poniedziałek, 10 czerwca 2013

Prolog.

-Mamo! Proszę cie! Uwierz mi!- powiedziałam zastrzaskując drzwi za rodzicielką.
-Już od dawna przestałam ci wierzyć!- krzyknęła mama połykając łzy. To przecież logiczne. Miała mnie dosyć. No bo kto by nie miał? Pobiegła na górę. Ja za to usiadłam na skórzanej kanapie w salonie. Po jakiś nie wiem ok.10 minutach usłyszałam huk. Pobiegłam zobaczyć co to. Moja walizka lezała na schodach do połowy rozpięta.
-Bardzo pomysłowe! Naprawde! - krzyknęłam do niej. - Chcesz tak po prostu wyrzucić mnie z domu?!
-Nie zupełnie. - usłyszałam męski głos za sobą. Czy to? Nie,to nie możliwe! Gwałtownie się odwróciłam. W progu zobaczyłam nie kogo innego tylko mojego starszego brata - Zayna. Stał oparty o framugę,kręcąc kluczykiem od samochodu na palcu. Przetarłam oczy. Nadal tam stał. Chciałam się na niego rzucić i wycałować,bo nie widziałam go dobre 2 lata,ale nie mogę taka być. Muszę być twarda,inaczej sobie nie poradzę. Łzy napłynęły mi do oczu.
-Kogo moje oczy widzą? Czy mój kochany braciszek-gwiazda zjawił się w Bradford?! Gdzie ochrona? Gdzie fanki? Gdzie paparazzi? - powiedziałam ironicznie wyglądając zza drzwi.
-Tak,siostra, też miło cię widzieć. Ehhhh,myślałem że chociaż trochę się zmieniłaś. - jęknął i wziął moją walizkę.
-Ej,ej,ej, nigdzie się z tąd nie ruszam. - powiedziałam wyrywając bagaż z rąk bruneta,przez co znów wylądował na podłodze.
-Właściwie to tak. - powiedziała mama i podała bagaż Zaynowi.
-Ciekawe, i fajnie że ktokolwiek mi o tym powiedział...
-Teraz ci mówie. Póki się nie zmienisz będziesz mieszkać z bratem. On o ciebie zadba. -powiedziała kobieta i skrzyżowała ręce na piersiach.
-Ok, ale  nie myśl sobie,że kedykolwiek tu wrócę - powiedziałam i pobiegłam na góre po podręczne rzeczy. Byłam posłuszna,ale i MEGA zbuntowana. Do czarnej torebki włożyłam telefon i słuchawki oraz ładowarkę + jeszcze pare potrzebnych rzeczy. Zajrzałam przelotnie do szafy. Nic tam nie zostało prócz mojego pluszowego misia. Łzy znów mimowolnie napłynęły mi do oczu. Dostałam go od taty. Dokładnie rok później tata umarł zostawiając mnie z mamą.  Otarłam oczy i zamknęłam szafe, zostawiając pamiątke. Schodząc usłyszałam kawałek rozmowy Zayna i mamy.
-A co ze szkołą? Przecież jeszcze 2 miesiące do wakacji. - powiedział drapiąc się po głowie.
-Sama nie wiem. Zrobisz jak zechcesz. - powiedziała tuląc go czule. Od zawsze to on był jej ulubieńcem. Zeszłam głośno na dół i nawet się nie żegnając wyszłam z domu. Braciszek wyszedł za mną i zamknął drzwi. Włożył walizkę do bagażnika,a mi jako ten "dżentelmen" otworzył drzwi.
-Daruj sobie - mruknęłam i wsiadłam w głąb auta. On powielił tą czynność i odjechaliśmy. Znów na moje czekoladowe oczy napłynęła ciecz zwana potocznie łzami. Jednak ja nie okazuje uczuć. Nie pokaże że jestem bezsilna. Nie poddam się,chociaż nie wiem jak by było ciężko. Myślą że wymięknę. To nie prawda! Dam rade! Tata we mnie wierzy...
*********************************************
Małe wprowadzenie do opowiadanka.
Wiem takie trochę beznadziejne,ale 1 rozdział będzie o niebo lepszy.
Trzymajcie kciuki i komentujcie<3
Kocham was // shake

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz