Miałam nadzieje że to tylko głupi sen,jednak obudziłam się w innym pokoju. Przetarłam oczy. Byłam w szpitalu. Maszyna tuż obok łóżka pikała niemiłosiernie. Usiadłam na łóżku. Chciałam wstać,ale byłam podłączona jakimiś kabelkami do sprzętu i nie mogłam się ruszyć. Czułam się tak jakoś dziwnie, jak uwięziona. Nagle do sali weszła jakaś kobieta. Domyślam się że to była lekarka. Kobieta podeszła do sprzętu i obadała go wzrokiem. Już miała odejść od łóżka,ale ja jej nie pozwoliłam. Chwyciłam lekko za jej nadgarstek i przyciągnęłam na poprzednie miejsce.
-Proszę pani, co ja tu robie? -wyszeptałam. Głos nie mógł wydobyć się z mojej krtani. Lekarka usiadłam na łóżku i pogłaskała po głowie.
-Kochanie,naprawdę nic nie pamiętasz?
-Nie,nie za bardzo.
-A co pamiętasz z tamatego wydarzenia? - spytała.
-Mojego chłopaka, i ymmmm.- namyśliłam się. - krew na chodniku i na rękach.
-To dosyć dużo pamiętasz. - kobieta uśmiechnęła się lekko. - Trafiłaś tu,bo twój chłopak wezwał pogotowie. Zawdzięczasz mu dużo, bo dzięki niemu jeszcze żyjesz.
-Ale, proszę pani. Co mi jest? Czemu...ta krew...
-Jeszcze nic nie jest pewne,ale takie objawy jak wymiotowanie krwią mogą być przyczyną bardzo groźnej choroby. - od razu uśmiech na jej twarzy znikł.
-Jak groźnej? Śmiertelnej?
-Możliwe. Ale tymczasem ktoś chce cię widzieć, wpuścić?
-Ymm,dobrze. - pomachałam twierdząco głową i usiadłam na łóżku. Do pomieszczenia wpadło czterech chłopców. Wszyscy dopadli do mnie.
-Boże, Jani. Nic ci nie jest? - mówił zapłakany Zayn. Zaczął mnie całować po całej twarzy.
-Na razie nie. -westchnęłam głośno. - Co wy płakaliście? - zaśmiałam się.
-I to jak. Jak Harry nam powiedział to......- Louis nie dokończył,bo sam zaczął ryczeć. Harry,właśnie. Nie było go.
-Gdzie on jest?
-Poszedł czegoś się dowiedzieć od lekarza. -powiedział z powagą Niall.
-Aha. - uśmiechnęłam się do nich. Ci za to byli strasznie roztrzęsieni. -Eej,co się tak przejęliście? Na razie żyję,spokojnie. - pogłaskałam Horana po jego blond włoskach.
-Na razie?! - wykrzyczał Liam.
-No, lekarka powiedziała,że taka objawa jak wymiotowanie krwią to przyczyna jakiejś poważnej choroby. Możliwe że śmiertelnej. - Chłopcy zrobili wielkie oczy. Louis podszedł do okna. Słyszałam jak płacze. Zayn przytulał moją ręke wycierając nia swoje łzy. -Proszę was,bo i ja się porycze. - Czułam się co najmniej głupio,że czwórka chłopaków płacze przeze mnie. Próbowałam być silna. Tak jak kiedyś. - Jeszcze nic nie wiadomo,spokojnie. - uśmiechnęłam się do nich pogodnie,po czym przytuliłam się do Zayna. Do pokoju wszedł Harry. Wyglądał makabrycznie. Całe oczy napuchnięte od płaczu. Od razu podbiegł do mnie i mocno przytulił.
-Wszystko wporządku? -spytał się i pociągnął nosem.
-Tak,na razie tak. Dziękuję,że zadzwoniłeś na pogotowie.
-A jak miałbym nie zadzwonić? -uśmiechnął się. Wydaję mi się że sztucznie.
-Eeej,no czy ja tak źle wyglądam,że żaden z was nawet się do mnie nie uśmiechnie? - oburzyłam się i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie poprostu dobija nas fakt,że jesteś w szpitalu.
-Szpital to nic złego. Ej,możemy udawać że nic się nie stało chociaż przez chwile? Harry?
-Tak?
-Co powiedział lekarz?
-Powiedział,że ktoś z rodziny ma do niego iść. Zapomniałem,że mam wysłać Zayna. - loczek palnął się w czoło,a mulat wstał,otrzepał się i wyszedł z pomieszczenia.
-Jak on to zniósł? No wiesz...że jestem w szpitalu? - szepnęłam do Liama.
-Okropnie. -jadna łza spłynęła mi po policzku. Nie chce żeby ktoś przeze mnie płakał,a tym bardziej mój brat.
Chłopcy siedzieli ze mną dosyć długo. Oglądaliśmy mecz, śmialiśmy się ze wszystkiego. Nie było ważne,że jesteśmy w szpitalu,ważne że byliśmy razem.
Nagle do pokoju wszedł Zayn. Wszyscy zamilkliśmy. Jego mina i łzy które lały się ciurkiem, oraz oczy przepełnione bólem oznaczały coś poważnego. Niall ustąpił miejsca Malikowi. Usiadł, przełknął nerwowo ślinę i zaczął mówić.
-Jesteś chora. I to poważnie. - zaczął płakać jak małe dziecko. Otarł łzy i mówił dalej. - Masz raka.
**********************************************************
Taki trochę smutny. Co ja gadam,bardzo smutny! // mix
środa, 31 lipca 2013
wtorek, 30 lipca 2013
Rozdział 15
Siedziałam już od 10 minut na dole czekając na Stylesa. W końcu się doczekałam. Miał na sobie granatowy garnitur i czarne rurki. Włosy jak zwykle perfekcyjnie ułożone. Popatrzyłam na zegarek. -Wow,jesteś trzy minuty przed czasem. To postęp. - wyszczerzyłam się. Chłopak splótł nasze ręce i wyszliśmy z domu. Do Big Ben'a mieliśmy 10 minut drogi,więc postanowiliśmy wybrać się na spacer zamiast jechać samochodem Harry'ego. Przechodnie rzucali nam dziwne spojrzenia. Nagle podbiegła do nas zgraja fanek.
-O mój bożeee! Harry Styles! Jezus Maria! Janice Malik! - takie teksty słyszeliśmy za każdym razem gdy jakaś nastolatka się do nas zbliżała. Boże, to jakaś paranoja. Pare dziewczyn po prostu poprosiła nas o zdjęcie,ale jedna,mała dziewczynka podeszła do mnie i pociągnęła za jedną z szelek,które miałam dzisiaj na sobie. Spojrzałam gwałtownie na dół. Mała wyglądała może na 6-7 lat?
-Słucham cie? - ukucnęłam i spojrzałam w granatowe oczy dziecka.
-Mogłabyś dać mi autograf? Jestem twoją wielką fanką. - dziewczynka otworzyła zamek od bluzy ukazując koszulkę z moim zdjęciem. Łzy napłynęły mi do oczu. Tamte dziewczyny chyba już poszły bo poczułam wzrok Hazzy na mnie. Nie zwracałam na niego uwagi i patrzyłam jej nadal w oczy.
-Oczywiście,słonko. - dziewczynka podała mi trzęsącą się dłonią notesik i długopis. Nie miałam wprawy w autografach,ale narysowałam jej mój inicjał,który przeradzał się w serduszko.
-Dziękuję. Jesteś najładniejszą i najlepszą osobą jaką poznałam. Ciesze się,że Harry z tobą jest. Bardzo do siebie pasujecie. - uśmiechnęła się promiennie. Jedna,samotna łza spłynęła mi po policzku. Spojrzałam na bruneta. Uśmiechał się z podziwem. Dziewczynka chyba zauważyła,że płacze,bo zbliżyła się do mnie.
-Mogę się do ciebie przytulić?
-Oczywiście. - malutka osóbka objęła mnie ramionkami i mocno uściskała. Jeszcze bardziej się popłakałam.
-Muszę lecieć. Dziękuję bardzo,że poświęciłaś mi aż tak dużo czasu.
-To ja ci dziękuję,że mam taką fankę jak ty. - wyszeptałam do niej.
-Nie tylko mnie. -uśmiechnęłam się i pomachałam jej. Taka mała osoba może sprawić,że płacze ze szczęścia. Wstałam i otrzepałam kolana z piasku. Chłopak podszedł do mnie i mocno przytulił, po czy lekko musnął moje usta.
-Chyba masz fanki. - uśmiechnął się ukazując te swoje dołeczki.
-Chyba...- brunet przytrzymał mój policzek i otarł spływającą łze.
- No to co? Idziemy na randkę. - wyszczerzył się. Znów splótł nasze dłonie w uścisku i szliśmy przez ulice Londynu. Doszliśmy w końcu pod Big Ben'a. Tam jak zwykle trochę się poprzytulaliśmy, pogoniliśmy, porozdawaliśmy autografy, jak to w showbiznesie. Po 2 godzinach "ciężkiej" pracy poszliśmy do najbliższej kawiarenki trochę odpocząć i napić się kawy. Harry wyszeptał coś barmanowi, a ten poszedł na chwile na zaplecze. Moment potem z klitki wyszło sześciu napakowanych goryli i stanęli przy wejściach,żeby fanki nie wchodziły. Loczek wrócił do stolika z dwoma plastikowymi kubkami kawy i postawił je na stole sam siadając naprzeciwko mnie. Nagle po całym lokalu rozbrzmiał dźwięk skądś znanej mi piosenki. Harry uśmiechnął się i krzyknął żeby podgłośili. Muzyka waliła na cały lokal i nawet fanki za oknami ją słyszały,bo zaczęły skakać i tańczyć.
-Nasza piosenka! -krzyknął Styles,porywając mnie do tańca. Rzeczywiście na samym początku rozpoznałam głos Liama,a potem Hazzy, a potem Zayna. W końcu był refren i zrozumiałam o co w tej piosence chodzi. Chcą tańczyć całą noc aż wzejdzie słońce,chcą znaleźć tą jedyną i jej to powiedzieć. Harry tańczył jak szalony a na słowa "tą jedyną" przycisnął mnie do siebie i błogo pocałował. Piosenka była naprawdę niezła i można się przy niej bawić. Chyba zmienie zdanie co do takiej muzyki. Piosenka dobiegła końca, a my wróciliśmy na miejsce, po czym wyszliśmy z lokalu. Zaczął strasznie boleć mnie brzuch.
-Harry. Boli mnie brzuch. Okropnie. - skuliłam się z bólu i pisnęłam. Harry patrzył na mnie przestraszony.
-Chodź. - usadowił mnie na ławce,tuż obok siebie. -Kupie ci coś do picia,i zaraz wracam. - odpowiedziałam strasznym wrzaskiem z bólu. Czułam jakby ktoś się bawił moimi narządami. To okropnie bolało. Styles wyminął tłum fanek i znów koło mnie usiadł. Odkręcił wodę i dał mi się napić. Zakrztusiłam się i to mocno. Myślałam,że to przez wodę i ją wyplułam. Niestety nie tylko woda była na chodniku. Krew. Krew leciała mi z buzi. Zaczęłam się dusić i kaszleć krwią. Moja ręka była cała czerwona,tak jak chodnik. Byłam przerażona. Lokers zaczął płakać. Wybrał numer i wezwał pogotowie. Dostawałam jakiś drgawek, i zaczęło mi się mglić przed oczami. Coraz bardziej kaszlałam. Gdyby nie pogotowie w odpowiednim momencie to bym tu umarła. Położyli mnie na łożu i wprowadzili do karetki. Nie wpuścili Harry'ego. Zaczęłam płakać,tak jak on.
-Wpuście go tu!!! Proszę!!!! - krzyczałam pomiędzy już wymiotami krwi.
-Ten pan dołączy do nas w szpitalu. - powiedział starszy mężczyzna i szepnął coś Stylesowi. Ten tylko pokiwał głową i pomachał mi. Zaczęłam się wydzierać,że on ma tu wejść inaczej nigdzie nie jade,ale oni mnie upewnili,że Harry będzie na pewno na mnie czekał w szpitalu. Zgodziłam się.
** perspektywa Hazzy**
Odjechała. Zacząłem jeszcze bardziej płakać. Boże, co się stało?! Wiem jedno, muszę tam pojechać i być przy niej. Zadzwoniłem do Nialla.
-Niall, weź chłopaków i przyjedźcie pod Bib Ben'a! Proszę!!! Szybko!!!!!! - wydarłem się zapłakany.
-Boże, Harry. Co się stało?!?!
-Proszę,przyjedźcie wszyscy. JUŻ!!!! - rozłączyłem się. Łzy spływały coraz szybciej. Pobiegłem na parking i czekałem,aż przyjadą. Boże...co Zayn zrobi?!?!
Miałem tyle myśli. Jedna była najważniejsza : Być przy Janice, gdziekolwiek jest.
************************************************************
Powiało dramatyzmem XD
Pisałyśmy razem. Myślimy,że się spodoba i będziecie chcieli nexta? // shake i mix
poniedziałek, 29 lipca 2013
Rozdział 14
Obudziło mnie szeptanie. Mruknęłam delikatnie, przetarłam oczy i je otworzyłam. Przy samym łóżku siedział Harry. Tak się przestraszyłam,że aż pisnęłam.
-Boże,Styles. Nie strasz mnie tak! - chłopak usiadł na posłaniu. Dosiadłam się. - Co jest? -pomasowałam go po plecach. Chłopaka przeszedł chyba delikatny dreszcz.
-Ja chyba nie dam rady.
-Ale czego nie dasz rady?
-Tego udawania. Wiesz.....poznałem kogoś. Ona...ona jest taka naturalna,a zarazem taka piękna. Zakochałem się w niej już dawno,ale nigdy nie umiałem jej tego powiedzieć. Zawsze gdy ją przytulam to...to czuje to coś. Myśle że to ta jedyna, co mam zrobić? - no tak. Na co ja liczyłam? Że taki ktoś jak Harry Styles pokocha kogoś takiego jak ja? A może ja rzeczywiście się w nim zakochałam? Chyba trochę za późno to do mnie doszło.
-Wiesz, przede wszystkim powinieneś jej powiedzieć,że się w niej zakochałeś, noi że jest tą jedyną. Tak sobie myśle,że musisz ją zabrać w jakieś miejsce,w którym jeszcze nigdy nie była i tam jej to powiedzieć,żeby wyszło,że jesteś romantyczny,wiesz...- chłopak przez chwile patrzył się na mnie jakby czekał żebym coś zrobiła,więc wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Stanęłam twarzą w stronę lustra i oparłam się rękoma o umywalkę, po czym głęboko odetchnęłam,żeby tylko nie płakać. Niestety jedna,samotna łza spłynęła po moim policzku. Słyszałam jak ktoś wchodzi do środka,więc szybko otarłam mokry ślad i odwróciłam się w stronę drzwi. Stał tam. Podszedł do mnie i przytulił od tyłu.
-Myślisz,że dam radę jej to powiedzieć? - powstrzymywałam łzy,które chciały wydostać się na wolność.
-Ja to wiem,Harry. Leć jej to powiedzieć,zanim ktoś cie wyprzedzi. - powiedziałam załamanym głosem. O nie, nie może się domyślić.
-Mogę wypróbować to na tobie? - przełknęłam nerwowo śline i odwróciłam się do niego przodem.
-Jasne,tylko może jak nie będę w piżamach,co?
-Tak jest dobrze.
-Okej. - przewróciłam oczami,jakby w ogóle mi na tym nie zależało,chociaż cholernie zależało.
-Od kiedy cie poznałem wiedziałem,że coś do ciebie czuje. Teraz to uczucie się powiększa, z każdym dniem,godziną,minutą,sekundą. Przy tobie już nie jestem sobą,albo może jestem,sam nie wiem, bo szaleję za tobą jak mało kto i nawet teraz nie umiem się wypowiedzieć. Niedawno umarli mi rodzice,niedługo jest ich pogrzeb. Czemu się uśmiecham,każdego dnia kiedy wstaję z łóżka? Bo widzę,słyszę,czuję ciebie. Ty jesteś tą jedyną i chce żebyś to wiedziała. - te słowa zadziałały na mnie jak wyciskacz łez. Tak bardzo chciałabym,żeby te słowa były skierowane do mnie. Łzy leciały stróżkami tworząc ślady na moim policzku. - Czemu płaczesz,Janice?
-Bo bardzo wzruszył mnie ten fragment o pogrzebie. No to idź jej to powiedz. Idź!
-Wiesz...właściwie to już jej to powiedziałem. - zrobiłam duże oczy .
-No to po co mi to mówiłeś?
-Bo to było do ciebie. - moje oczy chyba wyskoczyły z orbit. Że co proszę? To wszystko co powiedział. Aaalee,że co?!?!?!
-Że co proszę?!
-Janice,jeśli ty tego nie czujesz,poprostu powiedz. Bądź ze mną szczera w zupełności, chcę tego. - nie odezwałam się. Nie wiedziałam nawet co powiedzieć. Chłopak wycofał się,ale złapałam go za ręke.
-Wczoraj sama się zastanawiałam czy naprawdę się w tobie zakochałam,ale dzisiaj jestem na 100% pewna,że tak. Kocham cię,Harry. - łzy znowu spłynęły mi po policzkach.
-Nawet nie wiesz jak długo czekałem,aż to powiesz. Ja ciebie też. - powiedział lekko i złożył namiętny pocałunek na moich ustach.
-Wiesz jakie są tego plusy? - powiedział rozbawiony gdy już się od siebie odewaliśmy.
-Jakie? -spytałam zaciekawiona.
-Nie musimy już udawać. - uśmiechnął się i znów mnie pocałował tym razem podnosząc mnie do góry. Do łazienki wpadli chłopcy. Zaczęli klaskać i gwizdać. Coś mi się widzi,że wszystko słyszeli. Zmartwiło mnie to,że nie było z nimi Louisa,ale znając jego pewnie ogląda telewizje,albo siedzi w pokoju. Tak bardzo się cieszyłam. To takie cudowne uczucie mieć takich przyjaciół i.....chłopaka.
Zeszliśmy wszyscy na dół. Ja z Harrym i Niallem poszliśmy do kuchni,a Zayn i Liam zostali w salonie.
-Więc...gołąbeczki,musicie powiedzieć Paulowi,że jesteście razem na serio.
-A to po co? - spytał z dziwną miną Harry.
-No bo jak on to wczoraj powiedział, jak wasz "związek" zejdzie z gazet, to będziecie musieli się "pokłócić" a potem "zerwać" - chłopak robił znowu ten znak co Paul. To wkurzające,ale to prawda. Rany,i co teraz?
-Fakt. - brunet złapał się za brodę. - Powiemy mu o tym jak będziemy musieli się "pokłócić",co słonko? - chłopak podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Okej,tak zrobimy,bo wsumie randki mi pasują. - uśmiechnęłam się. Loczek delikatnie musnął moje usta.
-Dobra,oszczędźcie sobie tego w kuchni. Tutaj się je. - Horan skrzywił się i poszedł do chłopaków. Oboje zaczęliśmy się z niego śmiać i również poszliśmy do salonu.
Okazało się,że Liam puścił jak zwykle Toy Story.
-Ranyy,Liam. Ile jeszcze? -jęknął Zayn przeciągając się na kanapie. Uśmiechnęłam się na widok brata i się dosiadłam,tym samym ciągnąc za sobą Hazze,który usiadł obok Horana na podłodze.
-Co,Malik? Nie pasuje ci może ten film. - Payne podszedł do Zapa i zaczął kręcić ramionami coś w stylu "fikasz?fikasz?".
-Yyyy,no nie pasuje,właśnie o tym mówie. - powiedział i odepchnął chłopaka nogą.
-Luuudzie. - zaciągnęłam i wstałam przełączyć film.
-No wiecie? Żeby moja dziewczyna musiała za was robić? -brunet wstał,chwycił moją ręke,ucałował i szepnął na ucho "siadaj,skarbie". Nie wiem czemu,ale po prostu aż zrobiło mi się gorąco. Usiadłam spowrotem obok mulata i przyglądałam się Lokersowi. W końcu wybrał jakąś płyte i wsadził ją do odtwarzacza i usiadł na swoim miejscu. Oparł głowę o moje kolana i oglądaliśmy. Okazało się,że Styles włączył Harry'ego Pottera, i jak się potem okazało jak ktoś w telewizorze zawołał "Harry" Lokers powtarzał "co?". Z nimi nie da się normalnie oglądać filmu,ale przesłanie możnaby powiedzieć bajki zrozumiałam. Po niecałych 2 godzinach film się skończył,wielka szkoda,bo był naprawdę fajny,ale doszłam do wniosku,że muszę obejrzeć 1,2 i 3 część,żeby do końca rozumieć o co chodzi. Chciałam już iść na górę,ale zatrzymał mnie już mój chłopak. Prawdziwy chłopak i pokazał mi ekran telefonu. Znów sms od Paula:
"Ślicznie wam wczoraj poszło. Powiedz małej,że kase i tak dostanie. A co do dzisiaj, to macie plany. A więc pójdziecie dziś pod Big Ben'a i połazicie po centrum. Wskazana byłaby też kawiarenka i mała czarna. Nie żałujcie sobie czułości,będzie o wiele więcej paparazzi. Przypominam o jutrzejszej premierze. Powodzenia."
-Więc,chyba mamy plany. - uśmiechnęłam się.
-Chyba tak. No to co? Za pół godziny na dole?
-Ok. - chłopak chwycił mnie w talii i przytrzymał w pocałunku, po czym poszedł na górę. Znowu musze się ładnie ubrać,czyli znowu musze poprosić brata o pomoc.
-Zayn!
-Co jest?! -krzyknął z kuchni.
-Idę na randkę! - mulat przybiegł,po czym w biegu chwycił mnie za ręke i pociągnął po schodach. Zaśmiałam się głośno. Ciekawe jak ta randka/"randka" będzie wyglądała?
:D // mix
-Boże,Styles. Nie strasz mnie tak! - chłopak usiadł na posłaniu. Dosiadłam się. - Co jest? -pomasowałam go po plecach. Chłopaka przeszedł chyba delikatny dreszcz.
-Ja chyba nie dam rady.
-Ale czego nie dasz rady?
-Tego udawania. Wiesz.....poznałem kogoś. Ona...ona jest taka naturalna,a zarazem taka piękna. Zakochałem się w niej już dawno,ale nigdy nie umiałem jej tego powiedzieć. Zawsze gdy ją przytulam to...to czuje to coś. Myśle że to ta jedyna, co mam zrobić? - no tak. Na co ja liczyłam? Że taki ktoś jak Harry Styles pokocha kogoś takiego jak ja? A może ja rzeczywiście się w nim zakochałam? Chyba trochę za późno to do mnie doszło.
-Wiesz, przede wszystkim powinieneś jej powiedzieć,że się w niej zakochałeś, noi że jest tą jedyną. Tak sobie myśle,że musisz ją zabrać w jakieś miejsce,w którym jeszcze nigdy nie była i tam jej to powiedzieć,żeby wyszło,że jesteś romantyczny,wiesz...- chłopak przez chwile patrzył się na mnie jakby czekał żebym coś zrobiła,więc wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Stanęłam twarzą w stronę lustra i oparłam się rękoma o umywalkę, po czym głęboko odetchnęłam,żeby tylko nie płakać. Niestety jedna,samotna łza spłynęła po moim policzku. Słyszałam jak ktoś wchodzi do środka,więc szybko otarłam mokry ślad i odwróciłam się w stronę drzwi. Stał tam. Podszedł do mnie i przytulił od tyłu.
-Myślisz,że dam radę jej to powiedzieć? - powstrzymywałam łzy,które chciały wydostać się na wolność.
-Ja to wiem,Harry. Leć jej to powiedzieć,zanim ktoś cie wyprzedzi. - powiedziałam załamanym głosem. O nie, nie może się domyślić.
-Mogę wypróbować to na tobie? - przełknęłam nerwowo śline i odwróciłam się do niego przodem.
-Jasne,tylko może jak nie będę w piżamach,co?
-Tak jest dobrze.
-Okej. - przewróciłam oczami,jakby w ogóle mi na tym nie zależało,chociaż cholernie zależało.
-Od kiedy cie poznałem wiedziałem,że coś do ciebie czuje. Teraz to uczucie się powiększa, z każdym dniem,godziną,minutą,sekundą. Przy tobie już nie jestem sobą,albo może jestem,sam nie wiem, bo szaleję za tobą jak mało kto i nawet teraz nie umiem się wypowiedzieć. Niedawno umarli mi rodzice,niedługo jest ich pogrzeb. Czemu się uśmiecham,każdego dnia kiedy wstaję z łóżka? Bo widzę,słyszę,czuję ciebie. Ty jesteś tą jedyną i chce żebyś to wiedziała. - te słowa zadziałały na mnie jak wyciskacz łez. Tak bardzo chciałabym,żeby te słowa były skierowane do mnie. Łzy leciały stróżkami tworząc ślady na moim policzku. - Czemu płaczesz,Janice?
-Bo bardzo wzruszył mnie ten fragment o pogrzebie. No to idź jej to powiedz. Idź!
-Wiesz...właściwie to już jej to powiedziałem. - zrobiłam duże oczy .
-No to po co mi to mówiłeś?
-Bo to było do ciebie. - moje oczy chyba wyskoczyły z orbit. Że co proszę? To wszystko co powiedział. Aaalee,że co?!?!?!
-Że co proszę?!
-Janice,jeśli ty tego nie czujesz,poprostu powiedz. Bądź ze mną szczera w zupełności, chcę tego. - nie odezwałam się. Nie wiedziałam nawet co powiedzieć. Chłopak wycofał się,ale złapałam go za ręke.
-Wczoraj sama się zastanawiałam czy naprawdę się w tobie zakochałam,ale dzisiaj jestem na 100% pewna,że tak. Kocham cię,Harry. - łzy znowu spłynęły mi po policzkach.
-Nawet nie wiesz jak długo czekałem,aż to powiesz. Ja ciebie też. - powiedział lekko i złożył namiętny pocałunek na moich ustach.
-Wiesz jakie są tego plusy? - powiedział rozbawiony gdy już się od siebie odewaliśmy.
-Jakie? -spytałam zaciekawiona.
-Nie musimy już udawać. - uśmiechnął się i znów mnie pocałował tym razem podnosząc mnie do góry. Do łazienki wpadli chłopcy. Zaczęli klaskać i gwizdać. Coś mi się widzi,że wszystko słyszeli. Zmartwiło mnie to,że nie było z nimi Louisa,ale znając jego pewnie ogląda telewizje,albo siedzi w pokoju. Tak bardzo się cieszyłam. To takie cudowne uczucie mieć takich przyjaciół i.....chłopaka.
Zeszliśmy wszyscy na dół. Ja z Harrym i Niallem poszliśmy do kuchni,a Zayn i Liam zostali w salonie.
-Więc...gołąbeczki,musicie powiedzieć Paulowi,że jesteście razem na serio.
-A to po co? - spytał z dziwną miną Harry.
-No bo jak on to wczoraj powiedział, jak wasz "związek" zejdzie z gazet, to będziecie musieli się "pokłócić" a potem "zerwać" - chłopak robił znowu ten znak co Paul. To wkurzające,ale to prawda. Rany,i co teraz?
-Fakt. - brunet złapał się za brodę. - Powiemy mu o tym jak będziemy musieli się "pokłócić",co słonko? - chłopak podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Okej,tak zrobimy,bo wsumie randki mi pasują. - uśmiechnęłam się. Loczek delikatnie musnął moje usta.
-Dobra,oszczędźcie sobie tego w kuchni. Tutaj się je. - Horan skrzywił się i poszedł do chłopaków. Oboje zaczęliśmy się z niego śmiać i również poszliśmy do salonu.
Okazało się,że Liam puścił jak zwykle Toy Story.
-Ranyy,Liam. Ile jeszcze? -jęknął Zayn przeciągając się na kanapie. Uśmiechnęłam się na widok brata i się dosiadłam,tym samym ciągnąc za sobą Hazze,który usiadł obok Horana na podłodze.
-Co,Malik? Nie pasuje ci może ten film. - Payne podszedł do Zapa i zaczął kręcić ramionami coś w stylu "fikasz?fikasz?".
-Yyyy,no nie pasuje,właśnie o tym mówie. - powiedział i odepchnął chłopaka nogą.
-Luuudzie. - zaciągnęłam i wstałam przełączyć film.
-No wiecie? Żeby moja dziewczyna musiała za was robić? -brunet wstał,chwycił moją ręke,ucałował i szepnął na ucho "siadaj,skarbie". Nie wiem czemu,ale po prostu aż zrobiło mi się gorąco. Usiadłam spowrotem obok mulata i przyglądałam się Lokersowi. W końcu wybrał jakąś płyte i wsadził ją do odtwarzacza i usiadł na swoim miejscu. Oparł głowę o moje kolana i oglądaliśmy. Okazało się,że Styles włączył Harry'ego Pottera, i jak się potem okazało jak ktoś w telewizorze zawołał "Harry" Lokers powtarzał "co?". Z nimi nie da się normalnie oglądać filmu,ale przesłanie możnaby powiedzieć bajki zrozumiałam. Po niecałych 2 godzinach film się skończył,wielka szkoda,bo był naprawdę fajny,ale doszłam do wniosku,że muszę obejrzeć 1,2 i 3 część,żeby do końca rozumieć o co chodzi. Chciałam już iść na górę,ale zatrzymał mnie już mój chłopak. Prawdziwy chłopak i pokazał mi ekran telefonu. Znów sms od Paula:
"Ślicznie wam wczoraj poszło. Powiedz małej,że kase i tak dostanie. A co do dzisiaj, to macie plany. A więc pójdziecie dziś pod Big Ben'a i połazicie po centrum. Wskazana byłaby też kawiarenka i mała czarna. Nie żałujcie sobie czułości,będzie o wiele więcej paparazzi. Przypominam o jutrzejszej premierze. Powodzenia."
-Więc,chyba mamy plany. - uśmiechnęłam się.
-Chyba tak. No to co? Za pół godziny na dole?
-Ok. - chłopak chwycił mnie w talii i przytrzymał w pocałunku, po czym poszedł na górę. Znowu musze się ładnie ubrać,czyli znowu musze poprosić brata o pomoc.
-Zayn!
-Co jest?! -krzyknął z kuchni.
-Idę na randkę! - mulat przybiegł,po czym w biegu chwycił mnie za ręke i pociągnął po schodach. Zaśmiałam się głośno. Ciekawe jak ta randka/"randka" będzie wyglądała?
:D // mix
sobota, 27 lipca 2013
Rozdział 13
Wszędzie roznosi się piękny zapach róż. Wyjątkowe słońce oświetla wszystkie zakamarki. W takim cudzie natury nie pamiętasz o zmartwieniach jakie cię dotykają, nie pamiętasz o niczym. Niestety ja nie mogłam zapomnieć,że tylko udaje. Trzymałam delikatnie ręke Harry'ego idąc przed siebie.
-To jakiś żart? Oni myślą,że my ich nie widzimy? -wyszeptałam do ucha brunetowi. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
-Pewnie tak. - teraz to on szepnął. Szliśmy tak dosyć długo. Loczek chciał iść dalej,ale ja go zatrzymałam.
-Styles, nogi mi zaraz odpadną,usiądźmy,prosze. - popatrzyłam błagalnym wzrokiem. Chłopak znów się uśmiechnął i wziął mnie na ręce. -Harry! Odstaw mnie na ziemie! Już! - krzyknęłam i zaczęłam się śmiać. Dziś wyjątkowo miałam dobry humor,więc pozwoliłam sobie na takie żarty z jego strony. Loczek zaczął mną obracać, kręcąc się na pięcie. Jeszcze głośniej się śmiałam. Nagle chłopak stracił kontrole i wylądowałam nigdzie indziej jak w fontannie. Tak,poznajcie Janice Malik i jej zabójcze szczęście. Brunet aż położył się na ziemi ze śmiechu. Haha,bardzo śmieszne,ale miałam na niego haka,którego raczej się nie spodziewał. Zaczęłam udawać że się topie, bowiem fontanna była bardzo głęboka jak na inne fontanny.
-A! Harry,idioto! Nie......- zakrztusiłam się. - Nie umiem pływać! - haha wiedziałam że zadziała. Styles spowarzniał i podbiegł do fontanny, po czym sie nad nią nachylił. Podpłynęłam nadal udając topiącą się. Po czym zanurkowałam, tak żeby to wyglądało,jakbym się utopiła, i wypłynęłam tuż przed Stylesem wciągając go za koszulke do wody.
-O nie! Teraz to na serio pożałujesz! - wykrzyczał, po czym zaczął mnie pryskać wodą. Byłam nieugięta i też go chlapałam. Nagle chłopak zniknął z mojego pola widzenia i podpłynął pod moje nogi, po czym przewrócił tak że wylądowałam na tyłku. Ałłł, to bolało. Zaczęłam go walić pięściami po plecach przez wodę. Wkońcu się wynurzył i położył centralnie na mnie,tak że nasze nosy się teraz stykały. - Teraz musimy się pocałować. - powiedział i złożył słodki pocałunek na moich ustach. Zabrało mi dech w piersiach. Przecież nie pierwszy raz się z nim całowałam. Przypomnę, prysznic, teledysk razy dwa. Więc to był jakby czwarty raz,ale poczułam jakby był pierwszy, bo był inny. Chyba czuły. No nic. Brunet wstał po czym wyciągnął do mnie ręke żebym również to zrobiła. Skorzystałam.
-No to gdzie teraz? - spytałam.
-Poopalać się a co? Chcesz wejść mokra do mojego oczka w głowie? O nie,nie.- znów splótł nasze dłonie i poszedł naprzód. - O, tu jest nieźle. - wskazał na trawnik.
-Harry. To miejsce strzeżone. Nie wolno tu leżeć. - sprostowałam i pokazałam na tabliczkę po czym jeszcze dodałam - tu nawet nie wolno stać,Styles.
-O, faktycznie. - wrócił się na chodnik.
-A może tam,co? - pokazałam na jedyne miejsce bez tabliczki.
-Tam zapewne psy robią swoje potrzeby. - uśmiechnął się i pokazał na tabliczke za krzakiem. Był na niej narysowany pies,który sika.
-O,faktycznie. - zacytowałam chłopaka z takim samym akcentem jak on. - Kto normalny stawia tabliczki za krzakiem? - prychnęłam.
-Widocznie tego nie przewidzieli. -zaśmiał się cicho.
-Ciekawe ile osób się już tam położyło. - założyłam ręce na piersi.
-Pomyślmy,chyba nikt? Zauważ,że nikt nie kąpie się w fontannie i nie suszy się na trawniku.
-Bo nikt ich tam bezczelnie nie wrzuca, i wtedy nie muszą się suszyć?
-No tak,fakt. Przepraszam, to było niechcący. - chłopak odwrócił się i spojrzał w oczy.
-Wiem przecież. Specjalnie byś mnie tam nie wrzucił.
-Czyli mi wybaczasz? - uśmiechnął się. - Księżniczko.
-Tak. Ale jest jeden warunek.
-Słucham.
-Jedziemy do domu.
-Chyba tramwajem, bo moim autkiem nie. Nie chce żeby było mokre.
-Jeśli pojedziemy tramwajem to fanki chyba cie złapią,hm?
-O,rzesz. Fakt.
-To pójdźmy na piechotę.
-Ale moje autko...
-Yhhhh,dobra. To ja pojadę autobusem a ty swoim autkiem i po krzyku. - odwróciłam się na pięcie i odeszłam. Harry nie dawał za wygraną.
-Słuchaj. Nie mogą zobaczyć,że się kłócimy.
-Ale my się nie kłócimy! -krzyknęłam. - Sory.
-Właśnie to robimy.
-Wcale nie. Daj mi spokój, i jedź swoim autkiem. -nie wierzę. Czy ja byłam na niego za to zła? Czy ja....nie, nie to nie możliwe,żebym się w nim zakochała. Nie mogę. Im dłużej tu jestem to tym bardziej zmieniam się w idiotkę,która zakochuje się w gwiezdzie. O nie. Nie ja. To niemożliwe.
-Ale wtedy wyczają,że coś się stało. - boże czy ten chłopak jest jakiś chory?! Nie mogę. Podeszłam do niego i pocałowałam go namiętnie w usta.
-Do zobaczenia kotku. Co? Nie, nie. Spokojnie. Tylko zajdę do przjaciółki i wracam do domu. Nie, sama dojade,spokojnie. - powiedziałam to spokojnie głośno,żeby usłyszeli to paparazzi. Chłopak chyba nie zaczaił. Popatrzyłam się wymownie, przytuliłam go i odeszłam. Boże co za tępak.
~*~
-Jeden ulgowy,proszę. - dosyć grubszy facet podał mi bilet po czym usiadłam na jedynym, wolnym siedzeniu,ponieważ czułam że nogi już powoli mi odpadają. Usiadłam wygodnie i przyjrzałam się butom. Włosy już prawie wyschły. Nagle usłyszałam dziwny pisk,który dolegał tuż obok mnie. Odwróciłam się. Siedziała tam dziewczyna. Na oko ze 13,14 lat. Troche się przestraszyłam,że coś jej się stało.
-Nic ci nie jest? - spytałam miło się uśmiechając.
-Nie tylko.....ty...........eeeeee...........
-Ja? Co? Chodzi ci o to że jestem mokra? - nie miałam pojęcia o co jej chodzi.
-Nie,nie o to. Ty jesteś siostrą Zayna Malika i......dziewczyną.....Harry'ego. -uśmiechnęłam się.
-Tak,to ja. Janice. - podałam jej ręke. - A ty?
-Serena.
- Miło mi cię poznać Serena.
-Boże, to naprawde ty! Mam trzy fanpage o tobie! Jesteś moją idolką.
-Ja?
-Tak,tam siedzą moje koleżanki, one też. - pokazała na siedzenie z tyłu.
-O, naprawde miło mi was poznać. Serio. -spojrzałam na dziewczyny.
-Jesteś taka ślicznaaaaa...- na te słowa w trzy westchnęły. Na mojej twarzy zagościł rumieniec. Żadko się rumieniłam,ale to był wyjątek.
-Nie, to wy jesteście śliczne,wszystkie. Wiem co mówie. Ja przy was to nic. - zaczęły się śmiać. Jedna zawzięcie coś pisała na telefonie. Chyba nawet wiem co,bo zaraz autobus opuściły wszystkie staruszki a do środka wleciało chyba z tuzin rozwrzeszczanych dziewczyn. Zaczęły się wydzierać czy to naprawde ja i robić sobie ze mną zdjęcia. Boże, to było piekło. Pytanie. Jak się stamtąd wydostać?! Przewlekłam się do kierowcy i powiedziałam,że chciałabym wyjść. Mężczyzna był na tyle mądry,że wypuścił mnie swoim wyjściem a one tam zostały. Boże. Doszłam do wniosku,że za taki środek lokomocji to ja dziękuję.
Weszłam do domu i zatrzasnęłam drzwi. Nie dość,że moje ciuchy były mokre,włosy roztrzepane, to te fanki nieźle mnie poobijały. Osunęłam sę po drzwiach i usiadłam rozprostowując nogi.
-Noi jest nasza zguba! - krzyknął Louis, po czym całą piątka stała przy mnie.
-Boże, siostra. Co się stało? Jak ty wylądasz? - Zayn odrazu do mnie doskoczył.
-Fontanna,autobus,fanki. - wydusiłam gestykulując rękoma. Mulat jak oparzony doskoczył do Loczka i popchnął go lekko.
-Miałeś jej pilnować. Czemu puściłeś ją samą?! -wydarł się. Harry chyba się strasznie przejął bo zignorował Zapa i poszedł do mnie.
-Tak strasznie cię przepraszam. Nie powinienem. Mogłem się domyślić,że tak będzie.
-Nie przepraszaj,Harry. Już wiem jak to jest mieć fanki.
-Przepraszam, to moja wina. Nie powienienem cię tu przywozić, mieszać cie w to...-jąkał się Malik.
-Zayn,zwariowałeś?! - przerwałam mu i jak na zawołanie wstałam - Dzięki tobie poznałam kogoś takiego jak Niall. - uśmiechnęłam się do blondyna. - dzięki tobie poznałam kogoś takiego jak Liam- pokazałam na chłopaka i puściłam oczko. - kogoś takiego jak Louis. - chłopak podszedł i się przytulił. - i kogoś takiego jak Harry. - przytuliłam się do Lokersa. Był bardzo zdziwiony,że się na niego nie gniewam,ale odwzajemnił gest. - No nic, idę wziąć prysznic. - pomachałam im i poszłam na górę. Tak jak planowałam wzięłam gorącą kąpiel i ubrałam już na siebie piżamy. Wyszłam z łazienki i udałam się znów do swojego pokoju. Po drodze zatrzymało mnie coś dziwnego. Drzwi od pokoju Louisa były otwarte. Otworzyłam je lekko,ale zaraz usłyszałam jego głos na dole. Weszłam do środka. Pomieszczenie było o wiele większe niż moje. Nagle moje oczy przykuł wielki,czarny fortepian na środku. I wtedy przypomniało mi się jak ja długo nie grałam. Chyba od śmierci taty.
Zasiadłam przy wielkim instrumencie. Gładziłam klawisze,aż wkońcu się odważyłam i zaczęłam grać piosenkę. Sama ją napisałam,tak jak resztę utworów. Łzy napłynęły mi do oczu. To strata chłopaka,którego kochałam zainspirowała mnie do napisania tej piosenki. Nazywał się Josh. Musiałam długo o nim zapominać,ale sprawa jest skończona.
Kiedy skończyłam i przy tym otworzyłam oczy zauważyłam,że zza drzwi wystaję pięć rozpoznawalnych głów. Westchnęłam.
-Wow,masz talent dziewczyno. - powiedział przerywając cisze Harry.
-Potwierdzam. To była twoja piosenka? - do rozmowy dołączył się Louis.
-Tak,tak. Moja. - wytarłam szybko policzek,żeby nie było widać,że płakałam. - Przepraszam Louis,ale nie grałam już od.........-nie zdążyłam dokończyć,bo przerwał mi mulat.
-Śmierci ojca. Zawsze ją do tego namawiałem,ale rezynowała.
-Właśnie. Poprostu nie mogłam się powstrzymać,ale już sobię ide. Przepraszam. -zupełnie się rozkleiłam. Harry ruszył za mną,ale Zayn go zatrzymał.
-Musi pobyć sama.
-Czemu płakała? To przeze mnie?
-Nie, jasne,że nie. Powiem wam coś. - szepnął po czym zamknął drzwi. Oczywiście że wszystko słyszałam. Ściany w tym domu są bardzo cienkie. - Jani kiedyś miała chłopaka,Josha. Zdradził ją z pierwszą lepszą,a ta zamiast poprostu o nim zapomnieć napisała piosenkę,która definitywnie z nim kończyła. Potem umarł tata,a Janice zamknęła się w sobie. Teraz jakby znowu się otwiera. Nie wiem któremu z was to zwdzięczam,ale jestem mu bardzo wdzięczny. - słysząc to wszystko zaczęłam poprostu płakać jak małe dziecko. Zayn miał racje. Byłam wtedy taka zamknięta. Zmieniłam się i wreszcie go to cieszy. Dziś w parku zapomniałam o Joshu,bo przy mnie był Harry. Czy ja naprawdę się w nim zakochałam? Czy ja naprawdę umiem kochać? Nawet nie zauważyłam kiedy ale poprostu zasnęłam.
************************************
<3 // shake i mix :))
-To jakiś żart? Oni myślą,że my ich nie widzimy? -wyszeptałam do ucha brunetowi. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
-Pewnie tak. - teraz to on szepnął. Szliśmy tak dosyć długo. Loczek chciał iść dalej,ale ja go zatrzymałam.
-Styles, nogi mi zaraz odpadną,usiądźmy,prosze. - popatrzyłam błagalnym wzrokiem. Chłopak znów się uśmiechnął i wziął mnie na ręce. -Harry! Odstaw mnie na ziemie! Już! - krzyknęłam i zaczęłam się śmiać. Dziś wyjątkowo miałam dobry humor,więc pozwoliłam sobie na takie żarty z jego strony. Loczek zaczął mną obracać, kręcąc się na pięcie. Jeszcze głośniej się śmiałam. Nagle chłopak stracił kontrole i wylądowałam nigdzie indziej jak w fontannie. Tak,poznajcie Janice Malik i jej zabójcze szczęście. Brunet aż położył się na ziemi ze śmiechu. Haha,bardzo śmieszne,ale miałam na niego haka,którego raczej się nie spodziewał. Zaczęłam udawać że się topie, bowiem fontanna była bardzo głęboka jak na inne fontanny.
-A! Harry,idioto! Nie......- zakrztusiłam się. - Nie umiem pływać! - haha wiedziałam że zadziała. Styles spowarzniał i podbiegł do fontanny, po czym sie nad nią nachylił. Podpłynęłam nadal udając topiącą się. Po czym zanurkowałam, tak żeby to wyglądało,jakbym się utopiła, i wypłynęłam tuż przed Stylesem wciągając go za koszulke do wody.
-O nie! Teraz to na serio pożałujesz! - wykrzyczał, po czym zaczął mnie pryskać wodą. Byłam nieugięta i też go chlapałam. Nagle chłopak zniknął z mojego pola widzenia i podpłynął pod moje nogi, po czym przewrócił tak że wylądowałam na tyłku. Ałłł, to bolało. Zaczęłam go walić pięściami po plecach przez wodę. Wkońcu się wynurzył i położył centralnie na mnie,tak że nasze nosy się teraz stykały. - Teraz musimy się pocałować. - powiedział i złożył słodki pocałunek na moich ustach. Zabrało mi dech w piersiach. Przecież nie pierwszy raz się z nim całowałam. Przypomnę, prysznic, teledysk razy dwa. Więc to był jakby czwarty raz,ale poczułam jakby był pierwszy, bo był inny. Chyba czuły. No nic. Brunet wstał po czym wyciągnął do mnie ręke żebym również to zrobiła. Skorzystałam.
-No to gdzie teraz? - spytałam.
-Poopalać się a co? Chcesz wejść mokra do mojego oczka w głowie? O nie,nie.- znów splótł nasze dłonie i poszedł naprzód. - O, tu jest nieźle. - wskazał na trawnik.
-Harry. To miejsce strzeżone. Nie wolno tu leżeć. - sprostowałam i pokazałam na tabliczkę po czym jeszcze dodałam - tu nawet nie wolno stać,Styles.
-O, faktycznie. - wrócił się na chodnik.
-A może tam,co? - pokazałam na jedyne miejsce bez tabliczki.
-Tam zapewne psy robią swoje potrzeby. - uśmiechnął się i pokazał na tabliczke za krzakiem. Był na niej narysowany pies,który sika.
-O,faktycznie. - zacytowałam chłopaka z takim samym akcentem jak on. - Kto normalny stawia tabliczki za krzakiem? - prychnęłam.
-Widocznie tego nie przewidzieli. -zaśmiał się cicho.
-Ciekawe ile osób się już tam położyło. - założyłam ręce na piersi.
-Pomyślmy,chyba nikt? Zauważ,że nikt nie kąpie się w fontannie i nie suszy się na trawniku.
-Bo nikt ich tam bezczelnie nie wrzuca, i wtedy nie muszą się suszyć?
-No tak,fakt. Przepraszam, to było niechcący. - chłopak odwrócił się i spojrzał w oczy.
-Wiem przecież. Specjalnie byś mnie tam nie wrzucił.
-Czyli mi wybaczasz? - uśmiechnął się. - Księżniczko.
-Tak. Ale jest jeden warunek.
-Słucham.
-Jedziemy do domu.
-Chyba tramwajem, bo moim autkiem nie. Nie chce żeby było mokre.
-Jeśli pojedziemy tramwajem to fanki chyba cie złapią,hm?
-O,rzesz. Fakt.
-To pójdźmy na piechotę.
-Ale moje autko...
-Yhhhh,dobra. To ja pojadę autobusem a ty swoim autkiem i po krzyku. - odwróciłam się na pięcie i odeszłam. Harry nie dawał za wygraną.
-Słuchaj. Nie mogą zobaczyć,że się kłócimy.
-Ale my się nie kłócimy! -krzyknęłam. - Sory.
-Właśnie to robimy.
-Wcale nie. Daj mi spokój, i jedź swoim autkiem. -nie wierzę. Czy ja byłam na niego za to zła? Czy ja....nie, nie to nie możliwe,żebym się w nim zakochała. Nie mogę. Im dłużej tu jestem to tym bardziej zmieniam się w idiotkę,która zakochuje się w gwiezdzie. O nie. Nie ja. To niemożliwe.
-Ale wtedy wyczają,że coś się stało. - boże czy ten chłopak jest jakiś chory?! Nie mogę. Podeszłam do niego i pocałowałam go namiętnie w usta.
-Do zobaczenia kotku. Co? Nie, nie. Spokojnie. Tylko zajdę do przjaciółki i wracam do domu. Nie, sama dojade,spokojnie. - powiedziałam to spokojnie głośno,żeby usłyszeli to paparazzi. Chłopak chyba nie zaczaił. Popatrzyłam się wymownie, przytuliłam go i odeszłam. Boże co za tępak.
~*~
-Jeden ulgowy,proszę. - dosyć grubszy facet podał mi bilet po czym usiadłam na jedynym, wolnym siedzeniu,ponieważ czułam że nogi już powoli mi odpadają. Usiadłam wygodnie i przyjrzałam się butom. Włosy już prawie wyschły. Nagle usłyszałam dziwny pisk,który dolegał tuż obok mnie. Odwróciłam się. Siedziała tam dziewczyna. Na oko ze 13,14 lat. Troche się przestraszyłam,że coś jej się stało.
-Nic ci nie jest? - spytałam miło się uśmiechając.
-Nie tylko.....ty...........eeeeee...........
-Ja? Co? Chodzi ci o to że jestem mokra? - nie miałam pojęcia o co jej chodzi.
-Nie,nie o to. Ty jesteś siostrą Zayna Malika i......dziewczyną.....Harry'ego. -uśmiechnęłam się.
-Tak,to ja. Janice. - podałam jej ręke. - A ty?
-Serena.
- Miło mi cię poznać Serena.
-Boże, to naprawde ty! Mam trzy fanpage o tobie! Jesteś moją idolką.
-Ja?
-Tak,tam siedzą moje koleżanki, one też. - pokazała na siedzenie z tyłu.
-O, naprawde miło mi was poznać. Serio. -spojrzałam na dziewczyny.
-Jesteś taka ślicznaaaaa...- na te słowa w trzy westchnęły. Na mojej twarzy zagościł rumieniec. Żadko się rumieniłam,ale to był wyjątek.
-Nie, to wy jesteście śliczne,wszystkie. Wiem co mówie. Ja przy was to nic. - zaczęły się śmiać. Jedna zawzięcie coś pisała na telefonie. Chyba nawet wiem co,bo zaraz autobus opuściły wszystkie staruszki a do środka wleciało chyba z tuzin rozwrzeszczanych dziewczyn. Zaczęły się wydzierać czy to naprawde ja i robić sobie ze mną zdjęcia. Boże, to było piekło. Pytanie. Jak się stamtąd wydostać?! Przewlekłam się do kierowcy i powiedziałam,że chciałabym wyjść. Mężczyzna był na tyle mądry,że wypuścił mnie swoim wyjściem a one tam zostały. Boże. Doszłam do wniosku,że za taki środek lokomocji to ja dziękuję.
Weszłam do domu i zatrzasnęłam drzwi. Nie dość,że moje ciuchy były mokre,włosy roztrzepane, to te fanki nieźle mnie poobijały. Osunęłam sę po drzwiach i usiadłam rozprostowując nogi.
-Noi jest nasza zguba! - krzyknął Louis, po czym całą piątka stała przy mnie.
-Boże, siostra. Co się stało? Jak ty wylądasz? - Zayn odrazu do mnie doskoczył.
-Fontanna,autobus,fanki. - wydusiłam gestykulując rękoma. Mulat jak oparzony doskoczył do Loczka i popchnął go lekko.
-Miałeś jej pilnować. Czemu puściłeś ją samą?! -wydarł się. Harry chyba się strasznie przejął bo zignorował Zapa i poszedł do mnie.
-Tak strasznie cię przepraszam. Nie powinienem. Mogłem się domyślić,że tak będzie.
-Nie przepraszaj,Harry. Już wiem jak to jest mieć fanki.
-Przepraszam, to moja wina. Nie powienienem cię tu przywozić, mieszać cie w to...-jąkał się Malik.
-Zayn,zwariowałeś?! - przerwałam mu i jak na zawołanie wstałam - Dzięki tobie poznałam kogoś takiego jak Niall. - uśmiechnęłam się do blondyna. - dzięki tobie poznałam kogoś takiego jak Liam- pokazałam na chłopaka i puściłam oczko. - kogoś takiego jak Louis. - chłopak podszedł i się przytulił. - i kogoś takiego jak Harry. - przytuliłam się do Lokersa. Był bardzo zdziwiony,że się na niego nie gniewam,ale odwzajemnił gest. - No nic, idę wziąć prysznic. - pomachałam im i poszłam na górę. Tak jak planowałam wzięłam gorącą kąpiel i ubrałam już na siebie piżamy. Wyszłam z łazienki i udałam się znów do swojego pokoju. Po drodze zatrzymało mnie coś dziwnego. Drzwi od pokoju Louisa były otwarte. Otworzyłam je lekko,ale zaraz usłyszałam jego głos na dole. Weszłam do środka. Pomieszczenie było o wiele większe niż moje. Nagle moje oczy przykuł wielki,czarny fortepian na środku. I wtedy przypomniało mi się jak ja długo nie grałam. Chyba od śmierci taty.
Zasiadłam przy wielkim instrumencie. Gładziłam klawisze,aż wkońcu się odważyłam i zaczęłam grać piosenkę. Sama ją napisałam,tak jak resztę utworów. Łzy napłynęły mi do oczu. To strata chłopaka,którego kochałam zainspirowała mnie do napisania tej piosenki. Nazywał się Josh. Musiałam długo o nim zapominać,ale sprawa jest skończona.
Kiedy skończyłam i przy tym otworzyłam oczy zauważyłam,że zza drzwi wystaję pięć rozpoznawalnych głów. Westchnęłam.
-Wow,masz talent dziewczyno. - powiedział przerywając cisze Harry.
-Potwierdzam. To była twoja piosenka? - do rozmowy dołączył się Louis.
-Tak,tak. Moja. - wytarłam szybko policzek,żeby nie było widać,że płakałam. - Przepraszam Louis,ale nie grałam już od.........-nie zdążyłam dokończyć,bo przerwał mi mulat.
-Śmierci ojca. Zawsze ją do tego namawiałem,ale rezynowała.
-Właśnie. Poprostu nie mogłam się powstrzymać,ale już sobię ide. Przepraszam. -zupełnie się rozkleiłam. Harry ruszył za mną,ale Zayn go zatrzymał.
-Musi pobyć sama.
-Czemu płakała? To przeze mnie?
-Nie, jasne,że nie. Powiem wam coś. - szepnął po czym zamknął drzwi. Oczywiście że wszystko słyszałam. Ściany w tym domu są bardzo cienkie. - Jani kiedyś miała chłopaka,Josha. Zdradził ją z pierwszą lepszą,a ta zamiast poprostu o nim zapomnieć napisała piosenkę,która definitywnie z nim kończyła. Potem umarł tata,a Janice zamknęła się w sobie. Teraz jakby znowu się otwiera. Nie wiem któremu z was to zwdzięczam,ale jestem mu bardzo wdzięczny. - słysząc to wszystko zaczęłam poprostu płakać jak małe dziecko. Zayn miał racje. Byłam wtedy taka zamknięta. Zmieniłam się i wreszcie go to cieszy. Dziś w parku zapomniałam o Joshu,bo przy mnie był Harry. Czy ja naprawdę się w nim zakochałam? Czy ja naprawdę umiem kochać? Nawet nie zauważyłam kiedy ale poprostu zasnęłam.
************************************
<3 // shake i mix :))
piątek, 26 lipca 2013
Rozdział 12
-Janice,obudź się!!! - ktoś skakał mi po lóżku. O nie, nic z tego.
-Możesz pomarzyć...- syknęłam.
-Proszę. Nasz menadżer,Paul chce z tobą porozmawiać. - już rozpoznawałam ten głos. Przez 16 lat słyszałam go bez przerwy.
-Po co? - wydusiłam.
-Nie wiem. Mówi że to bardzo ważne, proszę cię Jani,wstawaj,bo będę miał przesrane.
-Wygrałeś,ale potem zabierzesz mnie na pożądne śniadanie do mojej ulubionej kawiarenki.
-Oczywiście. - podał mi ręke i wstałam. - Już skompletowałem ci coś na dzisiaj. - pokazał mi rzeczy.
-Zayn,nie wiem czy wiesz,ale masz styl. Wow.
-Dobra,dobra. Leć pod prysznic. Masz 20 minut! - chwycił mnie w pasie i pomaszerował ze mną do łazienki. - Tu ci wieszam rzeczy. Proszę szybciej,siostra.- Rozejrzałam się chwile.
-A bielizna? - zaśmiałam się. Chłopak westchnął i pobiegł do mojego pokoju. Za moment przyniósł mi mój ulubiony czarny stanik i pasujące do tego majtki. - Czy ty wszystko dopasowujesz? - znów się zaśmiałam.
-Zawsze. - odwzajemnił uśmiech i wyszedł pozostawiając mi tylko 17 minut. Szybko wskoczyłam pod prysznic i zmyłam z siebie jeszcze sen. Wyszłam z kabiny. Cholera. 10 minut,a ja jeszcze musze wysuszyć włosy. Szybko się ubrałam i rozczesałam te strąki. Potem je wysuszyłam i pozostawiłam im samym się jakoś ułożyć. Krótki makijaż i moja kochana, szara smerfetka. Jeszcze zęby i gotowa. Wybiegłam z łazienki jak oparzona poleciałam na dół. W przedpokoju stał już mulat z pasującymi do mojego stroju butami. Znów się zaśmiałam.
-Będą pasować. - podał obuwie. Założyłam sprawnie czarne półbutki i byłam prawie gotowa.
-Zayn? Gdzie jest moja torebka? -chłopak wskazał palcem na Tomlinsona,który rzeczywiście ją trzymał. Podeszłam do niego.
-Tu masz wszystko co będzie ci potrzebne. Mam nadzieje,że nie masz jeszcze okresu,bo nie zapakowałem....
-Nie,nie mam. - przerwałam mu i pocałowałam w policzek. Okazało się,że nie tylko ja i Zap jedziemy,bo reszta towarzystwa już siedziała w czarnym wanie.
-Hej wam. -przywitałam się z wszystkimi. Usiadłam obok Liama i Louisa. Fajne miejsce,tyle że na przeciwko mnie siedział Harry i ciągle robił jakieś głupie miny i mnie rozśmieszał. Nie minęło dobrze 10 minut i byliśmy pod wielkim studiem. Wbiegliśmy przez szklane wrota. Chłopcy przywitali się z niejaką Clair, która była tu sekretarką i razem udaliśmy się do windy. Liam nacisnął krótko przycisk, po czym przyjechał środek lokomocji.
-Moment!-wydarł się Tommo. Wszyscy się zatrzymaliśmy. - Ta winda ma wykres ciężkości. Nie możemy nią pojechać, bo zapewne za dużo ważymy. Tu jest napisane,że winda utrzymuje do 200 kilo, a ja i Harry ważymy już co najmniej 100. - przyjrzałam się rozpisce.
-Faktycznie. - dodałam. Chyba wszyscy wpadliśmy na to w tym samym czasie,bo wystartowaliśmy na schody. Ostatni biegł jak zwykle Niall. Zdyszał się po 3 piętrze,a przecież biegliśmy na ósme. Wróciłam się i pociągnęłam go za ręke.
-Szybciej Niall. -pospieszałam go. Okej. Ósme piętro. Horan chyba tak się zmęczył,że aż się położył na podłogę, tak samo jak reszta. Na nogach zostałam tylko ja i mój brat. Prawda, my z Zaynem byliśmy strasznie wysportowani. Przybiliśmy sobie piątke i podnieśliśmy te trupy.
-To ten pokój. - wskazał mi Harry,a ja lekko uchyliłam drzwi.
-Dzień dobry. - powiedziałam do nieznanego mi jeszcze mężczyzny. Fakt,poznałam go wcześniej,na teledysku chłopaków,ale jakoś nie miałam okazji z nim porozmawiać.
-Cześć,więc to ty jesteś siostrą Malika? Tak?
-Tak,zgadza się. - uśmiechnęłam się promiennie do mężczyzny,ale ten nadal był naburmuszony. Mina mi zrzedła.
-Słuchaj,nie będę owijał w bawełnę. Postanowiłem,że na jakiś czas "zwiążesz się" z jakimś z chłopców. - mężczyzna wykonał w powietrzu znak cudzysłowiu przy słowie zwiążesz. Co to miało znaczyć,wogóle?
-Słucham? - oburzyłam się, tak samo jak chłopcy.
-Chodzi mi o to,że poudajesz na chwilę dziewczynę któregoś z nich. To będzie bardzo dobre dla zespołu. -chłopcy zamilkli.
-Mam tak po prostu udawać? Ale przecież ja nawet nie jestem sławna. Chłopcy dzięki mnie się nie wybiją.
-Chodzi o to,żeby w gazetach było głośno o jednym z nich. Rozumiesz?
-Nie za bardzo. Nie sprzedam się jak jakaś dziwka!- uderzyłam w biurko. Chłopcy spojrzeli po sobie.
-Paul,my bardzo szanujemy Janice. Nie będziemy udawać. - powiedział Liam.
-Wy nie macie nic do gadania. Jeśli Janice się nie zgodzi, to zrobi to inna. Ta propozycja jest kierowana do niej,bo na teledysku świetnie grała twoją dzieczyne, Styles.
-Ale Paul....-dodał Zayn,ale nie skończył.
-No co Malik? Chcesz,żeby jakaś lafirynda była z twoim kumplem, czy twoja siostra? -spojrzał wymownie.
-I mówi pan,że to będzie dobre dla zespołu? - wydukałam.
-Bardzo dobre.
-Więc,dobrze. Ile to ma trwać?
-Najdłużej dwa miesiące. Potem puścimy jakąś zdradę, pogodzicie się i zerwiecie i po kłopocie...a ty kochana będziesz jeszcze na tym bić kase.
-Nie zależy mi na pieniądzach,tylko na tym czy to będzie dobre dla mojego brata i moich przyjaciół.
-No proszę jaka szlachetna się trafiła,nie ma co. -uśmiechnął się do mnie. Tym razem to ja nie odwzajemniłam gestu. - A więc będziesz dziewczyną Stylesa. - spojrzałam się na chłopaka. Wyglądał jakby się przeraził,ale za bardzo mu to nie przeszkadzało. Westchnęłam.
-Ok.
-Harry będzie dostawał cynk, gdzie i kiedy macie się spotkać. Będzie tam masa paparazzich więc jedna okładka z głowy. Wszystko rozumiecie?
-Tak. -przełknęłam wielką gulę w gardle.
-A co do was,reszty. Na każdym wywiadzie na pewno będzie poruszany ich "związek" - znów to zrobił, ten cudzysłów. - więc, mówicie jak najlepiej. Że do siebie pasują,że są dla siebie stworzeni. Rozumiecie? - chłopcy pokiwali głowami. - A i pojutrze jest premiera teledysku,więc przyjdźcie. Ty też koniecznie ze Stylesem . -pokazał na mnie.
-Dobrze. -pokiwałam głową.
-Wierzę w was, do zobaczenia na premierze. Żegnam.
Wyszliśmy sflustrowani. Od razu podeszłam do Zayna.
-Nie masz mi za złe? Ja chce dobrze. Dla ciebie,dla was. - zwróciłam się do chłopaków.
-Jasne,że nie. Wręcz cie podziwiam. -przytulił mnie. -Będzie dobrze,siostra. - pocałował mnie w głowę. Po chwili wszyscy się do nas przytulili. -Nie chciałem cię wciągać w to gówno. Tak bardzo nie chciałem. - oderwałam się.
-Ale ja już w nim jestem,Zayn. Od kiedy z wami mieszkam. Nie martw się, nie dam się tak łatwo. - przytuliłam się spowrotem do piątki chłopców. Kocham właśnie takie chwile.
-No to co? Idziemy na jakieś śniadanie,hmm? - wyrwał się Louis. Uśmiechnęłam się szerzej.
-A ja wiem nawet gdzie. - powiedziałam i zaczęłam zbiegać po schodach.
~*~
-Mówiłam,że tak kawiarnia jest najlepsza na świecie. - chwyciłam Zayna i Louisa w pasie. -No to gdzie idziemy teraz?
-My chyba do domu się przebrać. - powiedział Harry patrząc w ekran telefonu.
-Hmm? - brunet pokazał mi swój telefon. Dostał smsa od Paula.
" Pierwsza randka już dzisiaj. Przebierzcie się ładnie i idźcie połazić do parku przy centrum. Najwięcej paparazzich jest właśnie tam. Nie szczędźcie czułych gestów."
-No to my chyba mamy plany. - dodałam.
-Ok,no to zobaczymy się w domu?
-Tak. - pożegnałam się z każdym i poszliśmy z Hazzą do domu. Droga minęła nam na ustalaniu szczegółów. Pierwsze spotkanie itd.
Wpadliśmy do domu.
-Ok,za pół godziny wychodzimy.
-Ok. - uśmiechnęłam się i pobiegłam na górę. Wywaliłam całą szafę ubrań. Nie mam nic co mogłabym założyć. Yhhh. Gdyby tu był Zayn. Moment. Wybrałam numer brata. Jeden sygnał...dwa....trzy.....cztery....odebrał.
-Halo?
-Nie mam się w co ubrać! - wydarłam się do słuchawki.
-Spokojnie. Więc, to jest randka. Musisz ubrać tą ładną białą bluzkę i czarne spodenki z tymi guzikami po bokach,wiesz o jakie chodzi?
-Ymmm,tak,tak,mam je. I jaka bluzka?
-Taka biała,luźna. Wisiała obok takiej sukienki w kwiatki. - tak bardzo mądrze,ale ja wszystko wywaliłam. Momencik. Mam ją.
-Ok,Zap. Mam. A buty?
-Czarne, jakiekolwiek,tylko czarne i żeby były na obcasie.
-Dzięki braciszku, do zobaczenia. - posłałam całuska do telefonu i się rozłączyłam, po czym pobiegłam do łazienki. Nie przewidziałam tego,bo przed lustrem stał Harry. Stanęłam jak wryta.
-Sorki. Chyba ty też nie masz w zwyczaju zamykania drzwi. - chłopak się uśmiechnął.
-Już wychodzę. Byłem tu tylko wziąć prysznic. - uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek. Wyszedł . Odetchnęłam i zabrałam się do pracy. Nałożyłam ciuchy. Zayn ty geniuszu. Teraz czas na makijaż. Wsumie ten co miałam był niezły. Troche go dopracowałam i był wporządku. Włosy zakręciłam u dołu,a u góry wyprostowałam,więc wyglądało to perfekcyjnie. Popsikałam się moim ulubionym perfumem i byłam gotowa. I to 10 minut przed czasem. Przepakowałam się z torebki na kopertówkę,a do buzi wrzuciłam dwie gumy.
Zeszłam na dół, o mało się nie zabijając w tych koturnach. Przed lustrem w przedpokoju stał mój "chłopak". Pierwsze wrażenie : WOW!. Drugie: ale ciacho. Trzecie : zluzuj, to tylko Styles. Zaśmiałam się pod nosem i stanęłam obok niego przy lustrze,po czym złapałam za ręke.
-Wyglądamy jak para?
-Jak dla mnie, najlepsza para pod słońcem. - uśmiechnęłam się i puściłam Loczka.
Chłopak chwycił kluczyki i jakbyśmy to uzgodnili w tym samym czasie poprawiliśmy się w lustrze. Zaśmiałam się. On też nie wytrzymał i zaczął się śmiać. Gdy już się ogarnęliśmy, Lokers otworzył mi drzwi i powiedział dokładnie to samo co ja.
-Damy mają pierwszeństwo.
-Dziękuję, Haroldzie. - po tych słowach obydwoje wybuchnęliśmy niepochamowanym śmiechem. Jeszcze w samochodzie nie mogliśmy się opanować.
~*~
-Jesteśmy, księżniczko. - Styles otworzył drzwi od samochodu. No nieźle, już tu udaje.
-Widzę,kotku. - wysiadłam.
-Pierwszy raz się tak bawię. Mam pomysł. - powiedział po czym przypchnął mnie do drzwi samochodu i przejechał ręką po moim policzku.
-Romantyk z ciebie,nie ma co. - nasze usta dzieliły milimetry,ale jeszcze nie pozwoliłam na pocałunek,więc zrobiłam śliczny unik i pociągnęłam bruneta za ręke. Chłopak splótł je i szliśmy naprzód. -Aż boję się co będzie potem. - chłopak zaczął się śmiać, na co ja też wybuchłam śmiechem.
********************************************************
So romantic <3 Co myślicie? //shake
-Możesz pomarzyć...- syknęłam.
-Proszę. Nasz menadżer,Paul chce z tobą porozmawiać. - już rozpoznawałam ten głos. Przez 16 lat słyszałam go bez przerwy.
-Po co? - wydusiłam.
-Nie wiem. Mówi że to bardzo ważne, proszę cię Jani,wstawaj,bo będę miał przesrane.
-Wygrałeś,ale potem zabierzesz mnie na pożądne śniadanie do mojej ulubionej kawiarenki.
-Oczywiście. - podał mi ręke i wstałam. - Już skompletowałem ci coś na dzisiaj. - pokazał mi rzeczy.
-Zayn,nie wiem czy wiesz,ale masz styl. Wow.
-Dobra,dobra. Leć pod prysznic. Masz 20 minut! - chwycił mnie w pasie i pomaszerował ze mną do łazienki. - Tu ci wieszam rzeczy. Proszę szybciej,siostra.- Rozejrzałam się chwile.
-A bielizna? - zaśmiałam się. Chłopak westchnął i pobiegł do mojego pokoju. Za moment przyniósł mi mój ulubiony czarny stanik i pasujące do tego majtki. - Czy ty wszystko dopasowujesz? - znów się zaśmiałam.
-Zawsze. - odwzajemnił uśmiech i wyszedł pozostawiając mi tylko 17 minut. Szybko wskoczyłam pod prysznic i zmyłam z siebie jeszcze sen. Wyszłam z kabiny. Cholera. 10 minut,a ja jeszcze musze wysuszyć włosy. Szybko się ubrałam i rozczesałam te strąki. Potem je wysuszyłam i pozostawiłam im samym się jakoś ułożyć. Krótki makijaż i moja kochana, szara smerfetka. Jeszcze zęby i gotowa. Wybiegłam z łazienki jak oparzona poleciałam na dół. W przedpokoju stał już mulat z pasującymi do mojego stroju butami. Znów się zaśmiałam.
-Będą pasować. - podał obuwie. Założyłam sprawnie czarne półbutki i byłam prawie gotowa.
-Zayn? Gdzie jest moja torebka? -chłopak wskazał palcem na Tomlinsona,który rzeczywiście ją trzymał. Podeszłam do niego.
-Tu masz wszystko co będzie ci potrzebne. Mam nadzieje,że nie masz jeszcze okresu,bo nie zapakowałem....
-Nie,nie mam. - przerwałam mu i pocałowałam w policzek. Okazało się,że nie tylko ja i Zap jedziemy,bo reszta towarzystwa już siedziała w czarnym wanie.
-Hej wam. -przywitałam się z wszystkimi. Usiadłam obok Liama i Louisa. Fajne miejsce,tyle że na przeciwko mnie siedział Harry i ciągle robił jakieś głupie miny i mnie rozśmieszał. Nie minęło dobrze 10 minut i byliśmy pod wielkim studiem. Wbiegliśmy przez szklane wrota. Chłopcy przywitali się z niejaką Clair, która była tu sekretarką i razem udaliśmy się do windy. Liam nacisnął krótko przycisk, po czym przyjechał środek lokomocji.
-Moment!-wydarł się Tommo. Wszyscy się zatrzymaliśmy. - Ta winda ma wykres ciężkości. Nie możemy nią pojechać, bo zapewne za dużo ważymy. Tu jest napisane,że winda utrzymuje do 200 kilo, a ja i Harry ważymy już co najmniej 100. - przyjrzałam się rozpisce.
-Faktycznie. - dodałam. Chyba wszyscy wpadliśmy na to w tym samym czasie,bo wystartowaliśmy na schody. Ostatni biegł jak zwykle Niall. Zdyszał się po 3 piętrze,a przecież biegliśmy na ósme. Wróciłam się i pociągnęłam go za ręke.
-Szybciej Niall. -pospieszałam go. Okej. Ósme piętro. Horan chyba tak się zmęczył,że aż się położył na podłogę, tak samo jak reszta. Na nogach zostałam tylko ja i mój brat. Prawda, my z Zaynem byliśmy strasznie wysportowani. Przybiliśmy sobie piątke i podnieśliśmy te trupy.
-To ten pokój. - wskazał mi Harry,a ja lekko uchyliłam drzwi.
-Dzień dobry. - powiedziałam do nieznanego mi jeszcze mężczyzny. Fakt,poznałam go wcześniej,na teledysku chłopaków,ale jakoś nie miałam okazji z nim porozmawiać.
-Cześć,więc to ty jesteś siostrą Malika? Tak?
-Tak,zgadza się. - uśmiechnęłam się promiennie do mężczyzny,ale ten nadal był naburmuszony. Mina mi zrzedła.
-Słuchaj,nie będę owijał w bawełnę. Postanowiłem,że na jakiś czas "zwiążesz się" z jakimś z chłopców. - mężczyzna wykonał w powietrzu znak cudzysłowiu przy słowie zwiążesz. Co to miało znaczyć,wogóle?
-Słucham? - oburzyłam się, tak samo jak chłopcy.
-Chodzi mi o to,że poudajesz na chwilę dziewczynę któregoś z nich. To będzie bardzo dobre dla zespołu. -chłopcy zamilkli.
-Mam tak po prostu udawać? Ale przecież ja nawet nie jestem sławna. Chłopcy dzięki mnie się nie wybiją.
-Chodzi o to,żeby w gazetach było głośno o jednym z nich. Rozumiesz?
-Nie za bardzo. Nie sprzedam się jak jakaś dziwka!- uderzyłam w biurko. Chłopcy spojrzeli po sobie.
-Paul,my bardzo szanujemy Janice. Nie będziemy udawać. - powiedział Liam.
-Wy nie macie nic do gadania. Jeśli Janice się nie zgodzi, to zrobi to inna. Ta propozycja jest kierowana do niej,bo na teledysku świetnie grała twoją dzieczyne, Styles.
-Ale Paul....-dodał Zayn,ale nie skończył.
-No co Malik? Chcesz,żeby jakaś lafirynda była z twoim kumplem, czy twoja siostra? -spojrzał wymownie.
-I mówi pan,że to będzie dobre dla zespołu? - wydukałam.
-Bardzo dobre.
-Więc,dobrze. Ile to ma trwać?
-Najdłużej dwa miesiące. Potem puścimy jakąś zdradę, pogodzicie się i zerwiecie i po kłopocie...a ty kochana będziesz jeszcze na tym bić kase.
-Nie zależy mi na pieniądzach,tylko na tym czy to będzie dobre dla mojego brata i moich przyjaciół.
-No proszę jaka szlachetna się trafiła,nie ma co. -uśmiechnął się do mnie. Tym razem to ja nie odwzajemniłam gestu. - A więc będziesz dziewczyną Stylesa. - spojrzałam się na chłopaka. Wyglądał jakby się przeraził,ale za bardzo mu to nie przeszkadzało. Westchnęłam.
-Ok.
-Harry będzie dostawał cynk, gdzie i kiedy macie się spotkać. Będzie tam masa paparazzich więc jedna okładka z głowy. Wszystko rozumiecie?
-Tak. -przełknęłam wielką gulę w gardle.
-A co do was,reszty. Na każdym wywiadzie na pewno będzie poruszany ich "związek" - znów to zrobił, ten cudzysłów. - więc, mówicie jak najlepiej. Że do siebie pasują,że są dla siebie stworzeni. Rozumiecie? - chłopcy pokiwali głowami. - A i pojutrze jest premiera teledysku,więc przyjdźcie. Ty też koniecznie ze Stylesem . -pokazał na mnie.
-Dobrze. -pokiwałam głową.
-Wierzę w was, do zobaczenia na premierze. Żegnam.
Wyszliśmy sflustrowani. Od razu podeszłam do Zayna.
-Nie masz mi za złe? Ja chce dobrze. Dla ciebie,dla was. - zwróciłam się do chłopaków.
-Jasne,że nie. Wręcz cie podziwiam. -przytulił mnie. -Będzie dobrze,siostra. - pocałował mnie w głowę. Po chwili wszyscy się do nas przytulili. -Nie chciałem cię wciągać w to gówno. Tak bardzo nie chciałem. - oderwałam się.
-Ale ja już w nim jestem,Zayn. Od kiedy z wami mieszkam. Nie martw się, nie dam się tak łatwo. - przytuliłam się spowrotem do piątki chłopców. Kocham właśnie takie chwile.
-No to co? Idziemy na jakieś śniadanie,hmm? - wyrwał się Louis. Uśmiechnęłam się szerzej.
-A ja wiem nawet gdzie. - powiedziałam i zaczęłam zbiegać po schodach.
~*~
-Mówiłam,że tak kawiarnia jest najlepsza na świecie. - chwyciłam Zayna i Louisa w pasie. -No to gdzie idziemy teraz?
-My chyba do domu się przebrać. - powiedział Harry patrząc w ekran telefonu.
-Hmm? - brunet pokazał mi swój telefon. Dostał smsa od Paula.
" Pierwsza randka już dzisiaj. Przebierzcie się ładnie i idźcie połazić do parku przy centrum. Najwięcej paparazzich jest właśnie tam. Nie szczędźcie czułych gestów."
-No to my chyba mamy plany. - dodałam.
-Ok,no to zobaczymy się w domu?
-Tak. - pożegnałam się z każdym i poszliśmy z Hazzą do domu. Droga minęła nam na ustalaniu szczegółów. Pierwsze spotkanie itd.
Wpadliśmy do domu.
-Ok,za pół godziny wychodzimy.
-Ok. - uśmiechnęłam się i pobiegłam na górę. Wywaliłam całą szafę ubrań. Nie mam nic co mogłabym założyć. Yhhh. Gdyby tu był Zayn. Moment. Wybrałam numer brata. Jeden sygnał...dwa....trzy.....cztery....odebrał.
-Halo?
-Nie mam się w co ubrać! - wydarłam się do słuchawki.
-Spokojnie. Więc, to jest randka. Musisz ubrać tą ładną białą bluzkę i czarne spodenki z tymi guzikami po bokach,wiesz o jakie chodzi?
-Ymmm,tak,tak,mam je. I jaka bluzka?
-Taka biała,luźna. Wisiała obok takiej sukienki w kwiatki. - tak bardzo mądrze,ale ja wszystko wywaliłam. Momencik. Mam ją.
-Ok,Zap. Mam. A buty?
-Czarne, jakiekolwiek,tylko czarne i żeby były na obcasie.
-Dzięki braciszku, do zobaczenia. - posłałam całuska do telefonu i się rozłączyłam, po czym pobiegłam do łazienki. Nie przewidziałam tego,bo przed lustrem stał Harry. Stanęłam jak wryta.
-Sorki. Chyba ty też nie masz w zwyczaju zamykania drzwi. - chłopak się uśmiechnął.
-Już wychodzę. Byłem tu tylko wziąć prysznic. - uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek. Wyszedł . Odetchnęłam i zabrałam się do pracy. Nałożyłam ciuchy. Zayn ty geniuszu. Teraz czas na makijaż. Wsumie ten co miałam był niezły. Troche go dopracowałam i był wporządku. Włosy zakręciłam u dołu,a u góry wyprostowałam,więc wyglądało to perfekcyjnie. Popsikałam się moim ulubionym perfumem i byłam gotowa. I to 10 minut przed czasem. Przepakowałam się z torebki na kopertówkę,a do buzi wrzuciłam dwie gumy. Zeszłam na dół, o mało się nie zabijając w tych koturnach. Przed lustrem w przedpokoju stał mój "chłopak". Pierwsze wrażenie : WOW!. Drugie: ale ciacho. Trzecie : zluzuj, to tylko Styles. Zaśmiałam się pod nosem i stanęłam obok niego przy lustrze,po czym złapałam za ręke.
-Wyglądamy jak para?
-Jak dla mnie, najlepsza para pod słońcem. - uśmiechnęłam się i puściłam Loczka.
Chłopak chwycił kluczyki i jakbyśmy to uzgodnili w tym samym czasie poprawiliśmy się w lustrze. Zaśmiałam się. On też nie wytrzymał i zaczął się śmiać. Gdy już się ogarnęliśmy, Lokers otworzył mi drzwi i powiedział dokładnie to samo co ja.
-Damy mają pierwszeństwo.
-Dziękuję, Haroldzie. - po tych słowach obydwoje wybuchnęliśmy niepochamowanym śmiechem. Jeszcze w samochodzie nie mogliśmy się opanować.
~*~
-Jesteśmy, księżniczko. - Styles otworzył drzwi od samochodu. No nieźle, już tu udaje.
-Widzę,kotku. - wysiadłam.
-Pierwszy raz się tak bawię. Mam pomysł. - powiedział po czym przypchnął mnie do drzwi samochodu i przejechał ręką po moim policzku.
-Romantyk z ciebie,nie ma co. - nasze usta dzieliły milimetry,ale jeszcze nie pozwoliłam na pocałunek,więc zrobiłam śliczny unik i pociągnęłam bruneta za ręke. Chłopak splótł je i szliśmy naprzód. -Aż boję się co będzie potem. - chłopak zaczął się śmiać, na co ja też wybuchłam śmiechem.
********************************************************
So romantic <3 Co myślicie? //shake
Rozdział 11
Powtarzając sobie słowa do otuchy wyszłam z samochodu i schowałam się za nim. Harry nieźle dostał w brzuch, a z doświadczenia wiem,że jak się tak dostanie to długo nie można się pozbierać. Ruszyłam w stronę łysola. Chcieli dziwki? To będą ją mieli. Zbliżyłam się do łysego na taką odległość,że spokojnie mogłabym go pocałować.
-Widziałem,że zmądrzejesz dziuniu. - boże jak on śmierdział.
-Nawet nie wiesz jak zmądrzałam. - powiedziałam czułym głosem i odchyliłam głowę,żeby facet pocałował mnie w szyję. Czułam jego oddech na skórze.
-Całkiem cię pojebało?!- krzyknął Styles z chodnika.
-Stul pysk! - powiedziałam i kontynuowałam. Znów poczułam jego oddech na szyi. Już czas, nie bój się Janice....
Facet dotknął wargami mojej skóry. Teraz!
Uderzyłam go kolanem w sam czuły punkt. Facet zwinął się z bólu. Dobiłam go jeszcze moim obcasem.
-Całkowicie zmądrzałam. - kopnęłam go jeszcze raz i podeszłam do Loczka.
-Żyjesz jeszcze? - podniosłam go delikatnie.
-Myślałem,że ty na serio...
-Jesteś śmieszny,hahaha- zaśmiałam się głośno. Nagle ktoś mocno chwycił mnie za nadgarstek i obkręcił do tyłu.
-To, że tak powaliłaś naszego kolegę nie znaczy,że nas możesz samych zostawić. - facet z brodą wydawał się jeszcze bardziej ohydniejszy niż łysy. Chwycił mnie za obydwie ręce i przystawił tuż do swojego spoconego ciała.
-Harry,spokojnie,nic nie rób. I tak jesteś cały w krwi - wyszeptałam. - Patrz na mistrzyni. - syknęłam i obróciłam się przodem do typa. Odchyliłam się lekko i przywaliłam mu głową tak że zemdlał. Harry zaczął klaskać.
-Mistrzyni,nie ma co. - uśmiechał się tym swoim cudnym uśmieszkiem. Uśmiechnęłam się zwycięsko.
-Chodź. - pociągnęłam go do samochodu,a sama usiadłam na miejscu kierowcy. Styles oczywiście zaczął truć,że mam uważać, bo ten samochód to jego oczko w głowie. Ja tylko przytakiwałam i jechałam dalej.
Przed domem byliśmy koło dziesiątej wieczorem. Wyskoczyłam zadowolona z pojazdu,a potem pomogłam wysiąść Loczkowi. Ten tylko się do mnie miło uśmiechnął.
-Emmm,Jani? - czy on właśnie zdrobnił moje imię? Tak mi się zrobiło ciepło.
-Tak? - odwróciłam się.
-Umiesz się bić. Ale czemu? - wystawiłam szereg moich zębów.
- Chodziłam 3 lata na zachodnią sztukę walki. - otworzyłam drzwi Stylesowi. - Damy mają pierwszeństwo. - zaśmiałam się po czym weszłam do środka. Jak zwykle. Cała czwórka biła się o jednego pilota.
-Hej. - przeszłam przez salon i poszłam do kuchni. Tuż za mną podążał Harry.
-Łoł,Styles. Co ci się stało? - dopytywał się Louis.
-Moja siostra ci przywaliła? -zaśmiał się Zayn. Wszyscy wstali i podążyli za nami do kuchni. Ja spokojna jak gdyby nigdy nic nalałam sobie soku do szklanki i się nim delektowałam.
-Siostra, co się stało? Ty też masz obitą twarzyczkę. - wziął moją twarz w ręce i się przyglądał. Szybko się zerwałam.
-Napadły na mnie dresy na parkingu. Gdyby nie Harry, to by mnie zgwałcili. - powiedziałam spokojnie, patrząc na Loczka. Musiałam ich okłamać, bo inaczej Lokers byłby wyśmiewany,że musiałam go bronić. Uśmiechnął się, podszedł i wyszeptał mi do ucha "dziękuję". Oczami pokazałam że nie ma za co i poszłam do siebie na górę. Przebrałam się w moje kochane piżamy i zasnęłam.
W podsumowaniu: Dziwny dzień.
*************************************
<3 // mix
-Widziałem,że zmądrzejesz dziuniu. - boże jak on śmierdział.
-Nawet nie wiesz jak zmądrzałam. - powiedziałam czułym głosem i odchyliłam głowę,żeby facet pocałował mnie w szyję. Czułam jego oddech na skórze.
-Całkiem cię pojebało?!- krzyknął Styles z chodnika.
-Stul pysk! - powiedziałam i kontynuowałam. Znów poczułam jego oddech na szyi. Już czas, nie bój się Janice....
Facet dotknął wargami mojej skóry. Teraz!
Uderzyłam go kolanem w sam czuły punkt. Facet zwinął się z bólu. Dobiłam go jeszcze moim obcasem.
-Całkowicie zmądrzałam. - kopnęłam go jeszcze raz i podeszłam do Loczka.
-Żyjesz jeszcze? - podniosłam go delikatnie.
-Myślałem,że ty na serio...
-Jesteś śmieszny,hahaha- zaśmiałam się głośno. Nagle ktoś mocno chwycił mnie za nadgarstek i obkręcił do tyłu.
-To, że tak powaliłaś naszego kolegę nie znaczy,że nas możesz samych zostawić. - facet z brodą wydawał się jeszcze bardziej ohydniejszy niż łysy. Chwycił mnie za obydwie ręce i przystawił tuż do swojego spoconego ciała.
-Harry,spokojnie,nic nie rób. I tak jesteś cały w krwi - wyszeptałam. - Patrz na mistrzyni. - syknęłam i obróciłam się przodem do typa. Odchyliłam się lekko i przywaliłam mu głową tak że zemdlał. Harry zaczął klaskać.
-Mistrzyni,nie ma co. - uśmiechał się tym swoim cudnym uśmieszkiem. Uśmiechnęłam się zwycięsko.
-Chodź. - pociągnęłam go do samochodu,a sama usiadłam na miejscu kierowcy. Styles oczywiście zaczął truć,że mam uważać, bo ten samochód to jego oczko w głowie. Ja tylko przytakiwałam i jechałam dalej.
Przed domem byliśmy koło dziesiątej wieczorem. Wyskoczyłam zadowolona z pojazdu,a potem pomogłam wysiąść Loczkowi. Ten tylko się do mnie miło uśmiechnął.
-Emmm,Jani? - czy on właśnie zdrobnił moje imię? Tak mi się zrobiło ciepło.
-Tak? - odwróciłam się.
-Umiesz się bić. Ale czemu? - wystawiłam szereg moich zębów.
- Chodziłam 3 lata na zachodnią sztukę walki. - otworzyłam drzwi Stylesowi. - Damy mają pierwszeństwo. - zaśmiałam się po czym weszłam do środka. Jak zwykle. Cała czwórka biła się o jednego pilota.
-Hej. - przeszłam przez salon i poszłam do kuchni. Tuż za mną podążał Harry.
-Łoł,Styles. Co ci się stało? - dopytywał się Louis.
-Moja siostra ci przywaliła? -zaśmiał się Zayn. Wszyscy wstali i podążyli za nami do kuchni. Ja spokojna jak gdyby nigdy nic nalałam sobie soku do szklanki i się nim delektowałam.
-Siostra, co się stało? Ty też masz obitą twarzyczkę. - wziął moją twarz w ręce i się przyglądał. Szybko się zerwałam.
-Napadły na mnie dresy na parkingu. Gdyby nie Harry, to by mnie zgwałcili. - powiedziałam spokojnie, patrząc na Loczka. Musiałam ich okłamać, bo inaczej Lokers byłby wyśmiewany,że musiałam go bronić. Uśmiechnął się, podszedł i wyszeptał mi do ucha "dziękuję". Oczami pokazałam że nie ma za co i poszłam do siebie na górę. Przebrałam się w moje kochane piżamy i zasnęłam.
W podsumowaniu: Dziwny dzień.
*************************************
<3 // mix
niedziela, 21 lipca 2013
Rozdział 10
Obudziłam się w swoim pokoju,ale jedyne co pamiętam to że leżałam pod drzewem...
Usiadłam na łóżku. Byłam w ciuchach. Dziwne.
Poszłam pod prysznic, a potem wrzuciłam na siebie pierwsze lepsze ubranie z szafy i pobiegłam na dół w celu wyjaśnienia wszystkiego. Na dole siedziała jakaś brunetka. Falowane włosy,dosyć ładna. Przechyliłam głowę na bok. Dziewczyna chyba mnie nie zauważyła. Ufff to dobrze. Stanęłam za rogiem kuchni,która o dziwo była pusta i spoglądałam na obcą osobe. Do pokoju wszedł Louis. Też mnie nie zauważył. Spuściłam powietrze z płuc i przysłuchiwałam się rozmowie.
-Co ty tu jeszcze robisz?! - mówił pół krzykiem.
-Louis,nie możesz ze mną tak normalnie zerwać,zostawić,samą!
-Słuchaj,ja cię nie kocham. To uczucie wygasło,po tym jak zobaczyłem jaka jesteś.
-Niby jaka? Normalna przecież. - normalnie to weszłabym i przerwała im rozmowę siadając na kanapie i zaczęła oglądać telewizje,bo taka właśnie jestem, chamska,ale coś się we mnie przełamało i już nie jestem taka jaka byłam. A naprawdę się taką lubiłam. No cóż.
-Nie jesteś! Zachowujesz się jak dziwka! Zdradzasz mnie z kim tylko popadnie,a ludzie patrzą się na mnie z politowaniem i z ironią gratulują takiej dziewczyny! - znów się wydarł. - Mam cię dosyć! A zresztą ja już kogoś mam. I tą osobę kocham! - Nigdy nie słyszałam żeby Loui coś mówił o nowej miłości. Dziwne.
-Ah tak? Ciekawe kogo? Może mi ją przedstawisz,hmm? - dziewczyna wstała i złapała się za biodra. Chłopak zaczął się jąkać. Widać było na oko,że tylko przed nią udawał żeby się odwaliła. No cóż...czas pomóc przyjacielowi. Weszłam sprawnie do salonu i z wdziękiem pocałowałam Tomlinsona w policzek.
-Co się dzieje kotku? Co to za krzyki? - przytuliłam go od boku i mrugnęłam tak żeby ogarnął o co chodzi.
-A wiesz...mamy gościa. -uśmiechnął się do mnie. WOW szybko zajarzył. -A więc skarbie poznaj Eleanor, Eleanor poznaj miłość mojego życia,Janice. Coś jeszcze? - wyciągnęłam do nowo poznanej dziewczyny ręke,ale ona na nią napluła i wyszła trzaskając drzwiami.
-Fuuu? - spojrzałam na ręke, po czym oboje wybuchnęliśmy niepochamowanym śmiechem. Jeszcze raz spojrzałam na ręke i pobiegłam do kuchni to zmyć. Nagle poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu. Szybko się odwróciłam. Louis. No tak,kogo ja się spodziewałam? Chłopak położył obydwie ręce na blacie zagradzając mnie i popatrzył mi głęboko w oczy.
-Dziękuję,że mnie uratowałaś. Domyślam się,że słyszałaś?
-Słyszałam, i nie ma za co. Wisisz mi jeszcze małą przysługę.
-Okej. Jaką?
-Musze pomyśleć...-uśmiechnęłam się słodko. - Wiesz gdzie jest reszta?
-Emm,no Zayn,Harry i Niall pojechali do Topmana na zakupy,a Liam jest na górze.
-Aha. - czyli teraz mam okazje żeby się spytać co mu się wczoraj stało. - Louis?
-Tak? - obrócił się do mnie,bo już miał iść.
-Czemu wczoraj byłeś smutny? No wiesz....
-Nieważne...takie tam...
-Louis. Powiedz mi.
-Kiedyś na pewno powiem.
-No dobra....- Tommo odwrócił się i poszedł z powrotem do salonu. Włączył jakiś film i zaczął oglądać. Dosiadłam się. Od razu poznałam ten film.
-Nie no jak ja już dawno nie oglądałam Grease! Jakiś rok. Ulubiony film. - uśmiechnęłam się do ekranu.
-Serio? Mój też! - uśmiechnął się do mnie. Oglądanie filmu z Louisem to jakaś kara boska. Ciągle komentuje każdą kwestię!
Usłyszałam skrobanie klucza w drzwiach i dostałam jakiejś głupawki. Zatrzymałam film i pociągnęłam Tomma za sobą po schodach.
-Co ty robisz? -zaśmiał się chłopak.
-Chowam się. I ciebie też.
-Ale po co?
-Tak sobie. - zaczęliśmy biec po korytarzu u góry. Podstawiłam Tomlinsonowi haka i zaliczył prawie tak epicką glebe jak ja na schodach.
-O nie! Dorwe cię!!!! - wykrzyczał a ja zaczęłam uciekać na dół. Przebiegliśmy przez kuchnię. Zayn i Niall spojrzeli się na nas jakbyśmy byli chorzy psychicznie i obserwowali co dalej będziemy robić. W końcu Tommo mnie złapał i położył na podłogę sam kładąc się na mnie. Wynikiem tego było to że obydwoje się tarzaliśmy po podłodze i śmialiśmy.
Zadzwonił stacjonarny. Lou jak dżentelmen wstał i podniósł mnie po czym poleciał do telefonu krzycząc "nie odbierać! Moja mama dzwoni!". Ja za to weszłam do kuchni i przywitałam się z kochanym braciszkiem i Niallerkiem.
-No,no siostra. Żeby Harry cie musiał przenosić z parku do domu,bo zasnęłaś pod drzewem to już chyba szczyt. Co ty tam robiłaś?!?!
-Ej,ej nie denerwuj się,ok? -dopiero do mnie doszło to co powiedział mulat. -CO?! Harry przenosił mnie z parku do domu?!?!?!
-No. Jaki z niego dżentelmen,co nie?
-Nie ma co. - przewróciłam oczami. Moment. Nie ma tu Hazzy. -Gdzie on jest?
-Zaszedł gdzieś jeszcze. Mówił,że to ważne. Nie spowiada mi się. - puścił mi oczko i dał kuksańca w żebra. Usiadłam na blacie tuż obok Horana i wyrwałam mu miskę płatków z rąk sama je jedząc.
-Eeeej! Ja to jadłem!
-To są moje płatki,a ty je bezczelnie jesz...to znaczy jadłeś,bo już ich nie masz - zaśmiałam się.
-Od kiedy one są twoje? - uśmiechnął się.
-Od kiedy tu mieszkam.
-Zróbmy tak. - powiedział chłopak, po czym wyrwał mi miskę z rąk i postawił pomiędzy nami.
-Hmmm,mądrze Horan, bardzo mądrze...- poklepałam go po głowie.
Znów usłyszałam trzask drzwi a potem ujrzałam Lokersa wgapiającego się w ekran swojego telefonu. Czyli norma. Usiadł na blat,który jest na przeciwko tego na którym siedziałam z Niallem i odłożył sprzęt.
-Co tam? - spytał i odgarnął ręką włosy. Przewróciłam oczami. -No, Janice. Musisz mi chyba podziękować.
-A niby za co? - skrzywiłam się.
-Gdyby nie ja, leżałabyś nadal pod tym drzewem,albo ktoś by się zgwałcił...
-Obeszłoby się bez twojej pomocy. -uśmiechnęłam się ironicznie. Do kuchni wszedł rozbawiony czymś Louis. Usiadł obok Stylesa,czyli teraz naprzeciwko mnie.
-Zayn, twoja siostra jest super aktorką. - mrugnął do mnie Lou co wywołało u mnie uśmiech. Zap odwrócił się do nas.
-Aktorką? -był wyraźnie zdziwiony.
-Dzisiaj mieliśmy gościa. Eleanor. -wszyscy wybuchli śmiechem. Chyba ta dziewczyna nie jest za bardzo tu lubiana. Do pomieszczenia wszedł Liam.
-Z czego się śmiejemy?
-U Louisa była dzisiaj Ell. - powiedział Styles rozbawiony sytuacją. Payne uśmiechnął się pod nosem i stanął obok Malika. -Noi? Kontynuuj.-pomachał ręką Loczek.
-A więc, mówiła że nie mogę z nią tak po prostu zerwać, a ja że jej nie kocham i inne,aż w końcu żeby się odwaliła powiedziałem że mam kogoś. Nie wiedziałem kogo i zacząłem się jąkać.A tu nagle z odsieczą przyszła Jani. - uśmichnął się do mnie. Wszyscy, oprócz Stylesa zrobili takie 'OOOOOOOOOOOOOOOOO'. -Noi trochę poudawaliśmy,co nie? - ja odpowiedziałam tylko takie 'ta' i poszłam na górę zostawiając świetne bawiące się towarzystwo. Weszłam do pokoju. Troche ogarnęłam łóżko i biurko. O matko! Papiery na studia! Miałam je oddać dawno temu! Chwyciłam świstki i przyjrzałam się im bardziej. Wszystko było uzupełnione i gotowe do oddania. No cóż, nie mam wyjścia. Musze je dzisiaj dostarczyć. Przebrałam się szybko w coś bardziej odpowiedniego. Koszulka w krate i szare rurki oraz czarna narzutka świetnie się komponowały. Włosy lekko zakręciłam i nałożyłam trochę kredki na oczy i byłam gotowa. Chwyciłam moją czarną torebkę i włożyłam do niej telefon i teczkę z papierami i popędziłam na dół.
-Zayn?!
-No?
-Mogłbyś mnie zawieść na uczelnie? Musze jak najszybciej zawieść papiery. Proszeeeee.
-Siostra,bardzo bym chciał ale właśnie otworzyłem piwo. Sory. Ale mam dzisiaj wolne.
-Żarujesz? I jak ja teraz to zawiozę?
-Czekaj. - mulat poszedł do kuchni. -Ej, kto jeszcze nie pił?
-Ja.- odezwał się głos Liama. Odetchnęłam. - A co?
-Janice trzeba zawieść, to pilne.
-Mam samochód w naprawie. - noi ekstra! Super po prostu! Jestem w czarnej dupie!
Do salonu wszedł Loczek.
-Chcesz gdzieś jechać?
-Nooo, musze zawieść papiery jak najszybciej,a wszyscy już piliście.
-Ja nie. Dzisiaj nie. - uśmiechnął się do mnie. Jezu jaki on jest śmieszny,poprostu aż sram. Nie mam wyjścia.
-Mógłbyś mnie zawieść? Byłabym bardzo wdzięczna.
-No pewnie! Jeszcze pytasz? - chłopak ubrał swoje buty,wyjął z komody kluczyki, poprawił włosy w lustrze w przedpokoju, otworzył mi drzwi i wyszliśmy.
Jazda nie zajęła nam długo,bo nawet jedna piosenka z płyty Stylesa nie zdążyła dolecieć do końca. Fakt, Harry jeździ strasznie szybko.
-Będę czekał na parkingu,a ty leć. - puścił oczko i się uśmiechnął.
-Okej. - uśmiechnęłam się i wyszłam z samochodu. Pobiegłam na uczelnie. I znów zapukałam do pokoju dyrektorki i weszłam do środka.
-Dzień dobry. Nie wiem czy mnie pani pamięta....ja wypełniłam dokumenty na studia. Proszę...emm oto one. - podałam jej teczke. Kobieta wyjęła sprawnie pięć kartek i starannie je obejrzała.
-Dobrze, pani.....-spojrzała na kartkę. - Malik. W ciągu tygodnia wyślemy do pani odpowiedź czy dostała się pani do naszej szkoły. Wszystko jasne?
-Tak,oczywiście. - uśmiechnęłam się i zabrałam teczkę. -W takim razie do widzenia.
-Do widzenia. - zamknęłam drzwi i spuściłam powietrze z płuc. Wyszłam sprawnie ze szkoły pchając na zewnętrzną stronę wielkie drzwi prowadzące na parking. Nigdzie go nie widziałam. Rozglądałam się na wszystkie strony. Było już ciemno,a ja jak to mam w zwyczaju obawiałam się najgorszych rzeczy. Nagle ktoś mocno mnie popchnął i to tak,że wywaliłam się na chodnik.
-Ała! Może byś uważał?!
-Uuuuu,ostra się trafiła. - spojrzałam do góry. Nade mną stały jakieś dresy. No pięknie.
-No to co mała? Zabawimy się,nie? - powiedział łysy gościu i podniósł mnie już do pozycji stojącej.
-Yhhhh,nie? -wyminęłam ich,ale oni nie dawali za wygraną.
-Nam się nie odmawia,nie wiesz? - podbiegł do mnie łysy.
-Doprawdy? No zobacz. A ja odmawiam. - próbowałam byś dzielna i silna,ale strasznie się bałam. Gdybym miała moje glany,to na pewno bym im przywaliła. Rzesz!
-Raczej na to nie przystanę. -łysy biegł tuż obok mnie.
-Tak? Uważaj bo dresy ci spadną. - widocznie jego ekipa usłyszała moją ripostę, bo od razu posypały się komentarze "ooo ostra i to jak" , "no mała ma gadane" , "hahaha ale ci dowaliła". Ja pierdole. Szłam przez parking szukając tego pieprzonego idioty z tym pieprzonym samochodem,ale jakby się rozpłynął,a wiem że dresy to nie za najlepsze towarzystwo.
-Dobra mała,koniec. - chwycił mnie za ręke. -Już sobie pożartowaliśmy,ale ja jestem facetem,więc ja decyduje. - zaczął mnie ciągnąć. Nie miałam jak się bronić. I na nic mi się zdały te całe 3 lata chodzenia na zachodnią walkę, jak chwycił mnie taki żul,a ja nawet nie miałam jak się obronić.
-Dobrze chłopcy,dzięki,że się zajęliście moją dziewczyną,ale już jestem,więc nara. - Harry. Uffff. Chłopak uderzył lekko łysola i mocno mnie przytulił. - Cała się trzęsiesz. -dał mi swoją bluzę. I poszliśmy prosto do jego BMW. Myślałam,że to koniec,ale łysol i jego ekipa nieźle się wkurwiła. Zdążyłam wejść do auta,ale Styles nie. Zaczęłam się wydzierać,ale to przecież nic nie dało,bo siedziałam w samochodzie. Musiałam wyjść.
-Zdaj się na odwagę,tak jak kiedyś. Tak jak jeszcze tydzień temu. - powtarzałam sobie pod nosem.
*********************************************************
Ależ tu emocje!!! :DDDDD hahahaha,no tak.
Dziesiątka trochę inna,ale i tak okropna. Więcej tu adrenaliny. Dzięki za miłe komentarze pod 9-tką.
Jeśli macie jakieś pomysły na 11-stkę to piszcie pod spodem :))) Dzięki że czytacie //shake
Usiadłam na łóżku. Byłam w ciuchach. Dziwne.
Poszłam pod prysznic, a potem wrzuciłam na siebie pierwsze lepsze ubranie z szafy i pobiegłam na dół w celu wyjaśnienia wszystkiego. Na dole siedziała jakaś brunetka. Falowane włosy,dosyć ładna. Przechyliłam głowę na bok. Dziewczyna chyba mnie nie zauważyła. Ufff to dobrze. Stanęłam za rogiem kuchni,która o dziwo była pusta i spoglądałam na obcą osobe. Do pokoju wszedł Louis. Też mnie nie zauważył. Spuściłam powietrze z płuc i przysłuchiwałam się rozmowie.
-Co ty tu jeszcze robisz?! - mówił pół krzykiem.
-Louis,nie możesz ze mną tak normalnie zerwać,zostawić,samą!
-Słuchaj,ja cię nie kocham. To uczucie wygasło,po tym jak zobaczyłem jaka jesteś.
-Niby jaka? Normalna przecież. - normalnie to weszłabym i przerwała im rozmowę siadając na kanapie i zaczęła oglądać telewizje,bo taka właśnie jestem, chamska,ale coś się we mnie przełamało i już nie jestem taka jaka byłam. A naprawdę się taką lubiłam. No cóż.
-Nie jesteś! Zachowujesz się jak dziwka! Zdradzasz mnie z kim tylko popadnie,a ludzie patrzą się na mnie z politowaniem i z ironią gratulują takiej dziewczyny! - znów się wydarł. - Mam cię dosyć! A zresztą ja już kogoś mam. I tą osobę kocham! - Nigdy nie słyszałam żeby Loui coś mówił o nowej miłości. Dziwne.
-Ah tak? Ciekawe kogo? Może mi ją przedstawisz,hmm? - dziewczyna wstała i złapała się za biodra. Chłopak zaczął się jąkać. Widać było na oko,że tylko przed nią udawał żeby się odwaliła. No cóż...czas pomóc przyjacielowi. Weszłam sprawnie do salonu i z wdziękiem pocałowałam Tomlinsona w policzek.
-Co się dzieje kotku? Co to za krzyki? - przytuliłam go od boku i mrugnęłam tak żeby ogarnął o co chodzi.
-A wiesz...mamy gościa. -uśmiechnął się do mnie. WOW szybko zajarzył. -A więc skarbie poznaj Eleanor, Eleanor poznaj miłość mojego życia,Janice. Coś jeszcze? - wyciągnęłam do nowo poznanej dziewczyny ręke,ale ona na nią napluła i wyszła trzaskając drzwiami.
-Fuuu? - spojrzałam na ręke, po czym oboje wybuchnęliśmy niepochamowanym śmiechem. Jeszcze raz spojrzałam na ręke i pobiegłam do kuchni to zmyć. Nagle poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu. Szybko się odwróciłam. Louis. No tak,kogo ja się spodziewałam? Chłopak położył obydwie ręce na blacie zagradzając mnie i popatrzył mi głęboko w oczy.
-Dziękuję,że mnie uratowałaś. Domyślam się,że słyszałaś?
-Słyszałam, i nie ma za co. Wisisz mi jeszcze małą przysługę.
-Okej. Jaką?
-Musze pomyśleć...-uśmiechnęłam się słodko. - Wiesz gdzie jest reszta?
-Emm,no Zayn,Harry i Niall pojechali do Topmana na zakupy,a Liam jest na górze.
-Aha. - czyli teraz mam okazje żeby się spytać co mu się wczoraj stało. - Louis?
-Tak? - obrócił się do mnie,bo już miał iść.
-Czemu wczoraj byłeś smutny? No wiesz....
-Nieważne...takie tam...
-Louis. Powiedz mi.
-Kiedyś na pewno powiem.
-No dobra....- Tommo odwrócił się i poszedł z powrotem do salonu. Włączył jakiś film i zaczął oglądać. Dosiadłam się. Od razu poznałam ten film.
-Nie no jak ja już dawno nie oglądałam Grease! Jakiś rok. Ulubiony film. - uśmiechnęłam się do ekranu.
-Serio? Mój też! - uśmiechnął się do mnie. Oglądanie filmu z Louisem to jakaś kara boska. Ciągle komentuje każdą kwestię!
Usłyszałam skrobanie klucza w drzwiach i dostałam jakiejś głupawki. Zatrzymałam film i pociągnęłam Tomma za sobą po schodach.
-Co ty robisz? -zaśmiał się chłopak.
-Chowam się. I ciebie też.
-Ale po co?
-Tak sobie. - zaczęliśmy biec po korytarzu u góry. Podstawiłam Tomlinsonowi haka i zaliczył prawie tak epicką glebe jak ja na schodach.
-O nie! Dorwe cię!!!! - wykrzyczał a ja zaczęłam uciekać na dół. Przebiegliśmy przez kuchnię. Zayn i Niall spojrzeli się na nas jakbyśmy byli chorzy psychicznie i obserwowali co dalej będziemy robić. W końcu Tommo mnie złapał i położył na podłogę sam kładąc się na mnie. Wynikiem tego było to że obydwoje się tarzaliśmy po podłodze i śmialiśmy.
Zadzwonił stacjonarny. Lou jak dżentelmen wstał i podniósł mnie po czym poleciał do telefonu krzycząc "nie odbierać! Moja mama dzwoni!". Ja za to weszłam do kuchni i przywitałam się z kochanym braciszkiem i Niallerkiem.
-No,no siostra. Żeby Harry cie musiał przenosić z parku do domu,bo zasnęłaś pod drzewem to już chyba szczyt. Co ty tam robiłaś?!?!
-Ej,ej nie denerwuj się,ok? -dopiero do mnie doszło to co powiedział mulat. -CO?! Harry przenosił mnie z parku do domu?!?!?!
-No. Jaki z niego dżentelmen,co nie?
-Nie ma co. - przewróciłam oczami. Moment. Nie ma tu Hazzy. -Gdzie on jest?
-Zaszedł gdzieś jeszcze. Mówił,że to ważne. Nie spowiada mi się. - puścił mi oczko i dał kuksańca w żebra. Usiadłam na blacie tuż obok Horana i wyrwałam mu miskę płatków z rąk sama je jedząc.
-Eeeej! Ja to jadłem!
-To są moje płatki,a ty je bezczelnie jesz...to znaczy jadłeś,bo już ich nie masz - zaśmiałam się.
-Od kiedy one są twoje? - uśmiechnął się.
-Od kiedy tu mieszkam.
-Zróbmy tak. - powiedział chłopak, po czym wyrwał mi miskę z rąk i postawił pomiędzy nami.
-Hmmm,mądrze Horan, bardzo mądrze...- poklepałam go po głowie.
Znów usłyszałam trzask drzwi a potem ujrzałam Lokersa wgapiającego się w ekran swojego telefonu. Czyli norma. Usiadł na blat,który jest na przeciwko tego na którym siedziałam z Niallem i odłożył sprzęt.
-Co tam? - spytał i odgarnął ręką włosy. Przewróciłam oczami. -No, Janice. Musisz mi chyba podziękować.
-A niby za co? - skrzywiłam się.
-Gdyby nie ja, leżałabyś nadal pod tym drzewem,albo ktoś by się zgwałcił...
-Obeszłoby się bez twojej pomocy. -uśmiechnęłam się ironicznie. Do kuchni wszedł rozbawiony czymś Louis. Usiadł obok Stylesa,czyli teraz naprzeciwko mnie.
-Zayn, twoja siostra jest super aktorką. - mrugnął do mnie Lou co wywołało u mnie uśmiech. Zap odwrócił się do nas.
-Aktorką? -był wyraźnie zdziwiony.
-Dzisiaj mieliśmy gościa. Eleanor. -wszyscy wybuchli śmiechem. Chyba ta dziewczyna nie jest za bardzo tu lubiana. Do pomieszczenia wszedł Liam.
-Z czego się śmiejemy?
-U Louisa była dzisiaj Ell. - powiedział Styles rozbawiony sytuacją. Payne uśmiechnął się pod nosem i stanął obok Malika. -Noi? Kontynuuj.-pomachał ręką Loczek.
-A więc, mówiła że nie mogę z nią tak po prostu zerwać, a ja że jej nie kocham i inne,aż w końcu żeby się odwaliła powiedziałem że mam kogoś. Nie wiedziałem kogo i zacząłem się jąkać.A tu nagle z odsieczą przyszła Jani. - uśmichnął się do mnie. Wszyscy, oprócz Stylesa zrobili takie 'OOOOOOOOOOOOOOOOO'. -Noi trochę poudawaliśmy,co nie? - ja odpowiedziałam tylko takie 'ta' i poszłam na górę zostawiając świetne bawiące się towarzystwo. Weszłam do pokoju. Troche ogarnęłam łóżko i biurko. O matko! Papiery na studia! Miałam je oddać dawno temu! Chwyciłam świstki i przyjrzałam się im bardziej. Wszystko było uzupełnione i gotowe do oddania. No cóż, nie mam wyjścia. Musze je dzisiaj dostarczyć. Przebrałam się szybko w coś bardziej odpowiedniego. Koszulka w krate i szare rurki oraz czarna narzutka świetnie się komponowały. Włosy lekko zakręciłam i nałożyłam trochę kredki na oczy i byłam gotowa. Chwyciłam moją czarną torebkę i włożyłam do niej telefon i teczkę z papierami i popędziłam na dół. -Zayn?!
-No?
-Mogłbyś mnie zawieść na uczelnie? Musze jak najszybciej zawieść papiery. Proszeeeee.
-Siostra,bardzo bym chciał ale właśnie otworzyłem piwo. Sory. Ale mam dzisiaj wolne.
-Żarujesz? I jak ja teraz to zawiozę?
-Czekaj. - mulat poszedł do kuchni. -Ej, kto jeszcze nie pił?
-Ja.- odezwał się głos Liama. Odetchnęłam. - A co?
-Janice trzeba zawieść, to pilne.
-Mam samochód w naprawie. - noi ekstra! Super po prostu! Jestem w czarnej dupie!
Do salonu wszedł Loczek.
-Chcesz gdzieś jechać?
-Nooo, musze zawieść papiery jak najszybciej,a wszyscy już piliście.
-Ja nie. Dzisiaj nie. - uśmiechnął się do mnie. Jezu jaki on jest śmieszny,poprostu aż sram. Nie mam wyjścia.
-Mógłbyś mnie zawieść? Byłabym bardzo wdzięczna.
-No pewnie! Jeszcze pytasz? - chłopak ubrał swoje buty,wyjął z komody kluczyki, poprawił włosy w lustrze w przedpokoju, otworzył mi drzwi i wyszliśmy.
Jazda nie zajęła nam długo,bo nawet jedna piosenka z płyty Stylesa nie zdążyła dolecieć do końca. Fakt, Harry jeździ strasznie szybko.
-Będę czekał na parkingu,a ty leć. - puścił oczko i się uśmiechnął.
-Okej. - uśmiechnęłam się i wyszłam z samochodu. Pobiegłam na uczelnie. I znów zapukałam do pokoju dyrektorki i weszłam do środka.
-Dzień dobry. Nie wiem czy mnie pani pamięta....ja wypełniłam dokumenty na studia. Proszę...emm oto one. - podałam jej teczke. Kobieta wyjęła sprawnie pięć kartek i starannie je obejrzała.
-Dobrze, pani.....-spojrzała na kartkę. - Malik. W ciągu tygodnia wyślemy do pani odpowiedź czy dostała się pani do naszej szkoły. Wszystko jasne?
-Tak,oczywiście. - uśmiechnęłam się i zabrałam teczkę. -W takim razie do widzenia.
-Do widzenia. - zamknęłam drzwi i spuściłam powietrze z płuc. Wyszłam sprawnie ze szkoły pchając na zewnętrzną stronę wielkie drzwi prowadzące na parking. Nigdzie go nie widziałam. Rozglądałam się na wszystkie strony. Było już ciemno,a ja jak to mam w zwyczaju obawiałam się najgorszych rzeczy. Nagle ktoś mocno mnie popchnął i to tak,że wywaliłam się na chodnik.
-Ała! Może byś uważał?!
-Uuuuu,ostra się trafiła. - spojrzałam do góry. Nade mną stały jakieś dresy. No pięknie.
-No to co mała? Zabawimy się,nie? - powiedział łysy gościu i podniósł mnie już do pozycji stojącej.
-Yhhhh,nie? -wyminęłam ich,ale oni nie dawali za wygraną.
-Nam się nie odmawia,nie wiesz? - podbiegł do mnie łysy.
-Doprawdy? No zobacz. A ja odmawiam. - próbowałam byś dzielna i silna,ale strasznie się bałam. Gdybym miała moje glany,to na pewno bym im przywaliła. Rzesz!
-Raczej na to nie przystanę. -łysy biegł tuż obok mnie.
-Tak? Uważaj bo dresy ci spadną. - widocznie jego ekipa usłyszała moją ripostę, bo od razu posypały się komentarze "ooo ostra i to jak" , "no mała ma gadane" , "hahaha ale ci dowaliła". Ja pierdole. Szłam przez parking szukając tego pieprzonego idioty z tym pieprzonym samochodem,ale jakby się rozpłynął,a wiem że dresy to nie za najlepsze towarzystwo.
-Dobra mała,koniec. - chwycił mnie za ręke. -Już sobie pożartowaliśmy,ale ja jestem facetem,więc ja decyduje. - zaczął mnie ciągnąć. Nie miałam jak się bronić. I na nic mi się zdały te całe 3 lata chodzenia na zachodnią walkę, jak chwycił mnie taki żul,a ja nawet nie miałam jak się obronić.
-Dobrze chłopcy,dzięki,że się zajęliście moją dziewczyną,ale już jestem,więc nara. - Harry. Uffff. Chłopak uderzył lekko łysola i mocno mnie przytulił. - Cała się trzęsiesz. -dał mi swoją bluzę. I poszliśmy prosto do jego BMW. Myślałam,że to koniec,ale łysol i jego ekipa nieźle się wkurwiła. Zdążyłam wejść do auta,ale Styles nie. Zaczęłam się wydzierać,ale to przecież nic nie dało,bo siedziałam w samochodzie. Musiałam wyjść.
-Zdaj się na odwagę,tak jak kiedyś. Tak jak jeszcze tydzień temu. - powtarzałam sobie pod nosem.
*********************************************************
Ależ tu emocje!!! :DDDDD hahahaha,no tak.
Dziesiątka trochę inna,ale i tak okropna. Więcej tu adrenaliny. Dzięki za miłe komentarze pod 9-tką.
Jeśli macie jakieś pomysły na 11-stkę to piszcie pod spodem :))) Dzięki że czytacie //shake
piątek, 19 lipca 2013
Rozdział 9
Strasznie zależało mi na kasie,więc usiadłam obok Lokowatego. On tylko się szczerzył.
-Przestań,bo zęby ci wypadną - zaśmiałam się i lekko go uderzyłam w policzek. Nie będzie łatwo udawać jego dziewczyny,ale mi jak mi na pewno się uda. Szkoda mi było Louisa,bo będzie musiał grać sam. Bardzo chciałam z nim zagrać,bo wydaje się inny i bardzo mi to pasuje.
A więc znowu od początku zaczęliśmy grać. Chłopacy śpiewali i się bawili, a potem czekali na nas w kawiarni. Rachel złapała mnie pod ramię, co wywołało u mnie uśmiech. Strasznie polubiłam tą dziewczyne. Była taka prawdziwa. A więc weszłyśmy do restauracji i zaczęłyśmy się witać z chłopakami. Potem usiadłyśmy w rytm muzyki i zaczęła się gra. Szło jej znakomicie! Z Zaynem mogliby naprawdę być parą,ale z tego co słyszałam on chyba ma jakąś na oku,albo już z nią jest. Ja za to MUSIAŁAM usiąść Stylesowi na kolana. Wtedy liczyła się tylko gra,więc po prostu zachowywałam się jak jego dziewczyna. Kręciłam jeszcze bardziej jego loczki i przygryzałam lekko płatek ucha. On tylko przyjemnie mruczał. Czułam jego stłamszony oddech na mojej szyi. Rozkosz. Zaczęłam odpływać i co gorsze myśleć,że to na serio mój chłopak.
-Mam ochotę cię pocałować,wiesz?- wyszeptał mi do ucha i lekko je liznął . Odgięłam głowę, a ten zaczął przyjemnie muskać moją szyję. Nie, co ja gadam?! To nie było przyjemne! Odwróciłam głowę w jego stronę i przygryzłam wargę. Widziałam w jego oczach,że on na serio czekał na ten pocałunek,a nie udaje,więc zaryzykowałam. Skinęłam twierdząco głową, a ten wpił się w moje usta jakby tego i tylko tego pragnął. Zaczęło być coraz namiętniej i założe się że gdyby nie było tu całego towarzystwa byłabym przez niego częściowo rozebrana i jęczała z podniecenia,ale byli tu,więc to nie wchodziło w grę.
Muzyka się zatrzymała i był czas na solówkę Harry'ego,więc oderwaliśmy się z trudem od siebie. Naszym zadaniem było się z towrzystwem pożegnać i wyjść razem za ręke z kawiarni i tak właśnie zrobiliśmy. Reżyser dał tamtym trochę wolnego,a przybiegł do nas i pokazał miejsce,w którym Hazza będzie śpiewał. Pełno róż i jedna bujawka. Tandeta jak dla mnie,ale ok. To nie mój klip. Facet streścił nam mniej więcej to w taki sposób: ja miałam siedzieć na bujawce, Lokers miał zerwać dla mnie kwiatka i usiąść koło mnie. Miał udawać speszonego i nieśmiałego. Hahaha daleko mu do tego. Więc zaczęliśmy grać. Usiadłam pełna ''zachwytu'' na bujawce i wdychałam ten dziwny zapach róż. Styles zerwał róże i usiadł koło mnie,po czym ślicznie mi ją podał. Powoli przybliżał się z miną kujonka hahahahaha,komicznie to wyglądało. Potem splótł nasze ręce razem i zaczął śpiewać,patrząc mi głęboko w oczy. Skończył. Czas mojej roli nastał, bo ten niepochamowany reżyser powiedział że mam go teraz namiętnie pocałować. Spokojnie Jani, to tylko zwykły i trochę tępy chłopak. Moja blokada właśnie się zerwała i pocałowałam tak jak mi kazano bardzo namiętnie. Miał być koniec. Niestety nie dla niego. Reżyser dawno sobie poszedł, a Harry nadal mnie całował i powoli kładł mnie na tą bujającą się,tandetną ławeczkę. Pytanie: Jak to przerwać?
Czy ja kiedyś wspomianałam jak on całuje. Boże.
I jak miałam to przerwać? Nie mogłam. Owinęłam go nogami na wysokości jego brzucha gdy już całkowicie leżeliśmy. Przywarłam do niego jak magnes. Boże.
-Ekhm...sory że przeszkadzam,ale macie już przyjść bo gramy zakończenie. - wybełkotał jakiś głos. Zrzuciłam napalonego Harry'ego z siebie i popatrzyłam na osobę która wypowiedziała te słowa. Louis. Wiedziałam. Poznałabym ten głos wszędzie. Był smutny,miał żal i rozpacz namalowaną w oczach. Coś się musiało stać. Chłopak odwrócił się na stopie i poszedł przed siebie,a ja oszołomiona tym wszystkim siedziałam na tym tandetnym mebelku dobijając się myślami co takiego znów zrobiłam,że ranię tyle ludzi. Wstałam i pokierowałam się w stronę grupki osób,która na nas czekała. Podbiegł do mnie Loczek i chwycił za ręke.
-Nawet nie wiesz jak długo czekałem aż to zrobisz...-wyszeptał.
-To teledysk,a nie normalne życie,Styles. I co? Cieszysz się? Zaliczyłeś następną. Gratulacje. - jedna,samotna łza spłynęła po moim policzku. Wyrwałam dłoń z uścisku i pobiegłam w stronę Rachel.
-Ej,co się stało? - była radosna jak nigdy. Zayn tak działa na wszystkich.
-Nic,chyba nic.
-Przecież widzę. Pogadamy po teledysku,ok?
-Ok.
Zakończenie nie różniło się czymś specjalnym. Cała nasza siódemka szła w blasku zachodu słońca po Londynie. Zrobione było to tak,że było widać tylko nasze cienie. A Zayn miał jeszcze na koniec podnieść Rachel i wszyscy mieliśmy się złapać za ręce.
Koniec. Nareszcie.
Po tym jak kazali nam iść do domu po prostu uciekłam. Nie chciałam tego opowiadać Rachel, ani tym bardziej słuchać wywodów Stylesa. Biegłam dosyć długo,ale trochę się zmęczyłam,więc usiadłąm w parku pod wielkim dębem i myślałam nad tym wszystkim. Czy ja naprawdę kochałam Stylesa? A może Lou? Boże......czemu to musi być takie trudne?!?! Spojrzałam w niebo.
-Tato,prosze. Pomóż mi. Ja naprawdę nie daję rady bez ciebie,bez mamy. Nie mam tu nikogo z kim mogłabym porozmawiać o takich rzeczach. - zaczęłam płakać jak małe dziecko. - Zawsze powtarzałeś że życie jest okrutne i to dlatego musiałeś umrzeć. Wolałabym umrzeć niż czuć taką nicość jak teraz. - na niebie spadła gwiazda. Czy to miało znaczyć,że moje marzenia się spełnią? Że teraz będę coś czuła? Tylko dziecko wierzyłoby,że gwiazdy spełniają marzenia,ale ja uwierzyłam. Oby to była prawda.
**********************************************************
Rozdział 9 skończony. Jakiś koszmar,ale nie miałam pomysłu. Co o nim myślicie?
Dzięki że ktokolwiek to czyta. ;*
Kocham was z całego serca i dziękuje że ktoś tu jest.
2 kom=next ;*****
// shake
-Przestań,bo zęby ci wypadną - zaśmiałam się i lekko go uderzyłam w policzek. Nie będzie łatwo udawać jego dziewczyny,ale mi jak mi na pewno się uda. Szkoda mi było Louisa,bo będzie musiał grać sam. Bardzo chciałam z nim zagrać,bo wydaje się inny i bardzo mi to pasuje.
A więc znowu od początku zaczęliśmy grać. Chłopacy śpiewali i się bawili, a potem czekali na nas w kawiarni. Rachel złapała mnie pod ramię, co wywołało u mnie uśmiech. Strasznie polubiłam tą dziewczyne. Była taka prawdziwa. A więc weszłyśmy do restauracji i zaczęłyśmy się witać z chłopakami. Potem usiadłyśmy w rytm muzyki i zaczęła się gra. Szło jej znakomicie! Z Zaynem mogliby naprawdę być parą,ale z tego co słyszałam on chyba ma jakąś na oku,albo już z nią jest. Ja za to MUSIAŁAM usiąść Stylesowi na kolana. Wtedy liczyła się tylko gra,więc po prostu zachowywałam się jak jego dziewczyna. Kręciłam jeszcze bardziej jego loczki i przygryzałam lekko płatek ucha. On tylko przyjemnie mruczał. Czułam jego stłamszony oddech na mojej szyi. Rozkosz. Zaczęłam odpływać i co gorsze myśleć,że to na serio mój chłopak.
-Mam ochotę cię pocałować,wiesz?- wyszeptał mi do ucha i lekko je liznął . Odgięłam głowę, a ten zaczął przyjemnie muskać moją szyję. Nie, co ja gadam?! To nie było przyjemne! Odwróciłam głowę w jego stronę i przygryzłam wargę. Widziałam w jego oczach,że on na serio czekał na ten pocałunek,a nie udaje,więc zaryzykowałam. Skinęłam twierdząco głową, a ten wpił się w moje usta jakby tego i tylko tego pragnął. Zaczęło być coraz namiętniej i założe się że gdyby nie było tu całego towarzystwa byłabym przez niego częściowo rozebrana i jęczała z podniecenia,ale byli tu,więc to nie wchodziło w grę.
Muzyka się zatrzymała i był czas na solówkę Harry'ego,więc oderwaliśmy się z trudem od siebie. Naszym zadaniem było się z towrzystwem pożegnać i wyjść razem za ręke z kawiarni i tak właśnie zrobiliśmy. Reżyser dał tamtym trochę wolnego,a przybiegł do nas i pokazał miejsce,w którym Hazza będzie śpiewał. Pełno róż i jedna bujawka. Tandeta jak dla mnie,ale ok. To nie mój klip. Facet streścił nam mniej więcej to w taki sposób: ja miałam siedzieć na bujawce, Lokers miał zerwać dla mnie kwiatka i usiąść koło mnie. Miał udawać speszonego i nieśmiałego. Hahaha daleko mu do tego. Więc zaczęliśmy grać. Usiadłam pełna ''zachwytu'' na bujawce i wdychałam ten dziwny zapach róż. Styles zerwał róże i usiadł koło mnie,po czym ślicznie mi ją podał. Powoli przybliżał się z miną kujonka hahahahaha,komicznie to wyglądało. Potem splótł nasze ręce razem i zaczął śpiewać,patrząc mi głęboko w oczy. Skończył. Czas mojej roli nastał, bo ten niepochamowany reżyser powiedział że mam go teraz namiętnie pocałować. Spokojnie Jani, to tylko zwykły i trochę tępy chłopak. Moja blokada właśnie się zerwała i pocałowałam tak jak mi kazano bardzo namiętnie. Miał być koniec. Niestety nie dla niego. Reżyser dawno sobie poszedł, a Harry nadal mnie całował i powoli kładł mnie na tą bujającą się,tandetną ławeczkę. Pytanie: Jak to przerwać?
Czy ja kiedyś wspomianałam jak on całuje. Boże.
I jak miałam to przerwać? Nie mogłam. Owinęłam go nogami na wysokości jego brzucha gdy już całkowicie leżeliśmy. Przywarłam do niego jak magnes. Boże.
-Ekhm...sory że przeszkadzam,ale macie już przyjść bo gramy zakończenie. - wybełkotał jakiś głos. Zrzuciłam napalonego Harry'ego z siebie i popatrzyłam na osobę która wypowiedziała te słowa. Louis. Wiedziałam. Poznałabym ten głos wszędzie. Był smutny,miał żal i rozpacz namalowaną w oczach. Coś się musiało stać. Chłopak odwrócił się na stopie i poszedł przed siebie,a ja oszołomiona tym wszystkim siedziałam na tym tandetnym mebelku dobijając się myślami co takiego znów zrobiłam,że ranię tyle ludzi. Wstałam i pokierowałam się w stronę grupki osób,która na nas czekała. Podbiegł do mnie Loczek i chwycił za ręke.
-Nawet nie wiesz jak długo czekałem aż to zrobisz...-wyszeptał.
-To teledysk,a nie normalne życie,Styles. I co? Cieszysz się? Zaliczyłeś następną. Gratulacje. - jedna,samotna łza spłynęła po moim policzku. Wyrwałam dłoń z uścisku i pobiegłam w stronę Rachel.
-Ej,co się stało? - była radosna jak nigdy. Zayn tak działa na wszystkich.
-Nic,chyba nic.
-Przecież widzę. Pogadamy po teledysku,ok?
-Ok.
Zakończenie nie różniło się czymś specjalnym. Cała nasza siódemka szła w blasku zachodu słońca po Londynie. Zrobione było to tak,że było widać tylko nasze cienie. A Zayn miał jeszcze na koniec podnieść Rachel i wszyscy mieliśmy się złapać za ręce.
Koniec. Nareszcie.
Po tym jak kazali nam iść do domu po prostu uciekłam. Nie chciałam tego opowiadać Rachel, ani tym bardziej słuchać wywodów Stylesa. Biegłam dosyć długo,ale trochę się zmęczyłam,więc usiadłąm w parku pod wielkim dębem i myślałam nad tym wszystkim. Czy ja naprawdę kochałam Stylesa? A może Lou? Boże......czemu to musi być takie trudne?!?! Spojrzałam w niebo.
-Tato,prosze. Pomóż mi. Ja naprawdę nie daję rady bez ciebie,bez mamy. Nie mam tu nikogo z kim mogłabym porozmawiać o takich rzeczach. - zaczęłam płakać jak małe dziecko. - Zawsze powtarzałeś że życie jest okrutne i to dlatego musiałeś umrzeć. Wolałabym umrzeć niż czuć taką nicość jak teraz. - na niebie spadła gwiazda. Czy to miało znaczyć,że moje marzenia się spełnią? Że teraz będę coś czuła? Tylko dziecko wierzyłoby,że gwiazdy spełniają marzenia,ale ja uwierzyłam. Oby to była prawda.
**********************************************************
Rozdział 9 skończony. Jakiś koszmar,ale nie miałam pomysłu. Co o nim myślicie?
Dzięki że ktokolwiek to czyta. ;*
Kocham was z całego serca i dziękuje że ktoś tu jest.
2 kom=next ;*****
// shake
wtorek, 9 lipca 2013
Rozdział 8
-Ok,więc chciałem ci powiedzieć,że.....................-nagle zadzwonił mój telefon.
-Przepraszam,zaraz to dokończymy ok? - uśmiechnęłam się i odebrałam. No tak,Liam.
-Hej,Jani. Słuchaj: Paul powiedział że teledysk ma być nagrany dzisiaj,więc musisz dojechać do studia.
-Ok,a wy gdzie jesteście?
-Już w studiu. A swoją drogą,wiesz gdzie jest Loui?
-Razem ze mną. Ok,będziemy za pół godziny,pa
-Pa.
-No więc Louis, co chciałeś mi powiedzieć?
-Wiesz,już nic,może kiedyś. Kto dzwonił?
-Liam. Mamy się streszczać,bo teledysk mamy nagrać dzisiaj.- podniosłam go ręką i pokierowaliśmy się do samochodu. Jechaliśmy około pół godziny,bo były niezłe korki o tej godzinie ale dotarliśmy. Biegiem zdążyliśmy,bo Paul miał już wychodzić.
-Przepraszamy,straszne korki.- wysapałam. Hmmmm,może dlatego że windy nie działają a to jest 3 piętro.
-Nic nie szkodzi. No to zaczynamy. - powiedział menadżer chłopców i zaprowadził nas w miejsce nagrywania. Początek nie był zły. Chłopcy udawali zwykłych ludzi,którzy się świetnie bawią. Potem przyszła kolej na mnie. Były jeszcze dwie dziewczyny,które miały grać dziewczyne Harry'ego i dziewczyne Zayna. Oraz ja. Na początku się z nimi poznałam i wydawały się naprawdę spoko. Jedna <ta 'dziewczyna' Hazzy> miała na imię Tiffany ,ale była trochę starsza od Stylesa, bo miała 23 lata, a druga <ta 'dziewczyna Zapa> miała na imię Rachel i była od nas sporo młodsza. Miała gdzieś z 16 lat. Obydwie nie gardziły jakąś specjalną urodą,ale były ładne,musze przyznać. Po zapoznaniu się z dziewczynami zaczęłyśmy grać. Miej więcej chodziło o to żebyśmy my jako 'przyjaciółki' weszły do kawiarni, w której siedzą chłopcy i udawały ich dziewczyny,bardzo proste. Miałyśmy robiś wszystko co robi każda przeciętna para. Całować się, przytulać,siedzieć na kolanach itd. To było banalne.
Więc. Weszłyśmy i zaczęłyśmy grać. Ta Tiffany to była niezła zdzira. Od razu usiadła na kolanach Lokersa i się całowali. Rachel siedziała obok Zapa i gadali,ciągle się uśmiechając i szeptając na ucho,ale nikt nie pobije mnie. Usiadłam obok Tomma i wyszeptałam mu na ucho,żeby się ze mną przelizał. I wiecie co? Zrobił to. Potem 'śmialiśmy się' z czegoś na telefonie Louisa i robiliśmy sobie foty. Nagle rozbrzmiał głos reżysera.
-Stop,stop,stop. Coś tu nie jest tak jak powinno. -muzyka się zatrzymała a my wszyscy, oczywiście oprócz nowych zakochanych,czyli Harry'ego i Tiffany się odwróciliśmy. - Kto zatrudnił tutaj taką dziewczynę? - o nie,pewnie ma mnie na myśli...aaaaaaaa! - Nie,nie,nie,ona się tu nie nadaje. - od razu spojrzałyśmy po sobie. Tiffany pomachała do mnie ręką, jakbym to ja miała stamtąd iść i oboje się z Harry zaśmiali. A to suka.
Reżyser podszedł do odwróconej już do niego Tiff i ślicznie zrzucił ją z kolan Stylesa.
-Tak,właśnie o tobie mowa,spadaj,chyba że ochrona ma cie wyrzucić. - dziewczyna zrobiła tylko minę typu 'pożałujecie tego wszyscy' i odeszła. Masakryczna babka. Z Tommem popatrzyliśmy na siebie i ledwo co powstrzymywaliśmy śmiech. Żeby ktoś widział minę Lokersa jak się dowiedział że jego dziunia już nie zagra w teledysku,hahahahahahha. -Ty.-reżyser wskazał na mnie palcem. Oboje z Lou zamarliśmy. Naprawde dobrze nam się grało razem i nie chciałam tego zepsuć. - Ty nie możesz grać z Tomlinsonem. Zagrasz ze Stylesem. Do niego bardziej pasujesz. - Że co proszę?! O nie! Nie będę grała zakochanej w tym .......w tym ..........Alfonsie.
****************************************************************
Ehhhhhh,sprawy z Lou trochę się pokomplikowały,no cóż... nie zawsze jest kolorowo.
Co myślicie o Harrym? Ma jakieś szanse u Janice?
#ciągła beka z Tiffany
hahahahahahahahahahahahahha, no więc,troszku krótki wyszedł,ale wiem że na 3 komentarze mogę liczyć, c'nie???
Dzięki,dzięki ;*** //shake
-Przepraszam,zaraz to dokończymy ok? - uśmiechnęłam się i odebrałam. No tak,Liam.
-Hej,Jani. Słuchaj: Paul powiedział że teledysk ma być nagrany dzisiaj,więc musisz dojechać do studia.
-Ok,a wy gdzie jesteście?
-Już w studiu. A swoją drogą,wiesz gdzie jest Loui?
-Razem ze mną. Ok,będziemy za pół godziny,pa
-Pa.
-No więc Louis, co chciałeś mi powiedzieć?
-Wiesz,już nic,może kiedyś. Kto dzwonił?
-Liam. Mamy się streszczać,bo teledysk mamy nagrać dzisiaj.- podniosłam go ręką i pokierowaliśmy się do samochodu. Jechaliśmy około pół godziny,bo były niezłe korki o tej godzinie ale dotarliśmy. Biegiem zdążyliśmy,bo Paul miał już wychodzić.
-Przepraszamy,straszne korki.- wysapałam. Hmmmm,może dlatego że windy nie działają a to jest 3 piętro.
-Nic nie szkodzi. No to zaczynamy. - powiedział menadżer chłopców i zaprowadził nas w miejsce nagrywania. Początek nie był zły. Chłopcy udawali zwykłych ludzi,którzy się świetnie bawią. Potem przyszła kolej na mnie. Były jeszcze dwie dziewczyny,które miały grać dziewczyne Harry'ego i dziewczyne Zayna. Oraz ja. Na początku się z nimi poznałam i wydawały się naprawdę spoko. Jedna <ta 'dziewczyna' Hazzy> miała na imię Tiffany ,ale była trochę starsza od Stylesa, bo miała 23 lata, a druga <ta 'dziewczyna Zapa> miała na imię Rachel i była od nas sporo młodsza. Miała gdzieś z 16 lat. Obydwie nie gardziły jakąś specjalną urodą,ale były ładne,musze przyznać. Po zapoznaniu się z dziewczynami zaczęłyśmy grać. Miej więcej chodziło o to żebyśmy my jako 'przyjaciółki' weszły do kawiarni, w której siedzą chłopcy i udawały ich dziewczyny,bardzo proste. Miałyśmy robiś wszystko co robi każda przeciętna para. Całować się, przytulać,siedzieć na kolanach itd. To było banalne.
Więc. Weszłyśmy i zaczęłyśmy grać. Ta Tiffany to była niezła zdzira. Od razu usiadła na kolanach Lokersa i się całowali. Rachel siedziała obok Zapa i gadali,ciągle się uśmiechając i szeptając na ucho,ale nikt nie pobije mnie. Usiadłam obok Tomma i wyszeptałam mu na ucho,żeby się ze mną przelizał. I wiecie co? Zrobił to. Potem 'śmialiśmy się' z czegoś na telefonie Louisa i robiliśmy sobie foty. Nagle rozbrzmiał głos reżysera.
-Stop,stop,stop. Coś tu nie jest tak jak powinno. -muzyka się zatrzymała a my wszyscy, oczywiście oprócz nowych zakochanych,czyli Harry'ego i Tiffany się odwróciliśmy. - Kto zatrudnił tutaj taką dziewczynę? - o nie,pewnie ma mnie na myśli...aaaaaaaa! - Nie,nie,nie,ona się tu nie nadaje. - od razu spojrzałyśmy po sobie. Tiffany pomachała do mnie ręką, jakbym to ja miała stamtąd iść i oboje się z Harry zaśmiali. A to suka.
Reżyser podszedł do odwróconej już do niego Tiff i ślicznie zrzucił ją z kolan Stylesa.
-Tak,właśnie o tobie mowa,spadaj,chyba że ochrona ma cie wyrzucić. - dziewczyna zrobiła tylko minę typu 'pożałujecie tego wszyscy' i odeszła. Masakryczna babka. Z Tommem popatrzyliśmy na siebie i ledwo co powstrzymywaliśmy śmiech. Żeby ktoś widział minę Lokersa jak się dowiedział że jego dziunia już nie zagra w teledysku,hahahahahahha. -Ty.-reżyser wskazał na mnie palcem. Oboje z Lou zamarliśmy. Naprawde dobrze nam się grało razem i nie chciałam tego zepsuć. - Ty nie możesz grać z Tomlinsonem. Zagrasz ze Stylesem. Do niego bardziej pasujesz. - Że co proszę?! O nie! Nie będę grała zakochanej w tym .......w tym ..........Alfonsie.
****************************************************************
Ehhhhhh,sprawy z Lou trochę się pokomplikowały,no cóż... nie zawsze jest kolorowo.
Co myślicie o Harrym? Ma jakieś szanse u Janice?
#ciągła beka z Tiffany
hahahahahahahahahahahahahha, no więc,troszku krótki wyszedł,ale wiem że na 3 komentarze mogę liczyć, c'nie???
Dzięki,dzięki ;*** //shake
poniedziałek, 8 lipca 2013
Rozdział 7
Udałam się od razu do salonu,bo po prostu w kuchni nie da się siedzieć. Usiadłam wygodnie na skórzanej sofie i włączyłam telewizor. Ehhhh,jakieś telenowele,albo serialiki. Nic konkretnego.
Do salonu wszedł Liam,a za nim Zap i Lokers. Oni widocznie coś kombinowali. Liaś usiadł koło mnie i zarzucił swoją ręke na moje ramiona.
-Hej ślicznotko, co tam oglądasz?- spytał się chłopak spoglądając mi w oczy.
-Hej przystojniaczku, a właściwie to nic. Nic nie ma. - zrobiłam minę smutnego pieska.
-Wiem co możemy obejrzeć. - wstał z kanapy i podszedł do komody tuż obok plazmy i wyciągnął z niej płytę. Włożył ją sprawnie do odtwarzacza i włączył się film. Od razu wiedziałam co to.
-Toy story,ahhhhhhhh,jak zwykle Liaś, jak zwykle...- wtedy zobaczyłam minę Stylesa. Hahahahahah,chciało mi się tak śmiać. Był zazdrosny, hahahahahahaha, dlatego jeszcze bardziej chciałam mu pograć na nerwach. Położyłam głowę na ramieniu Payna i oglądałam znaną wszystkim kreskówkę. Wszystko było ok,ale usłyszeliśmy pukanie do drzwi,a że żadnemu z nas się nie chciało ruszać czterech liter,to Liam poszedł otworzyć. Do domu wpadł zadowolony jak nigdy Louis. Gdy tylko mnie wypatrzył siedzącą na kanapie dosiadł się i zrobił to samo co Payne. Mianowicie założył mi ręke na ramiona i pocałował w policzek.
-Hej słonko. - powiedział melodyjnie, jak nie on.
-Hej słonko. - odpowiedziałam tym samym,bo wiedziałam że Hazza będzie wściekły.
-Pamiętasz,że jutro jest ten teledysk? Pamiętasz nie?
-Tak,a co?
-Noi będzie supeeeeer!-wykrzyczał na cały dom.
-Możesz mi powiedzieć czemu jesteś taki zadowolony? Co się stało?
-Potem ci powiem. Jak nie będzie tych gapiów. -wskazał palcem na Lokersa i Zapa. Hahahahaha,dobrze że nie widzieliście miny Harry'ego bo normalnie byście popuścili, hahahahaha. Tak wiem, jestem wredna. To genetyczne. - Mogę cię gdzieś zabrać?
-No oczywiście,tylko kiedy?
-TERAZ! - krzyknął znów Tommo i chwycił mnie za ręke. - Zakładaj buty i jedziemy!
-O,dobra,ok,już. - po drodze chwyciłam jeszcze mojego iphone'a i mój wiśniowy błyszczyk, nałożyłam moje buty na obcasie i wyszliśmy z domu. Za nami wybiegł Zayn.
-Janice!
-Co?!
-Kiedy wrócicie?
-Teraz zacząłeś się martwić?
-Wiesz że zawsze się martwiłem!
-O 15! - krzyknął Lou, chwycił mnie w talii i otworzył przede mną drzwi od swojego samochodu po czym sam do niego wsiadł. Nie jechaliśmy długo,bo po około 10 minutach byliśmy na miejscu. A miejsce to przypominało wieś. Takie odludzie. Nie było tu ani żywej duszy i szczerze trochę mnie to zmartwiło, bo tak naprawdę nie wiem co Louis chce zrobić. Tommo znów otworzył mi drzwi jak Gentleman i sprawnie je zamknął.
-To tutaj. -uśmiechnął się uroczo.
-Ale gdzie my jesteśmy?
-Patrz. - chłopak znów chwycił mnie ręką w talii a drugą zaś odsłonił gałęzie drzew i ukazał mi się przecudny widok.
-Louis? Czy to jest wodospad?
-Taki mini,ale jest. - znów się uśmiechnął. -Chodź. - chwycił delikatnie moją ręke i poprowadził pod sam 'mini wodospad' . Woda tak ślicznie mieniła się blaskiem słońca. Wszędzie roznosił się zapach róż i jeszcze Louis nucił sobie jakąś piosenkę <Little things>. No normalnie hsgduadofjbdcildgcb.
Brak słów. Tuż obok wodospadu była mała grota. Właśnie tam Tomlinson mnie zaprowadził. Tam było po prostu bosko. Jaskinia była oświetlona słońcem a wokoło w skale były kryształki,które poprzez to że się tak mieniły oświetlały całą grotę. Magia.
-Louis. Ja....brak mi słów...
-Mi też. - zaśmiał się i wszedł wgłąb pomieszczenia. Usiadł przy ścianie i poklepał miejsce obok. Posadziłam swoje cztery litery ciągle wpatrując się w ten niesamowity widok.
-Byłeś tu już kiedyś? - mój głos rozbrzmiał po całej jaskinii.
-Wiele razy,ale sam. To moje miejsce do przemyśleń.
-Po co mnie tu zabrałeś?
-Bo chciałem z tobą pogadać. Pamiętasz jak ostatnio rozmawialiśmy o mojej dziewczynie? Że mnie zdradza i w ogóle?
-Noo,pamiętam, i?
-Noi właśnie z nią zerwałem. Dumna?
-I to jak...-pocałowałam go w policzek.
-Ale to nie koniec. Wiesz chciałem ci powiedzieć coś jeszcze...-chłopak zrobił się spięty.
-Eeej,cokolwiek to jest to powiedz to śmiało, nie spinaj się, nie lubie jak ktoś się przy mnie spina...
-Ok,więc chciałem ci powiedzieć że...........
*******************************************************
Rozdział 7....
Powiało romantyzmem troszku.......
Jak myślicie, Louis i Janice pasują do siebie czy nie za bardzo?
2 komentarze=next ............sory że taki szantaż czy coś,ale nooo...po prostu nie mg inaczej,bo mało tych komentarzy jest....//mix
Do salonu wszedł Liam,a za nim Zap i Lokers. Oni widocznie coś kombinowali. Liaś usiadł koło mnie i zarzucił swoją ręke na moje ramiona.
-Hej ślicznotko, co tam oglądasz?- spytał się chłopak spoglądając mi w oczy.
-Hej przystojniaczku, a właściwie to nic. Nic nie ma. - zrobiłam minę smutnego pieska.
-Wiem co możemy obejrzeć. - wstał z kanapy i podszedł do komody tuż obok plazmy i wyciągnął z niej płytę. Włożył ją sprawnie do odtwarzacza i włączył się film. Od razu wiedziałam co to.
-Toy story,ahhhhhhhh,jak zwykle Liaś, jak zwykle...- wtedy zobaczyłam minę Stylesa. Hahahahahah,chciało mi się tak śmiać. Był zazdrosny, hahahahahahaha, dlatego jeszcze bardziej chciałam mu pograć na nerwach. Położyłam głowę na ramieniu Payna i oglądałam znaną wszystkim kreskówkę. Wszystko było ok,ale usłyszeliśmy pukanie do drzwi,a że żadnemu z nas się nie chciało ruszać czterech liter,to Liam poszedł otworzyć. Do domu wpadł zadowolony jak nigdy Louis. Gdy tylko mnie wypatrzył siedzącą na kanapie dosiadł się i zrobił to samo co Payne. Mianowicie założył mi ręke na ramiona i pocałował w policzek.
-Hej słonko. - powiedział melodyjnie, jak nie on.
-Hej słonko. - odpowiedziałam tym samym,bo wiedziałam że Hazza będzie wściekły.
-Pamiętasz,że jutro jest ten teledysk? Pamiętasz nie?
-Tak,a co?
-Noi będzie supeeeeer!-wykrzyczał na cały dom.
-Możesz mi powiedzieć czemu jesteś taki zadowolony? Co się stało?
-Potem ci powiem. Jak nie będzie tych gapiów. -wskazał palcem na Lokersa i Zapa. Hahahahaha,dobrze że nie widzieliście miny Harry'ego bo normalnie byście popuścili, hahahahaha. Tak wiem, jestem wredna. To genetyczne. - Mogę cię gdzieś zabrać?
-No oczywiście,tylko kiedy?
-TERAZ! - krzyknął znów Tommo i chwycił mnie za ręke. - Zakładaj buty i jedziemy!
-O,dobra,ok,już. - po drodze chwyciłam jeszcze mojego iphone'a i mój wiśniowy błyszczyk, nałożyłam moje buty na obcasie i wyszliśmy z domu. Za nami wybiegł Zayn.
-Janice!
-Co?!
-Kiedy wrócicie?
-Teraz zacząłeś się martwić?
-Wiesz że zawsze się martwiłem!
-O 15! - krzyknął Lou, chwycił mnie w talii i otworzył przede mną drzwi od swojego samochodu po czym sam do niego wsiadł. Nie jechaliśmy długo,bo po około 10 minutach byliśmy na miejscu. A miejsce to przypominało wieś. Takie odludzie. Nie było tu ani żywej duszy i szczerze trochę mnie to zmartwiło, bo tak naprawdę nie wiem co Louis chce zrobić. Tommo znów otworzył mi drzwi jak Gentleman i sprawnie je zamknął.
-To tutaj. -uśmiechnął się uroczo.
-Ale gdzie my jesteśmy?
-Patrz. - chłopak znów chwycił mnie ręką w talii a drugą zaś odsłonił gałęzie drzew i ukazał mi się przecudny widok.
-Louis? Czy to jest wodospad?
-Taki mini,ale jest. - znów się uśmiechnął. -Chodź. - chwycił delikatnie moją ręke i poprowadził pod sam 'mini wodospad' . Woda tak ślicznie mieniła się blaskiem słońca. Wszędzie roznosił się zapach róż i jeszcze Louis nucił sobie jakąś piosenkę <Little things>. No normalnie hsgduadofjbdcildgcb.
Brak słów. Tuż obok wodospadu była mała grota. Właśnie tam Tomlinson mnie zaprowadził. Tam było po prostu bosko. Jaskinia była oświetlona słońcem a wokoło w skale były kryształki,które poprzez to że się tak mieniły oświetlały całą grotę. Magia.
-Louis. Ja....brak mi słów...
-Mi też. - zaśmiał się i wszedł wgłąb pomieszczenia. Usiadł przy ścianie i poklepał miejsce obok. Posadziłam swoje cztery litery ciągle wpatrując się w ten niesamowity widok.
-Byłeś tu już kiedyś? - mój głos rozbrzmiał po całej jaskinii.
-Wiele razy,ale sam. To moje miejsce do przemyśleń.
-Po co mnie tu zabrałeś?
-Bo chciałem z tobą pogadać. Pamiętasz jak ostatnio rozmawialiśmy o mojej dziewczynie? Że mnie zdradza i w ogóle?
-Noo,pamiętam, i?
-Noi właśnie z nią zerwałem. Dumna?
-I to jak...-pocałowałam go w policzek.
-Ale to nie koniec. Wiesz chciałem ci powiedzieć coś jeszcze...-chłopak zrobił się spięty.
-Eeej,cokolwiek to jest to powiedz to śmiało, nie spinaj się, nie lubie jak ktoś się przy mnie spina...
-Ok,więc chciałem ci powiedzieć że...........
*******************************************************
Rozdział 7....
Powiało romantyzmem troszku.......
Jak myślicie, Louis i Janice pasują do siebie czy nie za bardzo?
2 komentarze=next ............sory że taki szantaż czy coś,ale nooo...po prostu nie mg inaczej,bo mało tych komentarzy jest....//mix
sobota, 6 lipca 2013
Rozdział 6
UWAGA! W tej części może występować coś eeeeeeee no ten,wiecie o co chodzi XD Miłego czytania XD<3
********************************
I to co tam zastałam mnie przeraziło...
Harry leżał w bezruchu na łóżku. Cały zapłakany. Wokół niego leżał z tuzin butelek po piwie. Jego oczy tkwiły w jakimś punkcie. Był jak warzywo.
-O boże, Harry, co się stało?!?!- krzyknęłam, gdy już się opamiętałam. Przecież jeszcze rano był taki radosny, a teraz sama się go boje...
Odpowiedziała mi cisza. Jeszcze bardziej się przestraszyłam.
-Louis, Niall, Liam, Zayn!!!!!!! Szybko chodźcie tu!!!!!!!- krzyknęłam z całych sił w płucach.
-Co się znowu stało? - do pokoju wszedł jako pierwszy mój brat, ale gdy tylko zobaczył Lokersa cały pobladł i szybko do nas podbiegł. Chłopcy zrobili to samo, i po chwili wszyscy tam przy nim siedzieliśmy.
-Harry, powiedz nam,o co chodzi? - wykrztusił z siebie Lou. Znów nic nie odpowiedział, tylko pokazał na zdjęcie jakieś pary. Przypuszczam że to są jego rodzice. - Co, co się stało z twoimi rodzicami?! Powiedz nam!- dochodził Louis. Styles głośno przełknął ślinę i odpowiedział:
-Mieli wypadek. Nie żyją. - po jego policzku zaczęły spływać pojedyncze łzy,ale wzrok ciągle tkwił w tym nieznanym dla nas punkcie. - Jakoś 2 godziny temu zadzwonili ze szpitala, że nie dało się ich uratować, nie żyją. - dokończył i pociągnął nosem. Wszystkich zatkało. Nie wiedzieliśmy co powiedzieć żeby chociaż trochę go pocieszyć. Ja i Zayn też przeżyliśmy śmierć. Śmierć naszego taty.
-Harry, wiem jak się czujesz, ja też, my też przeżyliśmy śmierć. - powiedziałam spokojnie i przejechałam po jego mokrym policzku. -Wiem jak to boli,Styles,wiem. - dodałam i pogłaskałam jego loczki. On nic nie odpowiedział tylko przytulił mnie gwałtownie. Przestraszyłam się, ale zaraz odwzajemniłam ten gest.
-To....może my was na chwile zostawimy samych,co? Pogadacie, a ja ten teledysk przełoże na pojutrze,dobrze? - powiedział Liam z powagą i troską w głosie.
-Dzięki, Liam - dodałam i pomachałam chłopakom na odchodne. Wiedziałam że po takiej stracie i to dwójki rodziców Lokers już nie będzie chciał gadać,więc położyłam się koło niego i mocno wtuliłam się w jego tors. W takich momentach potrzebna jest bliskość kogokolwiek.
**perspektywa Hazzy**
Wtuliła się we mnie mocno, a ja poczułem coś niesamowitego. Pierwszy raz coś takiego poczułem. Czy to jest miłość?
Skąd ona wiedziała, że akurat teraz tego potrzebowałem? Bliskości. Zna mnie. Ale jak to możliwe, żeby mnie znała? Przecież nie mieszka z nami nawet tygodnia. Ona też straciła kogoś bliskiego,wiem.
Tu i teraz jesteśmy tylko my, a ja chce żeby tak zostało. Teraz tyle myśli tłumi się w mojej głowie...
Musze porozmawiać z Zaynem o tym uczuciu jakim ją darze. Może to rzeczywiście miłość? Czegoś jestem pewien, nie chce jej stracić, nie mogę, wtedy straciłbym wszystko co mam, nie mogę...
**Janice**
Nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Przetarłam oczy i zdałam sobie sprawę że nie śpię w swoim pokoju,a czyjaś ręka mocno mnie trzyma. Obróciłam się i zobaczyłam Hazze. No tak. Wczoraj stracił rodziców. Tak bardzo mu współczuje.
Lokers pomału otworzył oczy. Chyba też był nieźle skołowany, bo jego wyraz twarzy mówił sam za siebie.
-Jak się czujesz? - wyszeptałam mu do ucha, odrobinę je muskając.
-Lepiej. Dziękuje ci za wczoraj,naprawde.
-Nie ma za co.Znam to uczucie. Ej,czy my przespaliśmy cały dzień i całą noc?!?!
-Na to wygląda. - odpowiedział i odsłonił rolety. -Ranek, i to wczesny ranek.- spojrzałam na zegarek i rzeczywiście. Była 6.
-Ide wziąć prysznic, pogadamy jeszcze?
-Jasne że tak....też wezme prysznic i zrobie jakieś śniadanie, co ty na to? - uśmiechnął się do mnie. Znów mogłam zobaczyć te cudne dołeczki. EEEEj , co ja wygaduje?!?!
Wyszłam z pokoju Stylesa i poszłam do swojego. Wybrałam coś na dzisiaj i poszłam pod prysznic. Jak to normalnie. Rozebrałam się , ręcznik powiesiłam na poręczy tuż obok kabiny i weszłam do środka. Jednak przez to że kabina prysznicowa ma nieprzezroczyste szkło, a Lokers akurat nakładał na siebie żel pod prysznic i nie słyszałam odgłosów wody, to trafiliśmy do tej samej kabiny zupełnie nadzy.
-Co ty tu.........eeee?- krzyknął Lokers i zasłonił się błyskawicznie ręcznikiem. Zrobiłam to samo. I staliśmy tam tak w siebie wpatrzeni. - To jak już mnie obejrzałaś, to może poczekasz przynajmniej na zewnątrz? Hmmmm? Taka propozycja...- znów się uśmiechnął i trochę się przybliżył.
-Ja......nie............nie chciałam cię oglądać..........ja............na............serio.........-nie zdążyłam się jakoś wytłumaczyć, bo Styles lekko musnął moje usta, a ja nie protestowałam, sama się sobie dziwie ale chciałam tego. Hazza wkroczył do akcji i zaczął coraz namiętniej mnie całować. Upuścił swój ręcznik, sama nie wiem czy specjalnie czy chciał to zrobić, ale z moim zrobił to samo. Przypchnął mnie delikatnie do ściany.
-Chcesz tego? - zadał pytanie przerywając pocałunek...dobrze wiemy że chciałam jak nie wiem co,ale nie mogłam. Znałam go może 3,4 dni! Za wcześnie na takie więzi.
-Za wcześnie, przepraszam. -powiedziałam, musnęłam jeszcze raz jego usta i wybiegłam z kabiny oraz z łazienki.
Ze względu na okoliczności umyłam się w wannie. Nałożyłam trochę makeupu a włosy jak zwykle porządnie wysuszyłam i zakręciłam.
Zeszłam na dół. Słyszałam w kuchni jakieś szepty. Schowałam się za framugą i nasłuchiwałam.
-Jak to ją pocałowałeś?!?!- to był Zayn, dobrze znam mojego brata.
-No, tak po prostu, i wiesz doszłoby do czegoś więcej,ale masz mądrą siostrę i nie doszło...-a to był głos Lokersa...
-Co masz na myśli?
- Gdybyśmy się kochali pod prysznicem to znaczyłoby że jesteśmy szczeniakami,którzy to robią nawet się nie znając....no bo Zayn,znam ją 4 dni...dlatego wiem,że ona nie robi tego dlatego że jestem sławny,bo gdyby tak robiła, to teraz bylibyśmy jeszcze RAZEM pod prysznicem...
-Okej? Troche kumam, ale stary jej nigdy nie będzie zależeć na sławie,wiedz o tym. I co? Teraz będziecie się unikać?
-Sam nie wiem....
Zrobiło mi się jakoś miło, bo Harry teraz już wie,że w ogóle nie zależy mi na popularności dzięki niemu, a to bardzo dobrze. Weszłam powoli do kuchni,kierując się od razu w stronę lodówki nie patrząc się na mojego brata,ani na Harry'ego. Wyjęłam z niej sok, nalałam go do szklanki,a karton spowrotem włożyłam do lodówki. Czułam na sobie wzrok Zayna jak i Stylesa, którzy czekali na jakąś reakcje z mojej strony ale ja sama nie wiedziałam co zrobić. Ehhhhh mam tego trochę dosyć...
***************************************************************
Oto szósteczka!!!
Jako tako wyszła,przyznacie?
Licze na jakieś komentarze, bo jakoś tak dziwnie....<3
Pozdro, i wgl jak tam wakacje? Piszcie piszcie,czekam ;****
********************************
I to co tam zastałam mnie przeraziło...
Harry leżał w bezruchu na łóżku. Cały zapłakany. Wokół niego leżał z tuzin butelek po piwie. Jego oczy tkwiły w jakimś punkcie. Był jak warzywo.
-O boże, Harry, co się stało?!?!- krzyknęłam, gdy już się opamiętałam. Przecież jeszcze rano był taki radosny, a teraz sama się go boje...
Odpowiedziała mi cisza. Jeszcze bardziej się przestraszyłam.
-Louis, Niall, Liam, Zayn!!!!!!! Szybko chodźcie tu!!!!!!!- krzyknęłam z całych sił w płucach.
-Co się znowu stało? - do pokoju wszedł jako pierwszy mój brat, ale gdy tylko zobaczył Lokersa cały pobladł i szybko do nas podbiegł. Chłopcy zrobili to samo, i po chwili wszyscy tam przy nim siedzieliśmy.
-Harry, powiedz nam,o co chodzi? - wykrztusił z siebie Lou. Znów nic nie odpowiedział, tylko pokazał na zdjęcie jakieś pary. Przypuszczam że to są jego rodzice. - Co, co się stało z twoimi rodzicami?! Powiedz nam!- dochodził Louis. Styles głośno przełknął ślinę i odpowiedział:
-Mieli wypadek. Nie żyją. - po jego policzku zaczęły spływać pojedyncze łzy,ale wzrok ciągle tkwił w tym nieznanym dla nas punkcie. - Jakoś 2 godziny temu zadzwonili ze szpitala, że nie dało się ich uratować, nie żyją. - dokończył i pociągnął nosem. Wszystkich zatkało. Nie wiedzieliśmy co powiedzieć żeby chociaż trochę go pocieszyć. Ja i Zayn też przeżyliśmy śmierć. Śmierć naszego taty.
-Harry, wiem jak się czujesz, ja też, my też przeżyliśmy śmierć. - powiedziałam spokojnie i przejechałam po jego mokrym policzku. -Wiem jak to boli,Styles,wiem. - dodałam i pogłaskałam jego loczki. On nic nie odpowiedział tylko przytulił mnie gwałtownie. Przestraszyłam się, ale zaraz odwzajemniłam ten gest.
-To....może my was na chwile zostawimy samych,co? Pogadacie, a ja ten teledysk przełoże na pojutrze,dobrze? - powiedział Liam z powagą i troską w głosie.
-Dzięki, Liam - dodałam i pomachałam chłopakom na odchodne. Wiedziałam że po takiej stracie i to dwójki rodziców Lokers już nie będzie chciał gadać,więc położyłam się koło niego i mocno wtuliłam się w jego tors. W takich momentach potrzebna jest bliskość kogokolwiek.
**perspektywa Hazzy**
Wtuliła się we mnie mocno, a ja poczułem coś niesamowitego. Pierwszy raz coś takiego poczułem. Czy to jest miłość?
Skąd ona wiedziała, że akurat teraz tego potrzebowałem? Bliskości. Zna mnie. Ale jak to możliwe, żeby mnie znała? Przecież nie mieszka z nami nawet tygodnia. Ona też straciła kogoś bliskiego,wiem.
Tu i teraz jesteśmy tylko my, a ja chce żeby tak zostało. Teraz tyle myśli tłumi się w mojej głowie...
Musze porozmawiać z Zaynem o tym uczuciu jakim ją darze. Może to rzeczywiście miłość? Czegoś jestem pewien, nie chce jej stracić, nie mogę, wtedy straciłbym wszystko co mam, nie mogę...
**Janice**
Nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Przetarłam oczy i zdałam sobie sprawę że nie śpię w swoim pokoju,a czyjaś ręka mocno mnie trzyma. Obróciłam się i zobaczyłam Hazze. No tak. Wczoraj stracił rodziców. Tak bardzo mu współczuje.
Lokers pomału otworzył oczy. Chyba też był nieźle skołowany, bo jego wyraz twarzy mówił sam za siebie.
-Jak się czujesz? - wyszeptałam mu do ucha, odrobinę je muskając.
-Lepiej. Dziękuje ci za wczoraj,naprawde.
-Nie ma za co.Znam to uczucie. Ej,czy my przespaliśmy cały dzień i całą noc?!?!
-Na to wygląda. - odpowiedział i odsłonił rolety. -Ranek, i to wczesny ranek.- spojrzałam na zegarek i rzeczywiście. Była 6.
-Ide wziąć prysznic, pogadamy jeszcze?
-Jasne że tak....też wezme prysznic i zrobie jakieś śniadanie, co ty na to? - uśmiechnął się do mnie. Znów mogłam zobaczyć te cudne dołeczki. EEEEj , co ja wygaduje?!?!
Wyszłam z pokoju Stylesa i poszłam do swojego. Wybrałam coś na dzisiaj i poszłam pod prysznic. Jak to normalnie. Rozebrałam się , ręcznik powiesiłam na poręczy tuż obok kabiny i weszłam do środka. Jednak przez to że kabina prysznicowa ma nieprzezroczyste szkło, a Lokers akurat nakładał na siebie żel pod prysznic i nie słyszałam odgłosów wody, to trafiliśmy do tej samej kabiny zupełnie nadzy.
-Co ty tu.........eeee?- krzyknął Lokers i zasłonił się błyskawicznie ręcznikiem. Zrobiłam to samo. I staliśmy tam tak w siebie wpatrzeni. - To jak już mnie obejrzałaś, to może poczekasz przynajmniej na zewnątrz? Hmmmm? Taka propozycja...- znów się uśmiechnął i trochę się przybliżył.-Ja......nie............nie chciałam cię oglądać..........ja............na............serio.........-nie zdążyłam się jakoś wytłumaczyć, bo Styles lekko musnął moje usta, a ja nie protestowałam, sama się sobie dziwie ale chciałam tego. Hazza wkroczył do akcji i zaczął coraz namiętniej mnie całować. Upuścił swój ręcznik, sama nie wiem czy specjalnie czy chciał to zrobić, ale z moim zrobił to samo. Przypchnął mnie delikatnie do ściany.
-Chcesz tego? - zadał pytanie przerywając pocałunek...dobrze wiemy że chciałam jak nie wiem co,ale nie mogłam. Znałam go może 3,4 dni! Za wcześnie na takie więzi.
-Za wcześnie, przepraszam. -powiedziałam, musnęłam jeszcze raz jego usta i wybiegłam z kabiny oraz z łazienki.
Ze względu na okoliczności umyłam się w wannie. Nałożyłam trochę makeupu a włosy jak zwykle porządnie wysuszyłam i zakręciłam.
Zeszłam na dół. Słyszałam w kuchni jakieś szepty. Schowałam się za framugą i nasłuchiwałam.
-Jak to ją pocałowałeś?!?!- to był Zayn, dobrze znam mojego brata.
-No, tak po prostu, i wiesz doszłoby do czegoś więcej,ale masz mądrą siostrę i nie doszło...-a to był głos Lokersa...
-Co masz na myśli?
- Gdybyśmy się kochali pod prysznicem to znaczyłoby że jesteśmy szczeniakami,którzy to robią nawet się nie znając....no bo Zayn,znam ją 4 dni...dlatego wiem,że ona nie robi tego dlatego że jestem sławny,bo gdyby tak robiła, to teraz bylibyśmy jeszcze RAZEM pod prysznicem...
-Okej? Troche kumam, ale stary jej nigdy nie będzie zależeć na sławie,wiedz o tym. I co? Teraz będziecie się unikać?
-Sam nie wiem....
Zrobiło mi się jakoś miło, bo Harry teraz już wie,że w ogóle nie zależy mi na popularności dzięki niemu, a to bardzo dobrze. Weszłam powoli do kuchni,kierując się od razu w stronę lodówki nie patrząc się na mojego brata,ani na Harry'ego. Wyjęłam z niej sok, nalałam go do szklanki,a karton spowrotem włożyłam do lodówki. Czułam na sobie wzrok Zayna jak i Stylesa, którzy czekali na jakąś reakcje z mojej strony ale ja sama nie wiedziałam co zrobić. Ehhhhh mam tego trochę dosyć...
***************************************************************
Oto szósteczka!!!
Jako tako wyszła,przyznacie?
Licze na jakieś komentarze, bo jakoś tak dziwnie....<3
Pozdro, i wgl jak tam wakacje? Piszcie piszcie,czekam ;****
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
.jpg)