sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 10-drugi sezon.

Perspektywa Janice.
Nie mam pojęcia jak,ale dotarłam do domu. Zamknęłam lekko za sobą drzwi o od razu pobiegłam na górę,żeby Perrie nie zauważyła,że płakałam. Przejrzałam się w lustrze na szafie i zaczęłam jeszcze mocniej płakać. Cały mój makijaż był teraz na policzkach. Wyglądałam tak okropnie,że zdziwiłam się czemu lustro nie pękło.
Usiadłam na łóżku i owinęłam się wokół nim kocem nadal płacząc. Chyba z imprezowania dzisiaj nici Janice.
-Ej Jani mogłabyś nam pom.....-urwał głos Jesy. Tak Jesy  z Little mix. -O mój boże co się stało? -spytała z troską w głosie, po czym podeszła i mocno mnie przytuliła.
Ta dziewczyna znała mnie może dwie godziny,gdy byłam na próbie nowej płyty Little mix z Zaynem, w ogóle nie miała o mnie pojęcia,co lubie,jaka jestem,a i tak podeszła i mnie przytuliła. Znacie kogoś lepszego?
Dziewczyna usiadła koło mnie na łóżku.
-Okej,mów kto ci to zrobił? -spytała.
-Ale co zrobił?
-Skrzywdził cię. -odparła dziewczyna.
-Nie ważne,Jesy. -uśmiechnęłam się smutno. -Już nieważne. Dziękuję.
-Za co? -spytała jakby naprawdę nie wiedziała o co może chodzić.
-Za to,że tu jesteś.
-Pomagam wszystkim,którzy na tą pomoc zasługują,a ty jesteś śliczną,utalentowaną i bardzo miłą osobą. -uśmiechnęła się,jeszcze raz mnie przytulając.
-Dziękuję. -szepnęłam.
-Chcesz spędzić z nami trochę czasu? Troche czasu z Little mix? -wyszczerzyła się.
Przytaknęłam i razem wyszłyśmy z pokoju.
Przez resztę dnia świetnie się z nimi bawiłam. One są po prostu świetne! Przyszedł czas na makijaż i stroje.
Każda z nas siedziała na skórzanym krześle, a Lou (stylistka chłopaków) biegała dookoła nas. Układała nam włosy,robiła świetny makijaż.
-Dzięki Lou,jesteś kochana. -odparła Pezz całując ją w policzek.
-Oh,wiem. Dobra dziewczyny będę lecieć. -przytuliła każdą z nas,po czym wybiegła z domu.
-Śpieszyła się. -sprostowała Leigh, na co wszystkie parknęłyśmy śmiechem.
-Czas na stroje. -pisnęła melodyjnie Jade.
Jeśli chodzi o Jade,jest po prostu boginią mody. Dla każdej z nas dobrała coś pięknego.

Tak wyglądała Jade:

Jesy:

Leigh-anne. 
Perrie: 


No i ja: 
 


Po dołożeniu ostatnich detali zaczęłyśmy wszystko rozkładać na stoły. Ta impreza zapowiadała się na najlepszą w historii imprez!

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 9-drugi sezon.

-Już jestem!- wrzasnęłam na przywitanie i zamknęłam za sobą drzwi.-Jest ktoś? -spytałam z nadzieją w głosie.
-Tu jestem -usłyszałam znajomy mi delikatny głos Perrie.
Weszłam zdziwiona do salonu. Wszystko było wystrojone, serpentyny,balony,alkohol.
-Wow.-wydusiłam z siebie. -Tu jest.......wow.
Blondynka cicho się zaśmiała.
-Josh możesz mi pomóc to zawiesić? -spytała bruneta.
-Jasne-przytaknął i podszedł do dziewczyny.
-Pezz,kto to.........-nie zdążyłam dokończyć.
-Gitarzysta chłopaków. -pomachała ręką. -Josh to jest Janice,dziewczyna Harry'ego. Janice,to Josh.
-Miło poznać-pomachałam do niego przyjaźnie. -Pomóc wam? -spytałam.
-Nie masz prawa. -syknęła z uśmiechem dziewczyna. -Ja się tym zajmuje,was miało nie być w domu.
-Was?
-Ciebie i chłopaków,to niespodzianka,już zmiataj stąd.
-Aw. -jęknęłam. -O której to się zaczyna?
-O siódmej.
-No to idę coś kupić na tą uroczystość. -odparłam kierując się w stronę mojej torby. Wyjęłam z niej portfel, po czym włożyłam go do mniejszej torebki. -Wracam o szóstej, narazka. -pomachałam dziewczynie i wyszłam z domu.
Tego było mi zdecydowanie potrzeba,odpoczynku od tego wszystkiego. Świeże powietrze uderzało mi w twarz, relaksowałam się chwilą od szkoły,chwilą od wszystkich zmartwień. Nawet się nie obejrzałam jak stałam naprzeciwko wielkiego centrum handlowego. Weszłam do środka i udałam się do pierwszego lepszego sklepu. Chodziłam pomiędzy wieszakami w poszukiwaniu czegoś co byłoby odpowiednie,czegoś seksownego,ale i ładnego i nie skąpego. Rany...
Coś zawibrowało w kieszeni moich spodenek. Wyjęłam telefon,przejechałam palcem po wyświetlaczu i przyłożyłam go do ucha.
-Tak?
-Kotkuuuuuuu-przeciągnął Styles. Cicho się zaśmiałam.
-Hej? -powiedziałam rozbawiona. -Po co dzwonisz?
-Chciałem się zapytać gdzie jesteś.
-W sklepie,próbuje kupić coś na dzisiejszą imprezę.
-Pomóc?
-Nie,dam radę,ale jeśli chcesz mi pomóc to możesz po mnie przyjechać.
-Zawsze i wszędzie,baby. Centrum?
-Ma się rozumieć. -uśmiechnęłam się i skończyłam połączenie.
Kontynuowałam poszukiwania czegoś na wieczór ale to było coś nie do przeskoczenia. Moją uwagę natomiast przykuło coś innego. Grupka piszczących dziewczyn,które raczej nie piszczały na mój widok. Spojrzałam w stronę ich wzroku,a moja ręka mimowolnie zamknęła rozszerzone z zaskoczenia usta.
O MÓJ BOŻE. JUSTIN BIEBER RAZEM ZE MNĄ W JEDNYM SKLEPIE. Chwila....czy on nie mieszka w Stanach,momencik....to dziwne.
Odwróciłam się kurczowo,gdy chłopak na mnie tylko popatrzył udając że czegoś zawzięcie szukam.
-Przepraszam? -odezwał się głos za mną.
-Tak? -odwróciłam się.
O nie nie wierze....Justin Bieber stoi dokładnie kilka centymetrów ode mnie.
-Czy ty jesteś Janice? Siostra Zayna Malika z One Direction? -spytał przyglądając się mi. Przygryzłam lekko wargę, poczułam mięte,ahhhhhhh Janice przestań,masz chłopaka.
-Tak,to ja. -odparłam zaciągając się jeszcze raz zapachem,co musiało wyglądać dziwnie.
-Justin Bieber. -wyciągnął do mnie ręke jakby był normalnym chłopakiem na zakupach. Lekko chwyciłam jego ręke oddając uścisk. -Będę dziś na tej imprezie u twojego brata.
No ładnie Zayn...nie powiedziałeś mi że TACY LUDZIE tam będą.
-O, no to super. -uśmiechnęłam się pociarając nerwowo kark.
-Kupujesz coś? -spytał po chwili milczenia.
-T-tak,właściwie sama nie wiem co. -zaśmiałam się nerwowo. -Coś na imprezę.
-Przeszkadzam ci? -spytał.-Wydajesz się spięta.
-Nie tylko wiesz...nie zawsze jestem przyzwyczajona do widoku Justina Biebera rozmawiającego ze mną. -ugryzłam się w język,jezu jaka ze mnie idiotka.
-Spoko,każdy tak reaguje.-uśmiechnął się przyjaźnie. -Może ci pomogę?
-Jeśli widzisz tutaj coś co nadałoby się na taką okazję to...
-Zobaczymy. -uśmiechną się jeszcze raz ukazując wszystkie, białe zęby. O MÓJ BOŻE, CZY JA UMARŁAM?
~*~
-Nie wierze,że to już piąty sklep,a tobie się nic nie podoba. -chłopak jęknął,ale ciągle był uśmiechnięty.
-To dlatego,że wszystko jest takie same,a ja nie chce wyglądać jak wszyscy. -wywróciłam oczami.
Teraz zachowywaliśmy się jakbyśmy znali się od lat. Ja i Justin,Justin i ja.
-Wiesz, może pójdziemy t...-chłopak przerwał  widząc przed nami mojego chłopaka. Ouuu teraz to będzie się działo.
-Janice,wszędzie cie szukałem. -loczek zignorował Biebera, podchodząc bliżej do mnie. -Justin.
-Harry.
Wymienili wrogie spojrzenia i od razu było widać,że coś się między nimi wcześniej stało,okej.
-Tak,wiesz....nadal niczego nie kupiłam. -uśmiechnęłam się lekko w stronę Stylesa,jednak ten chwycił mnie mocno za ręke i wywlókł aż na sam parking.
Usiadłam w samochodzie,czułam jak moje wszystkie mięśnie mi się napinają, gdy chłopak usiadł na siedzeniu obok.
-Możesz mi powiedzieć, co znaczy to,że jesteś na zakupach akurat z tym....tym...chujem?!-wydarł się na mnie że aż podskoczyłam.
-O co ci chodzi? -spytałam spokojnie. -Nie mogę z nikim więcej się spotykać?
-Skąd go znasz? -mówił już trochę spokojniej.
-Ze sklepu,dosłownie....wydaje się być naprawdę miły.
-Miły? Miły?! Ten sukinsyn zrujnował mój cały świat!-wrzasnął tym razem jeszcze głośniej.
-Nie obchodzi mnie co między wami zaszło...ja nic do niego nie mam,a tak poza tym on jest bardzo uprzejmy i fajny. Chyba mogę mieć swoje zdanie? -spytałam z pretensją ale zaraz tego pożałowałam,bo Harry okropnie się wkurzył.
-Nie wierzę że zachowujesz się jak dziwka,skończona suka! I nie,nie możesz mieć swojego zdania, do kurwy nędzy,bo jesteś moją własnością!!!- wydarł się na mnie.
Łzy wezbrały mi się w oczach.
-Czyli jestem dla ciebie dziwką? Zwykłą szmatą? -spytałam cienkim głosikiem,byłam bliska płaczu.
Nie odezwał się.
-Uznam to za tak. -otarłam policzek, po czym wyszłam z samochodu zatrzaskując je najmocniej jak mogłam.
____________________________________________________________________________
I co teraz?
Jak myślicie...Harry miał powód do wkurzenia się,czy nie? :oooo

czwartek, 31 października 2013

Rozdział 8-drugi sezon.

Perspektywa Jani.
Przetarłam zaspane oczy i spojrzałam na zegarek. O kurwa. Boże, mało czasu!
Wygrzebałam się z łóżka i pobiegłam pod prysznic.
Ja i moje szczęście sprawiło, że zaraz po kąpieli poślizgnęłam się i mocno uderzyłam w ręke.
-Auuu!- wrzasnęłam. -Będzie siniak. -mruknęłam pocierając chwilę stłuczone miejsce.
Narzuciłam na siebie szybko ubrania i uważając przesadnie na ręke  jeszcze się lekko pomalowałam. Chwyciłam torbę z książkami i pobiegłam na dół.
-Wow, a co ty taka kolorowa siostra? - Zayn robił śniadanie.
-Huh?
Nie za bardzo go zrozumiałam, ale po prostu chwyciłam jedną z kanapek i pochłonęłam ją z prędkością światła.
Do kuchni wparował Lou poprawiając włosy.
-Zayn, wracam dzisiaj o 14.
-Trzymam cię za słowo, Tommo. -pomachał palcem "grożąc" szatynowi.
Reszta dołączyła do śniadania.
-Dobra, pamiętajcie wszyscy wracamy o 14 do domu, bo szykujemy tą imprezę. Janice ma weekend, a my wolne, najlepsza okazja. -zaczął Liam.
-Jaką imprezę? -spytała zaciekawiona.
-3 rocznica One Direction. -objął mnie w talii loczek,tuląc od tyłu.
-Uuuuu, mam wam pomóc? -spytałam jeszcze raz niepewnie.
-Nie. Masz tylko przyjść, organizacją zajmie się Perrie, bo ma wolne, a Jade jej pomoże. -odpowiedział Malik. -14,pamiętaj.
-Rozumiem. -rozłożyłam ręce w oznace, że się poddaję.
-Horanek, zawieziesz mnie co? -spytałam blondyna bliżej do niego podchodząc.
-Ja to zrobię. -szepnął mi do ucha Styles. -Chodź, bo się spóźnisz. -uśmiechnął się, po czym podał mi moją torbę i pokierowaliśmy się do wyjścia.

~*~
-Harry, serio nie musiałeś mnie odprowadzać pod samą sale, nie jestem dzieckiem. -szepnęłam mu.
Wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie wrogim wzrokiem prosząc o autograf loczka. To było straszne, a co było gorsze? Że nie wiedziałam co mam z tym zrobić.
-Owszem musiałem. -przypchnął mnie delikatnie do ściany i namiętnie pocałował, budząc przy tym głośny pisk wśród dziewcząt, jak i wiwatów u chłopaków.
Otrząsnęłam się w końcu.
-Wiesz, że cię kocham? -spytał po chwili ciszy jaka panowała między nami.
-Nie. -droczyłam się uśmiechając. -Nie mam pojęcia.
-Kocham cię. -szepnął mi do ucha przygryzając je.
-Ja mocniej. -odszepnęłam.
-Hejka. -przywitał się już znajomy mi głos...Justin.
-Hej. -uśmiechnęłam się, lekko odpychając od siebie Stylesa. -Harry, to mój przyjaciel, Justin, Justin to jest mój chłopak, Harry. -pomachałam ręką.
-Miło cię poznać. -uśmiechnął się do niego Jus, ale Harry pożegnał się ze mną i po prostu odszedł. Coś mi się widzi, że nie za bardzo go polubił, a szkoda, bo obydwaj mają loki.

~*~
-Ekhm, to moje miejsce - odezwał się nade mną piskliwy głos. Spojrzałam w górę i ujrzałam Lole. O kurwa.
-Doprawdy? Myślałam, że jest wolne. -zakpiłam, na co Justin krótko się zaśmiał.
-A ty tu czego ofiaro? -zwróciła się do chłopaka. -Zadajesz się teraz z nowymi, którzy nie wiedzą, że to miejsce jest moje? -zaśmiała się.
-Wydaję mi się, że zwracałaś się do mnie. -skrzyżowałam ręce na piersi.
-A właśnie, wypad, już. -pstryknęła swoim palcem tuż przed moją twarzą.
-Em, zastanowię się chwilkę.....nie? -zaśmiałam się i spojrzałam na nią kpiąco.
Za blondynką stały jej towarzyszki, klony czy może "przyjaciółki" patrząc na mnie wyczekująco, jakbym rzeczywiście miała się przesiąść i to jak najszybciej.
-Jestem Janice. -wyciągnęłam ręke do nich.
-Lola. -przedstawiła się. -A to jest....
-Blace. -przerwała jej, na co blondynka popatrzyła na nią z nienawiścią.
-Hello? Czy ktoś tu o mnie zapomniał? -spytała z sarkazmem (tak myślę) trzecia z nich.- Meg. -uśmiechnęła się ciepło, ale zaraz znów wróciła do swojego odbicia w iphonie.
-Pójdziemy do stolika obok, smacznego. -uśmiechnęła się do mnie Lola i razem odeszły.
-Czy ty właśnie....-Justin zatknął ręką buzie.
-Co?
-Czy Lola Devigne cie polubiła? -spytał z niedowierzaniem.
-Na to wygląda, ale jakoś nie kręci mnie bycie jej przyjaciółką. -wyznałam zgodnie z prawdą.
-Jesteś wyróżniona, to musi znaczyć, że jesteś kimś. -brunet znacząco się uśmiechnął i zaczął konsumować swoje drugie śniadanie.
_______________________________________________________________________________
No tak jak było mówione trochę więcej o TRÓJCY.
Kochamy was// Shake i Mix.

poniedziałek, 21 października 2013

WAŻNE!

Ponieważ wiecie, że niedługo to opowiadanie dobiegnie końca, w co aż nie możemy uwierzyć, to mamy dla was drugiego bloga, którego prowadzimy również we 2.
Tyle, że jest on o Justinie, ponieważ Mix jest również Belieber! Treść jest urocza, i pełna grozy!!!
Mamy nadzieję, że chociaż tam zajrzycie:))

Link :  http://take-a-control.blogspot.com/
 ZAPRASZAMY!
A co do tego bloga, to następny rozdział pojawi się już niedługo<3
Kochamy <3// Shake i Mix.

czwartek, 17 października 2013

Rozdział 7-drugi sezon

Perspektywa Janice.
-Teraz lunch. - szepnęła lekko brunetka.
Spojrzałam odruchowo na zegarek na prawej ręce.
-Faktycznie. -mruknęłam.
W końcu zadzwonił dzwonek. Wyszłam posłusznie z klasy tuż za moją nową koleżanką, po czym pomaszerowałam na stołówkę. Zaczęłam wątpić, że jest jeszcze na świecie miejsce większe od tego.
Na środku stał wielki blat z wyżerką dookoła. Kucharki już krzątały się w swoich firmowych fartuszkach.
Nałożyłam na tacę budyń czekoladowy, jabłko i wode mineralną, po czym zajęłam jeden z fajniej umiejscowionych stolików.
-Tutaj nie wolno siadać. -usłyszałam już znany mi głos.
-Justin. -mruknęłam, i pokazałam mu gestem głowy, żeby zajął miejsce obok.
Brunet usadowił się wygodnie i lekko na mnie spojrzał.
-Jesteś sławna...po co się uczysz? Mogłabyś zrobić karierę, słyszałem cie w telewizji. -mówił.
-Chce mieć wykształcenie, gdyby to było możliwe mój brat jak i mój chłopak już by się tu uczyli. -odpowiedziałam, po czym włożyłam do ust pierwszą łyżkę brązowej słodyczy.
-Twój chłopak musi być szczęściarzem. -zaśmiał się cicho.
Spojrzałam na niego wymownie.
-To raczej ja jestem niezłą szczęściarą.- sprostowałam.
-Mów co chcesz, ja wiem swoje...widziałem że zaprzyjaźniłaś się z Jessy? -spytał ponętnie poruszając brwiami.
-Ta znasz ją?
-Kochana, znam tutaj wszystkich. -uśmiechnął się łobuzersko.
-Doprawdy?
-Tak. -przytaknął.
Jessy szła ku nam. Chyba zobaczyła Justina, bo wycofała się i usiadła stolik obok, zupełnie ignorując moje wołanie.
Nie zamierzałam odpuszczać, więc podeszłam bliżej dziewczyny ciągnąc przy tym za sobą bruneta.
Oboje usiedliśmy naprzeciwko brunetki i chwile się jej przyglądaliśmy.
-Jessy, czemu nie chciałaś z nami usiąść? - spytałam ciekawa.
-On...on.- wymamrotała. -On jest na drugim roku..jak...jak Lol...Lola. -wyjąkała.
-Gorzej mała, jestem z nią w klasie. - zaśmiał się głośno.
Ton chłopaka strasznie mnie rozbawił, więc i ja zaczęłam się śmiać.
-Wy się znacie?- zmieniła temat.
-Ta...jakieś 20 minut. - uśmiechnęłam się rozbawiona.

~*~

Po skończonych lekcjach razem z Jessicą poszłam do domu. Byłam naprawdę nieźle rozbawiona faktem, że obok mnie idzie Directionerka, która oddałaby życie za autograf któregoś z chłopaków których ja mam na co dzień. Dopiero teraz do mnie dotarło jak dużo mam szczęścia.
Przekroczyłam próg domu popychając ku wnętrzu wielkie, dębowe drzwi, ukazując przy tym ogromny salon. Wciągnęłam dziewczyne do środka, po czym znów przy pomocy całej siły zamknęłam drzwi trzaskając nimi.
Z góry jako pierwszy zbiegł Niall.
Brunetka pisnęła i zdębiała. Myślałam że poryczę się ze śmiechu.
-A to kto?- spytał uśmiechnięty.
-Moja przyjaciółka, Jessica. Jest Directionerką. -sprostowałam.
-To wszystko wyjaśnia. - zaśmiał się, po czym przywitał się ze mną całusem w policzek. -Jak w szkole? -kontynuował wchodząc do kuchni.
-Dobrze...
-Co to za 'dobrze'? -spytał Horan wyglądając z pomieszczenia.
-Było super. - uśmiechnęłam się sarkastycznie.
Spojrzałam jeszcze raz na dziewczynę. Nadal stała w tej samej pozycji patrząc na miejsce, w którym stał blondyn.
Do domu wpadł Zayn razem z Perrie, a zaraz za nimi Harry.
-Janice, słonko ile ja cie już nie widziałam? - spytała blondynka po czym mocno mnie uściskała. - Tęskniłam. -wyznała.
-Chodź, muszę ci coś pokazać. - szepnął jej mulat, a potem razem udali się na górę.
Miałam szczerą nadzieję, że nie będą robić TEGO akurat teraz.
-Janice, kto to? - spytał loczek zdejmując kurtkę i buty.
-Moja przyjaciółka, Jessica. Jest Directionerką i to dla niej spory szok,że właśnie stoi przez tobą.  -znów wyjaśniłam.
Chłopak lekko się uśmiechnął pokazując rząd ślicznych, bialutkich zębów.
-Mam nadzieje, że już się na mnie nie gniewasz. - mruknął Styles łapiąc mnie w talii.
-Nadal się gniewam. -uśmiechnęłam się zadziornie.
-Czy to załatwi sprawę? - spytał, po czym wpił się namiętnie w moje usta. No pięknie Jessy wszystko widzi.
-Może...-zaśmiałam się, po czym mocno go przytuliłam.
-Jestem Harry. - wyciągnął ręke do dziewczyny.
-Jess..Jess..Jessica. - podała ręke. -To wy..wy naprawdę jesteście razem? -spytała nieśmiało.
-Naprawdę. -powiedzieliśmy chórem.
~*~
Reszta dnia minęła bardzo dobrze, wręcz cudownie. Miałam wrażenie, że chłopcy bardzo polubili Jess.
Usiadłam delikatnie na kolana loczka i przyglądałam się domownikom.
-Czy tylko ja mam wrażenie, że Nialler wreszcie się zakochał? -mruknął do mnie Styles lekko całując mnie w ucho.
Spojrzałam na blondyna. Był taki szczęśliwy, pierwszy raz od kiedy go poznałam aż TAK szczęśliwy!
-I kogo to zasługa? - spytałam lekko się uśmiechając i patrząc w głęboką zieleń oczu Stylesa.
Chłopak cicho się zaśmiał, po czym lekko mnie przekręcił, w taki sposób, że to ja byłam pod nim. Zaczął mnie lekko całować, napierając na mnie całym ciałem. Czułam się tak dobrze? Tak, byłam szczęśliwa i to bardzo, jednak nie na długo.
Oboje usłyszeliśmy głośno odchrząknięcie Horana i szybko się od siebie oderwaliśmy.
-Z takimi rzeczami to do sypialni, błagam. -mówił zirytowany blondasek.
Harry położył się obok mnie na kanapie, jednocześnie się za mnie chowając.
-Jessica musi już iść do domu, więc odprowadzę ją. - oznajmił nam.
-To do jutra. - posłałam jej uroczy uśmiech.
-Pa. - mruknęła i razem z Niallem wyszli z domu.
Ahh jutro następny dzień szkoły, super. -powiedziałam sobie w myślach.

_______________________________________________________________________________
Ogólnie to jest zmiana jednego z bohaterów, a w szczególe Justina. Inne zdjęcie po prostu. :)
Mamy nadzieje, że się podoba.
A no i z całego serca przepraszamy, że to aż tak długo!
// Shake i Mix.

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 6-drugi sezon

Perspektywa Jani.
Dobra Janice, przestań.
Wstałam szybko z posłania i pobiegłam prosto pod drzwi, nadal wsłuchując się w odgłosy. Teraz byłam już pewna, że dochodzą z ogródka. Otworzyłam lekko drzwi i zobaczyłam Stylesa, który próbował się podnieść z doniczek z kwiatami, które pod jego ciężarem po prostu pękły.
-Harry, co ty robisz? - spytałam wręcz oburzona faktem, że nawet na mnie nie spojrzał.
-Pomożesz, czy będziesz tak stała i się gapiła? -wysapał i usiadł na trawę.
Podniosłam lekko chłopaka, jednak ten znów się przewrócił.
-Styles! Ty idioto, jesteś pijany! -syknęłam.
-Wypiłem tylko jeden kieliszek, przysięgam.
-Wiesz...po jednym kieliszku na pewno nie tarzałbyś się po trawie!-krzyknęłam tak głośno, że Niall wyszedł na balkon.
-Jani? Co się dzie...Harry? Co ty robisz na trawie? - spytał blondyn z przymrużonymi oczami.
-Upił się. Upił się jak świnia! -wrzasnęłam.
-Poczekaj, pomogę ci, albo zawołam jeszcze Louisa. - mówił pocierając oczy.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo chłopak zniknął za firanką. Odetchnęłam głęboko i znów spojrzałam na loczka.
-Janice, czy to źle jak cię widze potrójnie?-uśmiechnął się z zezem w oczach.
-Tak, to źle.
-Kurwa. -wysapał.
Yhh, jak ja nienawidziłam jak ktoś przeklina. Podeszłam do chłopaka i mocno kopnęłam go w plecy.
-Dobra, luz zajmiemy się nim. - szatyn odciągnął mnie od bruneta, po czym obydwoje z Niallem wnieśli go do środka, a potem schodami w górę.
Weszłam posłusznie za nimi, po czym zostawiając ich z kłopotem poszłam spać. Jutro szkoła.

Następny dzień.
Perspektywa Janice.
Wstałam jakaś taka wypoczęta, a w końcu było po 7. Narzuciłam na siebie czarne rurki, sweter w serca i jedne z moich ulubionych butów. Włosy przeczesałam i wyprostowałam, nałożyłam drobny makijaż i byłam gotowa.
Chwyciłam swoją torbę z książkami i zbiegłam na dół. Jedyne co mi teraz chodziło po głowie, to tylko mało czasu, bardzo mało.
W kuchni siedział loczek wgapiony w gazetę. Nie zamierzałam się za bardzo do niego odzywać, więc upiłam łyk starej i zimnej herbaty, po czym wyszłam z domu.
Tuż za furtką stał samochód Nialla. A to dziwne, ten śpioch już gdzieś jedzie?
Podeszłam powoli do auta, zamykając za sobą furtkę.
-A ty co robisz? - spytałam posyłając chłopakowi uśmiech.
-Zawożę moją kochaną Janice do szkoły, a ty co robisz? - spytał takim samym tonem co ja.
Bez zastanowienia wskoczyłam do czarnego pojazdu blondyna no i pojechaliśmy.
~*~
-No to trzymaj się. -chłopak poklepał mnie po plecach.
-Spróbuje. -szepnęłam. -Niall?
-Hm?
-A co jak nikt mnie nie polubi?
-Ciebie? Żartujesz sobie?- spytał z takim oburzeniem jakby było oczywiste, że ludzie zawsze mnie lubią. -Nie przejmuj się, dasz radę. -blondyn uśmiechnął się do mnie z zachętą.
-Dzięki,Niall. Jesteś kochany. - pocałowałam go delikatnie w policzek i wysiadłam z samochodu, po czym pomaszerowałam do szarego budynku. Zaraz przy wejściu, na tablicy ogłoszeń wisiały kartki z dokładnym zarysem szkoły.
Zerwałam jedną, po czym udałam się na pierwszą lekcję-biologię.
To miejsce z zewnątrz wyglądało bardzo staro, ale w środku wszystko było nowe, ładniejsze. Zaraz przy wejściu wisiał ogromny zegar, który było widać z każdego piętra. Gdy mijałam po kolei każdą z sal zauważyłam, że każda z nich jest inaczej wystrojona. Sala od plastyki miała całe ściany w jakiś szkicach, sala od matematyki była za to obwieszona działaniami, a sala od chemii była przepełniona różnymi substancjami w małych butelkach.
Każde z pomieszczeń było uchylone pod tym samym kątem. Widocznie nauczyciele czekali już na uczniów.
W końcu trafiłam, sala od biologii.
Weszłam powoli do środka. Wszystkie ławki były już zajęte przez uczniów, więc domyśliłam się, że jestem za późno.
-Dzień dobry. -zaczęłam.
-Dzień dobry, ty na pewno jesteś Janice. Słuchajcie to jest nowa uczennica, gdzie by cię tu posadzić? O, może obok Jessici? -kobieta mówiła jak zakręcona. - To ona. - pokazała palcem na ławkę w ostatnim rzędzie.
Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie, po czym zajęłam wskazane przez nauczycielkę miejsce.
-No dobrze, więc zacznijmy lekcję. -kobieta uśmiechnęłam się zachęcająco i zaczęła swój wykład.
-Jestem Jessica, ale wszyscy mówią mi Jesy, a ty Janice tak? - szepnęła do mnie delikatnie.
-Tak, miło mi cię poznać. - podałam jej ręke.
-Jesteś siostrą Zayna Malika? - spytała po chwili ciszy.
-Tak, a co?
-Jestem ich wielką fanką.- uśmiechnęła się.
-To może po szkole wpadniesz do nas? Poznałabyś ich...
-Naprawdę? -dziewczyna aż pisnęła z podekscytowania.
Pokiwałam twierdząco głową i wsłuchałam się w wykład pani profesor.
~*~
-Kto to jest? - spytałam przypatrując się z uwagą trzem blondynkom.
-To Lola i jej klony. Jak masz okazję, lepiej wiej! -szepnął do mnie dobrze zbudowany brunet.
Zaśmiałam się cicho.
-Mówiłam to do Jes...gdzie ona jest?
-Uciekła, tak jak każdy. -wyrechotał. - Widzę, że jesteś nowa.
Pokiwałam głową.
-Jestem Justin,drugi rok. -uśmiechnął się.
-Janice.
Nadal patrzyłam się na te trzy dziewczyny. Wyglądały przerażająco.
-Nie patrz tak na nie bo....-urwał na chwile. -za późno.
Dziewczyna stanęła tuż przede mną, oblatując mnie wzrokiem z góry na sam dół.
-Ty jesteś Janice Malik. No no twojej twarzyczki ciągle pełno w gazetach, widze że trafiła się wreszcie równa mnie. - zaśmiała się sztucznie.
-Czy my się znamy?-spytałam i nerwowo przeczesałam dłonią włosy.
-Lola, ale wszyscy tutaj mówią na mnie po prostu lol, a to moje kumpele, Meg i Blace. -pokazała na sporej postury dziewczyny.
-Fajnie, śpieszę się. To cześć. -wyminęłam je kurczowo i szybkim krokiem udałam się na następną lekcję-matematykę.
Już z daleka wypatrzyłam Jesy. Znowu siedziała sama,więc bez zastanowienia podeszłam do niej i zajęłam miejsce.
-Czemu tak nagle uciekłaś? -spytałam uśmiechając się promiennie.
-Wszyscy to robią! Jesteśmy na pierwszym roku, a ona na drugim...
-No ale co to zmienia? Posłuchaj, takich jak ona nie należy się bać.
-Ja wiem swoje, a teraz ciii. - uciszyła mnie, a potem już  w ogóle się do mnie nie odezwała.
Ta szkoła jest jeszcze dziwniejsza niż moja poprzednia!



Nowe postaci:

 

Justin - przyszły najlepszy przyjaciel Janice. Drugi rok studiów, kocha tańczyć, pasjonuje go również elektrotechnika.



Lola Devigne - bogata i zapatrzona w siebie gwiazda szkoły, której opinii boi się prawie każdy. Przyszły wróg Janice, to właśnie ona.



Meg (z tyłu) i Blace - kumpele Loli. Puste i przepełnione nienawiścią, one również nie polubią Janice.
~*~
 
______________________________________________________________________________
 
Witajcie znowu!
Dosyć długo tutaj nie pisałyśmy, to przez ten kryzys.
Chcemy wam powiedzieć, że już jest wszystko w porządku, a ponieważ dzisiaj są urodziny Mix to chcę jej też złożyć najpiękniejsze życzenia! Więcej przypływów weny kochana!:*:*
Jeśli natomiast chodzi o opowiadanie to zamierzamy je tak za pare rozdziałów zakończyć. Wiemy, że to cholernie trudne, tak po prostu się z tym pożegnać, ale jak na razie to mamy pomysł może  na jeszcze 15 rozdziałów, na pewno to maximum.
Ten rozdział jest inny, miejmy nadzieje lepszy...szkoła to nie za dobry temat do opisu,ale co innego SZKOŁA a co innego STUDIA, prawda?
Dzięki, że mimo to że tak długo nie dodawałyśmy nadal są tutaj wyświetlenia i nadal ktoś to czyta, milutko sisters!<3
No a więc tyle, dzięki bardzo i do zobaczenia, oraz miłej reszty weekenduuu!:))))))

niedziela, 29 września 2013

Rozdział 5-drugi sezon.

Perspektywa Janice.
-Nigdy więcej, błagam! -wrzasnęłam zatrzaskując drzwi przed loczkiem.
Wszyscy popatrzyli na nas pytająco, ale chyba wyczaili, że nie jestem w humorze bo o nic nie pytali. Harry rzucił obydwie torby z książkami i znów wyszedł z domu.
-Nie pytam. - rzucił Louis sprzątając stertę podręczników spod moich nóg.
-Ale ja się chętnie...co jest? - spytał z uśmieszkiem mulat.
-Harry jest o mnie MEGA zazdrosny, no dosłownie.....jak facet za kasą uśmiechnął się do mnie przelotnie, to ten od razu oburzony wyciągnął mnie stamtąd siłą! - wywrzeszczałam i usiadłam na fotel. -Szczęście, że zdążyłam spakować książki. -westchnęłam już spokojniej.
Zayn wybuchnął niepochamowanym śmiechem.
-I co? -przełknął ślinę. - Przywalił mu? -śmiał się czarnowłosy.
-Nie, ale bałam się żeby mi przypadkiem nie przywalił. -odetchnęłam spokojnie.
-Nie przejmuj się, na pewno mu przejdzie. Uwierz...znamy go dłużej od ciebie. - uśmiechnął się promiennie Liam.
-Oby. - podniosłam się z kanapy i wzięłam obydwie siatki w ręce. -Idę się spakować. - zaśmiałam się i poszłam na górę.

Perspektywa Harry'ego.
-To co zawsze, stary.
-Już się robi. -mrugnął do mnie James.
Już nie pamiętam kiedy tu ostatni raz byłem. Chyba  z rok temu. Wszystko wydawało się być takie samo. Nawet barman, mój stary kumpel się nie zmienił.
-No to co cie drażni Styles? O ile pamiętam dawno tu nie przychodziłeś, a w gazetach pełno twojej mordy, co jest stary? -blondyn podał mi kieliszek.
-Dziewczyna.
-Ta dupa Janice?
Gdybym mógł kogoś zamordować wzrokiem, to James leżałby już martwy.
-Moja Janice. -sprostowałem.
-Tutaj ciągle się o niej mówi. Gazety nie kłamią, ładna to ona jest.
-Czemu akurat tutaj?
-A skąd mnie wiedzieć? Stary...albo dziewczyny przychodzą ją doszczętnie obgadywać i mówić jaka to ona jest brzydka, albo napaleni faceci, którzy mówią że gdyby ją tu zobaczyli to by ją wyruchali bez zastanowienia. Taki świat, nie zmienisz go.
Nic już nie odpowiedziałem. Sama myśl, że ktoś miałby ją skrzywdzić jest nie do pomyślenia.
-Kocham ją. - szepnąłem.
-Wiem...inaczej byś tu nie przyszedł.

Perspektywa Jani.
Dochodziła już 10, a Stylesa jak nie było tak nie ma. Postanowiłam wziąć prysznic, ogólnie trochę się ogarnąć. W końcu jutro pierwszy dzień szkoły...musze jakoś wyglądać.
Po kąpieli poszłam jeszcze na dół zjeść jakąś kolacje.
Zeskoczyłam z ostatniego schodka i pomaszerowałam w stronę salonu, niestety nie zastałam tam nikogo. To dziwne. Poszłam do kuchni, ale w niej też pustka. Czyżby wszyscy położyli się już spać?
No nic.
Zrobiłam sobie dwie kanapki i ciepłą herbatę, po czym znów udałam się do salonu. Włączyłam telewizor i zaczęłam przewijać programy.
Nic, program muzyczny, nic, melodramat, horror, komedia, romansidło...stanęło na komedii.
Nagle usłyszałam straszny huk tak jakby w ogrodzie. Troche się przestraszyłam, co ja gadam byłam taka przerażona, że zakryłam się po nos kocem i skuliłam na kanapie.
Przez moją głowe przepływały najczarniejsze myśli...boje się.
-Harry gdzie jesteś, jak cię potrzebuje? - pisnęłam.

~*~
 
"Czasem żałuję tego co powiedziałam, bo wiem że już tego nie cofnę."
 
_______________________________________________________________________________
 
Tak. Oto rozdział piąty.
Ostatnio mamy kryzys w pisaniu i nawet na lekcjach zastanawiałyśmy się czy przypadkiem nie usunąć bloga, ale stanęło na tym że nie.
Za bardzo byśmy tęskniły za tym wszystkim. ZA BARDZO.
No to od nas tyle...mamy nadzieje, że się podoba. :)
Pozdrawiamy i życzymy miłej reszty niedzieli i miłego tygodnia. <3 // Shake i Mix.