył zabawnie ramionami i dosiadł się.
-Panie Tomlinson, chyba chce się pan pochwalić nienagannym torsem, czyż nie? - zbliżyłam się kurczowo do szatyna.
-Możliwe..-szepnął i lekko musnął moje usta. Czułam jakbym właśnie na to czekała tyle czasu. [Położyłam się lekko na materac nie przerywając pocałunku. Chłopak wiedział chyba co ma robić, bo począł delikatnie ściągać moje ubrania. Oplotłam go nogami w pasie delikatnie przyciągając go bliżej mojego rozpalonego ciała. Chłopak tylko zadziornie się uśmiechnął i dalej mnie rozbierał. Po chwili już nie miałam na sobie stanika. Szatyn zjeżdżał stopniowo w dół zostawiając po sobie znaki, którymi były malinki. Ostrożnie penetrował wszystkie moje wgłębienia. W końcu dotarł do moich majtek. Przygryzłam wargę i cicho się zaśmiałam. Im bliżej był mojej kobiecości tym bardziej mnie to łaskotało. Chłopak już zębami ściągnął ostatnią część garderoby jaką miałam na sobie. Powoli całował moje uda kierując się do jednego punktu. W końcu tam doszedł. Językiem penetrował wnętrze mojej kobiecości. Jęczałam jak jakaś opętana.
-Lou, proszę...-wyszeptałam z trudem łapiąc oddech.
-Jeśli tak ładnie prosisz...- zaśmiał się.
Szatyn wstał, zdjął spodnie i bokserki. Zaśmiałam się cicho i zamknęłam oczy. I stało się...wszedł we mnie. Poruszał się delikatnie i płynnie. Jęczałam, dając mu tylko większą satysfakcję.
-Lou, ja...ja zaraz dojdę. - szepnęłam. Chłopak jak na zawołanie przyspieszył. Wygięłam się w łuku. Doszliśmy razem.
Myślałam, że zaraz eksploduję. To takie cudowne uczucie, i żadne przysięgam żadne uczucie nie równa się temu.
Oboje upadliśmy zmęczeni na łóżko. Odwróciłam się w stronę chłopaka i miło się uśmiechnęłam, jednak ten wstał i zaczął się ubierać. Zaczął zbliżać się do drzwi.
*************************************************************************
No i jest nasza +18. Wiemy, że jest po prostu beznadziejna, ale nie umiemy ich pisać. Może nie jesteśmy po prostu takie zboczone. Same nie wiemy.
Fakt, faktem rozdział jest o wiele dłuższy, jest to wynikiem tego, że w nocy miałyśmy niezłą wenę, więc od razu przelałyśmy ją na tego bloga.
A więc...piszcie w komentarzach co sądzicie.
Pozdrawiamy♥♥♥ //shake i mix
W tej części mogą występować momenty +18. Jeśli ktoś nie jest pełnoletni i ma słabe nerwy...to radzę mu nie czytać końca rozdziału. Ostrzegam tak na wszelki wypadek. Miłego czytania ♥
****************************************************************************
*Perspektywa Janice*
I co on sobie myśli? Że przez sms-a będzie mnie przepraszał? Że mu od razu wybaczę? O nie, nie. Mimo tego wszystkiego i tego jak bardzo go znienawidziłam, tęskniłam za nim. Za tymi zielonymi oczami, za tym uśmieszkiem dosłownie ściągniętym z reklamy Colgate, za tymi loczkami, które codziennie perfekcyjnie układał, tylko po to, żebym potem ja je mogła potrzepać, za jego porannym, zachrypniętym głosem, za zapachem jego pięknych perfum, za ciepłem jego uścisku, za jego malinowymi ustami, które ciągle wyginały się w uśmieszku, za dołeczkami w jego policzkach, które pojawiały się tylko wtedy, gdy był naprawdę szczęśliwy, a nie sztucznie, i przede wszystkim za tym czymś czego nie mieli inni chłopcy.
-Żyjesz? - ciepła ręka blondynki poszturchała mnie lekko w ramię. Ocknęłam się gwałtownie.
-Sorki, zamyśliłam się. - podrapałam się zakłopotana po głowie.
-No właśnie zauważyłyśmy. - zaśmiała się Danielle. - Perrie, chyba musimy ją na trochę zabrać od tych wariatów. - prychnęła brunetka.
-No,no. Mi też by się przydał odpoczynek od obowiązków. Dziewczyny, co powiecie na spa? -zaproponowała dziewczyna z nutką nadziei w głosie.
Pomyślałam sobie, że to nawet nie zły pomysł. Odpoczęłabym od tego wszystkiego.
-Ja jestem za. - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Ja też. - wyznała druga.
-Okej. No to kiedy byśmy pojechały? - znów wróciła do tematu Perrie.
-Może w sobotę? - zaproponowałam.
-Janice ma rację. Ja jeszcze mam występ pojutrze, a jutro to będziemy miały niezłego kaca. Okej, to w sobotę. - przytaknęła Dan.
-No to umówione! - podskoczyła w górę blondynka i pomaszerowała z tacą kanapek do salonu pokazując ręką, żebyśmy poszły za nią. Weszłyśmy we trzy do salonu. Chłopcy już na nas czekali. Perrie położyła tackę na stolikz innymi przekąskami i pozostałymi drinkami i szepnęła mi na ucho, żebym poruszyła temat spa. Znów się ocknęłam.
-Słuchajcie. Z dziewczynami postanowiłyśmy zrobić sobie babski weekend.
-Oho, szykują się kłopoty. - zaśmiał się Niall przerywając mi. Spiorunowałam chłopaka wzrokiem i wróciłam do przemowy. -Postanowiłyśmy pojechać do spa. - uśmiechnęłam się. Wszyscy wgapiali się w nas niezrozumiale.
W końcu Danielle odchrząknęła.
-Przydałby się sponsor. - brunetka spojrzała po chłopakach, ale każdy spuścił wzrok. Zaśmiałam się głośno.
-Chyba nic z tego. - spojrzałam po dziewczynach uśmiechając się do nich.
Nagle z kanapy wstał Lou i podszedł do nas. Objął mnie ramieniem.
-Ja płacę za nią. - wskazał gestem głowy na mnie i pocałował mnie w głowę.
Zrobiłam wielkie oczy. Jak to, Louis?
Uśmiechnęłam się do niego z wyrazem podziwu na twarzy. Chłopak odwrócił się do mnie i odwzajemnił uśmiech.
-Dziękuję. - wyszeptałam mu do ucha i mocno przytuliłam. Szatyn od razu oddał uścisk.
-Ja zapłacę za moją kochaną. - z podłogi poderwał się Payne i czule pocałował brunetkę.
Blondynka miała łzy w oczach. Zayn nawet nie wstał. Mi też byłoby smutno, gdyby mój chłopak nie wstał i nie zasponsorował mi wyjazdu, a szczególnie było mi wstyd, bo to mój brat. Spojrzałam wymownie na mulata.
Brunet wstał z podłogi i podszedł do dziewczyny oplatając ją swoimi umięśnionymi ramionami.
-Ja też oczywiście za ciebie zapłacę, kochanie. - chłopak musnął lekko usta blondynki. To takie słodkie.
*Perspektywa Harry'ego*
Nie mogłem wytrzymać w tym hotelu. Bez niej. Bez wyjaśnienia.
Wysłanie sms-a wydawało się być bardzo dziecinne,więc ubrałem na siebie czarną kurtkę i wyszedłem z pokoju i z hotelu.
Podążałem zakamarkami londyńskich ulic. Nie miałem pojęcia co ze sobą zrobić. Znając Janice jest na mnie strasznie wściekła, więc nie mogę tam po prostu wrócić i powiedzieć, że chce z nią rozmawiać. Nie zgodziłaby się.
Miałem dwa wyjścia. Albo iść pochodzić po parku,albo wrócić do hotelu.
Wybrałem park.
Mijałem znaną mi alejkę pięknych drzew, które jeszcze teraz w jesień wyglądają najpiękniej. Liście opadały z nich wielkimi ilościami. To było piękne zjawisko.
Nagle zobaczyłem, że w parku nie jestem sam. Na fontannie niedaleko ode mnie siedziała dziewczyna. Jej proste,blond włosy bezwładnie opadały na twarz. Myślałem, że to tylko ja jestem tak genialny, żeby o trzeciej rano chodzić po parku, jednak myliłem się. Z ciszy wydobył się płacz. Byłem coraz bliżej osóbki. W końcu usiadłem tuż obok niej i schowałem ręce do kieszeni.
-Strasznie zimno dzisiaj, prawda? - chciałem jakoś zacząć temat, żebym nie wyszedł na psychopatę.
-Wyjątkowo. - odezwała się.
-Co taka śliczna dziewczyna robi tu sama? - spytałem.
-Myślę. -spojrzała wreszcie na mnie, chociaż nadal niepewnie. - O mój boże...-szepnęła.
Oho, chyba się zorientowała kim jestem. Ciekawe czy zacznie piszczeć?
-Ja również myślę, wiesz....o dziewczynie. - zignorowałem to "o mój boże". Chciałem tylko porozmawiać.
-O Janice? - dociekała. Czyli chyba jest moją fanką, skoro wie aż tyle.
-Tak, o Janice. - uśmiechnąłem się, gdy wypowiedziałem to imię.
-Wiele osób twierdzi, że jesteście ustawioną parą. - powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.
-Gdybyśmy byli, to czy myślałbym o niej?
-No raczej nie. - wymamrotała. - Kochasz ją, prawda?
-Najbardziej na świecie. - spuściłem wzrok na swoje brązowe buty.
-Więc w czym problem, Harry? - spytała.
-Schrzaniłem tą sprawę. Ona jest już przegrana...- łzy napłynęły mi do oczu.
-Żadna sprawa nie jest przegrana, jeśli chociaż jeden głupiec o nią walczy. - szepnęła głaszcząc mnie po ramieniu.
Wtedy coś do mnie dotarło. Ja nie mogę się poddać. Wierzę, że jeśli ona kiedykolwiek mnie kochała to to uczucie nie wygasło tak szybko.
Potem przypomniałem sobie jak ostatnio z nią tu byłem. Jeny jak dawno to było. Wtedy oboje się kąpaliśmy w tej fontannie. Uśmiechnąłem się na myśl o tym wspomnieniu.
-Dziękuję ci. - wstałem i pokierowałem się w stronę domu Zayna. Jeszcze raz odwróciłem się w stronę nieznajomej. - Wracaj do domu, zimno. - uśmiechnąłem się promiennie.
Próbowałem ułożyć sobie w głowie co powinienem powiedzieć, ale spacer był za krótki. Nic nie zdążyłem wymyślić. Stanąłem przed furtką.
Janice ja chciałem ci powiedzieć, że cię kocham i nigdy nie przestanę. Nie to żałosne Harry. Postaraj się.
Jani, ja chciałem ci powiedzieć, że....no już Styles, rusz tą głową!
To bez sensu. Nic nie wymyślę. Wycofałem się spod bramy i pokierowałem się z powrotem do hotelu. Rany, Styles ale z ciebie tchórz.
*Perspektywa Janice*
Film właśnie dobiegał końca, a ja wreszcie dowiedziałam się jak kończą się horrory. Okropnie.
-No to co...idziemy spać? - głos Liama przerwał niezręczną nam ciszę.
-Idziemy. - zaśmiała się Danielle wstając z podłogi.
Powoli wszyscy dowlekliśmy się do swoich pokoi. Alkohol robił swoje, bo pare razy potykałam się o kolejne stopnie schodów.
Zamknęłam drzwi z trzaskiem i rzuciłam sobą o łóżko. Byłam wykończona, ale zarazem pełna energii. To dosyć dziwne uczucie. Niby nic mi się nie chce, ale mogłabym spokojnie przetańczyć jeszcze parę godzin.
Mój telefon niespokojnie pulsował niebieskim światełkiem. To oznaczało, że ktoś do mnie dzwonił. Podniosłam go do góry i zerknęłam na wyświetlacz. Wszystko było rozmazane. Przetarłam oczy, ale to nic nie pomagało. Pełna złości uderzyłam nim o podłogę. Usłyszałam cichy skrzek otwierających się drzwi, a zza nich ujrzałam głowę Louisa. Chłopak wszedł po cichutku do środka i lekko zamknął za sobą drzwi. Zaśmiałam się pod nosem.
-Jesteś bez koszulki. Gdzie ona jest? - potarłam ręką o czoło.
-Zgubiłem ją. - uśmiechnął się i odrobinę się zbliżył.
-A to ciekawe...miałeś ją na sobie zaledwie pięć minut temu. - droczyłam się.
-Widzisz...- poruszył zabawnie ramionami i dosiadł się.
-Panie Tomlinson, chyba chce się pan pochwalić nienagannym torsem, czyż nie? - zbliżyłam się kurczowo do szatyna.
-Możliwe..-szepnął i lekko musnął moje usta. Czułam jakbym właśnie na to czekała tyle czasu. [Położyłam się lekko na materac nie przerywając pocałunku. Chłopak wiedział chyba co ma robić, bo począł delikatnie ściągać moje ubrania. Oplotłam go nogami w pasie delikatnie przyciągając go bliżej mojego rozpalonego ciała. Chłopak tylko zadziornie się uśmiechnął i dalej mnie rozbierał. Po chwili już nie miałam na sobie stanika. Szatyn zjeżdżał stopniowo w dół zostawiając po sobie znaki, którymi były malinki. Ostrożnie penetrował wszystkie moje wgłębienia. W końcu dotarł do moich majtek. Przygryzłam wargę i cicho się zaśmiałam. Im bliżej był mojej kobiecości tym bardziej mnie to łaskotało. Chłopak już zębami ściągnął ostatnią część garderoby jaką miałam na sobie. Powoli całował moje uda kierując się do jednego punktu. W końcu tam doszedł. Językiem penetrował wnętrze mojej kobiecości. Jęczałam jak jakaś opętana.
-Lou, proszę...-wyszeptałam z trudem łapiąc oddech.
-Jeśli tak ładnie prosisz...- zaśmiał się.
Szatyn wstał, zdjął spodnie i bokserki. Zaśmiałam się cicho i zamknęłam oczy. I stało się...wszedł we mnie. Poruszał się delikatnie i płynnie. Jęczałam, dając mu tylko większą satysfakcję.
-Lou, ja...ja zaraz dojdę. - szepnęłam. Chłopak jak na zawołanie przyspieszył. Wygięłam się w łuku. Doszliśmy razem.
Myślałam, że zaraz eksploduję. To takie cudowne uczucie, i żadne przysięgam żadne uczucie nie równa się temu.
Oboje upadliśmy zmęczeni na łóżko. Odwróciłam się w stronę chłopaka i miło się uśmiechnęłam, jednak ten wstał i zaczął się ubierać. Zaczął zbliżać się do drzwi.
*************************************************************************
No i jest nasza +18. Wiemy, że jest po prostu beznadziejna, ale nie umiemy ich pisać. Może nie jesteśmy po prostu takie zboczone. Same nie wiemy.
Fakt, faktem rozdział jest o wiele dłuższy, jest to wynikiem tego, że w nocy miałyśmy niezłą wenę, więc od razu przelałyśmy ją na tego bloga.
A więc...piszcie w komentarzach co sądzicie.
Pozdrawiamy♥♥♥ //shake i mix
piątek, 23 sierpnia 2013
Rozdział 26
Podniosłam lekko kawałki ramki od zdjęcia. Pierwsze krople łez zasłoniły twarz moją i Harry'ego. Oparłam głowę o kant łóżka i zacisnęłam mocno powieki, by łzy spłynęły do końca. Nagle na swoim ramieniu poczułam dotyk. Nie otwierałam oczu, myślałam że to Styles wrócił, jednak nie, to nie był on. W końcu zdobyłam się na odwagę i otworzyłam powieki. Przede mną stał blondyn z zatroskaną miną. Usiadł obok mnie i pocałował w głowę. Wtuliłam się w jego tors i jeszcze mocniej wybuchnęłam płaczem.
-Co się stało? - chłopak popatrzył na rozbite szkło.
-Harry...-przełknęłam ślinę. - Harry zabronił mi z wami rozmawiać. Strasznie się wkurzył i je rozbił.
-Jak to zabronił ci z nami rozmawiać? - blondyn lekko się odsunął i spojrzał na mnie zdezorientowany.
-No...normalnie. Powiedział, że jestem jego. - wyłkałam.
Horan jeszcze mocniej objął mnie ramionami.
-On niczego ci nie może zabronić. - powiedział czułym głosem.
-Mylisz się. - doskonale rozpoznałam ten głos. Harry. Wrócił. O nie.
Lokers odciągnął nerowo Nialla ode mnie i uderzył prosto w twarz. Pisnęłam. Nie no tego już za wiele.
-Co on ci zrobił?! - krzyknęłam zerkając kątem oka na blondyna. Z nosa sączyła mu się krew.
-Miałaś z nim nie rozmawiać! - krzyknął. To nie miało żadnego sensu.
-Mogę rozmawiać z kim mi się żywnie podoba! - splunęłam mu na twarz. Brunet chwycił mnie za ramiona i zaciągnął do łóżka.
-No to co mała, pogodzimy się tak? - rzucił mną na łóżko i zaczął zdejmować moją spódniczkę.
-Nie ma mowy. - dałam mu porządnie z liścia. A potem mocno kopnęłam w brzuch. Chociaż byłam od niego sporo niższa przycisnęłam go rękoma do ściany i trzymałam za gardło. Na pewno śmiesznie to musiało wyglądać, ale sytuacja nie bawiła nikogo. - A teraz mnie posłuchaj. - powiedziałam czule. - Nie zabronisz mi z nimi rozmawiać. To są moi najlepsi przyjaciele, a ty? Ty od teraz jesteś dla mnie nikim. Tak ma wyglądać nasz związek?! Bijatyki i zazdrość. - brunet wyrywał się, jednak kopnęłam go w czuły punkt. - Miałeś mnie posłuchać. - szepnęłam przygryzając jego ucho. - Teraz ślicznie przeprosisz swojego przyjaciela. - chwyciłam go za kark i przyprowadziłam pod samą twarz zdziwionego do granic możliwości blondyna.
-Przepraszam. - szepnął.
-Co? Nic nie słyszę. - krzyknęłam.
-Przepraszam, Niall. - powiedział głośniejszym tonem.
-Bardzo ładnie. - zaśmiałam się i wykopałam go z pokoju. - A tak na przyszłość, wara od mojego pokoju! - krzyknęłam jeszcze raz i zatrzasnęłam drzwi. - Rany, Niall. Nic ci nie jest?
-Chyba nic, tak przypuszczam. Ale ciebie to naprawdę zaczynam się bać. - zrobił przestraszoną minę.
-3 lata zachodniej walki coś dały. - przyłożyłam rękę do czerwonego policzka chłopaka. - Opatrzymy cię na dole, tylko muszę się ubrać w coś innego, bo to mokre. - podeszłam do szafy i wyciągnęłam białą bluzkę na ramiączka i dżinsowe rurki. Wysuszyłam do końca włosy. - Nie patrz, rozbieram się. - rzuciłam w niego gazetą.
Niall zasłonił oczy rękoma,ale gdy już miałam ubierać bluzkę otworzył je, noi zobaczył mnie w staniku. Westchnęłam i do końca się ubrałam.
-Dobra, chodź. Pójdziemy na dół i opatrzymy ci nos. - zaśmiałam się.
Zeszliśmy na dół. Na sofie siedział Zayn, Perrie i Liam. W kuchni ktoś się krzątał, więc przypuszczam, że Lou też zszedł na dół, a Danielle siedziała na fotelu i popijała drinka.
Uśmiechnęłam się niewyraźnie do wszystkich i posadziłam Horana na fotelu. Sama stanęłam za nim.
-Za nim cokolwiek powiecie, to nie ja go zlałam. - zaśmiałam się.
-A kto? - spytał rozbawiony Zayn mocniej tuląc blondynkę.
-Harry. - wyznałam i poszłam do kuchni porozmawiać z Lou. Objęłam chłopaka lekko od tyłu. Tym razem poznał, że to ja.
-Janice, a Harry? - spytał zalewając drinki do połowy wódką.
-Skończyłam z nim. - wyznałam i puściłam chłopaka. Ten jak na zawołanie się odwrócił.
-Jak to z nim skończyłaś? - spytał i przybliżył się lekko.
-Najpierw zabronił mi z wami rozmawiać, a potem mocno walnął Horana. Biadaczek. - spojrzałam w kierunku salonu.- Jak mam być z takim człowiekiem? - popatrzyłam na chłopaka z wyrzutem.
-Że co zrobił?
-To co słyszałeś, Lou. Chyba był zazdrosny o to na wywiadzie...- ostatnie zdanie wypowiedziałam szeptem.
-Przejdzie mu. - pocieszył mnie, kładąc mi reke na ramieniu.
-Ale mi nie ma zamiaru przejść. - skrzyżowałam ręce na piersi.
-Zobaczymy ile bez niego wytrzymasz. - zakpił chłopak i wyciągnął karton soku z lodówki.
-A co to ma niby znaczyć? - usiadłam na blacie wlepiając się w szatyna, który powoli zalewał wszystkie szklanki sokiem pomarańczowym.
-Janice...bądźmy szczerzy. Kochasz go, a on ciebie. Nie wytrzymasz bez niego długo. - chwycił tacę z drinkami i pomaszerował do salonu.
Westchnęłam głośno.
-Niall! - krzyknęłam. - Chodź tu!
Chłopak przybiegł jak na zawołanie.
-To zrobisz coś, żebym nie wylewał z siebie hektolitrów krwi? - uniósł ku górze kawałek ręcznika, który cały był nasączony czerwonym płynem.
-Spróbuję. - zeskoczyłam sprawnie z blatu i poszłam do łazienki. Po chwili pojawiłam się z całą apteczką.
Na początku wyjęłam ręcznik i wsadziłam w niego pokruszone kawałki lodu.
-Trzymaj to ciągle przy nosie. - przygryzłam lekko wargę w skupieniu. - I weź to, pomoże. - podałam mu tabletkę przeciwbólową. Blondyn sprawnie ją połknął. - Ślicznie, a co do nosa to może być przez trochę czasu napuchnięty, więc będę ci zmieniać co jakiś czas ręcznik i wkładać w niego lód. - dokończyłam.
-Zachowujesz się jak prawdziwy lekarz. - pochwalił.
-Wiesz...jak Zayn wracał z bójki z kolegami to zawsze to ja go opatrywałam. - wyznałam z powagą. - A i na razie nie pij drinków, bo brałeś lek.
-Ile nie mam pić? -spytał oburzony. Spojrzałam na opakowanie.
-Z jakieś dwie godziny. - uśmiechnęłam się i poszłam do salonu, żeby przypadkiem Horan mi czegoś nie zrobił. Wyglądał na naprawdę złego, że nie może pić przez tyle czasu.
Wszyscy już się nieźle bawili i wyglądali jak po dwóch drinkach.
-No i wreszcie jest moja siostrunia. - wyszczerzył się mulat w moją stronę. Usiadłam tuż obok Louisa. Ten wyglądał na zrezygnowanego i obrażonego na mnie. Rany co za dzień.
-Drinka? - spytała smukła blondynka, podając mi ciemnopomarańczową substancję.
-O dzięki. - uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.
~*~
Po dwóch godzinach gadania, śmiania się, ogólnie poznawania byłam już nieźle wstawiona. Zresztą nie tylko ja. Louie chyba też nie stopował z piciem, bo na to wyglądało, że się pogodziliśmy. Wnioskuje to po tym że przez cały czas siedziałam u niego na kolanach, ale zabawa dopiero się rozkręcała.
-Dobra dzieciaki, zagramy w butelkę. - wyszczerzył się Payne i poszedł na chwilę do kuchni. Moment później wrócił z do połowy wypełnioną butelką Fanty i zaczęliśmy grać. Pierwsza zaczęłam kręcić. Wypadło na Zayna.
-A więc braciszku...prawda czy wyzwanie? - wyszczerzyłam się. Brunet chwilę się namyślił.
-Wyzwanie. - zarechotał.
Chwilę musiało mi zająć wymyślenie jakiegoś dobrego wyzwania, ale w końcu wpadłam na niezły pomysł.
-Zrób dla nas striptiz. - wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Okej, ale nie licz na łatwe wyzwanie ode mnie. - pogroził mi palcem i stanął na stół. Niall włączył jakąś wolną muzę, a Zayn zaczął się pozbywać odzieży. Tak się śmiałam, że aż brakło mi tchu.
Teraz kręcił Zayn, Wypadło na Louisa.
-A więc, Lou. Prawda czy wyzwanie? - wybełkotał Malik do końca się ubierając.
-Wyzwanie. - uśmiechnął się chytrze.
-Już mam! Przeliż się z moją siostrą. - zachichotał mulat. Zgromiłam go wzrokiem.
-To ma być ta twoja zemsta bracie, czy tak? - zaśmiałam się.
-Tak.
-To nie udała ci się. - podeszłam bliżej szatyna. Znów odcień niebieskości jego oczu uspokoił mnie. Chłopak spojrzał na mnie z pożądaniem i wpił się w moje usta z potrójną siłą. Zachowywaliśmy się jak zwierzęta. Gdy nasze języki się wreszcie zetknęły nogi się pode mną ugięły i upadłam na kanapę. Tomlinson oczywiście na mnie.
-Oooo, stary! Oni chyba nie tylko się przeliżą! - zaczął się śmiać Liam.
My dalej się całowaliśmy. Czułam te pragnienie. Chciałabym powtórzyć tą noc w hotelu, ale nie mogę. Jeszcze nie skończyłam sprawy z Harrym.
W końcu się od siebie oderwaliśmy. Chłopak nadal na mnie leżał i miło się do mnie uśmiechnął.
-I znów przypomina mi się hotel. - wymruczał tak żebym tylko ja to słyszała i pocałował lekko moją szyję.
Czyli, że jeszcze myślał o tej nocy. Tak jak ja.
W końcu podniósł się i usiadł na swoje poprzednie miejsce. Westchnęłam i również usiadłam. Spojrzałam po wszystkich. Byli zdziwieni.
-No to może coś obejrzymy? - zaproponował Lou.
-Tak, Lou, bo ty już dopiąłeś swojego! A ja nigdy nie poznam jak to jest przelizać się z Janice! - obruszył się Niall i zaczął się śmiać. Sama wybuchnęłam śmiechem.
-Tak, Niall. Ja dopiąłem swego. - przyznał i objął mnie ramieniem.
-No to gramy jeszcze, bo Horan jest napalony!- zaśmiała się Danielle. Wszyscy przystali na propozycję i graliśmy jeszcze przez jakieś pół godziny.
Horan dopiął swego i miałam go pocałować, jednak nie czułam takiego czegoś jak z Louisem, albo z Harrym. Nie umiem tego określić, ale to coś innego.
Potem tak jak proponował Payne oglądaliśmy film. Jak to chłopacy wybrali horror, ale nie przypuszczałam, że TAK będzie wyglądał horror z dorosłymi facetami.
Liam przytulał przestraszoną Dan. Tak, bo tak powinno być.
Perrie przytulała przestraszonego Zayna. Tak nie powinno być, ale to słodkie. Od kiedy pamiętam zawsze to z Zapem oglądałam horrory, ale zawsze się bał, więc nigdy nie oglądaliśmy do końca i nie miałam pojęcia czy horrory kończą się źle czy dobrze.
Niall, jak to Niall wcinał popcorn ze strachu.
A ja? Ja się śmiałam. Ten film był makabrycznie zrobiony. Żadnego zabijania nie było widać. Co to za horror bez krwi?!
Louis? Też się śmiał. Obydwoje mieliśmy po prostu beke z tego filmu. Chyba mamy podobny gust.
Mimo tego jak Harry mnie dzisiaj potraktował to się o niego martwiłam. Nie było go w domu, nie miałam pojęcia gdzie jest, co robi. Bałam się o niego.
W jakoś połowie filmu, gdy już akcja wreszcie się rozgrywała, a ja leżałam sobie wygodnie na Louisie zadzwonił dzwonek, oznaczający że przyszedł do mnie sms. Na to wszystko Niall zakomunikował, że jest głodny. Dziewczyny przyznały rację blondynowi, więc we trzy poszłyśmy coś przyszykować dla chłopców.
-Zayn, kotku. Zatrzymajcie film i trochę ogarnijcie, a my we trzy wykombinujemy coś do jedzenia. - blondynka zgromiła wszystkich wzrokiem i każdy wystartował do sprzątania, a my udałyśmy się do kuchni.
Kątem oka w robieniu kanapek spojrzałam na wyświetlacz telefonu.
Od : Harry <3
"Janice.
Przepraszam cię za to co dziś, a w sumie wczoraj zrobiłem. Jestem skończonym dupkiem. Na pewno się zastanawiałaś czemu to zrobiłem. Jest jeden i jedyny powód- jestem zazdrosny. Tak bardzo cię kocham, że zapomniałem że to są też twoi przyjaciele.
Jeśli się jeszcze o mnie martwisz to wiedz, że jestem w hotelu. Nic mi nie jest.
Gdy już sobie wszystko poukładam to wrócę do domu i będziesz mogła się na mnie w nieskończoność gniewać. Jeszcze raz przepraszam.
Wiem, że tego się nie wybacza, dlatego nawet cię o to nie proszę. Po prostu przepraszam. "
***********************************************************************
Przepraszamy, że zrobiłyśmy z Harry'ego takiego brutala, ale to jest bieg rzeczy. Pod koniec jest z nim wszystko okej.
Myślimy, że chociaż trochę się wam spodoba. Przy tym rozdziale naprawdę się starałyśmy.
Dzięki, że tak nas motywujecie, po prostu aż pękamy ze szczęścia. :D
W następnym rozdziale planujemy zrobić tą sławną +18-stkę. Oby się nam udało. :)
Pozdrawiamy serdecznie i do następnego rozdziału. :* // shake i mix
-Co się stało? - chłopak popatrzył na rozbite szkło.
-Harry...-przełknęłam ślinę. - Harry zabronił mi z wami rozmawiać. Strasznie się wkurzył i je rozbił.
-Jak to zabronił ci z nami rozmawiać? - blondyn lekko się odsunął i spojrzał na mnie zdezorientowany.
-No...normalnie. Powiedział, że jestem jego. - wyłkałam.
Horan jeszcze mocniej objął mnie ramionami.
-On niczego ci nie może zabronić. - powiedział czułym głosem.
-Mylisz się. - doskonale rozpoznałam ten głos. Harry. Wrócił. O nie.
Lokers odciągnął nerowo Nialla ode mnie i uderzył prosto w twarz. Pisnęłam. Nie no tego już za wiele.
-Co on ci zrobił?! - krzyknęłam zerkając kątem oka na blondyna. Z nosa sączyła mu się krew.
-Miałaś z nim nie rozmawiać! - krzyknął. To nie miało żadnego sensu.
-Mogę rozmawiać z kim mi się żywnie podoba! - splunęłam mu na twarz. Brunet chwycił mnie za ramiona i zaciągnął do łóżka.
-No to co mała, pogodzimy się tak? - rzucił mną na łóżko i zaczął zdejmować moją spódniczkę.
-Nie ma mowy. - dałam mu porządnie z liścia. A potem mocno kopnęłam w brzuch. Chociaż byłam od niego sporo niższa przycisnęłam go rękoma do ściany i trzymałam za gardło. Na pewno śmiesznie to musiało wyglądać, ale sytuacja nie bawiła nikogo. - A teraz mnie posłuchaj. - powiedziałam czule. - Nie zabronisz mi z nimi rozmawiać. To są moi najlepsi przyjaciele, a ty? Ty od teraz jesteś dla mnie nikim. Tak ma wyglądać nasz związek?! Bijatyki i zazdrość. - brunet wyrywał się, jednak kopnęłam go w czuły punkt. - Miałeś mnie posłuchać. - szepnęłam przygryzając jego ucho. - Teraz ślicznie przeprosisz swojego przyjaciela. - chwyciłam go za kark i przyprowadziłam pod samą twarz zdziwionego do granic możliwości blondyna.
-Przepraszam. - szepnął.
-Co? Nic nie słyszę. - krzyknęłam.
-Przepraszam, Niall. - powiedział głośniejszym tonem.
-Bardzo ładnie. - zaśmiałam się i wykopałam go z pokoju. - A tak na przyszłość, wara od mojego pokoju! - krzyknęłam jeszcze raz i zatrzasnęłam drzwi. - Rany, Niall. Nic ci nie jest?
-Chyba nic, tak przypuszczam. Ale ciebie to naprawdę zaczynam się bać. - zrobił przestraszoną minę.
-3 lata zachodniej walki coś dały. - przyłożyłam rękę do czerwonego policzka chłopaka. - Opatrzymy cię na dole, tylko muszę się ubrać w coś innego, bo to mokre. - podeszłam do szafy i wyciągnęłam białą bluzkę na ramiączka i dżinsowe rurki. Wysuszyłam do końca włosy. - Nie patrz, rozbieram się. - rzuciłam w niego gazetą.Niall zasłonił oczy rękoma,ale gdy już miałam ubierać bluzkę otworzył je, noi zobaczył mnie w staniku. Westchnęłam i do końca się ubrałam.
-Dobra, chodź. Pójdziemy na dół i opatrzymy ci nos. - zaśmiałam się.
Zeszliśmy na dół. Na sofie siedział Zayn, Perrie i Liam. W kuchni ktoś się krzątał, więc przypuszczam, że Lou też zszedł na dół, a Danielle siedziała na fotelu i popijała drinka.
Uśmiechnęłam się niewyraźnie do wszystkich i posadziłam Horana na fotelu. Sama stanęłam za nim.
-Za nim cokolwiek powiecie, to nie ja go zlałam. - zaśmiałam się.
-A kto? - spytał rozbawiony Zayn mocniej tuląc blondynkę.
-Harry. - wyznałam i poszłam do kuchni porozmawiać z Lou. Objęłam chłopaka lekko od tyłu. Tym razem poznał, że to ja.
-Janice, a Harry? - spytał zalewając drinki do połowy wódką.
-Skończyłam z nim. - wyznałam i puściłam chłopaka. Ten jak na zawołanie się odwrócił.
-Jak to z nim skończyłaś? - spytał i przybliżył się lekko.
-Najpierw zabronił mi z wami rozmawiać, a potem mocno walnął Horana. Biadaczek. - spojrzałam w kierunku salonu.- Jak mam być z takim człowiekiem? - popatrzyłam na chłopaka z wyrzutem.
-Że co zrobił?
-To co słyszałeś, Lou. Chyba był zazdrosny o to na wywiadzie...- ostatnie zdanie wypowiedziałam szeptem.
-Przejdzie mu. - pocieszył mnie, kładąc mi reke na ramieniu.
-Ale mi nie ma zamiaru przejść. - skrzyżowałam ręce na piersi.
-Zobaczymy ile bez niego wytrzymasz. - zakpił chłopak i wyciągnął karton soku z lodówki.
-A co to ma niby znaczyć? - usiadłam na blacie wlepiając się w szatyna, który powoli zalewał wszystkie szklanki sokiem pomarańczowym.
-Janice...bądźmy szczerzy. Kochasz go, a on ciebie. Nie wytrzymasz bez niego długo. - chwycił tacę z drinkami i pomaszerował do salonu.
Westchnęłam głośno.
-Niall! - krzyknęłam. - Chodź tu!
Chłopak przybiegł jak na zawołanie.
-To zrobisz coś, żebym nie wylewał z siebie hektolitrów krwi? - uniósł ku górze kawałek ręcznika, który cały był nasączony czerwonym płynem.
-Spróbuję. - zeskoczyłam sprawnie z blatu i poszłam do łazienki. Po chwili pojawiłam się z całą apteczką.
Na początku wyjęłam ręcznik i wsadziłam w niego pokruszone kawałki lodu.
-Trzymaj to ciągle przy nosie. - przygryzłam lekko wargę w skupieniu. - I weź to, pomoże. - podałam mu tabletkę przeciwbólową. Blondyn sprawnie ją połknął. - Ślicznie, a co do nosa to może być przez trochę czasu napuchnięty, więc będę ci zmieniać co jakiś czas ręcznik i wkładać w niego lód. - dokończyłam.
-Zachowujesz się jak prawdziwy lekarz. - pochwalił.
-Wiesz...jak Zayn wracał z bójki z kolegami to zawsze to ja go opatrywałam. - wyznałam z powagą. - A i na razie nie pij drinków, bo brałeś lek.
-Ile nie mam pić? -spytał oburzony. Spojrzałam na opakowanie.
-Z jakieś dwie godziny. - uśmiechnęłam się i poszłam do salonu, żeby przypadkiem Horan mi czegoś nie zrobił. Wyglądał na naprawdę złego, że nie może pić przez tyle czasu.
Wszyscy już się nieźle bawili i wyglądali jak po dwóch drinkach.
-No i wreszcie jest moja siostrunia. - wyszczerzył się mulat w moją stronę. Usiadłam tuż obok Louisa. Ten wyglądał na zrezygnowanego i obrażonego na mnie. Rany co za dzień.
-Drinka? - spytała smukła blondynka, podając mi ciemnopomarańczową substancję.
-O dzięki. - uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.
~*~
Po dwóch godzinach gadania, śmiania się, ogólnie poznawania byłam już nieźle wstawiona. Zresztą nie tylko ja. Louie chyba też nie stopował z piciem, bo na to wyglądało, że się pogodziliśmy. Wnioskuje to po tym że przez cały czas siedziałam u niego na kolanach, ale zabawa dopiero się rozkręcała.
-Dobra dzieciaki, zagramy w butelkę. - wyszczerzył się Payne i poszedł na chwilę do kuchni. Moment później wrócił z do połowy wypełnioną butelką Fanty i zaczęliśmy grać. Pierwsza zaczęłam kręcić. Wypadło na Zayna.
-A więc braciszku...prawda czy wyzwanie? - wyszczerzyłam się. Brunet chwilę się namyślił.
-Wyzwanie. - zarechotał.
Chwilę musiało mi zająć wymyślenie jakiegoś dobrego wyzwania, ale w końcu wpadłam na niezły pomysł.
-Zrób dla nas striptiz. - wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Okej, ale nie licz na łatwe wyzwanie ode mnie. - pogroził mi palcem i stanął na stół. Niall włączył jakąś wolną muzę, a Zayn zaczął się pozbywać odzieży. Tak się śmiałam, że aż brakło mi tchu.
Teraz kręcił Zayn, Wypadło na Louisa.
-A więc, Lou. Prawda czy wyzwanie? - wybełkotał Malik do końca się ubierając.
-Wyzwanie. - uśmiechnął się chytrze.
-Już mam! Przeliż się z moją siostrą. - zachichotał mulat. Zgromiłam go wzrokiem.
-To ma być ta twoja zemsta bracie, czy tak? - zaśmiałam się.
-Tak.
-To nie udała ci się. - podeszłam bliżej szatyna. Znów odcień niebieskości jego oczu uspokoił mnie. Chłopak spojrzał na mnie z pożądaniem i wpił się w moje usta z potrójną siłą. Zachowywaliśmy się jak zwierzęta. Gdy nasze języki się wreszcie zetknęły nogi się pode mną ugięły i upadłam na kanapę. Tomlinson oczywiście na mnie.
-Oooo, stary! Oni chyba nie tylko się przeliżą! - zaczął się śmiać Liam.
My dalej się całowaliśmy. Czułam te pragnienie. Chciałabym powtórzyć tą noc w hotelu, ale nie mogę. Jeszcze nie skończyłam sprawy z Harrym.
W końcu się od siebie oderwaliśmy. Chłopak nadal na mnie leżał i miło się do mnie uśmiechnął.
-I znów przypomina mi się hotel. - wymruczał tak żebym tylko ja to słyszała i pocałował lekko moją szyję.
Czyli, że jeszcze myślał o tej nocy. Tak jak ja.
W końcu podniósł się i usiadł na swoje poprzednie miejsce. Westchnęłam i również usiadłam. Spojrzałam po wszystkich. Byli zdziwieni.
-No to może coś obejrzymy? - zaproponował Lou.
-Tak, Lou, bo ty już dopiąłeś swojego! A ja nigdy nie poznam jak to jest przelizać się z Janice! - obruszył się Niall i zaczął się śmiać. Sama wybuchnęłam śmiechem.
-Tak, Niall. Ja dopiąłem swego. - przyznał i objął mnie ramieniem.
-No to gramy jeszcze, bo Horan jest napalony!- zaśmiała się Danielle. Wszyscy przystali na propozycję i graliśmy jeszcze przez jakieś pół godziny.
Horan dopiął swego i miałam go pocałować, jednak nie czułam takiego czegoś jak z Louisem, albo z Harrym. Nie umiem tego określić, ale to coś innego.
Potem tak jak proponował Payne oglądaliśmy film. Jak to chłopacy wybrali horror, ale nie przypuszczałam, że TAK będzie wyglądał horror z dorosłymi facetami.
Liam przytulał przestraszoną Dan. Tak, bo tak powinno być.
Perrie przytulała przestraszonego Zayna. Tak nie powinno być, ale to słodkie. Od kiedy pamiętam zawsze to z Zapem oglądałam horrory, ale zawsze się bał, więc nigdy nie oglądaliśmy do końca i nie miałam pojęcia czy horrory kończą się źle czy dobrze.
Niall, jak to Niall wcinał popcorn ze strachu.
A ja? Ja się śmiałam. Ten film był makabrycznie zrobiony. Żadnego zabijania nie było widać. Co to za horror bez krwi?!
Louis? Też się śmiał. Obydwoje mieliśmy po prostu beke z tego filmu. Chyba mamy podobny gust.
Mimo tego jak Harry mnie dzisiaj potraktował to się o niego martwiłam. Nie było go w domu, nie miałam pojęcia gdzie jest, co robi. Bałam się o niego.
W jakoś połowie filmu, gdy już akcja wreszcie się rozgrywała, a ja leżałam sobie wygodnie na Louisie zadzwonił dzwonek, oznaczający że przyszedł do mnie sms. Na to wszystko Niall zakomunikował, że jest głodny. Dziewczyny przyznały rację blondynowi, więc we trzy poszłyśmy coś przyszykować dla chłopców.
-Zayn, kotku. Zatrzymajcie film i trochę ogarnijcie, a my we trzy wykombinujemy coś do jedzenia. - blondynka zgromiła wszystkich wzrokiem i każdy wystartował do sprzątania, a my udałyśmy się do kuchni.
Kątem oka w robieniu kanapek spojrzałam na wyświetlacz telefonu.
Od : Harry <3
"Janice.
Przepraszam cię za to co dziś, a w sumie wczoraj zrobiłem. Jestem skończonym dupkiem. Na pewno się zastanawiałaś czemu to zrobiłem. Jest jeden i jedyny powód- jestem zazdrosny. Tak bardzo cię kocham, że zapomniałem że to są też twoi przyjaciele.
Jeśli się jeszcze o mnie martwisz to wiedz, że jestem w hotelu. Nic mi nie jest.
Gdy już sobie wszystko poukładam to wrócę do domu i będziesz mogła się na mnie w nieskończoność gniewać. Jeszcze raz przepraszam.
Wiem, że tego się nie wybacza, dlatego nawet cię o to nie proszę. Po prostu przepraszam. "
***********************************************************************
Przepraszamy, że zrobiłyśmy z Harry'ego takiego brutala, ale to jest bieg rzeczy. Pod koniec jest z nim wszystko okej.
Myślimy, że chociaż trochę się wam spodoba. Przy tym rozdziale naprawdę się starałyśmy.
Dzięki, że tak nas motywujecie, po prostu aż pękamy ze szczęścia. :D
W następnym rozdziale planujemy zrobić tą sławną +18-stkę. Oby się nam udało. :)
Pozdrawiamy serdecznie i do następnego rozdziału. :* // shake i mix
wtorek, 20 sierpnia 2013
Rozdział 25
-T-tak. To prawda. - odgarnęłam pasemko moich brązowych włosów za ucho.
-Mogłabyś nam coś zaprezentować? - zamarłam. Liam lekko szturchnął mnie w ramię.
-O-oczywiście. - zająkałam się.
Tak jak to robią wszystkie gwiazdy przeszłam do muzycznej strony studia. Zasiadłam do ogromnego, czarnego jak smoła fortepianu i przejechałam lekko dłonią po klawiszach. Spojrzałam w swoje odbicie w instrumencie. - To nie może być straszne. Nie tchórz. - mówiła mi podświadomość. Ale w rzeczywistości srałam ze strachu. Ręce zaczęły mi się trząść.
-Nie dam rady. - szepnęłam.
Tylko ja jestem taka głupia. Mikrofon cały czas był włączony, a publiczność słyszała nawet najmniejszy szept. Chciałam stamtąd uciec, ale ktoś mi nie pozwolił. A tym ktosiem był Lou. Szatyn podbiegł do mnie i usiadł obok.
-Dasz radę. Wiem, że dasz. - pogłaskał mnie lekko po ramieniu. A co z Harrym? Przecież to z nim chodzę.
Dobra to nie ważne, Janice. Teraz to ty jesteś ważna.
Oczyściłam swój umysł z wszystkiego co zbędne i zaczęłam grać moją starą piosenkę.
Gdy już doszłam do refrenu poczułam błogość. Nadal patrzyłam w swoje odbicie. Łzy podeszły mi do oczu. To naprawdę ja?
Oddałam się w zupełności muzyce. Teraz byłam tylko ja i ona. Noi Louis, który głaskał mnie czule po plecach. Wreszcie się otworzyłam. W zupełności.
Piosenka dobiegła końca. Oklasków było tyle, że już nie słyszałam swojej podświadomości. Chłopak mocno mnie przytulił i pocałował w policzek.
-Byłaś niesamowita! I o to chodziło! - podniósł mnie lekko i obkręcił. Publiczność jeszcze głośniej zawiwatowała. Tylko gdzie jest mój chłopak, gdy go najbardziej potrzebuję?
Odetchnęłam i wróciłam z Tomlinsonem do części gościnnej.
-To było piękne. - wyznała kobieta. - Zayn, teraz wiemy, że nie ty jeden masz talent muzyczny. - kobieta uśmiechnęła się do nas promiennie.
Byłam taka zachwycona, do czasu. Do czasu,gdy zobaczyłam, że Harry w ogóle na mnie nie patrzył. Był zły, widziałam to w jego oczach, jednak oczywiście nie mógł tego okazać. Chwyciłam go za ręke, ale ten odepchnął ją. O co mu mogło chodzić? Ja naprawdę nie rozumiem.
Wywiad dobiegł końca. Pomachałam do publiczności i weszłam za kulisy.
-To było nieziemskie! - Liam mocno mnie przytulił.
-Dzięki, Liaś. - szepnęłam mu do ucha.
-No,no,no. Janice...byłaś świetna. Zero tremy. Zaczynam się ciebie bać. - zaśmiał się Horan i połaskotał mnie po żebrach, ja za to mocno go przytuliłam.
-Siostra. Jestem taki dumny... - mulat właśnie wszedł za kulisy. Podbiegłam do niego i mocno objęłam w pasie.
Następny wyszedł Styles, ale po prostu mnie ominął i nie mówiąc ani słowa wyszedł na korytarz, a potem wyjściem pokierował się w nieznanym mi kierunku. Dopiero co się pogodziliśmy, a ten już strzela fochy. Zaraz po loczku wyszedł Lou.
Pisnęłam z radości i rzuciłam się na szatyna. Chłopak trochę się przestraszył, ale zaraz złapał mnie w talii i podniósł.
-Wiedziałem, że dasz radę. Zawsze dajesz. - musnął lekko mój policzek. Tak bardzo pragnęłam znowu go pocałować, tak jak wtedy w hotelu, ale nie mogłam. To byłoby okropne i wyszłabym na niezłą szmatę. W sumie jestem nią.
-No to co powiecie na wypad do Nando's? - przerwał niezręczną ciszę blondyn.
-Chętnie. - zaśmiałam się.
-Ja też pójdę. - oznajmił Lou.
-Sorki, ale dzisiaj ja odpadam. - wyznał Liam.
-A to czemu? - dopytywałam się.
-No bo.....ee....mam randkę z Dan. - chłopak spuścił wzrok na buty.
-Po randce przyprowadź ją do nas. Chcę ją poznać. - chwyciłam się w biodrach.
-Ale nie rzucisz się na nią jak na Eleanor? - zaśmiał się blondyn.
-O nie, Horan. Przeginasz! - krzyknęłam i zaczęłam go gonić. Niestety nie miałam szans. Obcasy to nie za dobre buty do biegania, więc wróciłam do towarzystwa. - Ja mówię serio, chcę ją poznać. - wróciłam do poprzedniego tematu.
-To dobrze, bo ona ciebie też. - uśmiechnął się promiennie.
Chłopak przytulił mnie na pożegnanie i również wyszedł na korytarz.
-No dobra...to została nasza czwórka. - podsumował Lou.
-Trójka. - oznajmił Malik. Spojrzeliśmy na niego pytająco. - Mam randkę....z Perrie.
-Kto to jest?- spytałam zdziwiona.
-Moja dziewczyna? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Też ją dzisiaj przyprowadzę do domu,więc ją poznasz.
-To dobrze, brat. Leć. - pomachałam ręką i on również poszedł.
-A więc została nasza trójka. - podsumował Niall przedrzeźniając Louisa.
~*~
- Poprosimy dwa razy danie numer cztery i raz frytki i Cole. - zamówił Lou.
-Ty naprawdę chcesz tylko frytki? - oburzył się blondyn.
-Tak. Naprawdę. - sprostowałam.
Spojrzałam w wielkie okno. Stała tam niezła grupka dziewczyn, które się na nas patrzyły i robiły zdjęcia. Za nimi ujrzałam znaną mi sylwetkę mojego chłopaka.
-Zaraz wracam, chłopaki. - powiedziałam, nadal patrząc się na obiekt. Tomlinson podążył wzrokiem za loczkiem.
-Weźmiemy na wynos. - krzyknął Lou do kelnera niosącego już nasze dania.
Mężczyzna w tempie błyskawicznym zapakował wszystko do papierowych opakowań i wyszliśmy szybkiem marszem z restauracji.
-Janice, mogę sobie z tobą zrobić zdjęcie?
-Czemu jesteście tylko we trójkę?
-Louis, dasz nam autograf?
Na ulicy zatrzymały nas fanki. Niall przedarł się przez nie wszystkie zostawiając nam szlak za sobą. Zaczęliśmy biec. Z dwóch powodów. Pierwszy, to ucieczka przed fankami, a drugi, to dogonienie Harry'ego, jednak nie znaleźliśmy go. Jakby wyparował.
Boję się, że sobie coś ubzdurał. Czy ja kiedyś mogę być szczęśliwa?!
~*~
Weszliśmy cali przemoczeni do domu. Deszcz padał coraz mocniej i dosyć głośno grzmiało. Byliśmy w nawet dobrym humorze. Roześmiani weszliśmy do salonu.
Mulat siedział obok Liama, a przypuszczam, że ich dziewczyny siedziały naprzeciwko.
Pewnie strasznie śmiesznie wyglądaliśmy. Jeszcze ja stałam po środku i trzymałam się ich pod ramię.
-H-hej. Żałujcie, że z nami nie poszliście. Było nieźle. - zaśmiałam się. - A to pewnie, Danielle i Perrie? - pokazałam palcem na dwie dziewczyny, ale nadal nie przerywałam uścisku z chłopcami.
-W rzeczy samej. - Payne uśmiechnął się.
- A więc, Dan, Pezz poznajcie moją siostrę, Janice.- pomachałam ręką do dziewczyn.
-Pójdziemy się wysuszyć, i zaraz wracamy. - zaśmiałam się znów i poszliśmy tak jak staliśmy pod ręke na górę.
-Za dziesięć minut na dole. - powiedziałam i weszłam do siebie. Tak się przestraszyłam, że aż pisnęłam. Harry leżał na moim łóżku i mi się przyglądał.
-Co cię dzisiaj ugryzło? - spytałam dosiadając się, ten jednak wstał i zaczął chodzić w kółko.
-Moi przyjaciele do ciebie zarywają. Jestem po prostu zazdrosny, okej?! - wrzasnął. Trochę się przestraszyłam.
-Żartujesz sobie? Jestem dziewczyną, to normalne że mnie tak traktują. -ja również wstałam z posłania.
-Ale jesteś moją dziewczyną! - krzyknął.
Teraz to na pewno już wszyscy go usłyszeli. Brunet chwycił nasze wspólne zdjęcie i pokazał palcem na nas.
-Jestem twoją dziewczyną, to prawda. Ale nie możesz mi zabronić rozmawiać z moimi najlepszymi przyjaciółmi. - nadal mówiłam spokojnie.
-Doprawdy?! - uniósł zdjęcie ku górze i roztrzaskał je na podłodze.
-Co ty robisz?! - krzyknęłam.
-Od dzisiaj nie gadasz z Niallem - przydeptał je. - Liamem- znów je przydeptał. - Ani z Louisem. - jeszcze mocniej je rozdeptał.
-Nie możesz mi tego zabronić!
-A właśnie, że mogę. W końcu jesteś moja! - brunet wybiegł z mojego pokoju, a potem z domu. Nie rozumiem. Co w niego wstąpiło? Przecież nie był taki. Boże...boję się. Teraz naprawdę się boję.
***********************************************************************
Trochę brutalności :///.
Bardzo wam dziękujemy za takie miłe komentarze pod tamtym rozdziałem. Dzięki wam chce nam się pisać dalej. :) DZIĘKUJEMY.
Jeśli chodzi o +18 na pewno będzie, ale jeszcze nie wiadomo kiedy. XD Na razie chyba nic na to nie wskazuje. Ten rozdział wyszedł do dupy, no ale gwarantujemy, że następny będzie o niebo lepszy. Jeszcze raz dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie :))//shake i mix
-Mogłabyś nam coś zaprezentować? - zamarłam. Liam lekko szturchnął mnie w ramię.
-O-oczywiście. - zająkałam się.
Tak jak to robią wszystkie gwiazdy przeszłam do muzycznej strony studia. Zasiadłam do ogromnego, czarnego jak smoła fortepianu i przejechałam lekko dłonią po klawiszach. Spojrzałam w swoje odbicie w instrumencie. - To nie może być straszne. Nie tchórz. - mówiła mi podświadomość. Ale w rzeczywistości srałam ze strachu. Ręce zaczęły mi się trząść.
-Nie dam rady. - szepnęłam.
Tylko ja jestem taka głupia. Mikrofon cały czas był włączony, a publiczność słyszała nawet najmniejszy szept. Chciałam stamtąd uciec, ale ktoś mi nie pozwolił. A tym ktosiem był Lou. Szatyn podbiegł do mnie i usiadł obok.
-Dasz radę. Wiem, że dasz. - pogłaskał mnie lekko po ramieniu. A co z Harrym? Przecież to z nim chodzę.
Dobra to nie ważne, Janice. Teraz to ty jesteś ważna.
Oczyściłam swój umysł z wszystkiego co zbędne i zaczęłam grać moją starą piosenkę.
Gdy już doszłam do refrenu poczułam błogość. Nadal patrzyłam w swoje odbicie. Łzy podeszły mi do oczu. To naprawdę ja?
Oddałam się w zupełności muzyce. Teraz byłam tylko ja i ona. Noi Louis, który głaskał mnie czule po plecach. Wreszcie się otworzyłam. W zupełności.
Piosenka dobiegła końca. Oklasków było tyle, że już nie słyszałam swojej podświadomości. Chłopak mocno mnie przytulił i pocałował w policzek.
-Byłaś niesamowita! I o to chodziło! - podniósł mnie lekko i obkręcił. Publiczność jeszcze głośniej zawiwatowała. Tylko gdzie jest mój chłopak, gdy go najbardziej potrzebuję?
Odetchnęłam i wróciłam z Tomlinsonem do części gościnnej.
-To było piękne. - wyznała kobieta. - Zayn, teraz wiemy, że nie ty jeden masz talent muzyczny. - kobieta uśmiechnęła się do nas promiennie.
Byłam taka zachwycona, do czasu. Do czasu,gdy zobaczyłam, że Harry w ogóle na mnie nie patrzył. Był zły, widziałam to w jego oczach, jednak oczywiście nie mógł tego okazać. Chwyciłam go za ręke, ale ten odepchnął ją. O co mu mogło chodzić? Ja naprawdę nie rozumiem.
Wywiad dobiegł końca. Pomachałam do publiczności i weszłam za kulisy.
-To było nieziemskie! - Liam mocno mnie przytulił.
-Dzięki, Liaś. - szepnęłam mu do ucha.
-No,no,no. Janice...byłaś świetna. Zero tremy. Zaczynam się ciebie bać. - zaśmiał się Horan i połaskotał mnie po żebrach, ja za to mocno go przytuliłam.
-Siostra. Jestem taki dumny... - mulat właśnie wszedł za kulisy. Podbiegłam do niego i mocno objęłam w pasie.
Następny wyszedł Styles, ale po prostu mnie ominął i nie mówiąc ani słowa wyszedł na korytarz, a potem wyjściem pokierował się w nieznanym mi kierunku. Dopiero co się pogodziliśmy, a ten już strzela fochy. Zaraz po loczku wyszedł Lou.
Pisnęłam z radości i rzuciłam się na szatyna. Chłopak trochę się przestraszył, ale zaraz złapał mnie w talii i podniósł.
-Wiedziałem, że dasz radę. Zawsze dajesz. - musnął lekko mój policzek. Tak bardzo pragnęłam znowu go pocałować, tak jak wtedy w hotelu, ale nie mogłam. To byłoby okropne i wyszłabym na niezłą szmatę. W sumie jestem nią.
-No to co powiecie na wypad do Nando's? - przerwał niezręczną ciszę blondyn.
-Chętnie. - zaśmiałam się.
-Ja też pójdę. - oznajmił Lou.
-Sorki, ale dzisiaj ja odpadam. - wyznał Liam.
-A to czemu? - dopytywałam się.
-No bo.....ee....mam randkę z Dan. - chłopak spuścił wzrok na buty.
-Po randce przyprowadź ją do nas. Chcę ją poznać. - chwyciłam się w biodrach.
-Ale nie rzucisz się na nią jak na Eleanor? - zaśmiał się blondyn.
-O nie, Horan. Przeginasz! - krzyknęłam i zaczęłam go gonić. Niestety nie miałam szans. Obcasy to nie za dobre buty do biegania, więc wróciłam do towarzystwa. - Ja mówię serio, chcę ją poznać. - wróciłam do poprzedniego tematu.
-To dobrze, bo ona ciebie też. - uśmiechnął się promiennie.
Chłopak przytulił mnie na pożegnanie i również wyszedł na korytarz.
-No dobra...to została nasza czwórka. - podsumował Lou.
-Trójka. - oznajmił Malik. Spojrzeliśmy na niego pytająco. - Mam randkę....z Perrie.
-Kto to jest?- spytałam zdziwiona.
-Moja dziewczyna? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Też ją dzisiaj przyprowadzę do domu,więc ją poznasz.
-To dobrze, brat. Leć. - pomachałam ręką i on również poszedł.
-A więc została nasza trójka. - podsumował Niall przedrzeźniając Louisa.
~*~
- Poprosimy dwa razy danie numer cztery i raz frytki i Cole. - zamówił Lou.
-Ty naprawdę chcesz tylko frytki? - oburzył się blondyn.
-Tak. Naprawdę. - sprostowałam.
Spojrzałam w wielkie okno. Stała tam niezła grupka dziewczyn, które się na nas patrzyły i robiły zdjęcia. Za nimi ujrzałam znaną mi sylwetkę mojego chłopaka.
-Zaraz wracam, chłopaki. - powiedziałam, nadal patrząc się na obiekt. Tomlinson podążył wzrokiem za loczkiem.
-Weźmiemy na wynos. - krzyknął Lou do kelnera niosącego już nasze dania.
Mężczyzna w tempie błyskawicznym zapakował wszystko do papierowych opakowań i wyszliśmy szybkiem marszem z restauracji.
-Janice, mogę sobie z tobą zrobić zdjęcie?
-Czemu jesteście tylko we trójkę?
-Louis, dasz nam autograf?
Na ulicy zatrzymały nas fanki. Niall przedarł się przez nie wszystkie zostawiając nam szlak za sobą. Zaczęliśmy biec. Z dwóch powodów. Pierwszy, to ucieczka przed fankami, a drugi, to dogonienie Harry'ego, jednak nie znaleźliśmy go. Jakby wyparował.
Boję się, że sobie coś ubzdurał. Czy ja kiedyś mogę być szczęśliwa?!
~*~
Weszliśmy cali przemoczeni do domu. Deszcz padał coraz mocniej i dosyć głośno grzmiało. Byliśmy w nawet dobrym humorze. Roześmiani weszliśmy do salonu.
Mulat siedział obok Liama, a przypuszczam, że ich dziewczyny siedziały naprzeciwko.
Pewnie strasznie śmiesznie wyglądaliśmy. Jeszcze ja stałam po środku i trzymałam się ich pod ramię.
-H-hej. Żałujcie, że z nami nie poszliście. Było nieźle. - zaśmiałam się. - A to pewnie, Danielle i Perrie? - pokazałam palcem na dwie dziewczyny, ale nadal nie przerywałam uścisku z chłopcami.
-W rzeczy samej. - Payne uśmiechnął się.
- A więc, Dan, Pezz poznajcie moją siostrę, Janice.- pomachałam ręką do dziewczyn.
-Pójdziemy się wysuszyć, i zaraz wracamy. - zaśmiałam się znów i poszliśmy tak jak staliśmy pod ręke na górę.
-Za dziesięć minut na dole. - powiedziałam i weszłam do siebie. Tak się przestraszyłam, że aż pisnęłam. Harry leżał na moim łóżku i mi się przyglądał.
-Co cię dzisiaj ugryzło? - spytałam dosiadając się, ten jednak wstał i zaczął chodzić w kółko.
-Moi przyjaciele do ciebie zarywają. Jestem po prostu zazdrosny, okej?! - wrzasnął. Trochę się przestraszyłam.
-Żartujesz sobie? Jestem dziewczyną, to normalne że mnie tak traktują. -ja również wstałam z posłania.
-Ale jesteś moją dziewczyną! - krzyknął.
Teraz to na pewno już wszyscy go usłyszeli. Brunet chwycił nasze wspólne zdjęcie i pokazał palcem na nas.
-Jestem twoją dziewczyną, to prawda. Ale nie możesz mi zabronić rozmawiać z moimi najlepszymi przyjaciółmi. - nadal mówiłam spokojnie.
-Doprawdy?! - uniósł zdjęcie ku górze i roztrzaskał je na podłodze.
-Co ty robisz?! - krzyknęłam.
-Od dzisiaj nie gadasz z Niallem - przydeptał je. - Liamem- znów je przydeptał. - Ani z Louisem. - jeszcze mocniej je rozdeptał.
-Nie możesz mi tego zabronić!
-A właśnie, że mogę. W końcu jesteś moja! - brunet wybiegł z mojego pokoju, a potem z domu. Nie rozumiem. Co w niego wstąpiło? Przecież nie był taki. Boże...boję się. Teraz naprawdę się boję.
***********************************************************************
Trochę brutalności :///.
Bardzo wam dziękujemy za takie miłe komentarze pod tamtym rozdziałem. Dzięki wam chce nam się pisać dalej. :) DZIĘKUJEMY.
Jeśli chodzi o +18 na pewno będzie, ale jeszcze nie wiadomo kiedy. XD Na razie chyba nic na to nie wskazuje. Ten rozdział wyszedł do dupy, no ale gwarantujemy, że następny będzie o niebo lepszy. Jeszcze raz dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie :))//shake i mix
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Rozdział 24
Chłopak momentalnie oddał pocałunek, jakby pragnął go bardziej niż czegokolwiek. Usiadłam okrakiem na jego kolana nie przerywając czułości. Wtopiłam ręke w jego potargane włosy. Szatyn jeszcze bardziej mnie do siebie przyciągnął. Tak bardzo tego chciałam. On też.
-Nie mogę mu tego zrobić. - szepnął na chwile przerywając pocałunek, jednak w jego oczach było widać pożądanie.
-Ale ja mogę. - znów wpiłam się w jego ustach, a ten znów go przerwał z rozbawieniem.
-W sumie jesteś mu coś winna. - zaśmiał się i tym razem to on zaczął mnie namiętnie całować. Chwycił mnie na ręce i zaniósł do najbliższego pokoju. Położył mnie delikatnie na łóżku, a sam usadowił się na mnie. Z pocałunkami kierował się coraz niżej. Moje ubrania, jak również jego znalazły swoje miejsce na podłodze. [dokończcie same].
~*~
Obudził mnie wczesny ranek. Przetarłam lekko oczy. Miałam nadzieję, że to kolejny, dziki sen,ale na ziemi leżały ubrania chłopaka. Sama ubrałam się w bieliznę i udałam się do kuchni. Przy blacie stał Tomlinson pośpiewując razem z radiem refren mi również znanej piosenki. Był w samych majtkach z czego wywnioskowałam,że to wszystko to jednak prawda. Podeszłam cicho do szatyna i przytuliłam od tyłu. Drgnął. Pewnie się przestraszył.
-Przepraszam cię, Lou. Ja nie powinnam. Wiesz...wczoraj. - wymruczałam mu do ucha. Chłopak szybko odwrócił się w moją stronę i miło się uśmiechnął.
-Ja też nie powinienem. - zaśmiał się. - Chcesz kawy? - zmienił szybko temat. To dobrze, bo ja też już nie chciałam o tym rozmawiać.
-Poproszę. - odeszłam od chłopaka i położyłam się na białej, skórzanej sofie. Nie musiałam długo czekać na Tomma, bo po niecałych pięciu minutach wszedł do salonu. Położył moją kawę na szklanym stoliku, dał całusa w policzek i usiadł na fotel. Mogłabym tak codziennie.
Westchnęłam cicho.
-Czy na tych majtkach jest autograf....
-Ta, Harry'ego. Ćwiczył swój podpis. Na naszej bieliźnie też. Pech chciał, że jeszcze kiedyś miałem z nim pokój. - zaśmiał się znowu. Mogłam się tyle napatrzeć na ten uroczy uśmiech. - Idziesz z nami na wywiad? Dzisiaj?
-Ale wiesz... ja już chyba nie jestem dziewczyną Stylesa.
-Prasa, ani media o niczym nie mają pojęcia. Dla nich nadal jesteście parą. Paul chce, żeby tak zostało, bo to nas wybija.
-Ale...
-Zgodziłaś się na tamtą umowę. Więc teraz po prostu będziesz znowu udawać.- oznajmił chłopak i czule na mnie spojrzał.
-Okej. - westchnęłam. Było jeszcze coś co nie dawało mi spokoju. - Lou?
-Tak?
-Zayn i Harry wczoraj zostali dłużej u Paula. O co chodziło? - upiłam łyk ciepłego napoju.
-Harry chciał, żebyś nagrała demo i wybiła się w śpiewaniu. Nagrywała teledyski i w ogóle. Paul miał ci to załatwić. - z wrażenia przełknęłam szybko to co miałam w ustach.
-Naprawdę? - wydukałam.
-Musisz pożądnie pogadać z Paulem, bo jeśli tylko będziesz chciała, to on może ci załatwić świetny dostęp do sławy. A ten wywiad jeszcze bardziej cię wybije. - mówił dalej.
-Kogo to był pomysł?
-Tak serio? Mój. - uśmiechnął się. - Słowo daję, już dawno nie słyszałem takiego wokalu. Masz talent, po prostu zawalcz.
- Lou! - podeszłam do szatyna i mocno uściskałam. -Jesteś kochany.
-Wiem. To już wrodzone. - zaśmiał się. - To się zbieraj. Musimy jeszcze pojechać po chłopaków, noi muszę się lepiej ubrać.
-Ale nie ma tu Zayna. A ja nie mam pojęcia co ubrać na wywiad.
-Pomogę. Choć. - splótł swoje palce z moimi. Poczułam ciepło przechodzące przez całe moje ciało.
Chyba z godzinę wybieraliśmy coś w czym mogłabym się pokazać.
W końcu wybraliśmy różową spódniczkę i świetnie pasującą do tego koszulę. Białe szpilki na koturnie świetnie pasowały do zestawienia. Włosy porządnie zakręciłam. Nałożyłam spory makijaż i byłam gotowa.
~*~
Louis podjechał pod dom.
-Okej. To może pogadaj z chłopakami, a ja się ubiorę i wszyscy razem pojedziemy,hm?
-Okej. - przytaknęłam i wysiadłam z samochodu. Pod domem stał już van chłopaków a przy nim piszczące fanki. pomachałam im tylko i weszłam do środka. W pomieszczeniu panował czysty chaos. Na kanapie siedziała cała czwórka, już gotowa.
-Aha. Czyli to tak dbacie o porządek jak mnie nie ma? - zaśmiałam się wchodząc do salonu. Wszyscy zmierzyli mnie wzrokiem.
-Boże Janice! - Zayn od razu do mnie dopadł.
-Spokojnie. Nic mi nie jest.
-Czemu Louisa nie było przez całą noc? - spytał Niall uważnie się mi przyglądając.
-Był ze mną. Ktoś chyba musiał mnie pocieszyć. - spojrzałam wymownie na Harry'ego.
-Ale wyglądasz niebiańsko. - przerwał monolog Zayn.
-Dzięki. I to bez twojej pomocy. W końcu idę na wywiad. - uśmiechnęłam się.
-Idziesz z nami? - wyrwali się wszyscy.
-Tak? A czemu by nie?
-Bo wy z Harrym. - nie dokończył zdania Horan , bo Styles wstał i podszedł do mnie.
-Możemy porozmawiać? - spytał zmierzając mnie wzrokiem. Przygryzł też wargę.
-Dobra. - rzuciłam od niechcenia. - Ale po wywiadzie. Nie chcę być smutna. - dokończyłam i zniknęłam z pola widzenia bruneta.
-Ale Janice! - krzyknął - Powiem to przy wszystkich! - ze schodów właśnie schodził Lou. Zatrzymał się i wsłuchiwał się w słowa padające z ust loczka. - Ja cię nie zdradziłem! Nigdy bym tego nie zrobił! To był jakiś cholernie dobry photoshop! Nic więcej. Ta dziewczyna to zwykła fanka. Nawet przeprosiła mnie na twitterze, za to że przez nią mogłem cię stracić. Jani, ja ciebie kocham najbardziej na świecie i nie zniosę jak cię tutaj dłużej nie będzie. Przy mnie. Wszyscy tu ledwo żyjemy, przez to że zrozumieliśmy, że to ty nadajesz szczęścia temu domu. Bez ciebie jest tutaj jak na stypie. Już raz prawie cię straciłem, nie chcę tego znowu. - zielone tęczówki loczka zaszkliły się. Moje również. On nic nie zrobił, a ja go od tak zdradziłam z jego najlepszym przyjacielem. Spojrzałam na schody. Louis miał minę typu "niech to zostanie między nami", ale ja nie mogłam tak po prostu zapomnieć. Nie umiem kłamać. No dobra, trochę umiem, ale nie na dłuższy czas. Na szczęście na Louisa można było liczyć, bo zbiegł po schodach odwracając uwagę od wydarzenia.
-O matko, ale już późno! - jego głośny ton odbił się o ściany domu.
-Racja, Lou. - przyznał Liam. - Chodźmy już. - pociągnął za sobą Horana i ciągle przeglądającego się w lusterku Zayna i we trójkę wyszli już z domu. Lou też się wycofał, i zostałam tylko ja i Styles.
-Janice, przepraszam cię. Nie chce cię stracić. Nie mogę. - mówił dalej.
-Ja też nie. - podbiegłam i mocno przytuliłam się do bruneta. - Musimy iść. - szepnęłam i pokierowałam się w stronę wyjścia. Chłopak splótł nasze ręce razem i podążyliśmy za chłopakami.
~*~
-A więc wszędzie, na całym świecie jest głośno o waszym związku, Harry i Janice jak znosicie to, że nie macie spokoju? Że jesteście na wszystkich gazetach, że świat tak bardzo się wami interesuje? - z ust prowadzącej wypadło pierwsze pytanie.
- Myślę, że gazety i sława nie mają nic wspólnego z miłością. To co jest pomiędzy nami zostaję dla nas, nikt nam tego nie odbiera. Potwierdzam, że dziwnie czyta się o swojej własnej osobowości w gazetach. - wypowiedział płynnie Harry. Zaparło mi dech w piersiach. Pytanie było do nas obu. Musiałam się jakoś wypowiedzieć.
- A jak ty to odbierasz, Janice? - znów spytała.
-Ja tak naprawdę nadal nie mogę uwierzyć w to co się dzieję. Że mam fanów, chociaż nic praktycznie nie robię. Nie jestem przecież sławna. A jeśli chodzi o nasz związek, to tak jak powiedział Harry brukowce i telewizja i inne media nie mają nic wspólnego z miłością. To czym darzymy siebie zostaję tylko i wyłącznie dla nas.
-Pewnie trochę dziwnie czytać gazety o samej sobie? - kontynuowała.
-W rzeczy samej. To wielki szok, tym bardziej jak przeczytasz coś co nie jest prawdą. Tak jak mówiłam, nadal nie mogę pojąć że jestem lubiana tylko i wyłącznie dlatego, że jestem dziewczyną Harry'ego.
-A wy chłopcy, jak się wypowiecie? Pasują do siebie, czy Janice pasuje bardziej do któregoś z was? - wszyscy się zaśmiali. Harry zgromił ich wzrokiem.
-Według mnie, jako że jestem jej bratem i znam ją najdłużej pasują do siebie bez porównania. - wypowiedział Malik i promiennie się do nas uśmiechnął.
-Są naprawdę świetną i zgraną parą. Wszystko robią praktycznie razem. - wyznał Niall poprawiając koszulkę.
-Moim zdaniem, nie są lepsi od nas z Danielle, no bo nikt nam nie dorówna. - Liam ma dziewczynę?! W ogóle się nie chwalił. Cała publiczność, jak i prowadząca wybuchła śmiechem. Uderzyłam lekko chłopaka w ramię. - Ale są zaraz po nas. - dodał i wyszczerzył się w stronę Stylesa. Został Louis.
-A ty, Louis? Co myślisz?
-Ta para jest wyjątkowa i niezwykła. Niesamowicie wierna sobie. - mówił patrząc mi głęboko w oczy. Widziałam, że nie chce tego mówić. - Nie wyobrażam sobie, żeby jeszcze ktoś był tak dopasowany do Janice jak Harry. - uśmiechnął się skrycie i spuścił wzrok na buty. Było mi tak przykro, że nawet przed swoim najlepszym przyjacielem musi mieć sekrety.
- Janice. - redaktorka znów skierowała się do mnie. - Podobno chłopcy trochę cię nakręcili i wchodzisz w muzykę, to prawda? - spojrzałam nerwowo na Harry'ego i Zayna. Louis wyszeptał mi po migowemu, że to sprawka Paula. Nie no ja się zabiję. Potarłam nerwowo kark. I co teraz?
***********************************************************************
Trochę dłuższy niż zazwyczaj. To sprawka tego, że mieszkamy aktualnie razem. :)
Myślimy, że wam się chociaż trochę spodoba, bo dosyć długo go pisałyśmy, a na dodatek z tysiąc razy poprawiałyśmy każdy szczegół.
Wyszedł denny. Tak jak wcześniej mówiłyśmy, nie jesteśmy za dobre w pisaniu scen +18, ale jeśli tylko będziecie chciały taką scenę to piszcie w komentarzach. Dla was wszystko! ♥
To tyle. Pozdrawiamy serdecznie nasze honorowe i wierne czytelniczki i życzymy miłej resztki wakacji. :) ♥♥♥ //shake i mix
-Nie mogę mu tego zrobić. - szepnął na chwile przerywając pocałunek, jednak w jego oczach było widać pożądanie.
-Ale ja mogę. - znów wpiłam się w jego ustach, a ten znów go przerwał z rozbawieniem.
-W sumie jesteś mu coś winna. - zaśmiał się i tym razem to on zaczął mnie namiętnie całować. Chwycił mnie na ręce i zaniósł do najbliższego pokoju. Położył mnie delikatnie na łóżku, a sam usadowił się na mnie. Z pocałunkami kierował się coraz niżej. Moje ubrania, jak również jego znalazły swoje miejsce na podłodze. [dokończcie same].
~*~
Obudził mnie wczesny ranek. Przetarłam lekko oczy. Miałam nadzieję, że to kolejny, dziki sen,ale na ziemi leżały ubrania chłopaka. Sama ubrałam się w bieliznę i udałam się do kuchni. Przy blacie stał Tomlinson pośpiewując razem z radiem refren mi również znanej piosenki. Był w samych majtkach z czego wywnioskowałam,że to wszystko to jednak prawda. Podeszłam cicho do szatyna i przytuliłam od tyłu. Drgnął. Pewnie się przestraszył. -Przepraszam cię, Lou. Ja nie powinnam. Wiesz...wczoraj. - wymruczałam mu do ucha. Chłopak szybko odwrócił się w moją stronę i miło się uśmiechnął.
-Ja też nie powinienem. - zaśmiał się. - Chcesz kawy? - zmienił szybko temat. To dobrze, bo ja też już nie chciałam o tym rozmawiać.
-Poproszę. - odeszłam od chłopaka i położyłam się na białej, skórzanej sofie. Nie musiałam długo czekać na Tomma, bo po niecałych pięciu minutach wszedł do salonu. Położył moją kawę na szklanym stoliku, dał całusa w policzek i usiadł na fotel. Mogłabym tak codziennie.
Westchnęłam cicho.
-Czy na tych majtkach jest autograf....
-Ta, Harry'ego. Ćwiczył swój podpis. Na naszej bieliźnie też. Pech chciał, że jeszcze kiedyś miałem z nim pokój. - zaśmiał się znowu. Mogłam się tyle napatrzeć na ten uroczy uśmiech. - Idziesz z nami na wywiad? Dzisiaj?
-Ale wiesz... ja już chyba nie jestem dziewczyną Stylesa.
-Prasa, ani media o niczym nie mają pojęcia. Dla nich nadal jesteście parą. Paul chce, żeby tak zostało, bo to nas wybija.
-Ale...
-Zgodziłaś się na tamtą umowę. Więc teraz po prostu będziesz znowu udawać.- oznajmił chłopak i czule na mnie spojrzał.
-Okej. - westchnęłam. Było jeszcze coś co nie dawało mi spokoju. - Lou?
-Tak?
-Zayn i Harry wczoraj zostali dłużej u Paula. O co chodziło? - upiłam łyk ciepłego napoju.
-Harry chciał, żebyś nagrała demo i wybiła się w śpiewaniu. Nagrywała teledyski i w ogóle. Paul miał ci to załatwić. - z wrażenia przełknęłam szybko to co miałam w ustach.
-Naprawdę? - wydukałam.
-Musisz pożądnie pogadać z Paulem, bo jeśli tylko będziesz chciała, to on może ci załatwić świetny dostęp do sławy. A ten wywiad jeszcze bardziej cię wybije. - mówił dalej.
-Kogo to był pomysł?
-Tak serio? Mój. - uśmiechnął się. - Słowo daję, już dawno nie słyszałem takiego wokalu. Masz talent, po prostu zawalcz.
- Lou! - podeszłam do szatyna i mocno uściskałam. -Jesteś kochany.
-Wiem. To już wrodzone. - zaśmiał się. - To się zbieraj. Musimy jeszcze pojechać po chłopaków, noi muszę się lepiej ubrać.
-Ale nie ma tu Zayna. A ja nie mam pojęcia co ubrać na wywiad.
-Pomogę. Choć. - splótł swoje palce z moimi. Poczułam ciepło przechodzące przez całe moje ciało. Chyba z godzinę wybieraliśmy coś w czym mogłabym się pokazać.
W końcu wybraliśmy różową spódniczkę i świetnie pasującą do tego koszulę. Białe szpilki na koturnie świetnie pasowały do zestawienia. Włosy porządnie zakręciłam. Nałożyłam spory makijaż i byłam gotowa.
~*~
Louis podjechał pod dom.
-Okej. To może pogadaj z chłopakami, a ja się ubiorę i wszyscy razem pojedziemy,hm?
-Okej. - przytaknęłam i wysiadłam z samochodu. Pod domem stał już van chłopaków a przy nim piszczące fanki. pomachałam im tylko i weszłam do środka. W pomieszczeniu panował czysty chaos. Na kanapie siedziała cała czwórka, już gotowa.
-Aha. Czyli to tak dbacie o porządek jak mnie nie ma? - zaśmiałam się wchodząc do salonu. Wszyscy zmierzyli mnie wzrokiem.
-Boże Janice! - Zayn od razu do mnie dopadł.
-Spokojnie. Nic mi nie jest.
-Czemu Louisa nie było przez całą noc? - spytał Niall uważnie się mi przyglądając.
-Był ze mną. Ktoś chyba musiał mnie pocieszyć. - spojrzałam wymownie na Harry'ego.
-Ale wyglądasz niebiańsko. - przerwał monolog Zayn.
-Dzięki. I to bez twojej pomocy. W końcu idę na wywiad. - uśmiechnęłam się.
-Idziesz z nami? - wyrwali się wszyscy.
-Tak? A czemu by nie?
-Bo wy z Harrym. - nie dokończył zdania Horan , bo Styles wstał i podszedł do mnie.
-Możemy porozmawiać? - spytał zmierzając mnie wzrokiem. Przygryzł też wargę.
-Dobra. - rzuciłam od niechcenia. - Ale po wywiadzie. Nie chcę być smutna. - dokończyłam i zniknęłam z pola widzenia bruneta.
-Ale Janice! - krzyknął - Powiem to przy wszystkich! - ze schodów właśnie schodził Lou. Zatrzymał się i wsłuchiwał się w słowa padające z ust loczka. - Ja cię nie zdradziłem! Nigdy bym tego nie zrobił! To był jakiś cholernie dobry photoshop! Nic więcej. Ta dziewczyna to zwykła fanka. Nawet przeprosiła mnie na twitterze, za to że przez nią mogłem cię stracić. Jani, ja ciebie kocham najbardziej na świecie i nie zniosę jak cię tutaj dłużej nie będzie. Przy mnie. Wszyscy tu ledwo żyjemy, przez to że zrozumieliśmy, że to ty nadajesz szczęścia temu domu. Bez ciebie jest tutaj jak na stypie. Już raz prawie cię straciłem, nie chcę tego znowu. - zielone tęczówki loczka zaszkliły się. Moje również. On nic nie zrobił, a ja go od tak zdradziłam z jego najlepszym przyjacielem. Spojrzałam na schody. Louis miał minę typu "niech to zostanie między nami", ale ja nie mogłam tak po prostu zapomnieć. Nie umiem kłamać. No dobra, trochę umiem, ale nie na dłuższy czas. Na szczęście na Louisa można było liczyć, bo zbiegł po schodach odwracając uwagę od wydarzenia.
-O matko, ale już późno! - jego głośny ton odbił się o ściany domu.
-Racja, Lou. - przyznał Liam. - Chodźmy już. - pociągnął za sobą Horana i ciągle przeglądającego się w lusterku Zayna i we trójkę wyszli już z domu. Lou też się wycofał, i zostałam tylko ja i Styles.
-Janice, przepraszam cię. Nie chce cię stracić. Nie mogę. - mówił dalej.
-Ja też nie. - podbiegłam i mocno przytuliłam się do bruneta. - Musimy iść. - szepnęłam i pokierowałam się w stronę wyjścia. Chłopak splótł nasze ręce razem i podążyliśmy za chłopakami.
~*~
-A więc wszędzie, na całym świecie jest głośno o waszym związku, Harry i Janice jak znosicie to, że nie macie spokoju? Że jesteście na wszystkich gazetach, że świat tak bardzo się wami interesuje? - z ust prowadzącej wypadło pierwsze pytanie.
- Myślę, że gazety i sława nie mają nic wspólnego z miłością. To co jest pomiędzy nami zostaję dla nas, nikt nam tego nie odbiera. Potwierdzam, że dziwnie czyta się o swojej własnej osobowości w gazetach. - wypowiedział płynnie Harry. Zaparło mi dech w piersiach. Pytanie było do nas obu. Musiałam się jakoś wypowiedzieć.
- A jak ty to odbierasz, Janice? - znów spytała.
-Ja tak naprawdę nadal nie mogę uwierzyć w to co się dzieję. Że mam fanów, chociaż nic praktycznie nie robię. Nie jestem przecież sławna. A jeśli chodzi o nasz związek, to tak jak powiedział Harry brukowce i telewizja i inne media nie mają nic wspólnego z miłością. To czym darzymy siebie zostaję tylko i wyłącznie dla nas.
-Pewnie trochę dziwnie czytać gazety o samej sobie? - kontynuowała.
-W rzeczy samej. To wielki szok, tym bardziej jak przeczytasz coś co nie jest prawdą. Tak jak mówiłam, nadal nie mogę pojąć że jestem lubiana tylko i wyłącznie dlatego, że jestem dziewczyną Harry'ego.
-A wy chłopcy, jak się wypowiecie? Pasują do siebie, czy Janice pasuje bardziej do któregoś z was? - wszyscy się zaśmiali. Harry zgromił ich wzrokiem.
-Według mnie, jako że jestem jej bratem i znam ją najdłużej pasują do siebie bez porównania. - wypowiedział Malik i promiennie się do nas uśmiechnął.
-Są naprawdę świetną i zgraną parą. Wszystko robią praktycznie razem. - wyznał Niall poprawiając koszulkę.
-Moim zdaniem, nie są lepsi od nas z Danielle, no bo nikt nam nie dorówna. - Liam ma dziewczynę?! W ogóle się nie chwalił. Cała publiczność, jak i prowadząca wybuchła śmiechem. Uderzyłam lekko chłopaka w ramię. - Ale są zaraz po nas. - dodał i wyszczerzył się w stronę Stylesa. Został Louis.
-A ty, Louis? Co myślisz?
-Ta para jest wyjątkowa i niezwykła. Niesamowicie wierna sobie. - mówił patrząc mi głęboko w oczy. Widziałam, że nie chce tego mówić. - Nie wyobrażam sobie, żeby jeszcze ktoś był tak dopasowany do Janice jak Harry. - uśmiechnął się skrycie i spuścił wzrok na buty. Było mi tak przykro, że nawet przed swoim najlepszym przyjacielem musi mieć sekrety.
- Janice. - redaktorka znów skierowała się do mnie. - Podobno chłopcy trochę cię nakręcili i wchodzisz w muzykę, to prawda? - spojrzałam nerwowo na Harry'ego i Zayna. Louis wyszeptał mi po migowemu, że to sprawka Paula. Nie no ja się zabiję. Potarłam nerwowo kark. I co teraz?
***********************************************************************
Trochę dłuższy niż zazwyczaj. To sprawka tego, że mieszkamy aktualnie razem. :)
Myślimy, że wam się chociaż trochę spodoba, bo dosyć długo go pisałyśmy, a na dodatek z tysiąc razy poprawiałyśmy każdy szczegół.
Wyszedł denny. Tak jak wcześniej mówiłyśmy, nie jesteśmy za dobre w pisaniu scen +18, ale jeśli tylko będziecie chciały taką scenę to piszcie w komentarzach. Dla was wszystko! ♥
To tyle. Pozdrawiamy serdecznie nasze honorowe i wierne czytelniczki i życzymy miłej resztki wakacji. :) ♥♥♥ //shake i mix
niedziela, 18 sierpnia 2013
Rozdział 23
Po 10 minutach byliśmy znów w domu. Tym razem od razu rozłożyłam się na kanapie i włączyłam telewizję. Jak zwykle widomości, plotki,plotki, chwilka. Moim oczom ukazał się widok Harry'ego z jakąś blond laską. Szybko zatrzymałam program i pobiegłam na górę do pokoju Stylesa. Zapukałam lekko do drzwi. Nikt nie odpowiadał. Weszłam do środka, ale w pomieszczeniu nie było nikogo. Przeklnęłam pod nosem.
Skoro nie ma loczka, to pójdę do jego najlepszego przyjaciela. Louisa. On musi coś wiedzieć. Już nie pukałam, bo po prostu złość się we mnie gotowała.
-Eeeej, a gdzie maniery?
-Co....o czym ty..
-Nie zapukałaś - sprostował.
-Lou, choć ze mną na dół. JUŻ! - wydarłam się.
-Łoł. Okej, tylko się tak nie drzyj! - chwyciłam szatyna mocno za ramię i zaprowadziłam przed telewizor. - A to co?
-A na co ci to wygląda? - usiadłam na kanapie i schowałam twarz w dłoniach. Chłopak jeszcze przez chwile przyglądał się zdjęciu, na którym Styles całuje się z jakąś blondynką.
Łzy spływały po moich policzkach z prędkością światła. Byłam taka szczęśliwa, ale oczywiście to nie mogło potrwać chociaż chwili.
Tommo usiadł obok mnie i mocno przytulił. Wtuliłam się w jego ramię i jeszcze mocniej płakałam. Cholera, dopiero teraz czuję, że go kocham. Dopiero po tym jak mnie zdradził.
Do moich uszu dobiegło ciche skrobanie klucza w drzwiach. Do salonu weszli zadowoleni chłopcy. Rozejrzałam się czy nie ma z nimi Harry'ego, ale nie. Nie było go.
Towarzystwo spojrzało na nas z poważnymi minami i od razu podeszło.
-Janice, co się stało? - wyszeptał Nialler czule gładząc mnie po plecach. Zayn usiadł z drugiej strony,a Liam kucnął przy kolanach Louisa.
-Styles ją zdradził. - wyszeptał szatyn i pokazał na ekran telewizora. Zacisnęłam mocniej powieki. Wyobrażałam sobie, że nic się nie stało. Że nadal jestem szczęśliwa. Że idę z Harrym na spacer, że się całujemy i obiecujemy sobie, że na zawsze będziemy razem. Znów otworzyłam oczy. Wszyscy byli tam i mnie pocieszali.
-W życiu....- przełknęłam ślinę - w życiu nie przypuszczałam, że, że będę miała kogoś takiego jak wy. - pociągnęłam nosem i znów wybuchnęłam płaczem.
Drzwi znów się zamknęły, co oznaczało, że wrócił.
-Zabije skurwiela. - syknął Zayn i pobiegł do holu.
-Na co czekacie? Pomóżcie mu. - szepnęłam i otarłam policzki, podnosząc się z Tomma. Chłopcy pobiegli, ale okazało się, że pomagali nie temu co trzeba. Pobiegłam do nich. Loczek trzymał zakrwawione usta i patrzył na nich przerażonym wzrokiem.
-Tępaki. Mieliście pomóc Harry'emu. - warknęłam i podeszłam do chłopaka. Ten chciał mnie objąć, ale ja z całej siły uderzyłam go w policzek i pociągnęłam za kurtkę w stronę salonu. Lokers nadal patrzył z niedowierzaniem na mnie.
-Pierwszy raz widzę jak płaczesz. - wyznał.
-Chyba mam powód. - syknęłam i nakierowałam jego kudłatą głowę w stronę ekranu.
-Janice ja.....- szepnął i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Wykorzystałeś mnie, tak jak każdą inną! - krzyknęłam. -Myślałam, że te wszystkie media kłamią, mówiąc, że jesteś kobieciarzem, ale jednak mówią prawdę!
-Posłuchaj........- zaczął.
-Nie to ty posłuchaj! - przerwałam mu. - Pokochałam cię, bo wydawałeś się być wyjątkowy, inny. Myślałam, że ty naprawdę mnie kochasz,ale wystarczy że spuszczę cię na chwilę z oczu, a ty już rżniesz następną! Jesteś podstępnym sukinsynem!- nie mogłam powstrzymać tego słowotoku. - Zabawiłeś się mną, jakbym była lalką, albo marionetką. Dowiedziałeś się o moich słabościach i wykorzystywałeś je, żeby tylko mnie zaliczyć! Po co się kryć, dupku?! Już poznałam takiego jak ty. Zranił mnie bardziej niż ktokolwiek inny, ale wiesz co? Ty zraniłeś mnie bardziej! Już nigdy w życiu się do mnie nie odzywaj! Nie masz po co! Ja i tak nie odpowiem! - wykrzyczałam ostanie słowo. Echo po całym domu odbiło to co właśnie powiedziałam. Miałam rację. Spojrzałam ostatni raz w te zielone tęczówki i pobiegłam na górę. Zamknęłam się na klucz, a drzwi jeszcze zastawiłam komodą i wyciągnęłam spod łóżka moją walizkę.
Wrzucałam swoje rzeczy z ekstremalną szybkością. Łzy tylko utrudniały sprawę. Koniec. Jestem spakowana. Usiadłam na walizce i przetarłam lekko twarz.
-Czas stąd iść. - szepnęłam sama do siebie, odsunęłam sprawnie mebel i wyszłam z pomieszczenia. Ściągnęłam bagaż i spojrzałam na wszystkich, po czym wybiegłam z domu. Zamówiłam taksówkę i uciekałam stamtąd jak najdalej.
~*~
-Gdzie panią zawieźć? - spytał kierowca, spoglądając na mnie pytająco.
-Hotel. Najlepiej jakby był najdalej od tego miejsca.
-Już się robi. - uśmiechnął się i odpalił wóz.
~*~
-Oto pani pokój. - mile wyglądający kamerdyner wzniósł moją walizkę.
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się najlepiej jak mogłam. W takiej sytuacji.
Odetchnęłam. Wiem, że Zayn będzie mnie szukał, ale tu na pewno nie znajdzie. Z torebki wyjęłam swój telefon. Dziesięć nieodebranych od Zapa, pięć od Lou, trzy od Nialla. Troszczą się. To dobrze, ale chce pobyć sama. Przemyśleć wszystko. Sama się sobie dziwię, że stać mnie na apartament, ale po tym jak Zayn dał mi na "przetrwanie" 3 tysiące, to jednak stać mnie na takie rzeczy. Porozglądałam się po wszystkich pokojach. Były trzy. Przejrzyste i ogromne. Kuchnia z aneksem, łazienka, no brak słów. Tak żyją gwiazdy.
Weszłam do drugiego pokoju połączonego z salonem. Był w nim fortepian. Piękny i biały, noi pasujący do wystroju. Na instrumencie leżały czerwone róże i dwie czekoladki w kształcie serca.
Chwyciłam słodkości i wyrzuciłam przez okno.
-Na pewno bez tandetnych serduszek się obędzie. - szepnęłam i zamknęłam okno. Mój telefon niespokojnie ciągle wibrował. Zdobyłam się na odwagę i odebrałam.
-Halo?
-Janice! Wszystko okej? Gdzie jesteś? - głos Louisa.
-Tak, wszystko w porządku. Przepraszam, że nic wam nie powiedziałam, ale chce pobyć sama.
-Na pewno?
-Tak. - wyszeptałam. Łzy znów wezbrały się w moich oczach. Potrzebowałam bliskości. Kogokolwiek.
-Mhm...słyszę, że wszystko jest ok. - zakpił.
-Przyjedź. - wymsknęło mi się. Zamknęłam buzię.
-Ale gdzie jesteś?
-Hotel de Paris. Bądź sam, proszę. - wyłkałam i się rozłączyłam. Dopiero teraz do mnie doszło co powiedziałam. Ja po prostu kogoś potrzebuję. Tak, Janice. To tylko wymówka. Nie potrzebujesz nikogo, prócz siebie. Nie, mylisz się Janice. Potrzebujesz kogoś zaufanego, kogoś do kogo możesz się przytulić.
Po niecałych 40 minutach usłyszałam pukanie. Poprawiłam się w lustrze i lekko otworzyłam. Chłopak lekko się uśmiechnął.
-Otworzysz szerzej? - zaśmiał się.
-T-tak jasne. - wymamrotałam. Szatyn wszedł do pomieszczenia i obadał je wzrokiem, po czym znowu się uśmiechnął.
-Wow. Luksus. - podrapał się po głowie i zdjął swoją niebieską bluzę. - Fortepian. -westchnął, po czym usiadł przy instrumencie. Od razu się dosiadłam. Chłopak lekko dotknął pierwszego klawisza, a potem następnych i stworzył znaną mi melodię. Spojrzał na mnie wyczekująco. Nacisnęłam te niższe klawisze i razem zagraliśmy całą piosenkę.
Nagle nasze dłonie przez przypadek dotknęły się na tym samym klawiszu. Cofnęłam ręke jak oparzona, a na moją twarz wkradł się rumieniec. Lou przybliżył się trochę i lekko dotknął dłonią mojego czerwonego policzka, przy czym uniósł lekko mój podbródek. Spojrzał mi głęboko w oczy. Pierwszy raz TAK spojrzałam mu w oczy. Małe iskierki tańczyły jakby w wolnym tańcu. Ta niebieskość jego oczu uspokoiła mnie. Nasze usta dzieliły milimetry. Teraz zobaczyłam jaki on umie być. Zbliżył się jeszcze trochę i..........pocałował mój policzek. Nie na to czekałam. On jest wobec Harry'ego uczciwy. Nie zrobiłby mu tego, ale ja tak. Zbliżyłam się do chłopaka i wpiłam się w jego usta z podwojoną siłą.
*****************************************************************
Coś się tutaj psuję. Masakra jakaś. Romantyczne bardzo. ♥♥♥ //shake
Skoro nie ma loczka, to pójdę do jego najlepszego przyjaciela. Louisa. On musi coś wiedzieć. Już nie pukałam, bo po prostu złość się we mnie gotowała.
-Eeeej, a gdzie maniery?
-Co....o czym ty..
-Nie zapukałaś - sprostował.
-Lou, choć ze mną na dół. JUŻ! - wydarłam się.
-Łoł. Okej, tylko się tak nie drzyj! - chwyciłam szatyna mocno za ramię i zaprowadziłam przed telewizor. - A to co?
-A na co ci to wygląda? - usiadłam na kanapie i schowałam twarz w dłoniach. Chłopak jeszcze przez chwile przyglądał się zdjęciu, na którym Styles całuje się z jakąś blondynką.
Łzy spływały po moich policzkach z prędkością światła. Byłam taka szczęśliwa, ale oczywiście to nie mogło potrwać chociaż chwili.
Tommo usiadł obok mnie i mocno przytulił. Wtuliłam się w jego ramię i jeszcze mocniej płakałam. Cholera, dopiero teraz czuję, że go kocham. Dopiero po tym jak mnie zdradził.
Do moich uszu dobiegło ciche skrobanie klucza w drzwiach. Do salonu weszli zadowoleni chłopcy. Rozejrzałam się czy nie ma z nimi Harry'ego, ale nie. Nie było go.
Towarzystwo spojrzało na nas z poważnymi minami i od razu podeszło.
-Janice, co się stało? - wyszeptał Nialler czule gładząc mnie po plecach. Zayn usiadł z drugiej strony,a Liam kucnął przy kolanach Louisa.
-Styles ją zdradził. - wyszeptał szatyn i pokazał na ekran telewizora. Zacisnęłam mocniej powieki. Wyobrażałam sobie, że nic się nie stało. Że nadal jestem szczęśliwa. Że idę z Harrym na spacer, że się całujemy i obiecujemy sobie, że na zawsze będziemy razem. Znów otworzyłam oczy. Wszyscy byli tam i mnie pocieszali.
-W życiu....- przełknęłam ślinę - w życiu nie przypuszczałam, że, że będę miała kogoś takiego jak wy. - pociągnęłam nosem i znów wybuchnęłam płaczem.
Drzwi znów się zamknęły, co oznaczało, że wrócił.
-Zabije skurwiela. - syknął Zayn i pobiegł do holu.
-Na co czekacie? Pomóżcie mu. - szepnęłam i otarłam policzki, podnosząc się z Tomma. Chłopcy pobiegli, ale okazało się, że pomagali nie temu co trzeba. Pobiegłam do nich. Loczek trzymał zakrwawione usta i patrzył na nich przerażonym wzrokiem.
-Tępaki. Mieliście pomóc Harry'emu. - warknęłam i podeszłam do chłopaka. Ten chciał mnie objąć, ale ja z całej siły uderzyłam go w policzek i pociągnęłam za kurtkę w stronę salonu. Lokers nadal patrzył z niedowierzaniem na mnie.
-Pierwszy raz widzę jak płaczesz. - wyznał.
-Chyba mam powód. - syknęłam i nakierowałam jego kudłatą głowę w stronę ekranu.
-Janice ja.....- szepnął i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Wykorzystałeś mnie, tak jak każdą inną! - krzyknęłam. -Myślałam, że te wszystkie media kłamią, mówiąc, że jesteś kobieciarzem, ale jednak mówią prawdę!
-Posłuchaj........- zaczął.
-Nie to ty posłuchaj! - przerwałam mu. - Pokochałam cię, bo wydawałeś się być wyjątkowy, inny. Myślałam, że ty naprawdę mnie kochasz,ale wystarczy że spuszczę cię na chwilę z oczu, a ty już rżniesz następną! Jesteś podstępnym sukinsynem!- nie mogłam powstrzymać tego słowotoku. - Zabawiłeś się mną, jakbym była lalką, albo marionetką. Dowiedziałeś się o moich słabościach i wykorzystywałeś je, żeby tylko mnie zaliczyć! Po co się kryć, dupku?! Już poznałam takiego jak ty. Zranił mnie bardziej niż ktokolwiek inny, ale wiesz co? Ty zraniłeś mnie bardziej! Już nigdy w życiu się do mnie nie odzywaj! Nie masz po co! Ja i tak nie odpowiem! - wykrzyczałam ostanie słowo. Echo po całym domu odbiło to co właśnie powiedziałam. Miałam rację. Spojrzałam ostatni raz w te zielone tęczówki i pobiegłam na górę. Zamknęłam się na klucz, a drzwi jeszcze zastawiłam komodą i wyciągnęłam spod łóżka moją walizkę.
Wrzucałam swoje rzeczy z ekstremalną szybkością. Łzy tylko utrudniały sprawę. Koniec. Jestem spakowana. Usiadłam na walizce i przetarłam lekko twarz.
-Czas stąd iść. - szepnęłam sama do siebie, odsunęłam sprawnie mebel i wyszłam z pomieszczenia. Ściągnęłam bagaż i spojrzałam na wszystkich, po czym wybiegłam z domu. Zamówiłam taksówkę i uciekałam stamtąd jak najdalej.
~*~
-Gdzie panią zawieźć? - spytał kierowca, spoglądając na mnie pytająco.
-Hotel. Najlepiej jakby był najdalej od tego miejsca.
-Już się robi. - uśmiechnął się i odpalił wóz.
~*~
-Oto pani pokój. - mile wyglądający kamerdyner wzniósł moją walizkę.
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się najlepiej jak mogłam. W takiej sytuacji.
Odetchnęłam. Wiem, że Zayn będzie mnie szukał, ale tu na pewno nie znajdzie. Z torebki wyjęłam swój telefon. Dziesięć nieodebranych od Zapa, pięć od Lou, trzy od Nialla. Troszczą się. To dobrze, ale chce pobyć sama. Przemyśleć wszystko. Sama się sobie dziwię, że stać mnie na apartament, ale po tym jak Zayn dał mi na "przetrwanie" 3 tysiące, to jednak stać mnie na takie rzeczy. Porozglądałam się po wszystkich pokojach. Były trzy. Przejrzyste i ogromne. Kuchnia z aneksem, łazienka, no brak słów. Tak żyją gwiazdy.
Weszłam do drugiego pokoju połączonego z salonem. Był w nim fortepian. Piękny i biały, noi pasujący do wystroju. Na instrumencie leżały czerwone róże i dwie czekoladki w kształcie serca.
Chwyciłam słodkości i wyrzuciłam przez okno.
-Na pewno bez tandetnych serduszek się obędzie. - szepnęłam i zamknęłam okno. Mój telefon niespokojnie ciągle wibrował. Zdobyłam się na odwagę i odebrałam.
-Halo?
-Janice! Wszystko okej? Gdzie jesteś? - głos Louisa.
-Tak, wszystko w porządku. Przepraszam, że nic wam nie powiedziałam, ale chce pobyć sama.
-Na pewno?
-Tak. - wyszeptałam. Łzy znów wezbrały się w moich oczach. Potrzebowałam bliskości. Kogokolwiek.
-Mhm...słyszę, że wszystko jest ok. - zakpił.
-Przyjedź. - wymsknęło mi się. Zamknęłam buzię.
-Ale gdzie jesteś?
-Hotel de Paris. Bądź sam, proszę. - wyłkałam i się rozłączyłam. Dopiero teraz do mnie doszło co powiedziałam. Ja po prostu kogoś potrzebuję. Tak, Janice. To tylko wymówka. Nie potrzebujesz nikogo, prócz siebie. Nie, mylisz się Janice. Potrzebujesz kogoś zaufanego, kogoś do kogo możesz się przytulić.
Po niecałych 40 minutach usłyszałam pukanie. Poprawiłam się w lustrze i lekko otworzyłam. Chłopak lekko się uśmiechnął.
-Otworzysz szerzej? - zaśmiał się.
-T-tak jasne. - wymamrotałam. Szatyn wszedł do pomieszczenia i obadał je wzrokiem, po czym znowu się uśmiechnął.
-Wow. Luksus. - podrapał się po głowie i zdjął swoją niebieską bluzę. - Fortepian. -westchnął, po czym usiadł przy instrumencie. Od razu się dosiadłam. Chłopak lekko dotknął pierwszego klawisza, a potem następnych i stworzył znaną mi melodię. Spojrzał na mnie wyczekująco. Nacisnęłam te niższe klawisze i razem zagraliśmy całą piosenkę.
Nagle nasze dłonie przez przypadek dotknęły się na tym samym klawiszu. Cofnęłam ręke jak oparzona, a na moją twarz wkradł się rumieniec. Lou przybliżył się trochę i lekko dotknął dłonią mojego czerwonego policzka, przy czym uniósł lekko mój podbródek. Spojrzał mi głęboko w oczy. Pierwszy raz TAK spojrzałam mu w oczy. Małe iskierki tańczyły jakby w wolnym tańcu. Ta niebieskość jego oczu uspokoiła mnie. Nasze usta dzieliły milimetry. Teraz zobaczyłam jaki on umie być. Zbliżył się jeszcze trochę i..........pocałował mój policzek. Nie na to czekałam. On jest wobec Harry'ego uczciwy. Nie zrobiłby mu tego, ale ja tak. Zbliżyłam się do chłopaka i wpiłam się w jego usta z podwojoną siłą.*****************************************************************
Coś się tutaj psuję. Masakra jakaś. Romantyczne bardzo. ♥♥♥ //shake
sobota, 17 sierpnia 2013
Rozdział 22
Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku. Uśmiechnęłam się delikatnie. Harry tak słodko spał.
Wstałam z łóżka tak aby nie obudzić chłopaka i poszłam wziąć prysznic. Woda kojąco spływała po moim nagim ciele. Jak mi tego brakowało.
Owinęłam się ręcznikiem i stanęłam tuż przed lustrem spoglądając w nie. Wyglądałam jeszcze lepiej niż przed chorobą. Czekoladowe oczy odbijały się w tafli lustra, zaróżowione policzki i uśmiech, który nawet na chwilę nie schodził mi z twarzy. Jestem wreszcie taka szczęśliwa. Nigdy nie byłam aż taka szczęśliwa jak teraz. To chyba jakiś sen, że przeżyłam raka i byłam w niebie i wróciłam. Że mam cudownego brata, chłopaka i najlepszych przyjaciół na świecie. Mam teraz wszystko o czym tak długo marzyłam i nic, absolutnie nic już tego nie zniszczy.
Do łazienki ktoś wszedł. Zayn. No nie powiem, dosyć krępujące, że byłam w samym ręczniku.
-Jani, słuchaj. Musisz pogadać z Paulem o tym twoim związku z Harrym. Pamiętasz?
-O, właśnie. Dzięki za przypomnienie. Zawieziesz mnie?
-Wszyscy jedziemy. Tak jakby to sprawa nas wszystkich.
-Okej.
-Zrobię śniadanie, a ty się ubierz, co?
-Właśnie chcę to zrobić. - zaśmiałam się.
Mulat wyszedł. Szybko zarzuciłam na siebie ubrania i wysuszyłam włosy. Makijaż był zbędny, ale ponieważ będę chodzić po mieście, noi będą fanki to trzeba chociaż trochę się pomalować. Kredka i tusz załatwiły sprawę. Wyglądałam perfekcyjnie jak na mnie. Wyszłam z łazienki i pokierowałam się w stronę zabójczego zapachu jedzenia. No tak, wczoraj nie zdążyłam nic zjeść. To zdecydowanie wszystko wyjaśnia.
Weszłam do kuchni. Przy blacie stał Liam i Zayn.
-A więc dzisiaj gotujecie we dwoje? - spytałam siadając na moje standardowe miejsce na blacie.
-Tak. - odpowiedział Payne uśmiechając się przyjaźnie.
Spojrzałam w stronę salonu i aż z wrażenia się zakrztusiłam śliną.
-Boże, nic ci nie jest? - mulat podbiegł do mnie przestraszony.
-Spokojnie, Zap. Po prostu się zakrztusiłam. - zaśmiałam się znowu. - Co ona tu robi?
-Czeka na Lou. Chyba widocznie jej wybaczył, bo gdzieś razem idą.
-Co? Przecież ostatnio.....-nie zdążyłam dokończyć, bo do kuchni wpadł Harry z przerażoną miną.
-Myślałem,że to był sen. - przetarł oczy.
-Ale co? - spytałam.
-No, że tu jesteś.
-Jestem. - zeszłam z blatu i mocno uściskałam chłopaka.
Po schodach zbiegł wystrojony Tommo. Podszedł do dziewczyny i ją czule pocałował. Byłam taka zdezorientowana, że aż zabrakło mi tchu. Weszłam powoli do salonu.
-Emmm, Lou? Co ty....- znów nie dokończyłam, bo chłopak palnął się z całą siłą w czoło.
-Louis, co ta szmata tu jeszcze robi? Przecież mówiłeś, że z nią zerwałeś. - spytała Eleanor tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Ej, a może grzeczniej laluniu? - do salonu wszedł Harry. Tak strasznie chciało mi się śmiać, że nie wiedziałam ile jeszcze wytrzymam.
-Louis, znów mnie okłamałeś. Nadal u was mieszka ta dziwka, która widocznie teraz puszcza się z Harrym. - zrobiłam wielkie oczy. Nie no może gadać na mnie wszystko tylko nie takie pierdoły. Rzuciłam się na nią i zaczęłam z całej siły okładać. Harry próbował mnie oderwać, ale wiedział, że ze mną się nie zadziera. W końcu raz zlałam przy nim dresów. Nie mogłam się opanować i ciągle waliłam ją po tej wytapetowanej mordzie. Do salonu wbiegli chłopcy. Liam razem z Zaynem odciągnęli mnie od brunetki, a ta po prostu stamtąd uciekła.
-Żebyś tu więcej nie wracała, kurwo! - krzyknęłam.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Wszyscy oprócz Louisa, który pobiegł tuż za królową prostoty - Eleanor Calder.
-No,no Janice. Zaczynam się ciebie bać. - dał mi kuksańca w żebra Liam.
-Mówiłem, że z moją siostrą się nie zadziera. - przechwalał się Zayn, który razem z Paynem znów wrócił do kuchni. Niall tak się śmiał, że aż położył się na podłogę.
-Kotku, teraz tu już się nie muszę o ciebie obawiać. - zaśmiał się jeszcze raz Styles i czule mnie pocałował.
-Dobra, Horan. Wstawaj. - podniosłam blondyna.
-Janice, chyba wróciły ci siły. Zaczynam podejrzewać, że jesteś nieśmiertelna. - wybuchnął śmiechem.
-Bój się. - pstryknęłam go w nos i poszłam razem z Loczkiem do kuchni.
Po pysznym śniadaniu pojechaliśmy do biura Paula, żeby jakoś wszystko mu wyjaśnić. Niestety do windy znów nie mogliśmy wsiąść, więc musieliśmy biec po schodach, jednak teraz wydawało się to być przyjemniejsze.
Zapukałam grzecznie w dębowe, ogromne drzwi i oczekiwałam na reakcję, jednak nie było jej.
-Po prostu wejdź. - nakierował Liam. Zrobiłam jak kazał.
Usiadłam na bujanym krześle i spojrzałam mężczyźnie w oczy. On zaczął.
-Albo tak dobrze udajecie, albo rzeczywiście ze sobą jesteście.
-Naprawdę jesteśmy. - odpowiedziałam i spojrzałam czule na bruneta. Ten splótł nasze ręce pod biurkiem.
-Dobra, zróbmy tak. Zapomnijmy o tej całej sytuacji i bądźcie razem,ok?
-Pasuje.- powiedział Harry.
-A gdzie Tomlinson?
-Sprawy rodzinne. - zaśmiałam się nerwowo.
-Dobra, dobra. A więc, chłopcy macie wywiad, jutro. O szesnastej, zapamiętacie?
-Ja zapamiętam. - oznajmił Payne uśmiechając się.
-Jeśli chcecie, możecie zabrać księżniczkę ze sobą. -pokazał na mnie.
-Mnie? - zrobiłam wielkie oczy.
-No raczej nie mnie. - zakpił mężczyzna. - Coś jeszcze? - już miałam powiedzieć, że to wszystko, ale Lokers mnie wyprzedził.
-Wsumie tak. Ale chce porozmawiać w sześć oczu.
-Sześć?
-Zayn, ja i ty. Hm?
-Ok. Wy już zmiatajcie. - pomachał ręką.
Wyszliśmy. Spuściłam powietrze z płuc i spojrzałam po chłopakach.
-O co im chodzi?
-Przekonasz się. - pstryknął mnie w nos Horan. Chyba się odegrał.
Zeszliśmy po schodach i udaliśmy się do wana chłopaków.
Po jakichś dziesięciu minutach dołączyli do nas mulat i loczek. Mieli naprawdę głupie miny. Jakby cos nabroili. Miałam wrażenie, że to nic dobrego.
*******************************************************************
Ten trochę nudniejszy, co nie? No ale nie możemy ciągle akcji grać. W 23 rozdziale powinno się wydarzyć o wiele więcej atrakcji. Jak myślicie, o co chodziło Malikowi i Stylesowi? :D
Przekonamy się niedługo. Pozdrowionka ♥ //shake i mix
Wstałam z łóżka tak aby nie obudzić chłopaka i poszłam wziąć prysznic. Woda kojąco spływała po moim nagim ciele. Jak mi tego brakowało.
Owinęłam się ręcznikiem i stanęłam tuż przed lustrem spoglądając w nie. Wyglądałam jeszcze lepiej niż przed chorobą. Czekoladowe oczy odbijały się w tafli lustra, zaróżowione policzki i uśmiech, który nawet na chwilę nie schodził mi z twarzy. Jestem wreszcie taka szczęśliwa. Nigdy nie byłam aż taka szczęśliwa jak teraz. To chyba jakiś sen, że przeżyłam raka i byłam w niebie i wróciłam. Że mam cudownego brata, chłopaka i najlepszych przyjaciół na świecie. Mam teraz wszystko o czym tak długo marzyłam i nic, absolutnie nic już tego nie zniszczy.
Do łazienki ktoś wszedł. Zayn. No nie powiem, dosyć krępujące, że byłam w samym ręczniku.
-Jani, słuchaj. Musisz pogadać z Paulem o tym twoim związku z Harrym. Pamiętasz?
-O, właśnie. Dzięki za przypomnienie. Zawieziesz mnie?
-Wszyscy jedziemy. Tak jakby to sprawa nas wszystkich.-Okej.
-Zrobię śniadanie, a ty się ubierz, co?
-Właśnie chcę to zrobić. - zaśmiałam się.
Mulat wyszedł. Szybko zarzuciłam na siebie ubrania i wysuszyłam włosy. Makijaż był zbędny, ale ponieważ będę chodzić po mieście, noi będą fanki to trzeba chociaż trochę się pomalować. Kredka i tusz załatwiły sprawę. Wyglądałam perfekcyjnie jak na mnie. Wyszłam z łazienki i pokierowałam się w stronę zabójczego zapachu jedzenia. No tak, wczoraj nie zdążyłam nic zjeść. To zdecydowanie wszystko wyjaśnia.
Weszłam do kuchni. Przy blacie stał Liam i Zayn.
-A więc dzisiaj gotujecie we dwoje? - spytałam siadając na moje standardowe miejsce na blacie.
-Tak. - odpowiedział Payne uśmiechając się przyjaźnie.
Spojrzałam w stronę salonu i aż z wrażenia się zakrztusiłam śliną.
-Boże, nic ci nie jest? - mulat podbiegł do mnie przestraszony.
-Spokojnie, Zap. Po prostu się zakrztusiłam. - zaśmiałam się znowu. - Co ona tu robi?
-Czeka na Lou. Chyba widocznie jej wybaczył, bo gdzieś razem idą.
-Co? Przecież ostatnio.....-nie zdążyłam dokończyć, bo do kuchni wpadł Harry z przerażoną miną.
-Myślałem,że to był sen. - przetarł oczy.
-Ale co? - spytałam.
-No, że tu jesteś.
-Jestem. - zeszłam z blatu i mocno uściskałam chłopaka.
Po schodach zbiegł wystrojony Tommo. Podszedł do dziewczyny i ją czule pocałował. Byłam taka zdezorientowana, że aż zabrakło mi tchu. Weszłam powoli do salonu.
-Emmm, Lou? Co ty....- znów nie dokończyłam, bo chłopak palnął się z całą siłą w czoło.
-Louis, co ta szmata tu jeszcze robi? Przecież mówiłeś, że z nią zerwałeś. - spytała Eleanor tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Ej, a może grzeczniej laluniu? - do salonu wszedł Harry. Tak strasznie chciało mi się śmiać, że nie wiedziałam ile jeszcze wytrzymam.
-Louis, znów mnie okłamałeś. Nadal u was mieszka ta dziwka, która widocznie teraz puszcza się z Harrym. - zrobiłam wielkie oczy. Nie no może gadać na mnie wszystko tylko nie takie pierdoły. Rzuciłam się na nią i zaczęłam z całej siły okładać. Harry próbował mnie oderwać, ale wiedział, że ze mną się nie zadziera. W końcu raz zlałam przy nim dresów. Nie mogłam się opanować i ciągle waliłam ją po tej wytapetowanej mordzie. Do salonu wbiegli chłopcy. Liam razem z Zaynem odciągnęli mnie od brunetki, a ta po prostu stamtąd uciekła.
-Żebyś tu więcej nie wracała, kurwo! - krzyknęłam.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Wszyscy oprócz Louisa, który pobiegł tuż za królową prostoty - Eleanor Calder.
-No,no Janice. Zaczynam się ciebie bać. - dał mi kuksańca w żebra Liam.
-Mówiłem, że z moją siostrą się nie zadziera. - przechwalał się Zayn, który razem z Paynem znów wrócił do kuchni. Niall tak się śmiał, że aż położył się na podłogę.
-Kotku, teraz tu już się nie muszę o ciebie obawiać. - zaśmiał się jeszcze raz Styles i czule mnie pocałował.
-Dobra, Horan. Wstawaj. - podniosłam blondyna.
-Janice, chyba wróciły ci siły. Zaczynam podejrzewać, że jesteś nieśmiertelna. - wybuchnął śmiechem.
-Bój się. - pstryknęłam go w nos i poszłam razem z Loczkiem do kuchni.
Po pysznym śniadaniu pojechaliśmy do biura Paula, żeby jakoś wszystko mu wyjaśnić. Niestety do windy znów nie mogliśmy wsiąść, więc musieliśmy biec po schodach, jednak teraz wydawało się to być przyjemniejsze.
Zapukałam grzecznie w dębowe, ogromne drzwi i oczekiwałam na reakcję, jednak nie było jej.
-Po prostu wejdź. - nakierował Liam. Zrobiłam jak kazał.
Usiadłam na bujanym krześle i spojrzałam mężczyźnie w oczy. On zaczął.
-Albo tak dobrze udajecie, albo rzeczywiście ze sobą jesteście.
-Naprawdę jesteśmy. - odpowiedziałam i spojrzałam czule na bruneta. Ten splótł nasze ręce pod biurkiem.
-Dobra, zróbmy tak. Zapomnijmy o tej całej sytuacji i bądźcie razem,ok?
-Pasuje.- powiedział Harry.
-A gdzie Tomlinson?
-Sprawy rodzinne. - zaśmiałam się nerwowo.
-Dobra, dobra. A więc, chłopcy macie wywiad, jutro. O szesnastej, zapamiętacie?
-Ja zapamiętam. - oznajmił Payne uśmiechając się.
-Jeśli chcecie, możecie zabrać księżniczkę ze sobą. -pokazał na mnie.
-Mnie? - zrobiłam wielkie oczy.
-No raczej nie mnie. - zakpił mężczyzna. - Coś jeszcze? - już miałam powiedzieć, że to wszystko, ale Lokers mnie wyprzedził.
-Wsumie tak. Ale chce porozmawiać w sześć oczu.
-Sześć?
-Zayn, ja i ty. Hm?
-Ok. Wy już zmiatajcie. - pomachał ręką.
Wyszliśmy. Spuściłam powietrze z płuc i spojrzałam po chłopakach.
-O co im chodzi?
-Przekonasz się. - pstryknął mnie w nos Horan. Chyba się odegrał.
Zeszliśmy po schodach i udaliśmy się do wana chłopaków.
Po jakichś dziesięciu minutach dołączyli do nas mulat i loczek. Mieli naprawdę głupie miny. Jakby cos nabroili. Miałam wrażenie, że to nic dobrego.
*******************************************************************
Ten trochę nudniejszy, co nie? No ale nie możemy ciągle akcji grać. W 23 rozdziale powinno się wydarzyć o wiele więcej atrakcji. Jak myślicie, o co chodziło Malikowi i Stylesowi? :D
Przekonamy się niedługo. Pozdrowionka ♥ //shake i mix
czwartek, 15 sierpnia 2013
Rozdział 21 (NAJLEPSZY!)
*Janice*
Mój kochany skończył przemowę i usłyszałam jak ktoś dotyka trumny. Migiem ją otworzyłam. Jako, że to ja ożyłam powinnam strzelić jakąś ripostę.
-Ej, nie uważacie że jest tu odrobinę za ciasno? Nie żebym była gruba,ale za chuda to też nie jestem. - usiadłam wygodnie i oczekiwałam reakcji. Niall zemdlał, tak jak moja mama. Po jakimś czasie okazało się, że wychodząc z trumny uderzyłam księdza. Zaczęłam się głośno śmiać.
Nikt nie podchodził w obawie, że coś mnie nawiedziło. Jeszcze głośniej się śmiałam. Harry i Zayn stali jak wryci, a Louisa trzeba było trzymać.
-Co? Tak źle wyglądam? - spojrzałam na ubranie. Ej, to ta sukienka. - Wow, wyglądam ślicznie. Kto mnie tak wystroił? - spytałam oglądając detale kiecki. Wszyscy się na mnie patrzyli jak naprawdę nawiedzoną. Westchnęłam głośno i puściłam wszystkim uśmieszek, po czym wyszłam sprawnie z trumny. - To już mi się nie przyda. - pokazałam na nią. - Podarujcie jakiejś babci, która stoi nad grobem. Łapiecie? Nad grobem. Hahahahahha. - wszyscy nadal się na mnie patrzyli jak wryci. - Czyli nie łapiecie. - dodałam i podeszłam do tłumu. Wszyscy się odsunęli. - Nie mam pieniędzy na taksówkę, no cóż. Mogliście mnie przynajmniej pochować z kasą, w razie jakbym jednak się obudziła. -znowu zaczęłam się śmiać. - Oj dobra, pójde na piechotę. Przepraszam - przepchnęłam się między ludźmi i poszłam w stronę domu.
Droga nie była nieprzyjemna. Wręcz przeciwnie. Ludzie patrzyli się na mnie co najmniej dziwnie, że w takiej sukience spaceruje sobie po mieście, ale mi to tam było bez różnicy. Noi spotkałam masę fanek, które bardzo chwaliły sukienkę. Pytały się o Stylesa, więc powiedziałam, że poszedł z chłopakami na piwo, żeby jakoś ukryć to,że miałam umrzeć. Co najbardziej mnie dziwiło, że o tym nie wiedziały, ale może jakoś to ukryli.
Stanęłam pod domem i pisnęłam z podekscytowania, że jestem tutaj. Tylko pojawił się następny problem. Nie miałam kluczy, jednak moje kochane półgłówki nie pozamykały okien,więc weszłam przez jedno z tyłu domu. Znów pisnęłam, gdy zobaczyłam kuchnię, w której ostanio rozmawiałam z nimi. I salon, w którym oglądaliśmy film. I u góry. Ahh, ta łazienka, mój pokój. Właśnie. Mam nadzieje, że jeszcze nie wyrzucili moich rzeczy. Podbiegłam do ogromniej szafy i odetchnęłam. Wszystko było na swoim miejscu. Przebrałam się w coś do chodzenia po domu i zeszłam na dół. W lodówce zastałam tylko światło, a po takich wspomnieniach i po tylu godzinach nic niejedzenia jestem po prostu głodna. Czy to takie dziwne? Postanowiłam, że wybiorę się do sklepu. Zaszłam do salonu. Na szklanym stoliku leżał list. Do mnie. Potwierdzenie, że dostałam się na studia! TAK! Pod listem leżały wszystkie nasze zdjęcia z całego "Tygodnia Janice". Skąd to wiem? Wszystko było oprawione w mały albumik.
Te zdjęcia:
Mój kochany skończył przemowę i usłyszałam jak ktoś dotyka trumny. Migiem ją otworzyłam. Jako, że to ja ożyłam powinnam strzelić jakąś ripostę.
-Ej, nie uważacie że jest tu odrobinę za ciasno? Nie żebym była gruba,ale za chuda to też nie jestem. - usiadłam wygodnie i oczekiwałam reakcji. Niall zemdlał, tak jak moja mama. Po jakimś czasie okazało się, że wychodząc z trumny uderzyłam księdza. Zaczęłam się głośno śmiać.
Nikt nie podchodził w obawie, że coś mnie nawiedziło. Jeszcze głośniej się śmiałam. Harry i Zayn stali jak wryci, a Louisa trzeba było trzymać.
-Co? Tak źle wyglądam? - spojrzałam na ubranie. Ej, to ta sukienka. - Wow, wyglądam ślicznie. Kto mnie tak wystroił? - spytałam oglądając detale kiecki. Wszyscy się na mnie patrzyli jak naprawdę nawiedzoną. Westchnęłam głośno i puściłam wszystkim uśmieszek, po czym wyszłam sprawnie z trumny. - To już mi się nie przyda. - pokazałam na nią. - Podarujcie jakiejś babci, która stoi nad grobem. Łapiecie? Nad grobem. Hahahahahha. - wszyscy nadal się na mnie patrzyli jak wryci. - Czyli nie łapiecie. - dodałam i podeszłam do tłumu. Wszyscy się odsunęli. - Nie mam pieniędzy na taksówkę, no cóż. Mogliście mnie przynajmniej pochować z kasą, w razie jakbym jednak się obudziła. -znowu zaczęłam się śmiać. - Oj dobra, pójde na piechotę. Przepraszam - przepchnęłam się między ludźmi i poszłam w stronę domu. Droga nie była nieprzyjemna. Wręcz przeciwnie. Ludzie patrzyli się na mnie co najmniej dziwnie, że w takiej sukience spaceruje sobie po mieście, ale mi to tam było bez różnicy. Noi spotkałam masę fanek, które bardzo chwaliły sukienkę. Pytały się o Stylesa, więc powiedziałam, że poszedł z chłopakami na piwo, żeby jakoś ukryć to,że miałam umrzeć. Co najbardziej mnie dziwiło, że o tym nie wiedziały, ale może jakoś to ukryli.
Stanęłam pod domem i pisnęłam z podekscytowania, że jestem tutaj. Tylko pojawił się następny problem. Nie miałam kluczy, jednak moje kochane półgłówki nie pozamykały okien,więc weszłam przez jedno z tyłu domu. Znów pisnęłam, gdy zobaczyłam kuchnię, w której ostanio rozmawiałam z nimi. I salon, w którym oglądaliśmy film. I u góry. Ahh, ta łazienka, mój pokój. Właśnie. Mam nadzieje, że jeszcze nie wyrzucili moich rzeczy. Podbiegłam do ogromniej szafy i odetchnęłam. Wszystko było na swoim miejscu. Przebrałam się w coś do chodzenia po domu i zeszłam na dół. W lodówce zastałam tylko światło, a po takich wspomnieniach i po tylu godzinach nic niejedzenia jestem po prostu głodna. Czy to takie dziwne? Postanowiłam, że wybiorę się do sklepu. Zaszłam do salonu. Na szklanym stoliku leżał list. Do mnie. Potwierdzenie, że dostałam się na studia! TAK! Pod listem leżały wszystkie nasze zdjęcia z całego "Tygodnia Janice". Skąd to wiem? Wszystko było oprawione w mały albumik. Te zdjęcia:
"Nasza parka w kinie"
"Jani z psem #1"
"Jani z psem #2"
" Jak brat z siostrą XD"
"Wniebowzięty Nialler. Trochę mniej wniebowzięta Jani"
"Nasza parka #2"
"Nasza Parka #3"
"Zakupy"
"Nasza parka #4"
"Nasza parka #5"
"Jak para XD"
"Ukryta kamera robi swoje :)"
"Jak para XD #2"
Myśleli, że to koniec. A tu proszę. Janice żyję! Zaczęłam się sama do siebie śmiać.
Chwyciłam swoją torebkę , wrzuciłam do niej mój portfel i telefon i poszłam do tego sklepu.
Narobiłam chyba tych zakupów na rok, ale znając Nialla to za tydzień tego nie będzie. Kogo my oszukujemy? Za dwa dni tego nie będzie.
Drzwi o dziwo były otwarte, więc po prostu weszłam nucąc sobie melodię pod nosem. Zdjęłam grzecznie buty,żeby nie nabrudzić i udałam się do kuchni wypakować zapasy. Minęłam nadal zdezorientowanych chłopców. Od razu udali się za mną do kuchni.
-Janice. Emmm, jak to możliwe, że.... no wiesz. Żyjesz? - jąkał się Zayn.
-Chciałeś żebym żyła? - odłożyłam wszystkie siatki i spojrzałam mu prosto w oczy.
-No jasne, że tak.
-Więc żyję. - uśmiechnęłam się.
-Tylko jak to możliwe? Przecież miałaś raka, a śmierć kliniczna nie wchodzi w grę, bo nie umierałaś w szpitalu.
-Wszystko jest możliwe, Zayn. - powiedziałam i mocno uściskałam brata.
-Nawet nie wiesz jak się ciesze! - podniósł mnie do góry ze szczęścia.
-Gdzie Harry? - spytałam gdy już się od siebie oderwaliśmy.
-U siebie. Myśli jak to się mogło stać. To jakieś nierealne!
-No to idę do tego biedaka. Mógłbyś to rozpakować?
-Pewnie.
Tak jak miałam zrobić, zrobiłam. Zapukałam lekko do drzwi loczka. Nie było odpowiedzi, więc po prostu weszłam do środka. Leżał w bezruchu na łóżku wpatrując się w sufit. Odetchnęłam i usiadłam na materacu tuż obok niego.
-Nie zastanawiaj się nad czymś, czego nie da się wyjaśnić. - powiedziałam.
-Ja po prostu nie mogę uwierzyć. Nie mogę. A może to tylko sen? - był bardzo zdezorientowany.
-To nie jest sen. - uszczypnęłam go. - To nie sen. Ja tu naprawdę jestem.
-Byłaś w niebie?
-Tak. - powiedziałam dumnie.
-Jak było? - usiadł tuż obok mnie i objął ramieniem wlepiając ten swój ciekawski wzrok.
-Tajemnica.
-No tak. Mogłem się tego spodziewać. - uśmiechnął się. - Czuję jakby moje całe życie wróciło.
-To tak jak ja. - zaśmiałam się. Loczek splótł nasze ręce razem.
-Teraz już nie odejdziesz?
-Nigdy. - brunet zbliżył się do mnie i namiętnie pocałował.
************************************************************************
Ja to umiem pisać te riposty XD //mix
wtorek, 13 sierpnia 2013
Rozdział 20
*Janice*
Wszystkie wspomnienia z mojego życia mignęły mi przed oczami. Ostatnie, chyba najlepsze wspomnienie z Harrym w łóżku, a potem stałam w białym miejscu. Rozglądałam się na wszystkie strony. Biało.
Spojrzałam do tyłu. To był chyba jakiś ogród. Pełno róż. Tak pięknie tam pachniało. Spojrzałam na siebie. umierałam goła, a tu mam na sobie sukienkę. Wow. Zaśmiałam się. Nie czułam bólu. Czułam szczęście. Podeszłam bliżej kwiatów. Były w nich takie małe kryształki. Zerwałam jeden z nich i się mu przyglądałam. Gdzie ja jestem? To jest niebo?
Nagle zza krzaków wyłoniła się znana mi dobrze sylwetka i ten chód. Tata. Podbiegłam do postaci i mocno się przytuliłam.
-Tato. Ale jak ty tu?
-Jesteś w niebie córeczko. Co się stało?
-Miałam raka. - oznajmiłam nadal go nie puszczając. -Co to za miejsce?
-Każdy trafia tam gdzie był, lub gdzie chciałby być. Czemu akurat ogród róż, Janice?
-Nie mam pojęcia. - zaśmiałam się.
-Ja tym bardziej. - przywtórował mi. - Wiem, że wreszcie kogoś pokochałaś.
-Skąd?
-Ciągle przy tobie byłem. Widziałem. A więc, ma na imię Harry. Oh, gdybym jeszcze żył to bym sobie z nim pogadał. - uśmiechnęłam się.
-Zraniłam go tym tato. Tym, że umarłam.
-Popatrzmy. - mężczyzna pociągnął mnie za ręke i znaleźliśmy się w naszym domu. Domu Zayna.
-Tato...co my tu robimy?
-Patrzymy. - chwycił mnie lekko pod ręke i zaprowadził do salonu. Siedział tam. Harry. Łzy zaczęły spływać mi jedna po drugiej. Patrzył się w jeden punkt. Szybko do niego podbiegłam. Chciałam go przytulić, ale moje ręce przeniknęły go. - On cię nie widzi. - tata pomasował mnie po ramieniu. Jeszcze bardziej się rozpałakałam.
Do pokoju wszedł Zayn. Wyglądał makabrycznie.
-Chodź Harry. Pogrzeb jest za godzinę. Nie możemy się spóźnić. - chwycił chłopaka za ręke i wyszli z domu. Zostałam tam tylko ja i tata.
-Chyba rzeczywiście ich zraniłaś. Ale czy to twoja wina?
-Nie. Nie moja.
-Chodź już. Nic tu po nas.
Znów znaleźliśmy się w ogrodzie.
-Chciałabym tam wrócić i jeszcze teraz nie umierać.
-Chyba mam na to radę, ale czy nie chcesz tu zostać? Być ze mną na wieczność?
-Tato, ja naprawdę chciałabym, ale jeszcze nie dziś. Jestem za młoda, a Harry....
-Rozumiem cię. A ty Boże co o tym myśisz? - spytał się. Myślałam, że już zupełnie zwariował, ale po chwili odezwał się strasznie niski głos.
-Myślę, że masz rację, Peterze.
-Tato. Kto to?
-Bóg, kochanie. Bóg. Od mojej śmierci tylko z nim rozmawiam.
-Janice? - znów ten głos. Przeszły mnie ciarki.
-Słucham? - wyszeptałam.
-Chcesz wrócić do świata żywych? Jesteś tu nieszczęśliwa?
-Tak. -wypowiedziałam.
-Peterze, masz dwie minuty na pożegnanie się z nią. - głos zamilkł, a tata przybliżył się do mnie.
-O co tutaj chodzi?
-Bóg daje ci jeszcze jedno życie, bo jesteś tu nieszczęśliwa. Skorzystaj. Zobaczymy się wkrótce, Janice. Jak już będziesz gotowa na śmierć. - przytulił mnie mocno, po czym zniknął.
-Tato? Tato?
Nagle przed oczami znów migały mi wszystkie wspomnienia, ale tym razem do przodu. Tak jak powinny. Ostatnie wspomnienie z Harrym w łóżku i widzę ciemność. O kurwa ja żyję i emm jestem w trumnie. O rzesz!
Zobaczyłam mały skrawek światła. Czyli jeszcze nie byłam zamknięta. Nagle usłyszałam płynny głos Stylesa przez mikrofon. Wygłasza mowę. Ehhh moje potrzeby mogą poczekać, posłucham sobie.
************************************************************************
Myślę, że się podoba. To właściwe oddanie nieba XD // shake
Wszystkie wspomnienia z mojego życia mignęły mi przed oczami. Ostatnie, chyba najlepsze wspomnienie z Harrym w łóżku, a potem stałam w białym miejscu. Rozglądałam się na wszystkie strony. Biało. Spojrzałam do tyłu. To był chyba jakiś ogród. Pełno róż. Tak pięknie tam pachniało. Spojrzałam na siebie. umierałam goła, a tu mam na sobie sukienkę. Wow. Zaśmiałam się. Nie czułam bólu. Czułam szczęście. Podeszłam bliżej kwiatów. Były w nich takie małe kryształki. Zerwałam jeden z nich i się mu przyglądałam. Gdzie ja jestem? To jest niebo?
Nagle zza krzaków wyłoniła się znana mi dobrze sylwetka i ten chód. Tata. Podbiegłam do postaci i mocno się przytuliłam.
-Tato. Ale jak ty tu?
-Jesteś w niebie córeczko. Co się stało?
-Miałam raka. - oznajmiłam nadal go nie puszczając. -Co to za miejsce?
-Każdy trafia tam gdzie był, lub gdzie chciałby być. Czemu akurat ogród róż, Janice?
-Nie mam pojęcia. - zaśmiałam się.
-Ja tym bardziej. - przywtórował mi. - Wiem, że wreszcie kogoś pokochałaś.
-Skąd?
-Ciągle przy tobie byłem. Widziałem. A więc, ma na imię Harry. Oh, gdybym jeszcze żył to bym sobie z nim pogadał. - uśmiechnęłam się.
-Zraniłam go tym tato. Tym, że umarłam.
-Popatrzmy. - mężczyzna pociągnął mnie za ręke i znaleźliśmy się w naszym domu. Domu Zayna.
-Tato...co my tu robimy?
-Patrzymy. - chwycił mnie lekko pod ręke i zaprowadził do salonu. Siedział tam. Harry. Łzy zaczęły spływać mi jedna po drugiej. Patrzył się w jeden punkt. Szybko do niego podbiegłam. Chciałam go przytulić, ale moje ręce przeniknęły go. - On cię nie widzi. - tata pomasował mnie po ramieniu. Jeszcze bardziej się rozpałakałam.
Do pokoju wszedł Zayn. Wyglądał makabrycznie.
-Chodź Harry. Pogrzeb jest za godzinę. Nie możemy się spóźnić. - chwycił chłopaka za ręke i wyszli z domu. Zostałam tam tylko ja i tata.
-Chyba rzeczywiście ich zraniłaś. Ale czy to twoja wina?
-Nie. Nie moja.
-Chodź już. Nic tu po nas.
Znów znaleźliśmy się w ogrodzie.
-Chciałabym tam wrócić i jeszcze teraz nie umierać.
-Chyba mam na to radę, ale czy nie chcesz tu zostać? Być ze mną na wieczność?
-Tato, ja naprawdę chciałabym, ale jeszcze nie dziś. Jestem za młoda, a Harry....
-Rozumiem cię. A ty Boże co o tym myśisz? - spytał się. Myślałam, że już zupełnie zwariował, ale po chwili odezwał się strasznie niski głos.
-Myślę, że masz rację, Peterze.
-Tato. Kto to?
-Bóg, kochanie. Bóg. Od mojej śmierci tylko z nim rozmawiam.
-Janice? - znów ten głos. Przeszły mnie ciarki.
-Słucham? - wyszeptałam.
-Chcesz wrócić do świata żywych? Jesteś tu nieszczęśliwa?
-Tak. -wypowiedziałam.
-Peterze, masz dwie minuty na pożegnanie się z nią. - głos zamilkł, a tata przybliżył się do mnie.
-O co tutaj chodzi?
-Bóg daje ci jeszcze jedno życie, bo jesteś tu nieszczęśliwa. Skorzystaj. Zobaczymy się wkrótce, Janice. Jak już będziesz gotowa na śmierć. - przytulił mnie mocno, po czym zniknął.
-Tato? Tato?
Nagle przed oczami znów migały mi wszystkie wspomnienia, ale tym razem do przodu. Tak jak powinny. Ostatnie wspomnienie z Harrym w łóżku i widzę ciemność. O kurwa ja żyję i emm jestem w trumnie. O rzesz!
Zobaczyłam mały skrawek światła. Czyli jeszcze nie byłam zamknięta. Nagle usłyszałam płynny głos Stylesa przez mikrofon. Wygłasza mowę. Ehhh moje potrzeby mogą poczekać, posłucham sobie.
************************************************************************
Myślę, że się podoba. To właściwe oddanie nieba XD // shake
środa, 7 sierpnia 2013
Rozdział 19
*Janice*
Obydwoje wyczerpani ułożyliśmy się na łóżku i wyrównaliśmy oddechy.
-Byłaś niesamowita. - wysapał Styles i mocno mnie przytulił.
-Ty też. - wymamrotałam. Chciało mi się już spać, i to bardzo. Sen mnie okropnie nużył i już powoli zamykałam oczy. - Harry. -wyszeptałam.
-Tak, skarbie? -spytał.
-Kocham cię, nad wszystko. Obiecaj,że nigdy o mnie nie zapomnisz.
-Nigdy w życiu. - chłopakowi popłynęła jedna łza po policzku. Nie czułam nóg. Czy to już teraz? Nie, nie chce umierać nago,albo dobrze. Taka jaka powstałam, taka umrę. Nie powiedziałam loczkowi,że nie czuje już ciała do pasa. Nie chcę,żeby płakał. Nie zniosę jego płaczu. Przed oczami mignęły mi wszystkie wspomnienia. To pod drzewem również. Wtedy powiedziałam "Wolałabym umrzeć, niż czuć taką nicość jak teraz". O boże, to dlatego teraz umieram?! Bo pomyślałam takie życzenie i gwiazda na niebie spadła,chociaż nie było sezonu na spadające gwiazdy. Czemu wcześniej tego nie przemyślałam?! To już nieistotne.
Powoli zamykałam oczy z nadzieją,że jutro się obudzę,jednak to tylko marzenie.
-Przepraszam,że tak cię ranię, Harry. - powiedziałam już z zamkniętymi oczami i zobaczyłam czarność.
*Harry*
-Przepraszam,że tak cię ranię, Harry. - że co?! Ona mnie rani?!
-Ty nigdy mnie nie zraniłaś. - wypowiedziałem. Odpowiedziała mi cisza. Czy...nie to nie możliwe. Podniosłem jej ręke, była jak galareta.
NIE! Umarła! NIE!
Zacząłem płakać jak małe dziecko. Szybko wstałem z łóżka i ubrałem spodnie, po czym wybiegłem z pokoju i zacząłem się wydzierać. Skuliłem się i usiadłem na podłodze. Z pokojów wypadli chłopcy.
-Harry, co jest?! - wydarł się Zayn.
-Ona.....ona nie żyje. - oznajmiłem i zacząłem gorzko płakać. Malik patrzył na mnie w osłupieniu, tak jak reszta. Weszli powoli do pokoju.
-Czemu ona jest do cholery goła?! - wydarł się Lou.
-Może lepiej się spytaj czemu jest martwa,co?! - wrzasnął Liam.
Tej nocy żaden z nas nie zasnął. Wszyscy byliśmy wlepieni w jeden standardowy punkt. Teraz nie czuję nic, moje serce jest martwe,tak samo jak miłość mojego życia. Moje uczucia wygasają. Czuję jakbym nie miał duszy. Już nie mam po co żyć.
*****************************************************************
Wybaczcie,że taki smutny,ale no cóż. Pisałyśmy go obie // mix i shake
Obydwoje wyczerpani ułożyliśmy się na łóżku i wyrównaliśmy oddechy.
-Byłaś niesamowita. - wysapał Styles i mocno mnie przytulił.
-Ty też. - wymamrotałam. Chciało mi się już spać, i to bardzo. Sen mnie okropnie nużył i już powoli zamykałam oczy. - Harry. -wyszeptałam.
-Tak, skarbie? -spytał.
-Kocham cię, nad wszystko. Obiecaj,że nigdy o mnie nie zapomnisz.
-Nigdy w życiu. - chłopakowi popłynęła jedna łza po policzku. Nie czułam nóg. Czy to już teraz? Nie, nie chce umierać nago,albo dobrze. Taka jaka powstałam, taka umrę. Nie powiedziałam loczkowi,że nie czuje już ciała do pasa. Nie chcę,żeby płakał. Nie zniosę jego płaczu. Przed oczami mignęły mi wszystkie wspomnienia. To pod drzewem również. Wtedy powiedziałam "Wolałabym umrzeć, niż czuć taką nicość jak teraz". O boże, to dlatego teraz umieram?! Bo pomyślałam takie życzenie i gwiazda na niebie spadła,chociaż nie było sezonu na spadające gwiazdy. Czemu wcześniej tego nie przemyślałam?! To już nieistotne.
Powoli zamykałam oczy z nadzieją,że jutro się obudzę,jednak to tylko marzenie.
-Przepraszam,że tak cię ranię, Harry. - powiedziałam już z zamkniętymi oczami i zobaczyłam czarność.
*Harry*
-Przepraszam,że tak cię ranię, Harry. - że co?! Ona mnie rani?!
-Ty nigdy mnie nie zraniłaś. - wypowiedziałem. Odpowiedziała mi cisza. Czy...nie to nie możliwe. Podniosłem jej ręke, była jak galareta.
NIE! Umarła! NIE!
Zacząłem płakać jak małe dziecko. Szybko wstałem z łóżka i ubrałem spodnie, po czym wybiegłem z pokoju i zacząłem się wydzierać. Skuliłem się i usiadłem na podłodze. Z pokojów wypadli chłopcy.
-Harry, co jest?! - wydarł się Zayn.
-Ona.....ona nie żyje. - oznajmiłem i zacząłem gorzko płakać. Malik patrzył na mnie w osłupieniu, tak jak reszta. Weszli powoli do pokoju.
-Czemu ona jest do cholery goła?! - wydarł się Lou.
-Może lepiej się spytaj czemu jest martwa,co?! - wrzasnął Liam.
Tej nocy żaden z nas nie zasnął. Wszyscy byliśmy wlepieni w jeden standardowy punkt. Teraz nie czuję nic, moje serce jest martwe,tak samo jak miłość mojego życia. Moje uczucia wygasają. Czuję jakbym nie miał duszy. Już nie mam po co żyć.
*****************************************************************
Wybaczcie,że taki smutny,ale no cóż. Pisałyśmy go obie // mix i shake
sobota, 3 sierpnia 2013
Rozdział 18
Wszystko kiedyś dobiega końca. Życie też. Moje dobiega już niedługo. Dziś postanowiliśmy pochodzić po mieścia i porobić sobie zdjęcia. Więc wstałam,jak zwykle wzięłam prysznic,ubrałam się i zeszłam na dół. W kuchni JAK ZWYKLE paradował mój brat w bokserkach,za to w salonie można było zobaczyć Louisa i Nialla również w bokserkach. Liam natomiast miał na sobie spodnie. Usiadłam wygodnie na blacie w kuchni i przypatrywałam się Malikowi. Zwinnie obracał naleśniki z jednej na drugą stronę przypiekając je. Jak zawodowiec.
-Zayn?
-Hm?
-Wiesz...od kiedy tu jestem nigdy nie powiedziałam ci jak bardzo za tobą tęskniłam. Wiesz, od czasów X-factora. - chłopak spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Po czym podszedł,zdjął mnie z blatu i mocno przytulił.
-Myślisz,że dlaczego przyjechałem do Bradford?
-Bo mama miała mnie dosyć?
-Nieee. Bo za tobą niewyobrażalnie tęskniłem. - obrócił mną w powietrzu i znów posadził na blacie.
-Wiesz...Zayn. Kocham cię. -zalałam się rumieńcem.
-Ja ciebie też,tylko że mocniej. Dlatego nie chce cie stracić. Dlatego wczoraj płakałem.
-Ja zawsze będę przy tobie. - w tym czasie do kuchni zdążyli już przyjść wszyscy, oprócz Lokersa. - Przy was.
-A my przy tobie. - odezwał się Lou.
-Będę wam pomagać jak tylko będę mogła. W trasach,koncertach. We wszystkim,ale obiecajcie mi coś. - chłopcy widocznie czekali na to co mieli mi obiecać. - Obiecajcie,że nigdy o mnie nie zapomnicie,dobrze?
-O swojej jedynej siostrze? - Zayn przytulił mnie mocno,po czym wszyscy też się do nas przytulili. -Nigdy. - powiedzieli chórem. Wow,jak oni to robią?
-Wow,chyba nie załapałem się na sentymenty...- do kuchni wszedł Loczek. Również w bokserkach.
-No chyba nie. - zaśmiał się Niall, klepiąc go po plecach. Harry podszedł do mnie i mocno przytulił podnosząc do góry.
-A ty? Nie zapomnisz o mnie? - spytałam. W oczach miałam morze łez.
-Nigdy w życiu. Nie mógłbym. Ale tak jak powiedziałaś, my się nie rozstaniemy,bo zawsze będziemy przy sobie. - dodał uśmiechając się i delikatnie mnie pocałował.
Gdy już wszyscy przestaliśmy ryczeć,co już się wydawało dziwne i gdy chłopcy się ubrali wreszcie poszliśmy na miasto. Robiliśmy jakieś głupie foty w różnych miejscach. Było po prostu cudownie!
~*~
I tak minęło całe 6 dni. Na zabawie.
Przyjechała też moja mama,która koniecznie chciała mnie zobaczyć.
I dostałam od chłopaków psa.
Jeśli chodzi o mnie to z każdym dniem było gorzej. Włosy zaczęły mi wypadać. Nie chciałam jeść. Nie mogłam spać. Byłam już wrakiem człowieka.
Dziś był już 6 dzień. Wieczór. Leżałam w łóżku,a wokół mnie chłopcy śpiewający jakąś znaną mi melodię. Chyba tą piosenkę przy której tańczyłam z Harrym w kawiarni.
Chciałabym żeby ten tydzień potrwał jeszcze trochę,ale nie jest mi to pisane. Najbardziej szkoda mi zostawiać Harry'ego. Bo kocham go całym swoim sercem.
-Janice. Dobranoc. - szepnął mi do ucha Lou i wszyscy opuścili mój pokój. Harry już miał zamykać drzwi,ale go zawołałam.
-Tak?
-Mógłbyś zostać ze mną dzisiaj? - zobaczyłam ten błysk w jego oku. Dobrze wiedziałam,że tego chce.
Chłopak ułożył się wygodnie. Położyłam głowę na jego torsie i rozmyślałam. Nie czułam już nic. Taka śmierć, przewidywalna, jest najgorsza. Czemu? Bo wiesz kiedy umrzesz. Wiesz kiedy odejdziesz. Boję się,że jutro zasłabnę i umrę. I już nie zobaczę wesołej twarzy Louisa, tych blond włosków Nialla, tych pięknych, czekoladowych oczu jakie ma mój brat, tych filmów,które oglądałam z Liamem, i że już nie usłysze tego miękkiego,ale z chrypką głosu Hazzy. Tego boję się najbardziej.
Nagle położyłam się całym ciałem na Stylesa. Chcę żeby ta noc była wyjątkowa.
-Czy ja dobrze odczytuję twoje intencje? - chłopak spojrzał na mnie z błyskiem w oku. Mruknęłam na zgodę.
Długo nie musiałam czekać na reakcje chłopaka,bo po chwili już napierał na mnie całym swoim ciałem.
*******************************************************************
A więc,no.....nie jestem za dobra w opisywaniu TAKICH rzeczy,więc shake je opisze //mix
-Zayn?
-Hm?
-Wiesz...od kiedy tu jestem nigdy nie powiedziałam ci jak bardzo za tobą tęskniłam. Wiesz, od czasów X-factora. - chłopak spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Po czym podszedł,zdjął mnie z blatu i mocno przytulił.
-Myślisz,że dlaczego przyjechałem do Bradford?
-Bo mama miała mnie dosyć?
-Nieee. Bo za tobą niewyobrażalnie tęskniłem. - obrócił mną w powietrzu i znów posadził na blacie.
-Wiesz...Zayn. Kocham cię. -zalałam się rumieńcem.
-Ja ciebie też,tylko że mocniej. Dlatego nie chce cie stracić. Dlatego wczoraj płakałem.
-Ja zawsze będę przy tobie. - w tym czasie do kuchni zdążyli już przyjść wszyscy, oprócz Lokersa. - Przy was.
-A my przy tobie. - odezwał się Lou.
-Będę wam pomagać jak tylko będę mogła. W trasach,koncertach. We wszystkim,ale obiecajcie mi coś. - chłopcy widocznie czekali na to co mieli mi obiecać. - Obiecajcie,że nigdy o mnie nie zapomnicie,dobrze?
-O swojej jedynej siostrze? - Zayn przytulił mnie mocno,po czym wszyscy też się do nas przytulili. -Nigdy. - powiedzieli chórem. Wow,jak oni to robią?
-Wow,chyba nie załapałem się na sentymenty...- do kuchni wszedł Loczek. Również w bokserkach.
-No chyba nie. - zaśmiał się Niall, klepiąc go po plecach. Harry podszedł do mnie i mocno przytulił podnosząc do góry.
-A ty? Nie zapomnisz o mnie? - spytałam. W oczach miałam morze łez.
-Nigdy w życiu. Nie mógłbym. Ale tak jak powiedziałaś, my się nie rozstaniemy,bo zawsze będziemy przy sobie. - dodał uśmiechając się i delikatnie mnie pocałował.
Gdy już wszyscy przestaliśmy ryczeć,co już się wydawało dziwne i gdy chłopcy się ubrali wreszcie poszliśmy na miasto. Robiliśmy jakieś głupie foty w różnych miejscach. Było po prostu cudownie!
~*~
I tak minęło całe 6 dni. Na zabawie.
Przyjechała też moja mama,która koniecznie chciała mnie zobaczyć.
I dostałam od chłopaków psa.
Jeśli chodzi o mnie to z każdym dniem było gorzej. Włosy zaczęły mi wypadać. Nie chciałam jeść. Nie mogłam spać. Byłam już wrakiem człowieka.
Dziś był już 6 dzień. Wieczór. Leżałam w łóżku,a wokół mnie chłopcy śpiewający jakąś znaną mi melodię. Chyba tą piosenkę przy której tańczyłam z Harrym w kawiarni.
Chciałabym żeby ten tydzień potrwał jeszcze trochę,ale nie jest mi to pisane. Najbardziej szkoda mi zostawiać Harry'ego. Bo kocham go całym swoim sercem.
-Janice. Dobranoc. - szepnął mi do ucha Lou i wszyscy opuścili mój pokój. Harry już miał zamykać drzwi,ale go zawołałam.
-Tak?
-Mógłbyś zostać ze mną dzisiaj? - zobaczyłam ten błysk w jego oku. Dobrze wiedziałam,że tego chce.
Chłopak ułożył się wygodnie. Położyłam głowę na jego torsie i rozmyślałam. Nie czułam już nic. Taka śmierć, przewidywalna, jest najgorsza. Czemu? Bo wiesz kiedy umrzesz. Wiesz kiedy odejdziesz. Boję się,że jutro zasłabnę i umrę. I już nie zobaczę wesołej twarzy Louisa, tych blond włosków Nialla, tych pięknych, czekoladowych oczu jakie ma mój brat, tych filmów,które oglądałam z Liamem, i że już nie usłysze tego miękkiego,ale z chrypką głosu Hazzy. Tego boję się najbardziej.
Nagle położyłam się całym ciałem na Stylesa. Chcę żeby ta noc była wyjątkowa.
-Czy ja dobrze odczytuję twoje intencje? - chłopak spojrzał na mnie z błyskiem w oku. Mruknęłam na zgodę.
Długo nie musiałam czekać na reakcje chłopaka,bo po chwili już napierał na mnie całym swoim ciałem.
*******************************************************************
A więc,no.....nie jestem za dobra w opisywaniu TAKICH rzeczy,więc shake je opisze //mix
Rozdział 17
Wszystko zatrzymało mi się przed oczami. Te wszystkie wydarzenia. Ta krew,powiedzienie sobie "kocham". To wszystko....skończone?
Znów wróciła mi widoczność. Widziałam Harry'ego,który krzyczał na całe pomieszczenie, widziałam i słyszałam. Widziałam też zapłakanego Zayna. Louisa,który stał przy oknie powstrzymując płacz. Liam wybiegł z sali,jednak nadal widziałam go przez tą małą szybkę w ścianie. A Niall? Wtulił się w mój brzuch i płakał. Zdecydowanie płakał,bo czułam jak kołdra staje się mokra. Chyba jej nie obślinił?
Jedynym słowem : Strach. Czuli go. Wszyscy,wszyscy prócz mnie.
"Nie boję się niczego" - moje wcześniejsze motto życiowe.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Ale czemu?
Chyba jeszcze do mnie nie doszło,że umrę. A może w ogóle nie powinno do mnie to docierać?
-Chłopcy. - wyszeptałam. Wszyscy odwrócili się w moją stronę,a Payne wszedł do sali. - To jeszcze nie oznacza,że wy umieracie. Po co płaczecie? Przecież to nie wam zostało pare miesięcy życia.
-Czy ty nie rozumiesz,że to ty jesteś wszystkim co mam?!?! Moim całym życiem!!! Zrozum to wreszcie!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyknął Harry na całe gardło. - Nie chce stracić kogoś kto jest dla mnie wszystkim! - dodał już delikatniej.
-Ale przecież nie stracisz.
-Jak to nie? - loczek wytarł łzy,które leciały w takich ilościach,że możnaby pomyśleć,że ktoś wylał na niego wiadro wody.
-No nie. Nawet jeśli umrę,to będę ciągle tu. - pokazałam na miejsce,gdzie znajduje się serce. - Zawsze tu będę. Zawsze. - chłopak wybuchł płaczem i wybiegł z sali. - Niall, mam prośbę.
-Co tylko chcesz. - blondyn otarł policzki i spojrzał się na mnie.
-Pilnuj Stylesa. Nie chce żeby sobie coś zrobił,dobrze? Skoro mam raka to oczywiste,że umrę, a nie wiem jaka będzie jego reakcja na to,że mnie nie ma. - Horan wstał i pobiegł za Lokersem. - A więc,Zayn? Ile czasu mi zostało?
-Tydzień.
-A więc, ten tydzień będzie Tygodniem Janice. - stwierdziłam i mocno przytuliłam brata. -Ale wiecie co? - uśmiechnęłam się chytrze. - Chce umrzeć w domu, nie w szpitalu. Tu jest tak biało.
-No to zabieramy cie stąd. - uśmiechnął się do mnie Louis. On jeden pogodził się z tym,że mam raka. I za to go kocham. Odwzajemniłam uśmiech i przyciągnęłam Tomlinsona do siebie,po czym mocno go przytuliłam.
Tak jak mówiłam, tak zrobiłam,bo jakoś popołudniu wszyscy siedzieliśmy już przed telewizorem. Chłopakom smutna mina nie schodziła z twarzy,ale ja byłam zadowolona,że chociaż ten tydzień nacieszę się życiem. Wstałam z kanapy i stanęłam przed nimi.
-Słuchajcie. Jestem chora,mam raka, to fakt. Został mi tydzień, to też fakt. Proszę was, bądźcie tacy jak kiedyś. Nie chcę was tam u góry pamiętać takich smutnych. Nazwijmy ten tydzień Tygodniem Janice. Zróbmy wszystko co szalone i przyjemne. Nie chce żadnych pożegnań, bo wcale nie będę się z wami rozstawać. Kiedyś każdy umrze. Mój termin kończy się za tydzień, więc wykorzystajmy ten czas jak najlepiej można. Wiem,że to smutne tracić kogoś bliskiego. Sama straciłam tatę. Ale tak jak to on powiedział: Śmierć to tylko kolejny etap,więc błagam was zapomnijmy o tym chociaż na moment i cieszmy się chwilą! Zgoda? - chwyciłam się rękoma na biodrach.
-Zgoda. -odparli wszyscy razem.
-Noi super! - wyszczerzyłam się i włączyłam film.
Znów wróciła mi widoczność. Widziałam Harry'ego,który krzyczał na całe pomieszczenie, widziałam i słyszałam. Widziałam też zapłakanego Zayna. Louisa,który stał przy oknie powstrzymując płacz. Liam wybiegł z sali,jednak nadal widziałam go przez tą małą szybkę w ścianie. A Niall? Wtulił się w mój brzuch i płakał. Zdecydowanie płakał,bo czułam jak kołdra staje się mokra. Chyba jej nie obślinił?
Jedynym słowem : Strach. Czuli go. Wszyscy,wszyscy prócz mnie.
"Nie boję się niczego" - moje wcześniejsze motto życiowe.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Ale czemu?
Chyba jeszcze do mnie nie doszło,że umrę. A może w ogóle nie powinno do mnie to docierać?
-Chłopcy. - wyszeptałam. Wszyscy odwrócili się w moją stronę,a Payne wszedł do sali. - To jeszcze nie oznacza,że wy umieracie. Po co płaczecie? Przecież to nie wam zostało pare miesięcy życia.
-Czy ty nie rozumiesz,że to ty jesteś wszystkim co mam?!?! Moim całym życiem!!! Zrozum to wreszcie!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyknął Harry na całe gardło. - Nie chce stracić kogoś kto jest dla mnie wszystkim! - dodał już delikatniej.
-Ale przecież nie stracisz.
-Jak to nie? - loczek wytarł łzy,które leciały w takich ilościach,że możnaby pomyśleć,że ktoś wylał na niego wiadro wody.
-No nie. Nawet jeśli umrę,to będę ciągle tu. - pokazałam na miejsce,gdzie znajduje się serce. - Zawsze tu będę. Zawsze. - chłopak wybuchł płaczem i wybiegł z sali. - Niall, mam prośbę.
-Co tylko chcesz. - blondyn otarł policzki i spojrzał się na mnie.
-Pilnuj Stylesa. Nie chce żeby sobie coś zrobił,dobrze? Skoro mam raka to oczywiste,że umrę, a nie wiem jaka będzie jego reakcja na to,że mnie nie ma. - Horan wstał i pobiegł za Lokersem. - A więc,Zayn? Ile czasu mi zostało?
-Tydzień.
-A więc, ten tydzień będzie Tygodniem Janice. - stwierdziłam i mocno przytuliłam brata. -Ale wiecie co? - uśmiechnęłam się chytrze. - Chce umrzeć w domu, nie w szpitalu. Tu jest tak biało.
-No to zabieramy cie stąd. - uśmiechnął się do mnie Louis. On jeden pogodził się z tym,że mam raka. I za to go kocham. Odwzajemniłam uśmiech i przyciągnęłam Tomlinsona do siebie,po czym mocno go przytuliłam. Tak jak mówiłam, tak zrobiłam,bo jakoś popołudniu wszyscy siedzieliśmy już przed telewizorem. Chłopakom smutna mina nie schodziła z twarzy,ale ja byłam zadowolona,że chociaż ten tydzień nacieszę się życiem. Wstałam z kanapy i stanęłam przed nimi.
-Słuchajcie. Jestem chora,mam raka, to fakt. Został mi tydzień, to też fakt. Proszę was, bądźcie tacy jak kiedyś. Nie chcę was tam u góry pamiętać takich smutnych. Nazwijmy ten tydzień Tygodniem Janice. Zróbmy wszystko co szalone i przyjemne. Nie chce żadnych pożegnań, bo wcale nie będę się z wami rozstawać. Kiedyś każdy umrze. Mój termin kończy się za tydzień, więc wykorzystajmy ten czas jak najlepiej można. Wiem,że to smutne tracić kogoś bliskiego. Sama straciłam tatę. Ale tak jak to on powiedział: Śmierć to tylko kolejny etap,więc błagam was zapomnijmy o tym chociaż na moment i cieszmy się chwilą! Zgoda? - chwyciłam się rękoma na biodrach.
-Zgoda. -odparli wszyscy razem.
-Noi super! - wyszczerzyłam się i włączyłam film.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












